wtorek, 6 czerwca 2017

to nie ona. [#Epilog]

Epilog



Pod nami setki pędzących aut, nad nami tysiące eksplodujących świateł, obok mnie mój narzeczony… Będę się tym zachwycała chyba jeszcze przez najbliższe półwiecze. Matko! Mam narzeczonego! Właśnie, rodzice… Muszę im o tym powiedzieć. Ale jeszcze nie teraz.
Teraz patrzę na najwspanialszego mężczyznę w całym świecie. Właśnie rozpoczął się nowy rok w Seulu, stoję na balkonie pod jednym kocem z Daehyun’em i gapię się na niego zamiast na fajerwerki, bo mogę. Bo jest piękniejszy.
- Faktycznie mogłem to zrobić teraz – mruczy po bardzo długiej chwili milczenia. Kiwa głową kilka razy w zamyśleniu. – Miałaś rację. – Spogląda na mnie, jakby z niedowierzaniem. – Ale, żebym ja uczył się romantyzmu od ciebie?
Moje usta na to retoryczne pytanie wyginają się w krzywym uśmiechu. Parę godzin temu mi się oświadczył, a teraz mnie obraża, co za człowiek.
- No widzisz – zaczynam mądrym tonem. – W takie specjalne dni nawet krowy przemawiają ludzkim głosem.
Jego mina jest bezcenna. Po pierwsze nie zrozumiał idiomu, a po drugie chyba nie zrozumiał idiomu.
- Co ty mówisz? – pyta, marszcząc czoło i śmiejąc się ze mnie w duchu. Wiem, że się śmieje, bo uśmiecha się lekko jedną stroną ust. Poza tym patrzy na mnie, jak na głupiutkie dziecko. Czasami lubię ten wzrok. Jestem głupiutka, roztrzepana i słaba, dlatego widząc ponad swoją głową kogoś silnego, odpowiedzialnego i mądrego czuję się bezpiecznie. Teraz tak się czuję.
- No tak. W Polsce tak jest, u was nie? – Unoszę brwi w górę, pytająco, jakbym na prawdę wierzyła w to, co mówię. – Chociaż u nas to działa tylko w przeddzień Świąt Bożego Narodzenia. Pierwszego stycznia to inne rzeczy się dzieją. A potem, bah! Milion dzieci rodzi się we wrześniu.
Najpierw wypuszcza z płuc powietrze, chichocząc bezgłośnie, a po chwili obejmuje mnie ramieniem za plecami, przyciągając bliżej siebie.
- Też chciałabyś przywitać wrzesień z dzidzią na rączkach? – pyta, nachylając się nad moim uchem. Chyba miało to być w jakimś stopniu zachęcające, albo zabawne, ale w mojej głowie pojawia się tylko obraz Haneul. Wzdycham ciężko i obracam głowę tak, by patrzeć mu w oczy.
- Najpierw trzeba odbić twoją dzidzię – mówię, pukając go palcem w pierś. Przez chwilę patrzy mi w oczy. W końcu uśmiecha się smutno, wypuszczając nosem powietrze i obraca głowę w stronę miasta. Przełyka ślinę. Oddycha spokojnie. Jego oczy błądzą po wieżowcach i rozświetlonym niebie.
- Gdyby ktoś zagwarantował mi, że będzie szczęśliwa do końca życia, oddałbym za nią swoje własne – mówi, gryząc na końcu swoją dolną wargę. Czekam kilka sekund by w końcu przytulić się do niego i głaskać po plecach łagodnie.
- Musisz założyć swoją zbroję i walczyć. Nic złego, co się wydarzyło, nie stało się z twojej winy. Ale możesz ją uratować. I dasz radę. – Mija kilka chwil, a w końcu odsuwam się i chwytam go za dłoń, ciągnąc do środka. – Chodź, potulimy się na kanapie.
Od dzisiaj jestem jego przyszłą żoną. Mam dwa plany na nowy rok.

Będę wspierać go w każdej sytuacji, nawet najtrudniejszej i najlżejszej.

Przestanę czuć się jak kochanka i zajmę właściwe miejsce u boku mojego księcia z bajki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz