piątek, 2 września 2016

To nie ja. [#2]

Nocne rozmowy





Dzień minął. Jak? W końcu.
- Ale, że obraziłaś się?
- Zamknij się, Michał - syknęłam cicho, przewiercając się na drugą stronę, twarzą do ściany.
Była już noc, ciemno, około pierwszej. Bo oczywiście Jieun zapragnęła w swoim wrażliwym, artystycznym serduszku, obejrzeć zachód słońca na plaży. Miała szczęście, że nasz domek znajdował się jakieś pięć minutek od brzegu, piechotą, bo w przeciwnym razie za żadne skarby nie zgodziłabym się na tę wycieczkę. Nogi już czułam, jak wchodzą mi w jelito cienkie, więc pewnie nie skończyłoby się to dobrze, gdyby na przykład zamiast zachodu słońca, zachciało jej się przejechać na tym diabelskim młynie w centrum miasta. W takim wypadku wszyscy razem siedzieliśmy  na plaży. Ja z moimi braćmi, a ona ze swoimi dziećmi i byłym mężem. Moim aktualnym chłopakiem. Który nie odezwał się do mnie przez resztę dnia. Chłopcy mówili, że próbował, ale nie mógł się przebić przez paplanie matki z dziećmi, a mój foch nie pomagał.
No ale co innego miałam zrobić? Krzyczeć już na niego nie chciałam, a gdybym musiała otworzyć usta, na pewno wyleciałyby z nich same wykrzykniki. Po pierwsze: nie przy dzieciach. A po drugie, to niema na ziemi bardziej kochanego człowieka od niego. Tylko kobiet nie potrafił sobie nigdy wybierać. Najpierw ona, potem ja... No głupi. Dlatego nie chciałam mu jeszcze serduszka łamać swoimi krzykami. Byłam okropną dziewczyną. Dlaczego nie mógł sobie znaleźć kogoś, kto miałby ten sam język miłości, co on? Podczas, gdy jego wystarczy przytulić, pocałować, czy pogłaskać, mnie trzeba poświęcać czas, którego jemu tak bardzo brakuje. Ale nawet mimo tego, zawsze wyskrobie w swoim grafiku parę minut tylko dla mnie. Nie wiem, czy na niego zasługuję.
- Wera, esemesa dostałaś - po raz kolejny Misiek, tym razem zaspanym głosem. - Znowu - bąknął z wyrzutem, by po chwili przewrócić się plecami w moją stronę. Sięgnęłam ręką pod poduszkę i wysunęłam swój telefon. Faktycznie, cztery wiadomości od Daehyun'a. Ale dlaczego nie słyszałam niczego, mimo, że telefon miałam pod samym uchem?
"Śpisz?"
"Nie śpij."
"Nie bądź zła..."
"Chcesz ze mną uciec?"
Uśmiechnęłam się sama do siebie i postanowiłam odpisać.
"Chyba na hulajnodze."
"Nogi mi odpadają od tego dzisiejszego łażenia. Na piechotę nigdzie nie idę."
Zablokowałam ekran, ale tylko czekałam, aż zabrzęczy w odpowiedzi. Ledwo po minucie czytałam kolejną wiadomość.
"Bolą? Chodź, do mnie, pocałuję i przestanie boleć~"
Potrafił sprawić, bym zakwitła w żołądku różowymi stokrotkami nawet przez telefon. Samymi literkami. To ze mną, czy z nim było coś nie tak?
"Nie przyjdę. Tam jest Jieun." odpisałam i tym razem już nawet nie zdążyłam nacisnąć przycisku blokady, kiedy nadeszła nowa wiadomość.
"Nie jestem w pokoju."
"To gdzie?" wystukałam i wysłałam. Po chwili usłyszałam, jak klamka naszego pokoju klika. Szybko schowałam telefon pod kołdrę i obejrzałam się na drzwi. Zaskrzypiały cicho, gdy ktoś je uchylił lekko i wsunął czarny łeb przez szparę.
- Tu - mruknął Ktoś, nie chcąc obudzić żadnego z chłopców. Jedyne światło, dzięki któremu widziałam jego delikatny uśmiech, wpadało przez małe okno, które umieszczone było pod sufitem, na ścianie równoległej do tej z drzwiami.
- Co robisz na korytarzu o pierwszej w nocy? - zapytałam szeptem, podnosząc się z łóżka. Cicho podeszłam do niego i zobaczyłam wyraźniej jego twarz. Widziałam, że kąciki jego ust uniosły się lekko.
- Co robisz o pierwszej nocy sama w pokoju z trzema facetami?
- Dwóch z tych "facetów", to moi bracia, a trzeci dalej koloruje rysowanki z Pororo[1], kiedy jest smutny. - skrzyżowałam ręce na piersi. Drgania jego niskiego głosu przecięły powietrze i uderzyły prosto w moje płuca, kiedy zachichotał po wypowiedzianych przeze mnie słowach.
- Weź... wyjdź jak chcesz z nim gadać, co? - syknął po polsku starszy z moich młodszych i przewiercił się w inną stronę.
Uznawszy jego pomysł, za całkiem, a nawet bardzo dobry, wypchnęłam Dae z pokoju i wyszłam zaraz za nim, zamykając na końcu drzwi.
- Dlaczego nie śpisz? - zapytałam, kiedy już obróciłam się w jego kierunku.
- A ty? - odbił, splatając swoje ręce za plecami. Nie widziałam go wtedy, ale słyszałam jak się rusza. Zawsze tak robił, kiedy chciał mnie dotknąć, ale nie był pewny, czy to odpowiedni moment.
- Pierwsza zapytałam - odparłam twardo.
Ciche westchnięcie.
- Nie mogę. Ani razu mnie dzisiaj nie przytuliłaś. - Słyszałam ten udawany smuteczek w jego głosie. A chociaż udawany, to i tak poczułam się winna. - I życzyłaś mi koszmarów.
- Ale kolorowych... - próbowałam się wybronić. Niestety nawet jak dla mnie  wymówka była dosyć słaba, więc gdy to sobie uświadomiłam, spuściłam głowę w dół, jak dziecko. Poczułam, jednak w pewnej chwili, że przestrzeń pomiędzy mną, a Daehyun'em maleje.
- Yaaah... - jęknął, przeciągle, pukając czubek mojej głowy własnym czołem, przez co od razu się wyprostowałam i obróciłam głowę w bok. - No chodź, potulmy się trochę... - teraz był jeszcze bliżej. Ręce jednak ciągle trzymał za sobą. - Nikka... - szepnął mi do ucha.
Przymknęłam oczy i zagryzłam wargę, zaciskając jednocześnie palce na swojej (a właściwie jego) czarnej koszulce z Guns'n'Roses.
Odchylił się tylko po to, by zaraz znowu nachylić nad drugim uchem.
- Proszę... - oparł policzek o mój, a później otarł nosem o skórę na mojej twarzy, w końcu odrywając go, gdy spotkał się z moim. Wciąż jednak był blisko. Na tyle, że mogłam czuć jego ciepły oddech na swoich ustach. - Zasnę tylko, jeśli poczuję jak twoje serce uderza o moje.
- Romantyk od siedmiu boleści... - mruknęłam, nie otwierając oczu. On chyba jednak miał otwarte. Patrzył na mnie, zaśmiał się cicho i zetknął ze sobą nasze czoła.
- No to jak? - Jego palce przesunęły się po moich skroniach, a później uszach, przenosząc za nie kosmyki  włosów. Nie mogłam powstrzymać dłoni, które same spoczęły na jego brzuchu, a następnie przesunęły się na plecy. Dotyk nigdy nie był czymś, za czym szczególnie przepadałam. Właściwie nie lubiłam tego. Jedynym wyjątkiem na świecie był on. Jedyne usta na świecie, które kiedykolwiek dotykały moich, to te jego.
Ale zamiast poczuć ich teraz na swoich wargach, jak oczekiwałam, zostałam przyciągnięta do jego ciała i zamknięta silnymi ramionami w uścisku.
- Jutro będzie lepiej - wymamrotał półgłosem, głaszcząc mnie po głowie. - Nie złość się na mnie więcej... Zgoda? Co? - jego głos przepełniony był nadzieją. Słyszałam to mimo zmęczenia mojego i Daehyun'a.
Było mi w jego ramionach tak dobrze. Nie myślałam wtedy o gniewaniu się na niego. Tak na prawdę... nie wiem, czy kiedykolwiek miałam mu cokolwiek za złe. Wkurzałam się na Jieun, na jej dzieci, na moich braci, na Jieun... najczęściej to jednak była Jieun. Oh, bo to jest wstrętna kobieta! Jak można być tak idealnym? Nie miałabym niczego przeciw niej, gdyby nie kręciła się wciąż tak blisko Dae. Wzięli rozwód siedem lat temu, wyszła za mąż ponownie, cztery lata po tym... jak mogła ciągle pakować się do jego życia?
- Pójdziemy jutro do miasteczka razem? - zapytał, odsuwając się ode mnie lekko. – Zjemy bibimbab? Będziemy sami, tylko we dwoje. Zrobimy zdjęcie na ścianę w salonie do kolekcji... - Na początku dotknął mojego policzka i muskał go delikatnie kciukiem.
Było tak ciemno, że widziałam jedynie  zarys jego ciała, ale mimo to patrzyłam w kierunku jego twarzy i wyobrażałam sobie, jak się uśmiecha. Jego oczy zawsze wtedy okalały zmarszczki, które jedynie dodawały mu uroku. Wyobrażałam to sobie i uśmiechałam się, zapominając o wszystkim, co złe na tym świecie.
Trwało to oczywiście bardzo krótko, bo wszystko, co złe na tym świecie nagle zapaliło światło w latarce, która świeciła mi w kąciki oczu.



[1] „Pororo” - koreańska bajka dla dzieci o niebieskim pingwinie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz