Kartonowe
ściany
Nie rozumiałam z początku, dlaczego mieliśmy jechać
w te wakacje z jego byłą żoną. Wiedziałam, że chciał spędzić ten czas zarówno
ze mną jak i swoją małą córką, ale dlaczego ona musiała tam
być? Chciałam spędzić trochę czasu sam na sam z nim. Przez pracę, spotkania z
Haneul i naprawdę wiele innych, drobnych powodów bardzo rzadko mieliśmy okazję
zrelaksować się w swoim towarzystwie. Z resztą on doskonale wiedział, jak ważne
było dla mnie po prostu przebywanie w jego obecności, dlatego tym bardziej nie
byłam w stanie pojąć, po co Jieun była nam tam potrzebna.
Wszystko jednak wywróciło się na drugą stronę jeszcze
na tydzień przed wyjazdem, kiedy dowiedziałam się, że moi dwaj młodsi bracia
mają się do nas przykleić właśnie w czasie naszego pobytu nad morzem. To było
jak kopniak w tyłek z glana od mojej matki. Misiek już dawno skończył swoje osiemnaście
wiosen, grał na perkusji ze swoim zespołem, zarabiał własne pieniądze, miał
dziewczynę, nie potrzebował, więc niańki w postaci starszej siostry. Eustachy z
kolei ukończył w tym roku ostatnią klasę gimnazjum muzycznego, co oznaczało, że
też nie był dzieckiem, wymagającym opieki. Dlaczego nie mogli pojechać nad
polskie morze? Zrobić sobie męskich wakacji, albo czegoś w tym rodzaju? Wiem,
że zawsze chcieli odwiedzić mnie w Korei, ale dlaczego akurat teraz?
- To jest jakiś żart... - mruknęłam do siebie,
kiedy zobaczyłam, w jakim domku mieliśmy spędzić trzy tygodnie wakacji. Wszyscy
razem.
Przez to, że przybyło nam osób, oczywistą sprawą
było wykreślenie kilku luksusów z naszej wspólnej to do list. Ale
myślałam, że wylądujemy przynajmniej w trzygwiazdkowym hotelu... każdy w innym
pokoju? Albo chociaż ja i Dae we własnym, osobnym, razem, tylko we dwoje , just
keunyang[1].
Tymczasem okazuje się, że będziemy spali w
drewnianym pawilonie z łazienką, kuchnią, pokojem dziennym i dwoma sypialniami
- wszystko klaustrofobicznie małe, z niskim sufitem i cienkimi ściankami.
Kiedy wchodziło się do środka, korytarz w kształcie
"L-ki" prowadził do poszczególnych pomieszczeń. Właściwie, to nie
było najgorzej. Wprawdzie ciasno i wąsko, a ja miewałam lęki przed zamkniętymi przestrzeniami,
ale jeśli byłby przy mnie Daehyun, to może i bym wytrzymała.
Pierwsze drzwi w korytarzu, od prawej prowadziły do
pierwszej sypialni. Była równie maleńka, co pozostałe pomieszczenia. Znajdowały
się w niej dwa łóżka piętrowe. To oznaczało, że ośrodek, wynajmujący nam ten
domek, nie był taki znowu ubogi. Spodziewałam się raczej, że na podłogach będą
poukładane gołe materace, jak w tradycyjnych koreańskich mieszkaniach.
Dalej, po tej samej stronie ściany korytarza -
drzwi do pokoju dziennego. Kanapa, dwa fotele, całkiem zadbane. I mały, stary
telewizor ála Rubin.
Następnie korytarz skręcał w lewo. Drzwi od prawej
- kuchenka. Naprzeciwko niej, po drugiej stronie - łazienka z prysznicem i
kibelkiem. Za drzwiami obok tych od łazienki, mieściła się druga sypialnia. W
niej z kolei stały dwa łóżka; jedno piętrowe i jedno zwykłe.
- W porządku, Nikka? - usłyszałam cichy głos Dae,
kiedy staliśmy z walizkami w ciemnym mimo pory dnia, (nie było w nim okien ani
świateł) korytarzu. - Wiem, że mieliśmy mieszkać w hotelu, ale sama
rozumiesz...
- Rozumiem, w porządku - odparłam szybko, bez
głębszych emocji w głosie i chwyciłam rączkę swojej torby drugą dłonią, by
wygodniej mi się ją niosło. - Chodźmy się już rozpakować. Zaraz mi ręce
odpadną. - Już odwróciłam się, by wejść do pokoju z trzema miejscami do spania,
kiedy poczułam, jak chłopak łapie moją torbę, powstrzymując mnie przed dalszymi
krokami.
- Ale jest jeszcze jedna sprawa... - patrzył na
mnie prawie przepraszającym wzrokiem. Posłałam mu nieme pytanie, a on westchnął
i wyjął torbę z moich rąk, by po chwili położyć ją na podłodze, a następnie
podejść bliżej mnie. Chwycił moje dłonie w swoje i patrzył na nie, cicho
wygłaszając swój wstępny monolog. - Wiesz, że bardzo cię kocham. I wiem, że ty
mnie też, dlatego wierzę, że zrozumiesz, dlaczego to robię i zaufasz mi w
pełni.
- Weź mnie nie denerwuj...
Przymknęłam powieki, usiłując oddychać spokojnie.
Podobno byłam znana z bycia spokojną i ułożoną, dlatego wszyscy nasi znajomi
mówili, że pasujemy do siebie jak róż i błękit. Jednak tylko ci najbliżsi
wiedzieli, że byłam bardziej cichą wodą, aniżeli oazą
spokoju, za jaką mnie i Daehyun'a mieli. Czasami emocje we mnie były zbyt
wielkie, by powstrzymać je w środku i zwyczajnie wybuchałam. Ale najczęściej
starałam się je powstrzymać. A jeszcze częściej nie okazywałam ich w ogóle.
Teraz było ciężko. Wszystko mnie denerwowało, dosłownie. Wrzeszczące dzieciaki
Jieun, moi upierdliwi bracia, a szczególności niezamykająca się jadaczka młodszego
z nich, a teraz on chciał mi powiedzieć coś, co uderzyłoby ostatecznie w ledwie
trzymające się już ruiny moich nerwów, żeby do końca je rozszarpać. A przecież
był w tamtym momencie bogu winny mojego załamania.
- Posłuchaj, chciałem spać w pokoju z Haneul i z
tobą, ale Jieun się nie zgodziła. Ona też chce mieć ją na oku, to też jej
córka, musisz zrozumieć...
- Nic nie muszę - syknęłam, wyrywając swoje ręce z
jego palców. Patrzyłam mu w oczy, hamując się w środku od krzyku i starałam mówić
przynajmniej półgłosem, by nie słyszeli nas wchodzący za nami do środka. - Co
jeszcze, Daehyun? Będziecie sobie rodzinnie jedli obiady, kolacje, chodzili po
plaży wieczorem, tak? Bo chcesz być z Haneul, a jej matka nie spuści jej z oka?
Dobrze, jak chcesz. Bądź sobie z rodzinką, śpij sobie z Jieun, kolorowych
koszmarów. - Wzięłam swoją torbę w ręce i wyminęłam chłopaka w korytarzu. To
znaczy, próbowałam, ale było tam zbyt ciasno, w efekcie czego trąciłam go
ramieniem na tyle mocno, że odbił się i przywarł plecami do ściany. Kiedy szłam
korytarzem, minęłam się też z córką Daehyun'a, a następnie z Jieun, która
zatrzymała mnie w pół kroku.
- Nikka-shi[2],
wszystko w porządku? - zapytała z troską na twarzy.
Głupia baba!
Jest ładna, ma figurę jak butelka kokakoli, w dodatku utalentowana, bo śpiewała
kiedyś w pubie jazz'owym. Ma ośmioletnie dziecko z moim facetem, siedmioletnie
z jakimś innym i willę ze swoim aktualnym mężem, który teraz wyjechał w jakąś
trasę. Oh, bo on też jest muzykiem, a konkretnie raperem całkiem nawet
popularnym. A do tego jest miła, zabawna, nie ma zmarszczek mimo dwudziestu
siedmiu lat na karku, no, kuźwa,
normalnie głupia dupa!
- Ta, wszystko okej - odparłam, uśmiechając się do
niej nieznacznie. Chociaż to był chyba taki bardziej szczękościsk z nerwów.
- Nie masz mi za złe, że chcę być z Daehyun'em? -
zapytała, patrząc na mnie z tym samym przepraszającym wzrokiem, co uprzednio
wyżej wspomniany. Brzmiało to niejednoznacznie, a ja w tamtym momencie miałam
wrażenie, że efekt ten był zamierzony.
- Słucham?
- W pokoju... - zaśmiała się niewinnie.
Przy niej czułam się jak dziecko. Miałam do tego
prawo i na prawdę wiele powodów! Byłam niższa, moja twarz wciąż wyglądała
młodzieńczo, ubierałam się jak nastolatka, bo zawsze ceniłam sobie wygodę i nadal
lubiłam czarny kolor. Z kolei ona była tą szczupłą, wysoką, dojrzałą kobietą,
nosiła szpilki i piękne sukienki, biżuterię i tak dalej. Ale szczególnie bolała
różnica pięciu lat. Szczególnie w Korei.
- Ah... Nie, jest okej – odburknęłam na prędce,
kiwając głową. Chciałam już iść do pierwszego pokoju sypialnego, ale w moim
kierunku zadano kolejne pytanie.
- Zajmiesz się Hyuk'iem, prawda? - Popatrzyłam w
jej kierunku, zdezorientowana. - Będzie spał z wami w pokoju, skoro w naszym są
tylko trzy łóżka.
- Dlaczego nie może spać z Haneul? To jej brat z
tego, co wiem. – Uszczypliwość przypadkowa.
- Haneul strasznie wierci się w nocy. - odparła.
- To może po prostu zamieńmy się pokojami? -
wzruszyłam ramionami, coraz mocniej poirytowana warstwiącymi się już pierwszego
dnia problemami. Szybko sięgnęłam do kieszeni po paczkę gum miętowych.
- Nie, wolałabym zostać w tamtym. Z tamtej strony
jest mniejsza wilgotność, to lepiej dla moich włosów.
- Aha. - Pokiwałam znowu głową, żując gumę, którą
przed chwilą wpakowałam sobie do ust. Wiedziałam, że walnie jakąś lipną
wymówką. Ponoć, kiedy się coś żuje, to
człowiek mniej się denerwuje. Nie potwierdzam. - Dobra,
cokolwiek. - wzruszyłam ramionami. - W nocy go przypilnuję, ale rano i
wieczorem sama będziesz za niego odpowiadała. Nie jestem jego niańką.
- Okej! Dzięki, Nikka-shi! - słyszałam z korytarza,
kiedy już wchodziłam do pokoju, w którym siedzieli moi bracia i ten jej mały,
siedmioletni śmierdziel. Miał szczęście, że charakter odziedziczył po ojcu
(kimkolwiek on był) i umiał odszczeknąć na dogryzki chłopców, bo ich poczucie
humoru bywało specyficzne. Mnie z kolei traktował jak starszą siostrę. Zakochał
się, biedny, kiedy pierwszy raz zabrałam go na mecz rugby mojego siostrzeńca.
Mówi, że wszystkie dziewczyny poza mną i jego siostrą, to tępe dzidy - tak na
polski tłumacząc.
Misiek i Eustachy już zajęli sobie łóżka i zaczęli
się rozpakowywać. Michał wziął sobie dolny materac po lewej, a Eustachy górny,
po prawej. Hyuk siedział po turecku na górnym po lewej, więc zrozumiałam, że
zostało mi łóżko pod moją blondyneczką (Eustachy). Popatrzyłam na małego
Koreańczyka, który wpatrywał się we mnie z uśmiechem.
- Co jest, śmierdzielu? - mruknęłam, podnosząc brwi
w górę, z groźną postawą ciała. Dzieciaczek zaśmiał się cicho, prawie zamykając
swoje kawaii[3] oczka.
Zawsze chciałam, żeby mój syn tak wyglądał. Małpa, nawet dzieci ma
idealne! Chociaż, co prawda, każde z innym...
Uśmiechnęłam się lekko do chłopca i wyciągnęłam
niebieską paczkę z kieszeni spodni.
- Chcesz gumę?
Oczywiście moi bracia po tych słowach rzucili się
na mnie, ale najpierw dałam jedną brzydalowi Jieun.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz