Nocne
rozmowy
Dzień minął. Jak? W końcu.
- Ale, że obraziłaś się?
- Zamknij się, Michał - syknęłam cicho,
przewiercając się na drugą stronę, twarzą do ściany.
Była już noc, ciemno, około pierwszej. Bo
oczywiście Jieun zapragnęła w swoim wrażliwym, artystycznym serduszku, obejrzeć
zachód słońca na plaży. Miała szczęście, że nasz domek znajdował się jakieś
pięć minutek od brzegu, piechotą, bo w przeciwnym razie za żadne skarby nie
zgodziłabym się na tę wycieczkę. Nogi już czułam, jak wchodzą mi w jelito
cienkie, więc pewnie nie skończyłoby się to dobrze, gdyby na przykład zamiast
zachodu słońca, zachciało jej się przejechać na tym diabelskim młynie w centrum
miasta. W takim wypadku wszyscy razem siedzieliśmy na plaży. Ja z moimi braćmi, a ona ze swoimi
dziećmi i byłym mężem. Moim aktualnym chłopakiem. Który nie odezwał się do mnie
przez resztę dnia. Chłopcy mówili, że próbował, ale nie mógł się przebić przez
paplanie matki z dziećmi, a mój foch nie pomagał.
No ale co innego miałam zrobić? Krzyczeć już na
niego nie chciałam, a gdybym musiała otworzyć usta, na pewno wyleciałyby z nich
same wykrzykniki. Po pierwsze: nie przy dzieciach. A po drugie, to niema na
ziemi bardziej kochanego człowieka od niego. Tylko kobiet nie potrafił sobie nigdy
wybierać. Najpierw ona, potem ja... No głupi. Dlatego nie chciałam mu jeszcze
serduszka łamać swoimi krzykami. Byłam okropną dziewczyną. Dlaczego nie mógł sobie znaleźć kogoś, kto miałby ten sam język
miłości, co on? Podczas, gdy jego wystarczy przytulić, pocałować, czy
pogłaskać, mnie trzeba poświęcać czas, którego jemu tak bardzo brakuje. Ale
nawet mimo tego, zawsze wyskrobie w swoim grafiku parę minut tylko dla mnie.
Nie wiem, czy na niego zasługuję.
- Wera, esemesa dostałaś - po raz kolejny Misiek,
tym razem zaspanym głosem. - Znowu - bąknął z wyrzutem, by po chwili przewrócić
się plecami w moją stronę. Sięgnęłam ręką pod poduszkę i wysunęłam swój telefon.
Faktycznie, cztery wiadomości od Daehyun'a. Ale dlaczego nie słyszałam niczego,
mimo, że telefon miałam pod samym uchem?
"Śpisz?"
"Nie śpij."
"Nie bądź zła..."
"Chcesz ze mną uciec?"
Uśmiechnęłam się sama do siebie i postanowiłam
odpisać.
"Chyba na hulajnodze."
"Nogi mi odpadają od tego dzisiejszego
łażenia. Na piechotę nigdzie nie idę."
Zablokowałam ekran, ale tylko czekałam, aż
zabrzęczy w odpowiedzi. Ledwo po minucie czytałam kolejną wiadomość.
"Bolą? Chodź, do mnie, pocałuję i przestanie
boleć~"
Potrafił sprawić, bym zakwitła w żołądku różowymi
stokrotkami nawet przez telefon. Samymi literkami. To ze mną, czy z nim było
coś nie tak?
"Nie przyjdę. Tam jest Jieun." odpisałam
i tym razem już nawet nie zdążyłam nacisnąć przycisku blokady, kiedy nadeszła
nowa wiadomość.
"Nie jestem w pokoju."
"To gdzie?" wystukałam i wysłałam. Po
chwili usłyszałam, jak klamka naszego pokoju klika. Szybko schowałam telefon
pod kołdrę i obejrzałam się na drzwi. Zaskrzypiały cicho, gdy ktoś je uchylił lekko
i wsunął czarny łeb przez szparę.
- Tu - mruknął Ktoś, nie chcąc obudzić
żadnego z chłopców. Jedyne światło, dzięki któremu widziałam jego delikatny
uśmiech, wpadało przez małe okno, które umieszczone było pod sufitem, na
ścianie równoległej do tej z drzwiami.
- Co robisz na korytarzu o pierwszej w nocy? -
zapytałam szeptem, podnosząc się z łóżka. Cicho podeszłam do niego i zobaczyłam
wyraźniej jego twarz. Widziałam, że kąciki jego ust uniosły się lekko.
- Co robisz o pierwszej nocy sama w pokoju z trzema
facetami?
- Dwóch z tych "facetów", to moi bracia,
a trzeci dalej koloruje rysowanki z Pororo[1],
kiedy jest smutny. - skrzyżowałam ręce na piersi. Drgania jego niskiego głosu
przecięły powietrze i uderzyły prosto w moje płuca, kiedy zachichotał po
wypowiedzianych przeze mnie słowach.
- Weź... wyjdź jak chcesz z nim gadać, co? - syknął
po polsku starszy z moich młodszych i przewiercił się w inną stronę.
Uznawszy jego pomysł, za całkiem, a nawet bardzo
dobry, wypchnęłam Dae z pokoju i wyszłam zaraz za nim, zamykając na końcu
drzwi.
- Dlaczego nie śpisz? - zapytałam, kiedy już
obróciłam się w jego kierunku.
- A ty? - odbił, splatając swoje ręce za plecami.
Nie widziałam go wtedy, ale słyszałam jak się rusza. Zawsze tak robił, kiedy
chciał mnie dotknąć, ale nie był pewny, czy to odpowiedni moment.
- Pierwsza zapytałam - odparłam twardo.
Ciche westchnięcie.
- Nie mogę. Ani razu mnie dzisiaj nie przytuliłaś.
- Słyszałam ten udawany smuteczek w jego głosie. A chociaż udawany, to i tak
poczułam się winna. - I życzyłaś mi koszmarów.
- Ale kolorowych... - próbowałam się wybronić.
Niestety nawet jak dla mnie wymówka była dosyć słaba, więc gdy to sobie
uświadomiłam, spuściłam głowę w dół, jak dziecko. Poczułam, jednak w pewnej
chwili, że przestrzeń pomiędzy mną, a Daehyun'em maleje.
- Yaaah... - jęknął, przeciągle, pukając czubek
mojej głowy własnym czołem, przez co od razu się wyprostowałam i obróciłam
głowę w bok. - No chodź, potulmy się trochę... - teraz był jeszcze bliżej. Ręce
jednak ciągle trzymał za sobą. - Nikka... - szepnął mi do ucha.
Przymknęłam oczy i zagryzłam wargę, zaciskając
jednocześnie palce na swojej (a właściwie jego) czarnej koszulce z
Guns'n'Roses.
Odchylił się tylko po to, by zaraz znowu nachylić
nad drugim uchem.
- Proszę... - oparł policzek o mój, a później otarł
nosem o skórę na mojej twarzy, w końcu odrywając go, gdy spotkał się z moim.
Wciąż jednak był blisko. Na tyle, że mogłam czuć jego ciepły oddech na swoich
ustach. - Zasnę tylko, jeśli poczuję jak twoje serce uderza o moje.
- Romantyk od siedmiu boleści... - mruknęłam, nie
otwierając oczu. On chyba jednak miał otwarte. Patrzył na mnie, zaśmiał się
cicho i zetknął ze sobą nasze czoła.
- No to jak? - Jego palce przesunęły się po moich
skroniach, a później uszach, przenosząc za nie kosmyki włosów. Nie mogłam powstrzymać dłoni, które
same spoczęły na jego brzuchu, a następnie przesunęły się na plecy. Dotyk nigdy
nie był czymś, za czym szczególnie przepadałam. Właściwie nie lubiłam tego. Jedynym
wyjątkiem na świecie był on. Jedyne usta na świecie, które kiedykolwiek
dotykały moich, to te jego.
Ale zamiast poczuć ich teraz na swoich wargach, jak
oczekiwałam, zostałam przyciągnięta do jego ciała i zamknięta silnymi ramionami
w uścisku.
- Jutro będzie lepiej - wymamrotał półgłosem,
głaszcząc mnie po głowie. - Nie złość się na mnie więcej... Zgoda? Co? - jego
głos przepełniony był nadzieją. Słyszałam to mimo zmęczenia mojego i Daehyun'a.
Było mi w jego ramionach tak dobrze. Nie myślałam
wtedy o gniewaniu się na niego. Tak na prawdę... nie wiem, czy kiedykolwiek
miałam mu cokolwiek za złe. Wkurzałam się na Jieun, na jej dzieci, na moich
braci, na Jieun... najczęściej to jednak była Jieun. Oh, bo to jest wstrętna
kobieta! Jak można być tak idealnym? Nie miałabym niczego przeciw niej, gdyby
nie kręciła się wciąż tak blisko Dae. Wzięli rozwód siedem lat temu, wyszła za
mąż ponownie, cztery lata po tym... jak mogła ciągle pakować się do jego życia?
- Pójdziemy jutro do miasteczka razem? - zapytał,
odsuwając się ode mnie lekko. – Zjemy bibimbab? Będziemy sami, tylko we dwoje.
Zrobimy zdjęcie na ścianę w salonie do kolekcji... - Na początku dotknął mojego
policzka i muskał go delikatnie kciukiem.
Było tak ciemno, że widziałam jedynie zarys
jego ciała, ale mimo to patrzyłam w kierunku jego twarzy i wyobrażałam sobie,
jak się uśmiecha. Jego oczy zawsze wtedy okalały zmarszczki, które jedynie
dodawały mu uroku. Wyobrażałam to sobie i uśmiechałam się, zapominając o wszystkim,
co złe na tym świecie.
Trwało to oczywiście bardzo krótko, bo wszystko,
co złe na tym świecie nagle zapaliło światło w latarce, która świeciła
mi w kąciki oczu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz