czwartek, 17 sierpnia 2017

Mark's little secret [#13]




Mam już tego wszystkiego dosyć – pomyślałem, wysiadając z samolotu po kilku godzinach szybowania nad półwyspem Koreańskim. Lot nie trwał długo, ale mnie dłużył się niemiłosiernie. Drażniło mnie nie tylko siedzenie w tej latającej puszce, ale myśl, że gdy z niej wyjdę, natychmiast będę musiał zmierzyć się z największym koszmarem, jaki dotąd przeżyłem i który wciąż trwa. Gdybym był w tym samolocie sam, to modliłbym się o to, żeby runął na ziemię, trafił go piorun, cokolwiek, byle bym nie musiał lądować. Jednak nie siedziałem w nim sam. Były tam jeszcze trzy inne życia, o wiele bardziej wartościowe niż moje. Wolę sam cierpieć, niż patrzeć, jak cierpi ktoś inny.
Cóż, samolot nie spadł, nie mieliśmy nawet turbulencji, a machina wylądowała nienagannie, niczym motyl na kwiecie. Przeszliśmy bez słowa przez lotnisko, kierując się prosto do samochodu. O nic nie pytałem. Byłem świadomy, że jedziemy prosto na komisariat. Nigdy nie miałem styczności z policją, a już na pewno nie musiałem zeznawać w takiej sprawie.
Patrzyłem na wieżowce za oknem samochodu. Odbijały się w nich różowe chmury wieczornego nieba. Oddychałem głęboko, bo na zajęciach w JYP mówili, że tak się najlepiej zwalcza stres, ale to wcale nie pomagało.
- Mark – powiedział cicho Jinyoung. Powoli obróciłem głowę w jego kierunku. Patrzył mi w oczy, a na jego twarzy malował się jeszcze większy strach niż przedtem. Przez chwilę milczał z otwartymi ustami, jakby próbował dobrać w głowie słowa, ale żaden dźwięk się z nich nie wydobywał. – A jeśli oni… jeśli będą chcieli wysłuchać też mnie?
Nie wiedziałem, co mam mu odpowiedzieć, ale nawet gdybym chciał, menager byłby szybszy.
- Nie martw się, Jinyoung. Ty akurat masz z tym najmniej wspólnego.
Popatrzyliśmy po sobie, mając w głowie tę samą myśl. Chłopak pokręcił delikatnie głową, błagając, bym nie powiedział dwóch słów za wiele. Westchnąłem głęboko, przenosząc spojrzenie na fotel przede mną.


Podróż autem była znacznie krótsza, a miałem wrażenie, że trwała tyle samo, co lot z Jeju do Incheon. W maskach i czapkach wyszliśmy z auta, które wcześniej podjechało pod same drzwi komendy głównej w Seulu. Jak zwykle, traktując nas, jak VIP’ów podeszło do nas dwóch mężczyzn z odznakami, przewieszonymi przez kark niczym naszyjnik. Przedstawili się i zaprowadzili nas pod drzwi pokoju przesłuchań.
- Pozwolicie, że pierwszą przesłuchamy dziewczynę – powiedział jeden z policjantów.
Dziewczyna?
Popatrzyłem na menagera, ale jego spojrzenie spotkało się z moim w locie i nie dostałbym odpowiedzi, gdyby nie głos, który usłyszałem z drugiego końca korytarza za mną.
- Jaehee! – zawołałem, widząc przed sobą dziewczynę prowadzoną za ramię przez innego z funkcjonariuszy. Na moje ściskał jej ramię zbyt mocno. W ogóle nie powinien jej dotykać!
Już stawiałem krok na przód w jej stronę, jednak czyjaś ręka na moim ramieniu powstrzymała mnie przed postawieniem kolejnych.
- Proszę nie zbliżać się do podejrzanej – powiedział policjant, a moje oczy niemal wyskoczyły mi z czaszki. Wbiłem w niego nie tyle zdziwione, co zszokowane spojrzenie.
- Po… Jak to ‘podejrzana’? – bąknąłem. – Myślicie, że to chuchro mnie pobiło? – dodałem nieco głośniej, wskazując na dziewczynę kciukiem.
- Może nie tyle pobiła, co zleciła pobicie—
- Wykluczone! – przerwałem prędko dalszą wypowiedź mężczyzny. – Ona tego nie zrobiła. Jest moją przyjaciółką.
- Jak długo ją pan zna, by wyciągać takie wnioski?
- Nie ważne, jak długo. Liczy się to, jak dobrze – odwarknąłem, wyprowadzony z równowagi. Nie rozumiałem, jak ktokolwiek mógł myśleć o niej w ten sposób. – Jest dla mnie, jak siostra.
- Rozumiem, jednak musimy sprawdzić każdą możliwość.
Popatrzyłem na Jaehee, która widząc moje spojrzenie na sobie, jakby coś ją speszyło i natychmiast opuściła głowę w dół. To wydawało się być trochę dziwne, ale nie na tyle, bym zaczął podejrzewać, że spiskowała przeciwko mnie. Przecież na początku nie znała nawet mojego imienia. Dopiero, gdy jej się przedstawiłem, skojarzyła mnie z GOT7. Wspierała mnie, kiedy leżałem w szpitalu, tylko ona potrafiła sprawić, że zapominałem o bólu.
Jeden z policjantów kiwnął do drugiego, by ten poprowadził Jaehee dalej, a ten mu odkiwnął.
- Proszę poczekać – powiedziałem, wyciągając swoją złamaną rękę przed klatkę piersiową mężczyzny, który zaciskał dłoń na ramieniu mojej przyjaciółki. Popatrzyłem na jego uścisk, a potem spojrzałem mu w oczy. – Nie musi jej pan tak mocno trzymać, nie ucieknie.
Tamten wymienił spojrzenia z – najwyraźniej - swoim szefem i zdjął dłoń z ramienia dziewczyny. W zamian za to, otworzył przed nią drzwi do pokoju przesłuchań i wskazał ręką do środka. Jaehee popatrzyła na mnie i kiwnęła mi głową w podziękowaniu, po czym zniknęła za drzwiami.
- Hyung – odezwałem się do menagera. – Wiedziałeś o tym, że jest podejrzaną? - Pokręcił głową przecząco. – Przecież przez cały czas była u was. Prawda?
Prędzej pomyślałbym, że to on coś kręci, niż Jaehee.
- Odkąd zaczęła dostawać anonimowe wiadomości mieszkała u nas. Nie miałem pojęcia, że tu będzie. Może znaleźli coś w jej telefonie, kiedy oddaliśmy go policji, by znalazła nadawcę tych sms’ów.
Westchnąłem, słysząc kolejne podejrzenia pod jej adresem. Dziewczyna wycierpiała się już wystarczająco. Ledwo pochowała ojca, a teraz jest podejrzewana o spisek przeciwko idolowi. Błagam, co mogłaby zrobić taka dziewczynka przeciwko całej wytwórni? Wstyd się przyznać, ale nawet, gdyby miała powody, JYP ma warunki, by zatuszować wszystko. Widać to idealnie na przykładzie mojego pobicia. Nawet nasi przyjaciele z innych zespołów nie znają do tej pory prawdy. Chociaż z drugiej strony nie jestem pewny, jak długo jeszcze kłamstwo o moim upadku ze sceny przetrwa.


Po jakimś czasie do sali zeznań zaprosili i mnie. Usiadłem na krześle przy metalowym stole. Po drugiej stronie siedział policjant, który nas przywitał, gdy przyjechaliśmy. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Taką chwilę trzeba zapamiętać, nie co dzień jest się przesłuchiwanym na komendzie głównej! Ściany były szare, światło z sufitu bardzo jasne, a po mojej prawej stronie w ścianie utkwione było lustro weneckie. Przyjrzałem się swojemu odbiciu i odchrząknąłem, prostując się, kiedy po drugiej stronie ujrzałem wystraszonego czterolatka.
- Tuan Mark Yi-En?
- Tak – odpowiedziałem szybko. – Właściwie, to czemu ona była przesłuchiwana pierwsza, skoro to ja jestem ofiarą, a ona podejrzaną?
Mężczyzna przyjrzał mi się znad kart, które trzymał w dłoniach i bąknął:
- To ja tu zadaję pytania. – Po chwili jednak zaśmiał się. - Żartuję. Lubię to powtarzać – oznajmił, jednak odpowiedzi mi nie udzielił. Widocznie miał jakieś swoje powody. Mnie w każdym razie ten żart ani trochę nie rozbawił. Oblizałem tylko wargi w zniecierpliwieniu, czekając na pytania.
- No dobrze. Znam już wersję pańskiej rzekomej przyjaciółki – powiedział, zamykając akta i splatając na nich swoje dłonie, a ja słysząc słowo „rzekomej” wetknąłem język między zęby z tyłu mojej szczęki. Chyba już go wtedy nie lubiłem, a przecież niczego złego mi nie zrobił. – Może mi pan opowiedzieć, co robił dnia trzydziestego pierwszego października tego roku?
Pierwsze pytanie było jeszcze lajtowe, dlatego odpowiedziałem bez zająknięcia.
- JYP Entertainment organizowało imprezę Halloween’ową. Uczestniczyła w niej cała wytwórnia, również GOT7, więc i ja tam byłem.
- A pierwszego listopada o godzinie trzeciej czterdzieści?
To już było cięższe. Wbiłem wzrok w stół, oblizując ponownie wargi.
- Po trzeciej menager zawiózł mnie i dwóch innych chłopaków do naszego mieszkania.
- Mieszkacie razem?
- Cały zespół. Póki obejmuje nas kontrakt, wytwórnia płaci za wynajem mieszkania i nie musimy się z niego wyprowadzać. – Wyjaśniłem, a facet pokiwał głową, analizując moją wypowiedź.
- Kto wtedy z tobą wrócił do domu? Kim byli ci dwaj?
- Wang Jackson i Park Jinyoung.
- Jeden z nich jest Chińczykiem, tak jak ty?
- Jackson.
- Od jak dawna się znacie?
- Odkąd dołączyłem do JYP jako trainee. Znamy się od początku.
- Jesteś z nim najbliżej, prawda?
- Teoretycznie tak.
- Teoretycznie? – powtórzył.
- Tak naprawdę ze wszystkimi mam takie same relacje. GOT7 to rodzina. – Znowu pokiwał głową.
- Jak znalazłeś się wtedy na ulicy  Bongeunsa-ro? To całkiem daleko od waszego mieszkania.
Po chwili milczenia zacząłem odpowiadać krótkimi zdaniami.
- Pobiegłem tam.
- Dlaczego?
- Nie wiem. – A co mogłem więcej powiedzieć? Naprawdę nie wiedziałem, po jaką cholerę wtedy wybiegłem z mieszkania. W dodatku tak daleko!
- Dlaczego wyszedłeś z mieszkania o tej porze?
Westchnąłem głęboko.
- Pokłóciliśmy się –odparłem, czując, jak żołądek podchodzi mi do gardła. – Ja i Jinyoung. Nie chciałem, żeby na mnie patrzył, dlatego wybiegłem. Nie myślałem nad celem, po prostu biegłem przed siebie i wtedy wpadłem na nich…
- O co się pokłóciliście? – Popatrzyłem w oczy policjanta i odwróciłem wzrok. Czułem, jakby ktoś przyglądał mi się zza tej szyby.
- To nie ma związku ze sprawą – mruknąłem. – Po prostu… zrobiłem coś, czego nie powinienem i było mi wstyd.
Funkcjonariusz milczał przez chwilę, pisząc coś na kartce, by w końcu odezwać się znowu po dłuższym czasie.
- Opowiedz mi teraz, co się wydarzyło na Bongeunsa-ro.
- Zatrzymałem się, żeby złapać oddech – zacząłem, oddychając głęboko, bo na zajęciach mówili. – Wtedy wyszło ich zza rogu kilku. Nie pamiętam dokładnie, ilu. Byli mniej więcej w moim wieku, może trochę starsi. Nie pamiętam dokładnie, jak wyglądali, było ciemno, a ja… - i tak chciałem już umrzeć, więc nie miało to sensu. - nie przyglądałem im się.
- Wtedy cię zaczepili? – zgadywał, a ja przytaknąłem głową.
- Rozpoznali mnie z telewizji i chyba się ze mnie naśmiewali.
- Mark-shi… Yong Jaehee zeznała, że widziała, jak poza biciem, ci mężczyźni dotykali pana w miejscach skrytych.
Na moment przestałem w ogóle oddychać. Powiedziała im to? Dlaczego?
Zacisnąłem kciuka w lewej dłoni. Przełknąłem ślinę ciężko i pokiwałem głową. Odetchnąłem głęboko, podnosząc głowę.
- Jeden z nich złapał mnie za bluzę i zaczął rozbierać wzrokiem, więc go odepchnąłem. – Opowiadałem coraz mniej opanowanym tonem. Nie chciałem sobie tego przypominać. Nie chciałem o tym pamiętać. Dlaczego im powiedziała? – Za to uderzył mnie w twarz z pięści. Upadłem. Zaczęli mnie kopać. Deptać. Pluć. Rozbierać.
Czułem, jak po policzkach ciekną mi łzy. Nadal potrafiłem przypomnieć sobie zapach jednego z nich. Nadal pamiętałem, jak bardzo bolało, kiedy łamali mi kości swoimi butami.
- Czy poza molestowaniem dopuścili się czegoś więcej?
Pociągnąłem nosem, kręcąc głową przecząco. Odetchnąłem kilka razy głębiej, próbując doprowadzić się do stanu używalności, by móc odpowiadać na kolejne pytania. Naprawdę już chciałem końca tego.
- Co się potem stało?
- Potem… - przetarłem oczy rękawem kurtki. – Potem, kiedy już myślałem, że… że to zrobią… ten facet, który na mnie siedział, dostał w głowę doniczką i upadł na mnie. Wtedy reszta go zabrała i odeszli. Potem Yong Jaehee mi pomogła.


Wyszedłem z pomieszczenia, ocierając oczy z resztek łez.
- Dziękuję za szczerość, Mark-shi – powiedział policjant, ściskając moją dłoń na pożegnanie. – Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by jak najszybciej i najskuteczniej rozwiązać ten problem.
Kiwnąłem głową, patrząc gdzieś w podłogę, a mężczyzna oddalił się.
- Mark – usłyszałem głos Jaehee za sobą. Stała gdzieś niedaleko. Po chwili ktoś złapał mnie za ramię. Obróciłem się, ale to nie była ona. Za rękę złapał mnie Jinyoung, ona stała kawałek dalej. Podszedłem prędko do dziewczyny i jeszcze szybciej zamknąłem jej drobne ciało w uścisku. Tęskniłem za nią. Nie obchodziło mnie wtedy, że ona dopiero po chwili położyła swoje dłonie na moich plecach, ważne było to, że jest przy mnie i jest bezpieczna.
- Mark… - zaczęła, dając mi delikatnym klepaniem po plecach do zrozumienia, że mam się odsunąć. Ale ja nie mogłem.
- Jaehee-ah – szepnąłem, zaciskając mocno powieki. Chciałem zapytać, dlaczego im to powiedziała, ale tego też nie potrafiłem zrobić. – Nie zostawiaj mnie – dlaczego to powiedziałem? Nie powinienem! – Proszę cię, nie zostawiaj mnie…
Nawet jeśli w moim bólu ona jest jedynym ratunkiem, nie powinienem prosić jej o coś takiego. Kiedyś będziemy musieli się rozstać, prawda? To nie możliwe, by idol i zwykła dziewczyna mieli jakkolwiek bliskie relacje, prawda?
- Nie zostawiaj mnie.


- Naprawdę nic do niej nie czujesz?
Siedzieliśmy w salonie w naszym mieszkaniu już od jakiegoś czasu. Było późno. I dziwnie, kiedy siedzieliśmy obok siebie na tej samej kanapie, od której wszystko się zaczęło. Zanim zadał mi to pytanie, zastanawiałem się, czy to już koniec. Nie ze sprawą, ale z moimi uczuciami. Nie czułem już ciepła, kiedy był obok mnie. Teraz już żadna myśl o nim nie sprawiała mi przyjemności. Jeśli czułem cokolwiek, to ból, smutek. Jedyne, co Przy nim rozpalało mnie od środka, to gniew. Czasami tylko lekko się tliło, a innym razem nie wiedziałem, którego z nas dwóch pragnąłem zabić bardziej. Dzisiaj miałem ten dylemat. A teraz? Teraz nie ma nic.
- Mark. Mark! – dostałem poduszką w głowę. Zdziwiony popatrzyłem na chłopaka.
- Co?
- Nie słyszysz, czy po prostu mnie ignorujesz? – zapytał z lekka dotknięty moim zachowaniem.
- To drugie – bąknąłem, tuląc do piersi poduszkę, którą we mnie rzucił.
- Yah~ - jęknął młodszy.
- Jakie „yah”?! Kto tu jest starszy! – syknąłem, podnosząc poduszkę do góry, jakbym chciał ją w niego rzucić. Jednak, widząc go chichoczącego bezdźwięcznie, opuściłem narzędzie zbrodni. Kiedy ostatni raz się tak do mnie uśmiechnął? Nie liczę tej sytuacji, kiedy graliśmy w kojimals. Wtedy był na pewno fake. Teraz… teraz uśmiechał się naprawdę. Trochę bladziej niż kiedyś, ale prawdziwie.
- Powiedz mi jeszcze raz, ale szczerze – mruknął, przekrzywiając głowę na bok. – Co czujesz do Yong Jaehee?
- Powiedziałem ci szczerze – odparłem, na powrót tuląc poduszkę.
- Powiedziałeś, że jest dla ciebie, jak siostra. – Kiwnąłem głową na te słowa. – A przytulałeś ją, jakby była twoim największym skarbem.
Największym skarbem?
Poczułem, jak delikatne ciepło rozgrzewa moją połamaną klatkę piersiową. Po ogarnięciu wzrokiem każdego skrawka kanapy, wróciłem wzrokiem do oczu Park’a. Największym skarbem?
- Prosiłeś, żeby nigdy cię nie zostawiła… Wiesz co? – Przełknąłem ślinę. – To było takie romantyczne! – pisnął, zakrywając usta i robiąc eye smile. Wywróciłem na to oczami i odwróciłem wzrok. – Naprawdę, serio! Kurde, Mark… mnie nie oszukasz. Samego siebie możesz próbować, ale nie mnie.
F**k.

Yong Jaehee… kto jest podejrzanym?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz