poniedziałek, 26 września 2016

World of Jupiter. [#1]

Obiekt wadliwy



Przebiwszy się przez powłokę planety Hallitar, obiekt wadliwy o nazwie Jupiter spada, nabierając prędkości z każdą sekundą. Przedziera się przez kolejne sfery świata, tnie chmury jak ostry nóż, a w końcu zderza się z ziemią. Po wyryciu długiego na około pięćset metrów rowu, zatrzymuje się. Znad ciała obiektu unosi się dym, wymieszany z kurzem. Obiekt nie oddycha. Ma na sobie biały, zabrudzony i gdzieniegdzie podarty kombinezon. Hełm ochronny uległ całkowitemu zniszczeniu, przez ciśnienie wytworzone podczas przenikania przez powłokę Hallitaru.
Niewiele czasu trzeba było psom, aby otoczyły nowe ciało, rozbite na ich terenie. Stworzenia przez chwilę wahały się, ale w końcu jeden po drugim podchodziły bliżej, aby wybadać obiekt. Gdy pierwszy i jednocześnie najważniejszy z nich stwierdził, iż ciało jest nieszkodliwe, zawył przeraźliwie, a w ślad za nim reszta sfory. Czarne, mroczne stworzenie, stojące na dwóch nogach, pochyliło sie nad obcym i uniosło go w swoich łapach, chcąc zanieść do Groty i okazać swojej władczyni. Jednakże zanim postawił krok do przodu, w przestrzeni zawisnął dźwięk delikatnego, acz niezwykle melodyjnego głosu, przez który wszystkie psy pisnęły ze strachu.
- Fear, zostaw ją. - sam zainteresowany spiął się mimo woli i przez chwilę nie ruszał. W końcu jednak obrócił się powoli w kierunku właścicielki głosu. Dym już się ulotnił, a pył zaczynał opadać, ukazując jego czerwonym oczom piękną, młodo wyglądającą kobietę w białej sukni, do zemii. Blask okrywał jej ciało i twarz, a oczy jej błyszczały, jakby lśniące w słońcu dwa oceany. Ciężko powiedzieć, co czuł, kiedy na nią patrzył. Nie potrafiłby tego opisać z biegu, musiałby poświęcić temu wiele czasu i myśli. Z drugiej strony wiadomym było, że za żadne skarby nie chciałby tego robić. Wcale nie chciał wiedzieć, co czuł, nie chciał tylko tego czuć.
- Księżniczka... - mruknął, wciąż trzymając w swoich długich, czarnych rękach drobne ciało w białym kombinezonie. Księżniczka nie stawała przed nimi we własnej osobie nazbyt często, stąd niepewność do jego emocji. Nie miał okazji nigdy się do nich przyzwyczaić. Wiedział jedynie tyle, że wolałby już postawić się własnej władczyni, aniżeli zadrzeć z córką Króla.
- Odłóż dziewczynę. - po twardo wypowiedzianych słowach jaśniejącej blondynki, pochylił się znowu, tym razem, aby ułożyć ciało na ziemii. Powstał z opuszczoną głową i już więcej nie spoglądał w kierunku blondynki. - Zabierz Sforę i odejdźcie do Groty.
- Pani, ziemia ta należy do Ring... - ośmielił się zabrać głos, tylko i wyłącznie z poczucia obowiązku. Cokolwiek w tym momencie robił - robił z poczucia obowiązku. Gdyby nie był Zyrem Sfory, kuliłby się teraz, jak reszta psów i zakrywał swoje oczy wszystkimi skrzydłami, jakie w sobie krył. Niestety, będąc odpowiedzialnym za swoje stanowisko, musiał zcierpieć przeszywające jego ducha światło, emanowane przez Księżniczkę.
- Ta ziemia, jak i każda inna ziemia Hallitaru należy do mojego ojca. - powiedziała, podchodząc bez strachu bliżej Feara i leżącego przed nim ciała. Czarny wojownik uklęknął automatycznie na dwa kolana, chyląc głowę tak nisko, jak tylko mógł. - Daruję wam życie. - po usłyszeniu tych słów, odetchnął w duchu. Szykował się bowiem na najgorsze, jako, iż Księżniczka mogłaby jednym ruchem pozbawić go i całej jednostki istnienia. - Ponieważ jesteśmy w pobliżu Groty nie zabiję żadnego z was. Zaprowadź swój oddział do swojego miejsca i przekaż Ring, że Jupiter nie zostanie skrzywdzona przez żadnego z jej wojowników.
- Tak, Pani.
- Odejdź. - rzekła, a po jej rozkazie oddział z Fearem na czele usunął się po cichu, tak prędko, jak było to możliwe.
Księżniczka podniosła drobne, poturbowane ciało, zamknęła oczy i zniknęła z pustkowia, pozostawiając po sobie garstkę złotego pyłu na zniszczonej ziemii, który sprawił, że niemal od razu wyrosły z niej przepiękne kwiaty.


Całą Grotę i okoliczne lasy przepełnił straszliwy krzyk. Wycie Sfory, czy okrzyki innych jednostek armii Ring budziły ogólne przerażenie, ale dźwięki dochodzące z wnętrza władczyni Ciemnego Okręgu rozszarpywały duszę na strzępy. Żaden zwykły śmiertelnik nie był w stanie ostać się przed nią i nie upaść chociażby na kolana. Wśród ludzi tych były jednak wyjątki, z których największa liczba przynależała do Okręgu Wybranych. Do tego właśnie okręgu Księżniczka Siabar przypisała obiekt wadliwy planety Cegueira. Na prośbę samego Króla, jak można śmiało zgadywać.
- Ona miała być moja! - wrzasnęła Fearowi prosto w twarz. Była tym bardziej wściekła, bo zdawała sobie sprawę, że ani ona, ani Fear i jego jednostka nie mogli nic zrobić w tej sytuacji. Skoro Księżniczka okryła obiekt Jupiter specjalną ochroną, żadna istota z Ciemnego Okręgu nie ma prawa zbliżyć się do niej.
- I tak była martwa... - syknął Zyr, odpowiedzialny za niewypełnioną misję. On spośród wszystkich dowódców miał najwięcej śmiałości, by wtrącać tego typu zdania do rozmowy z królową. Oczywiście nigdy bez kary się to nie obeszło, ale nawet mimo tego Zyr Sfory nie boi się wyrazić swojego zdania. To, co czuje w stosunku do Ring zna o wiele bardziej niż emocje, przy spotkaniu z Księżniczką Siabar. Ring przyprawia go o mdłości i nie raz przeszło mu przez myśl, aby zrzucić ją z tronu. Niestety on sam niewiele mógłby zdziałać, a nie zebrałby wystarczającej ilości sprzymierzeńców. Zdecydowana większość wojowników i poddanych Ring, idzie za nią, jak ślepcy, w ogień.
- Co z tego?! - wbiła swoje szpony w szyję Feara. - Myślisz, że nie dałabym rady jej ożywić? Myślisz, że jestem słabsza od Shafer'a?!
Ani karany Fear, ani żadna inna istota, przebywająca w tamtym momencie na sali nie odezwała się słowem. Wszyscy wiedzieli doskonale, że Ring nie równa się mocy Króla Hallitaru, ale była na tyle zdolna, by zabić swoich podwładnych, więc nikt nigdy nie odwarzyłby się jej tego powiedzieć. Choć, gdyby się nad tym zastanowić, to i sama Ring wiedziała, że nie dałaby rady wygrać z Królem. To był właśnie powód płonącej w niej wściekłości.
Puściła w końcu Feara, pozwalając mu upaść na podłogę i zregenerować swoje zranione ciało.
- Zapomnij... Jupiter się już do niczego nie nadaje... Kto został? - myślała głośno, chodząc w nerwach w kółko. - Nabi! Co z nią? - zapytała, patrząc w stronę morskich potworów.
- Stan Nabi jest stabilny. Utrzymuje w sekrecie swoją wadę, mamy nad nią kontrolę. - odpowiedział Zyr jednostek morskich.
- Dobrze... - po jej ustach przemknął ledwie zauważalny uśmiech. - Co z Qingyang'iem? - obróciła się przodem do przedstawiciela Cichych.
- Qingyang, o Pani, wciąż płonie.
- Zatem... - nie dane jej było dokończyć, gdyż dowódca jednostki Cichej miał do powiedzenia coś jeszcze, o czym zwykle nie wspominał, zdając raport na temat ludzi z miasta.
- Jednakże, o Pani... ów młodzieniec zaczął zadawać się ostatnimi czasy z pewną czystą dziewczyną.
- Więc? W czym problem? Niech ją zabrudzi, co w tym trudnego? - kobieta zdawała się uważać, że chłopak ma w sobie wystarczająco wiele ognia, aby zapalić wokół innych. Była daleka od prawdy. - Przypomnij mi, co w nim płonie?
- Zawiść i bunt, Pani. - odparł zgodnie z prawdą, wywołując tymi słowy okrutny śmiech swojej władczyni.
- Och, jak cudownie... - powiedziała z zadowoleniem. Młody mężczyzna, o którym rozmawiali miał za sobą długą historię, która wyryła na jego sercu bolesne rany. Do tej pory krwawią, przez co nie jest w stanie wybaczyć i brnie coraz dalej w swoim buncie.
Bunt. Coś, co Ring zna lepiej niż ktokolwiek we wszechświecie. Ktoś, kto się buntuje, jest podobny do niej. A ktoś, kto jest podobny do niej, musi umieć pociągnąć ze sobą innych. Tak myślała Ring. I miałaby całkowitą rację, gdyby nie fakt, iż ta "pewna czysta dziewczyna" była kimś znacznie większym niż jej się zdawało.
- Ale jest problem. - powiedział Zyr jednostki Cichej, sprawiając, iż ostre kąciki ust kobiety opadły nieco. - Ona jest Wybrana.
Twarz Ring pociemniała, a już po chwili Grotę po raz kolejny tego dnia wypełniły dźwięki najbardziej przeraźliwe ze wszystkich. Nie wydobywały się z gardła władczyni, ale z jej ciała. Jej ręce, jej brzuch, jej serce i głowa, na raz wylewały z niej potężne fale, raniące i przerażające wszystkie istoty żywe w promieniu kilkuset kilometrów. Każdy z dowódców upadł na ziemię, zakrywając uszy. Leżeli tak, nawet po tym, jak krzyk władczyni ustał. Zapadła wtedy zupełna cisza. Trwała niewiele ponad minutę, bo po pomieszczeniu rozległ się stukot butów kobiety, kiedy kierowała się w stronę swojego tronu. Usiadła w nim i znów przez chwilę milczała każda rzecz w okolicy.
- Do jakiej grupy należy? - zapytała w końcu, a jej głos był spokojny i opanowany. Jak gdyby dwie różne osoby się w niej obiawiały.
- Prze-przewodzi jej Whero, o-o Pani... - wyjąkał Zyr, nie mogący się podnieść z posadzki.
- Niech to szlag. - zaklęła pod nosem. - Miejcie oko na Yang'a - poleciła, stukając szponami w marmurowy podłokietnik. - Poślicie do niego jakichś ciekawych naszych. Może kogoś z narkotykami. Niech nie ma spokoju. Niech ta dziewczyna się od niego odsunie. Macie zrobić wszystko, co w waszej mocy, żeby nie zobaczył w niej światła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz