poniedziałek, 26 września 2016

Gdzie jest mój plecak?! [#OS]



Gdzie jest mój plecak?!

Kim Yu Gyeom, OC; Anka





Wysoki blondyn wbiegł roześmiany do klasy, wypełnionej przez uczniów IIa. Stanął przed swoją ławką i zdziwił się ogromnie nie widząc na niej swoich rzeczy.
- Gdzie jest mój plecak? – mruknął zdezorientowany.

W klasie panował chaos, ponieważ lekcja się jeszcze nie zaczęła, a żaden z nauczycieli nie pilnował uczniów. Poza tym uczniowie, będąc tylko uczniami, woleli robić ciekawsze rzeczy niż siedzenie w ławkach i czekanie w spokoju na nauczyciela. Jedni rzucali papierowymi kulkami, gumkami do ścierania, czy kredą, a inni grali w karty, bądź przeglądali internet w swoich telefonach. Dziewczęta z kolei malowały się i plotkowały jedna na drugą, jak to pośród dziewcząt bywa. Yugyeom z resztą niczym się nie różnił od reszty dzieciaków z klasy IIa. Zanim wbiegł do sali, taki uchachany, zdążył zrobić żart starszemu koledze ze szkoły. Liceum do, którego uczęszczał Kim Yugyeom miało swoją tradycję, jaką były znikające w tajemniczych okolicznościach plecaki. Przynajmniej raz dziennie któryś z uczniów tracił swoją własność. Potem oczywiście się znajdowały, to tylko taka zabawa. Niestety zabawa ta strzępiła nerwy nauczycielom, a wszyscy uczniowie bez wyjątków, brali w niej udział. Każdy uczeń przynajmniej raz w życiu musiał szukać swojego plecaka. Kryjówki były takimi miejscami, w jakie zdrowym umysłowo ludziom, nie przyszłoby do głowy zajrzeć. A w liceum przecież takich miejsc jest mnóstwo. Kim Yugyeom był jednym z tych chłopców, którzy najbardziej angażowali się w zabawę. Plecaki chował w takie miejsca, że jego rówieśnicy musieli się naprawdę naszukać, nim znaleźli swoje własności, często przy tym spóźniali się na lekcję. Choć tak naprawdę to zawsze spóźniali się na lekcję, jeszcze nie było takiego przypadku w szkole, by ktoś znalazł swój plecak, nim zadzwonił dzwonek. Dzisiaj padło na Youngjae, chłopaka z klasy wyżej. Yugyeom schował jego plecak chyba w najlepszym miejscu w całej szkole. Był pewien, że chłopak będzie musiał szukać go do jutra. Tylko zupełnie nie przyszło mu do głowy, że i jego torbę ktoś mógłby kiedyś schować. W końcu jeszcze nigdy mu się to nie przydarzyło. Do dziś!
Dlatego własnie stał teraz przed swoją ławką, zaskoczony jak nigdy. Nie mogąc uwierzyć własnym oczom, wskazał rękoma na pustą dechę i westchnął.
- Gdzie... gdzie on jest? – w tamtym momencie wszyscy spojrzeli na blondyna. Wydawało się, jakby tylko czekali na ten moment. Chłopak popatrzał po rozbawionych twarzach kolegów.
- Co jest, Gyeommie? – odezwał się BamBam. – Nie ma plecaczka? – klasa zaniosła się śmiechem, a Yugyeom cicho zachichotał, by nie wyjść na idiotę. Mentalnie kopnął sam siebie w tyłek, za własną nieuwagę. Przecież to on najczęściej chował plecaki, a teraz spotkało to jego? Karma, czy co?
- Bam, to ty? – zapytał Tajlandczyka.
- Ja? Bro, serce by mi nie pozwoliło! – zaparł się, a ironia niemal spływała mu po twarzy w tym momencie. Ale to było już nie ważne, teraz  dla Yugyeoma nie liczyło się, kto schował plecak, musiał go znaleźć jak najszybciej, najlepiej jeszcze przed lekcją. A było to niemal nierealne.
- Ile mam czasu? – zapytał z uśmiechem na twarzy. Był zdeterminowany, by pokazać uczniom, że z nim się nie zadziera. W końcu on zna wszystkie możliwe kryjówki w tej szkole.
- Dwadzieścia minut! – krzyknęli wszyscy równocześnie.
Blondyn wybiegł z klasy, już nawet nie po to, by znaleźć swój plecak, ale w celu zachowania swojej reputacji w szkole. Cała sytuacja była dla niego wyjątkowo niecodzienna, ale jak to Yugyeom w zwyczaju miał – postanowił pokazać wszystkim, że jest najlepszy i znajdzie go jeszcze przed tą lekcją, co jak dotąd nikomu przedtem się nie udało.
Kim miał świetną kondycję, więc w krótkim czasie przeszukał toalety – zarówno męskie jak i damskie, co nie obeszło się bez szaleńczych pisków i obelg ze strony przeciwnej. Był w trzech schowkach woźnego, na hali sportowej, w szatniach sportowych i w pokoju nauczycielskim. Wszędzie tam, gdzie sam mógłby schować komuś plecak. Niestety wszystko na nic. Nie było go nigdzie.
- Kim Yugyeom... – usłyszał grzebiąc w czyjeś szafce. Tak się wystraszył, że walnął głową w sufit szafki metalowej. Wynurzył się z jękiem, masując tył głowy. Wtedy zobaczył ją. Tą nową dziewczynę z klasy IIb. Nie była z Korei, nie była nawet Azjatką, nawet w jednej szóstej. Zupełnie nie Azjatycka! Wyróżniała się na tle innych dziewczyn tak bardzo, że zdecydowanie bardziej się już nie dało. I to właśnie w niej lubił. To, że była zupełnie inna.
Dziewczyna pochodziła ze średniej wielkości kraju o nazwie Polska. Była prześliczna, miała jasnobrązowe tęczówki, zakończone na krawędziach ciemnymi pierścieniami, włosy falowane, długie do pasa, w kolorze karmelu (w dodatku naturalnie, nie farbowane!), a jej skóra była ciemniejsza niż skóra innych uczniów. Chłopak uwielbiał na nią patrzeć, była jak karmelowy anioł!
- Oh, Anna...
- Nia. –poprawiła. – ANIA.
- Ania... – powtórzył chłopak. – Ja... ja szukam plecaka... – dziewczyna ewidentnie próbowała ukryć uśmiech, jednak nie z Yugyeom’em te numery!
- Tak? – udała zaskoczenie.
- Tak... Ty coś wiesz, no nie? – Chłopak podszedł bliżej Polki, a ta wsunęła dłonie do kieszeni marynarki i przekrzywiła głowę lekko w bok.
- Jasne, że wiem... przecież sama go schowałam. – zaśmiała się niewiarygodnie uroczo i wyminęła zauroczonego jej osobą chłopaka, dodając – pięć minut do lekcji. Pospiesz się.
Blondyn odwrócił się, przebiegł obok niej i stanął naprzeciwko, tarasując jej drogę.
- Czekaj! Powiedz mi, gdzie on jest... – uśmiechnął się do niej błagalnie. – Proszę~
- Hmm... okej. Ale mam jeden warunek.
- O nie! – wyprostował się, mrużąc oczy. – Nie będę twoim służącym przez tydzień! To już wolę nie zdążyć na lekcję... – miał właśnie odchodzić, ale Ania zatrzymała go, chwytając chłopaka za kołnierz marynarki i ustawiła z powrotem przed sobą.
- Nie, nie o to mi chodziło. – mruknęła i uderzyła go lekko w klatkę piersiową z grymasem na twarzy.
- No to... co? – zapytał zdziwiony. No, bo niby jaki inny warunek może mieć dziewczyna z klasy IIb? W dodatku do najbardziej popularnego chłopaka w szkole?
- Jeżeli nie zdążysz przed dzwonkiem na lekcję usiąść w swojej ławce z plecakiem w ręku, to przegrasz. A przegrana oznacza spełnienie mojej, jednej, dowolnej prośby. – chłopak uśmiechnął się mimowolnie.
- Okej... ale muszę cię zasmucić, bo ja... mam zamiar to wygrać. A kiedy już wygram, to ty spełnisz moje żądanie. – założył ręce na torsie z wyższością, jednak Ania zrobiła to samo z identycznym wyrazem twarzy. Tych dwoje w ogóle różniła tylko płeć i narodowość, bo poza tymi szczegółami, to byli zupełnie tacy sami.
Ania spojrzała na zegarek, który wisiał na ścianie.
- No nie wiem. Masz jeszcze two minutes, a plecak leży on the rooftop, so... – mówiła uśmiechając się zadziornie z brwiami uniesionymi pod sam przedziałek jej brązowych włosów. Trochę jak szaleniec... ale Yugyeom uwielbiał szalonych ludzi.
Blondyn nagle przestał się uśmiechać i od razu pobiegł w stronę schodów prowadzących na dach.
Pędził tak szybko, jak tylko potrafił. Jeszcze nigdy nie przebierał swoimi długaśnymi nogami tak jak teraz, nawet na zawodach sztafetowych. Dlatego też, niefortunnie przewrócił się na schodach i nabił sobie siniaka na piszczelu. Bardzo go to bolało, ale nie mógłby się poddać. Nie w takim momencie! W końcu dotarł do swojego designerskiego plecaka, założył go sobie na plecy i zbiegł po schodach, tym razem uważniej. Trochę bolała go ta noga, więc lekko kuśtykał truchtając do swojej klasy. Dzwonek zabrzmiał, kiedy tylko przekroczył próg klasy. Jego koledzy i koleżanki przywitali go oklaskami.
- Zrobiłem to? – nie mógł uwierzyć w czyn, jakiego sam dokonał, w dodatku kontuzjowany! Zarówno dziewczęta jak i chłopcy zaczęli mu gratulować. Był pierwszym uczniem w historii liceum, który zdążył znaleźć swój plecak, przed rozpoczęciem lekcji. Tylko BamBam nie raczył ruszyć się z ławki, by poklepać przyjaciela po plecach z uznaniem. Oczywiście klaskał, pełen podziwu i dumy, ale to było na tyle. Uśmiechał się tak, jakby wiedział coś , o czym inni nie mieli pojęcia.

Kiedy już nauczyciel pojawił się za biurkiem, by przeprowadzić lekcję, Yugyeom otworzył podręcznik na stronie, z której temat mieli dzisiaj przerabiać. Wtedy zdziwił się po raz kolejny. Do owej strony przyklejona była kwadratowa karteczka samoprzylepna. Przeczytał jej treść, co wywołało natychmiastowe uczucie motylków w brzuchu i szeroki uśmiech na jego twarzy.
Po lekcji wyszedł z klasy, wciąż lekko utykając na jedną nogę. Na korytarzu stała Anna i rozmawiała z BamBam’em. I znowu zaskoczenie! Oni się znają? Przecież BamBam to jego przyjaciel, dlaczego nie powiedział mu, że dobrze zna się z tą Polką? A może jemu też się podobała... To byłoby okropne!
Podszedł do rozbawionej dwójki, co zaowocowało nagłym przerwaniem ich konwersacji.
- No i co... przegrałeś! – oświadczył wesoło BamBam. Oczywiście. Czyli on o wszystkim wiedział, ten mały robal...
- Jak to przegrałem? Cała IIa widziała, że dokonałem niemożliwego. Ty też, ziom... Wszedłem do klasy równiutko z dzwonkiem, więc...
- Jednakże! – odważyła się przerwać Ania. – Miałeś przed dzwonkiem usiąść w swojej ławce. Nie zrobiłeś tego... –wytłumaczyła, a blondyn patrzył na nią tępo.
- Ale...
- Cicho! Przegrałeś, czy nie? No przegrałeś i bez gadania! – Yugyeom zaśmiał się, a Tajlandczyk dyskretnie zostawił ich samych. Przez chwilę panowała cisza. Chłopak myślał nad tym jak ta dziewczyna jest dziwna i o co jej właściwie chodzi. Z kolei Ania po raz pierwszy ukazała tę doskonale dotychczas skrywaną cechę, jaką była nieśmiałość.
- No to... Co z tą prośbą? – zapytała cicho. Blondyn spojrzał na nią i z uśmiechem wyciągnął karteczkę z kieszeni.
- Mówisz, że mam nauczyć cię tańczyć?



THE END!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz