czwartek, 1 września 2016

To nie ja. [#1]


Kartonowe ściany



Nie rozumiałam z początku, dlaczego mieliśmy jechać w te wakacje z jego byłą żoną. Wiedziałam, że chciał spędzić ten czas zarówno ze mną jak i swoją małą córką, ale dlaczego ona musiała tam być? Chciałam spędzić trochę czasu sam na sam z nim. Przez pracę, spotkania z Haneul i naprawdę wiele innych, drobnych powodów bardzo rzadko mieliśmy okazję zrelaksować się w swoim towarzystwie. Z resztą on doskonale wiedział, jak ważne było dla mnie po prostu przebywanie w jego obecności, dlatego tym bardziej nie byłam w stanie pojąć, po co Jieun była nam tam potrzebna.
Wszystko jednak wywróciło się na drugą stronę jeszcze na tydzień przed wyjazdem, kiedy dowiedziałam się, że moi dwaj młodsi bracia mają się do nas przykleić właśnie w czasie naszego pobytu nad morzem. To było jak kopniak w tyłek z glana od mojej matki. Misiek już dawno skończył swoje osiemnaście wiosen, grał na perkusji ze swoim zespołem, zarabiał własne pieniądze, miał dziewczynę, nie potrzebował, więc niańki w postaci starszej siostry. Eustachy z kolei ukończył w tym roku ostatnią klasę gimnazjum muzycznego, co oznaczało, że też nie był dzieckiem, wymagającym opieki. Dlaczego nie mogli pojechać nad polskie morze? Zrobić sobie męskich wakacji, albo czegoś w tym rodzaju? Wiem, że zawsze chcieli odwiedzić mnie w Korei, ale dlaczego akurat teraz?
- To jest jakiś żart... - mruknęłam do siebie, kiedy zobaczyłam, w jakim domku mieliśmy spędzić trzy tygodnie wakacji. Wszyscy razem.
Przez to, że przybyło nam osób, oczywistą sprawą było wykreślenie kilku luksusów z naszej wspólnej to do list. Ale myślałam, że wylądujemy przynajmniej w trzygwiazdkowym hotelu... każdy w innym pokoju? Albo chociaż ja i Dae we własnym, osobnym, razem, tylko we dwoje , just keunyang[1].
Tymczasem okazuje się, że będziemy spali w drewnianym pawilonie z łazienką, kuchnią, pokojem dziennym i dwoma sypialniami - wszystko klaustrofobicznie małe, z niskim sufitem i cienkimi ściankami.
Kiedy wchodziło się do środka, korytarz w kształcie "L-ki" prowadził do poszczególnych pomieszczeń. Właściwie, to nie było najgorzej. Wprawdzie ciasno i wąsko, a ja miewałam lęki przed zamkniętymi przestrzeniami, ale jeśli byłby przy mnie Daehyun, to może i bym wytrzymała.
Pierwsze drzwi w korytarzu, od prawej prowadziły do pierwszej sypialni. Była równie maleńka, co pozostałe pomieszczenia. Znajdowały się w niej dwa łóżka piętrowe. To oznaczało, że ośrodek, wynajmujący nam ten domek, nie był taki znowu ubogi. Spodziewałam się raczej, że na podłogach będą poukładane gołe materace, jak w tradycyjnych koreańskich mieszkaniach.
Dalej, po tej samej stronie ściany korytarza - drzwi do pokoju dziennego. Kanapa, dwa fotele, całkiem zadbane. I mały, stary telewizor ála Rubin.
Następnie korytarz skręcał w lewo. Drzwi od prawej - kuchenka. Naprzeciwko niej, po drugiej stronie - łazienka z prysznicem i kibelkiem. Za drzwiami obok tych od łazienki, mieściła się druga sypialnia. W niej z kolei stały dwa łóżka; jedno piętrowe i jedno zwykłe.
- W porządku, Nikka? - usłyszałam cichy głos Dae, kiedy staliśmy z walizkami w ciemnym mimo pory dnia, (nie było w nim okien ani świateł)  korytarzu. - Wiem, że mieliśmy mieszkać w hotelu, ale sama rozumiesz...
- Rozumiem, w porządku - odparłam szybko, bez głębszych emocji w głosie i chwyciłam rączkę swojej torby drugą dłonią, by wygodniej mi się ją niosło. - Chodźmy się już rozpakować. Zaraz mi ręce odpadną. - Już odwróciłam się, by wejść do pokoju z trzema miejscami do spania, kiedy poczułam, jak chłopak łapie moją torbę, powstrzymując mnie przed dalszymi krokami.
- Ale jest jeszcze jedna sprawa... - patrzył na mnie prawie przepraszającym wzrokiem. Posłałam mu nieme pytanie, a on westchnął i wyjął torbę z moich rąk, by po chwili położyć ją na podłodze, a następnie podejść bliżej mnie. Chwycił moje dłonie w swoje i patrzył na nie, cicho wygłaszając swój wstępny monolog. - Wiesz, że bardzo cię kocham. I wiem, że ty mnie też, dlatego wierzę, że zrozumiesz, dlaczego to robię i zaufasz mi w pełni.
- Weź mnie nie denerwuj...
Przymknęłam powieki, usiłując oddychać spokojnie. Podobno byłam znana z bycia spokojną i ułożoną, dlatego wszyscy nasi znajomi mówili, że pasujemy do siebie jak róż i błękit. Jednak tylko ci najbliżsi wiedzieli, że byłam bardziej cichą wodą, aniżeli oazą spokoju, za jaką mnie i Daehyun'a mieli. Czasami emocje we mnie były zbyt wielkie, by powstrzymać je w środku i zwyczajnie wybuchałam. Ale najczęściej starałam się je powstrzymać. A jeszcze częściej nie okazywałam ich w ogóle. Teraz było ciężko. Wszystko mnie denerwowało, dosłownie. Wrzeszczące dzieciaki Jieun, moi upierdliwi bracia, a szczególności niezamykająca się jadaczka młodszego z nich, a teraz on chciał mi powiedzieć coś, co uderzyłoby ostatecznie w ledwie trzymające się już ruiny moich nerwów, żeby do końca je rozszarpać. A przecież był w tamtym momencie bogu winny mojego załamania.
- Posłuchaj, chciałem spać w pokoju z Haneul i z tobą, ale Jieun się nie zgodziła. Ona też chce mieć ją na oku, to też jej córka, musisz zrozumieć...
- Nic nie muszę - syknęłam, wyrywając swoje ręce z jego palców. Patrzyłam mu w oczy, hamując się w środku od krzyku i starałam mówić przynajmniej półgłosem, by nie słyszeli nas wchodzący za nami do środka. - Co jeszcze, Daehyun? Będziecie sobie rodzinnie jedli obiady, kolacje, chodzili po plaży wieczorem, tak? Bo chcesz być z Haneul, a jej matka nie spuści jej z oka? Dobrze, jak chcesz. Bądź sobie z rodzinką, śpij sobie z Jieun, kolorowych koszmarów. - Wzięłam swoją torbę w ręce i wyminęłam chłopaka w korytarzu. To znaczy, próbowałam, ale było tam zbyt ciasno, w efekcie czego trąciłam go ramieniem na tyle mocno, że odbił się i przywarł plecami do ściany. Kiedy szłam korytarzem, minęłam się też z córką Daehyun'a, a następnie z Jieun, która zatrzymała mnie w pół kroku.
- Nikka-shi[2], wszystko w porządku? - zapytała z troską na twarzy.
Głupia baba! Jest ładna, ma figurę jak butelka kokakoli, w dodatku utalentowana, bo śpiewała kiedyś w pubie jazz'owym. Ma ośmioletnie dziecko z moim facetem, siedmioletnie z jakimś innym i willę ze swoim aktualnym mężem, który teraz wyjechał w jakąś trasę. Oh, bo on też jest muzykiem, a konkretnie raperem całkiem nawet popularnym. A do tego jest miła, zabawna, nie ma zmarszczek mimo dwudziestu siedmiu lat na karku, no, kuźwa, normalnie głupia dupa!
- Ta, wszystko okej - odparłam, uśmiechając się do niej nieznacznie. Chociaż to był chyba taki bardziej szczękościsk z nerwów.
- Nie masz mi za złe, że chcę być z Daehyun'em? - zapytała, patrząc na mnie z tym samym przepraszającym wzrokiem, co uprzednio wyżej wspomniany. Brzmiało to niejednoznacznie, a ja w tamtym momencie miałam wrażenie, że efekt ten był zamierzony.
- Słucham?
- W pokoju... - zaśmiała się niewinnie.
Przy niej czułam się jak dziecko. Miałam do tego prawo i na prawdę wiele powodów! Byłam niższa, moja twarz wciąż wyglądała młodzieńczo, ubierałam się jak nastolatka, bo zawsze ceniłam sobie wygodę i nadal lubiłam czarny kolor. Z kolei ona była tą szczupłą, wysoką, dojrzałą kobietą, nosiła szpilki i piękne sukienki, biżuterię i tak dalej. Ale szczególnie bolała różnica pięciu lat. Szczególnie w Korei.
- Ah... Nie, jest okej – odburknęłam na prędce, kiwając głową. Chciałam już iść do pierwszego pokoju sypialnego, ale w moim kierunku zadano kolejne pytanie.
- Zajmiesz się Hyuk'iem, prawda? - Popatrzyłam w jej kierunku, zdezorientowana. - Będzie spał z wami w pokoju, skoro w naszym są tylko trzy łóżka.
- Dlaczego nie może spać z Haneul? To jej brat z tego, co wiem. – Uszczypliwość przypadkowa.
- Haneul strasznie wierci się w nocy. - odparła.
- To może po prostu zamieńmy się pokojami? - wzruszyłam ramionami, coraz mocniej poirytowana warstwiącymi się już pierwszego dnia problemami. Szybko sięgnęłam do kieszeni po paczkę gum miętowych.
- Nie, wolałabym zostać w tamtym. Z tamtej strony jest mniejsza wilgotność, to lepiej dla moich włosów.
- Aha. - Pokiwałam znowu głową, żując gumę, którą przed chwilą wpakowałam sobie do ust. Wiedziałam, że walnie jakąś lipną wymówką. Ponoć, kiedy się coś żuje, to człowiek mniej się denerwuje. Nie potwierdzam. - Dobra, cokolwiek. - wzruszyłam ramionami. - W nocy go przypilnuję, ale rano i wieczorem sama będziesz za niego odpowiadała. Nie jestem jego niańką.
- Okej! Dzięki, Nikka-shi! - słyszałam z korytarza, kiedy już wchodziłam do pokoju, w którym siedzieli moi bracia i ten jej mały, siedmioletni śmierdziel. Miał szczęście, że charakter odziedziczył po ojcu (kimkolwiek on był) i umiał odszczeknąć na dogryzki chłopców, bo ich poczucie humoru bywało specyficzne. Mnie z kolei traktował jak starszą siostrę. Zakochał się, biedny, kiedy pierwszy raz zabrałam go na mecz rugby mojego siostrzeńca. Mówi, że wszystkie dziewczyny poza mną i jego siostrą, to tępe dzidy - tak na polski tłumacząc.
Misiek i Eustachy już zajęli sobie łóżka i zaczęli się rozpakowywać. Michał wziął sobie dolny materac po lewej, a Eustachy górny, po prawej. Hyuk siedział po turecku na górnym po lewej, więc zrozumiałam, że zostało mi łóżko pod moją blondyneczką (Eustachy). Popatrzyłam na małego Koreańczyka, który wpatrywał się we mnie z uśmiechem.
- Co jest, śmierdzielu? - mruknęłam, podnosząc brwi w górę, z groźną postawą ciała. Dzieciaczek zaśmiał się cicho, prawie zamykając swoje kawaii[3] oczka. Zawsze chciałam, żeby mój syn tak wyglądał. Małpa, nawet dzieci ma idealne! Chociaż, co prawda, każde z innym...
Uśmiechnęłam się lekko do chłopca i wyciągnęłam niebieską paczkę z kieszeni spodni.
- Chcesz gumę?
Oczywiście moi bracia po tych słowach rzucili się na mnie, ale najpierw dałam jedną brzydalowi Jieun.



[1] Just keungyang (ang. Just – po prostu, kor. keunyang [kynjan] – po prostu) – w slangu dzisiejszej młodzieży koreańskiej oznacza to „tak po prostu”.
[2] -shi – (kor.) końcówka grzecznościowa w zwrotach oficjalnych.
[3] Kawaii – (jap.) urocze

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz