poniedziałek, 26 września 2016

I hate you so much! [#Prolog]



- Ej, ludzie! – najmłodszy wparował do mieszkania z miną wymalowaną w podekscytowanie, jakby właśnie miało miejsce coś super ekstra niewyobrażalnie niesamowitego... Chociaż poniekąd  właśnie coś takiego się wydarzyło i on koniecznie musiał przekazać to reszcie.
- Co się stało, Chanie? – zapytał  wesoNara złym uśmieszkiem, unosząc głowę znad mahjong’a. Po raz szósty już tego wieczora Jaebeom stara się go ograć, ale kompletnie mu to nie wychodzi. Nawet teraz, wystarczy jeden ruch jego przeciwnika, by przegrał. Pozostała trójka, czyli Alex, Daeng i Youngjae leżeli w nadzwyczaj dziwnych pozycjach na kanapie oglądając jak ich lider poci się nad gierką.
- Nie uwieżycie! To coś super ekstra niewyobrażalnie niesamowitego! – O, proszę! – No po prostu musicie to zobaczyć, szybko chodźcie! – Po tych słowach wybiegł z mieszkania i podreptał schodami w dół. Chłopcy na kanapie popatrzyli po sobie i z myślą, że i tak nie mają nic do roboty, wstali, powoli kierując się do wyjścia. Nara spojrzał z łobuzerskim uśmiechem na lidera. Nie mogąc znieść faktu, iż tak czy siak przegra, Louie wywalił planszę razem z tabliczkami na podłogę. Nara zaczął się śmiać, a po chwili razem zeszli na parter, gdzie ciągnął ich A.Chan.
- Co jest chło... – zanim lider dokończył zdanie, najmłodszy zakrył mu usta ręką, łapiąc jego głowę pod ramię. W normalnych okolicznościach  takie zachowanie  nie obeszło by się  bez kary w formie jakiegoś uderzenia w tył głowy, czy kopniaka w tyłek... Chociaż co prawda żadne kary na tego niewdzięcznego dzieciaka nigdy nie działały, więc pewnie i tak nic by to nie zmieniło.
- Cicho. Właśnie jej powiedział, że ją kocha... – szepnął chłopak, nie spuszczając wzroku z dwójki swoich przyjaciół stojących na parkingu, przed blokiem.
Ale zaraz... co Fly i Ona tam robią? Tak blisko? Jakim cudem jeszcze oboje żyją?! Co to w ogóle ma znaczyć?! – myślał Louie i odsunął rękę  A.Chana od swojej twarzy. Spojrzał na niego zszokowany.
- Jak to „kocha”? – mruknął, a najmłodszy znowu zakrył liderowi usta i syknął coś w stylu „siedź cicho, to się dowiesz”. A więc milczał. Nawet nie myślał o tym, jak bardzo A.Chan go denerwował, patrzył tylko i nasłuchiwał, co Fly mówił do dziewczyny, której do dziś – według przekonań lidera – nienawidził z całego serca.

- Fly, przestań ze mną grać. To nawet mnie już nie denerwuje... to boli, rozumiesz? – Powiedziała dziewczyna, której zbierały się łzy w oczach.
- To nie jest żadna gra. Jestem szczery, na prawdę szczery. – Chińczyk mówił głośno, jednak nie krzyczał. Był sfrustrowany. Cały czas ściskał w swoich dłoniach nadgarstek dziewczyny. Po jej policzkach spłynęły łzy, a obserwujący to chłopcy nie mieli pojęcia dlaczego płacze, przecież to wspaniale! Wang się wreszcie zakochał, powinni teraz fajerwerki puszczać i szampana rozlewać... a ona ryczy, jakby obwieścił, że zabił jej rodzinę.
- Nie. Ja mam dość tej zabawy. – wyrwała swoją rękę z uścisku chłopaka i cofnęła się kilka kroków. – To nie jest śmieszne! – krzyknęła, po czym odwróciła się, gotowa jak najszybciej uciec sprzed oczu Jacksona, jednak ten złapał ją w łokciu, odwrócił w swoją stronę i chwycił za rozpiętą kurtkę, przyciągając tak blisko siebie, jak jeszcze nigdy przedtem nawet ze swoim najlepszym kumplem w żartach nie postąpił.

- Pocałował ją... – mruknął Mark, nie wierząc własnym oczom. Z resztą każdy z podglądaczy miał teraz rozwartą szczękę, niczym Wang po zjedzeniu wasabi, a oczy o mało nie powyskakiwały im z orbit. Tylko jeden wyglądał inaczej... a właściwie, to nie wyglądał w ogóle, bo go tam nie było. JB wyswobodził się z silnych, acz młodych ramion Yugyeom’a i zaczął wzrokiem szukać chłopaka, który przed chwilą stał obok nich... i widział dokładnie wszystko.
- Gdzie jest Youngjae? – Chłopcy także zaczęli się rozglądać i jeden po drugim wzruszać ramionami. – Kim, ty półgłówku! – syknął lider uderzając go w głowę. Maknae nie wiedział o co teraz chodzi starszemu. Faktycznie lubił dokuczać swoim hyungom, ale co TERAZ zrobił? Czy to jego wina, że Jackson całuje ChomChom?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz