piątek, 14 października 2016

I hate you so much! [#2]



- Robię to nie tylko dla dobra wytwórni. To dla waszego dobra. - powiedział sam szef JYP, patrząc na każde z nich bardzo poważnie. - Musicie się wreszcie pogodzić, w JYP nie może być takich relacji. Daję wam czas do imprezy Halloween’owej. Równo o 24.00 macie mi stać razem na scenie, wykonać waszą wspólną piosenkę i oświadczyć, że między wami jest wszystko w porządku. Arasseo?

°

Czy zrozumieli? Nie i wygląda na to, że nigdy tego nie pojmą. Mimo, że minął już dobry tydzień od otrzymania przez ChomSon zadania, jakie postawił przed nimi szef. Jak można wymagać od Jackson'a, by pogodził się z ChomChom? Jak można kazać jej polubić żarty Jackson'a? Nie, to nawet nie są żarty, Chińczyk jej jawnie uwłacza. A ona? Jak można czepiać się każdej drobnostki, w dodatku używać do tego tak dziciennych argumentów?
Z każdym kolejnym dniem coraz więcej osób przestawało wierzyć w ich pogodzenie się. Dał im dwa tygodnie a oni przez ostatnie sześć dni jeszcze bardziej skakali sobie do gardeł. Jackson bez przerwy chodził poddenerwowany, nie mógł się skupić na próbach z Siódemkami. Z kolei ChomChom tak się stresowała, że zaczęło robić jej się fizycznie nie dobrze, a co za tym idzie przestała odżywiać się tak jak powinna. Nie chciała jeść kolacji, śniadań, a i z obiadami zdarzało jej się walczyć. Ciężko było jej jeść ze świadomością, że Wang je dokładnie to samo w sali obok.
Aktualnie odbywała się przerwa obiadowa, więc każdy artysta, który właśnie znajdował się w wytwórni, miał obowiązek przerwać próby, czy cokolwiek robił i zjeść coś, co dałoby mu siły do dalszej pracy. Hallyu zwykle jadają w pięknej stołówce na drugim piętrze, a młode gwiazdeczki (tzw. rookie) i trainne jadają kupne obiady w sali, w której trenowały.
- Jang Chommi - odezwała się liderka girlsband'u.  - Zjedz to do końca.
Najmłodsza od CC popatrzyła w swoją porcję. Nie chciała. Po raz trzeci już w tym tygodniu jedzą dokbokki. Z resztą była już pełna. Co z tego, że po tym obiedzie nie będzie już nic jadła do końca dnia? Co z tego, że będzie tu siedziała z Wangiem jakieś trzy godziny i ćwiczyła ich układ?
- Najadłam się.
- Przestań, to jest bardzo mało. Z resztą i tak Xiah już ci zjadła połowę.
- No i bardzo dobrze. Może zjeść i resztę. - odparła maknae, ale zanim zdążyła sama oddać swojej unnie resztę porcji, Xiah zabrała jej z ręki styropianowe pudełko z rybą i ryżem w środku. Liderce bardzo się to nie podobało, ale nie chciała znowu zrzędzić jak stara baba. Chommi nie jest przecież dzieckiem, wie, co dla niej dobre, a jeśli nie, to na pewno się wkrótce przekona o tym na własnej skórze.

Jak już wcześniej wspomniano - w salach, w których się trenuje, jadają wyłącznie rookie i trainee. Aczkolwiek istnieją takie wyjątki, jak GOT7, którzy wolą nie tracić czasu na wycieczki po piętrach wytwórni i jadać w salach przeznaczonych na treningi, by potem szybciej wrócić do treningów. Mimo tego, że już dawno pożegnali się z czasem, kiedy jeszcze byli nowi na rynku. Chłopcy twierdzą, że takie wspólne jedzenie na podłodze w kółku jakoś ich do siebie zbliża. Pocóż więc się z nimi kłócić, kiedy oni widzą w tym same zalety! Z resztą to nie tak, że izolują się od reszty JYP familly. Ale trening to trening.
- Jackson... - mruknął JB przypatrując się uważnie Chińczykowi. Ten podniósł wzrok i posłał liderowi pytające spojrzenie. - Dobrze się czujesz? - zapytał, widząc, że ten nic jeszcze nie zjadł z talerza, za to wypił już całą swoją litrową butelkę wody.
- Ta. Tylko jakoś nie mam apetytu. Chcesz zjeść moje? - zaproponował, podnosząc swoje pudełko.
- Nie, nie. Zostajesz tu dzisiaj z Chommi na próbę, prawda? - zapytał, jakby od niechcenia, chwytając pałeczkami kawałek (cista z) ryby, po czym zjadł go i wbił wyczekujące spojrzenie w Jackson'a.
Wang na samą myśl o spędzaniu czasu z tą małą diablicą w skórze uroczej dziewczynki, poczuł chęć zwymiotowania do swojego obiadu. Westchnął i ponownie zwiesił głowę, gapiąc się w swoje jedzenie.
- Mhm. - mruknął, grzebiąc pałeczkami w ryżu.
- O której wracasz?
- Czy to ma znaczenie? - jego ton nie należał do tych najprzyjemniejszych.
W rzeczywistości cały zespół przysłuchiwał się ich rozmowie, jednak nikt nie odważyłby się do tego przyznać. Udawali więc, że dokbokki, które zamówił im JYP z pobliskiej budce wclae im się jeszcze od trzech dni nie znudziło i zajadają się tym, jakby na świecie nie było nic smaczniejszego. Tylko Mark, znając dobrze Jackson'a, wyczuł po jego głosie, że zaraz może stać się coś złego, więc podniósł wzrok i przyglądał się im uważnie, czuwając nad sytuacją.
- No... Trochę tak. Jestem w końcu twoim liderem, chciałbym wiedzieć co się z tobą dzieje...
- Nie musisz się o mnie martwić, jestem już dużym chłopcem. - rzucił mocno poirytowany, zamykając styropianowe pudełko i wstał.
- Wybierasz się gdzieś?
- Co cię to obchodzi? - warknął, rzucając poirytowane spojrzenie w stronę JB. - Idę do kibla, masz ochotę dotrzymać mi towarzystwa?
JB nie wiedział co się dzieje. Od tygodnia Jackson chodził taki rozdrażniony, wszystko i wszyscy go denerwowali, a nikt nie wiedział dlaczego. Siódemki kłóciły się coraz częściej, a głównym powoderem był nie kto inny, jak tylko mr. Wild & Sexy.
- Stary, ja tylko--
- Ja bardzo chętnie z tobą pójdę! - odezwał się w końcu Mark i wstał, posyłając Jaebumowi porozumiewawcze spojrzenie. Nie chciał, by wyniknęła z tego kolejna kłótnia.
Potem popatrzył na Wang'a.
- No co? - uwiesił się Chińczykowi na ramieniu i pociągnął go za ucho. - Będę cię trzymał za rączkę, żeby cię co nie wciągnęło.
Żaden inny członek GOT7 w życiu nawet słowem nie odezwałby się do Jackson'a kiedy jest w takim stanie, a co dopiero robiłby sobie z niego jaja. Ale Mark ma u niego jakiś rodzaj ulgi. Z resztą przyjaźni się z Jacksonem najdłużej, nic dziwnego, że dogadują się znacznie lepiej. Chociaż czasami ich relacje wydają się reszcie nieco dziwne... Takie zlekka zbyt bliskie i dwuznaczne. Nikt nie wie na czym to polega, ale wszczyscy głęboko wierzą, że chłopaki jednak są hetero, a ich zachowania są wynikiem wygłupów, których normalni Koreańczycy zwyczajnie nie są w stanie zrozumieć, ze względu na swoją kulturę. Na ile jest to prawdą - Bóg jeden wie. Prawdę mówiąc nigdy wprost nie przyznali, że lubią dziewczyny. Chociaż przy fanach, oczywiście opowiadają o swoim idealnym typie i tak dalej... Ale robią to, ponieważ jest to częścią fanservice, zachowania, które sprawia, że fanki mają piszczeć z zachwytu. Kilka razy rzucono im pytanie o ich orientację, ale Mark zwykle odpowiada twierdzeniem typu "miłość to miłość". Z kolei Jackson zawsze, ale to zawsze wiesza się w takim momencie na którymś z chłopców i robi sobie z tego żarty, udając dziewczynę oraz twierdząc, iż jest gejem i jest z tego dumny.

Kiedy chłopcy wyszli z sali, JB, zdenerwowany, rzucił pałeczkami w swoje pudełko i oparł głowę na rękach. Bum jest jedną z tych osób, które kiedy się zdenerwują to trudno im potem się uspokoić. Chociaż trzeba przyznać, że ostatnio coraz lepiej panuje nad emocjami i jest znacznie spokojniejszy, a nawet jeśli już coś go wyprowadzi z równowagi, to jest w stanie szybko się opanować.
- JB-hyung... - odezwał się BamBam. - Co się z nim dzieje?
Jaebum podniósł głowę i westchnął ciężko, po czym wzruszył ramionami.
- Żebym to ja wiedział...
- Myślę, że to przez ChomChom. - mruknął maknae, nawet nie podnosząc głowy znad swojego jedzenia. Oczywiście oberwał w nią zaraz jakąś brudną łyżeczką, a kiedy się wyprostował, zauważył, że to kochana umma zespołu tzuciła nią w niego z naprzeciwka.
- Aish, głupi dzieciak... - syknął Jr. - Jak możesz obarczać ją takimi oskarżeniami?
- No przecież oni się nienawidzą, o co ci chodzi?! - krzyknął maknae, którego jak powszechnie wiadomo NIE BIJE SIĘ, bo inaczej chłopak nie dość, że pyskaty, staje się do tego agresywny.
- Yah! Dlaczego tak nieformalnie?! - już zamachiwał się widelcem, a Yugyeom chował za swoimi łokciami, ale Jr. powstrzymał się przed zamachem. - Masz przerąbane... - wskazał na niego groźnie plastikowym sztućcem z miną "pogadamy w domu..." po czym wbił go w kawałek mięsa.
- Swoją drogą... Ciekawe jak oni chcą to zrobić, żeby się pogodzić i to jeszcze na oczach całej wytwórni. - zamyślił się Tajlandczyk, a Youngjae uśmiechnął się pod nosem i wstał ze swoim pojemnikiem.
- A ty gdzie? - zapytał JB, przypatrując mu się ze ściągniętymi brwiami. - Idziesz pomóc Tuan'owi trzymać Jacksona za rękę? 
Chłopak zaśmiał się, jak zwykle uroczo i niewinnie.
- Mamy jeszcze pięć minut, a ja już zjadłem, więc pomyślałem, że odwiedzę Czekoladowe Noony. - powiedział, wyrzucając pusty pojemnik po obiedzie do kosza i złapał za klamkę. - Wracam za chwilę, hyung.
- Pozdrów Młodą! - wykrzyknął maknae. Tak właśnie zwykł wołać na Chommi. Właśnie dlatego, że jest ona jedyną osobą w wytwórni młodszą od niego samego i to aż o dwa lata!
- I ode mnie też~ - Bambam dołączył się do pozdrowień.

°

- I co, zamierzasz teraz zrobić? - Sae-unnie była widocznie bardzo zła, ale co mogła zrobić Chom? Nie była głodna... Wzruszyła ramionami, a kiedy liderka, zupełnie wyprowadzona z równowagi miała zamiar krzyknąć pierwszy raz w życiu, akurat ktoś wszedł do środka i przywitał się ze wszystkimi wesoło.
- Annyeonghasseyo! - zawołał Youngjae. Wszystkie dziewczyny uwielbiały Got7, więc kiedy tylko zobaczyły chłopaka, podniósł się w sali krzyk i Jae przez chwilę poczuł się jak na mini fanmeetingu.
- Oppa, ChomChom nie chce jeść! - krzyknęła Alice, mimo, że jest w tym samym wieku co Youngjae. Teoretycznie mogłaby mówić mu po imieniu jak do Yugyeoma czy Bambama. Tylko po co, kiedy JaeJae jest taki uroczy?
- Jak to nie chce jeść...? - chłopak usiadł obok przyjaciółki i odgarnął jej włosy na plecy, by móc zobaczyć jej twarz. Dziewczyna zerknęła na niego i zmarszczyła brwi.
- Mwo? Unnie mi zjadła. - wskazała tu na Xiah, a ta z miną "to nie moja wina!" uniosła ręce do góry.
- Sama mi oddała!
ChomChom opuściła rękę.
- Bo nie jestem głodna...
- Chomiya~ - jęknął chłopak, biorąc dziewczynę pod łokieć. - Musisz coś jeść, bo inaczej nie będziesz miała siły.
- Youngjae, co ty robisz... - mruknęła, czerwieniąc się cała. Onieśmielał ją. Z resztą zawsze ją onieśmielał, ale jakoś wcześniej nie robił tego... specjalnie. A teraz tak. Ewidentnie zachowuje się w ten sposób celowo. Tylko po co? Znaczy, nie, żeby nażekała! Jest to bardzo przyjemnie, ale nie przywykła do tego.
- ChomChom-ah, posłuchaj. - powiedział, ściskając jej policzki palcami i obrócił jej głowę w swoją stronę. O rany, on jest tak blisko, tak blisko! - pomyślała piętnastolatka i miała wrażenie, że zaraz twarz jej spłonie żywym ogniem. - Jeśli nie będziesz jadła, to nie skupisz się na treningu z Jackson'em. Nie chcesz przecież, żeby się z ciebie śmiał, prawda? - dziewczyna zamrugała kilkakrotnie i pomachała głową powoli. Nie chciała, żeby się z niej ktokolwiek śmiał, a już zwłaszcza Jackson Wang!
Jae puścił twarz dziewczyny, a ta odwróciła głowę, przygryzając wargę. Chłopak, widząc to uśmiechnął się do siebie, zadowolony z efektu, jaki uzyskał i popatrzył na inne dziewczyny. Alice chichrała się Renee do ucha, Sae-noona obserwowała ze zrezygnowaniem to Xiah, to Chommi, a Grace... patrzyła prosto na Youngjae z założonymi na piersi rękami. Pokręciła głową z dezaprobatą, a ten tylko posłał jej promienny uśmiech. Ona jedna wiedziała, co chodziło mu po głowie i nie zbyt to popierała. Wiedziała, że Jae i Chommi są przyjaciółmi już od bardzo dawna i nie powinna wtrącać im się do relacji, ale pomysł Youngjae nie wydawał jej się być słusznym.
- Która godzina? - chłopak spojrzał na zegar, wiszący na ścianie, ale zanim zdążył cokolwiek z niego wywnioskować, usłyszał ten cudownie sarkastyczny ton w głosie Grace.
- Godzina w której Choi oppa powinien się zmywać, bo spóźni się na próbę  taneczną, papa~ - chłopak zaśmiał się i wstał.
- Papa~ - odmachał dziewczynie, rozbawiony, a potem pomachał całej reszcie. - Do zobaczenia, dziewczyny! Oh, Chomiya, masz pozdrowienia od naszych najmłodszych. 
- Uhm, gomawo. - mruknęła, rzucając mu tylko krótkie spojrzenie i znowu odwróciła wzrok, bo jeszcze nie powycierała z podłogi swoich rozlanych emocji.
- Oh, w takim razie ty pozdrów Jacksona! - krzyknęła Renee, zanim Jae opuścił pomieszczenie.
- Ok~
Wyszedł z uśmiechem na ustach, oczach i w ogóle wszędzie, bo kiedy Choi Youngjae się uśmiecha, to ma się wrażenie, że cały świat jest przyjemniejszy.

°

Jackson wszedł do łazienki, od razu kierując się do drugiego pomieszczenia z pisuarami. Już od samego początku, kiedy zaczęła się przerwa chciał wyjść z sali i nie wdawać się z nikim w rozmowę, bo wiedział, czym może to się skończyć. Nie miał nastroju do niczego, w dodatku flipy kompletnie mu nie wychodziły. Kto się cieszy, gdy nic mu nie wychodzi? I jeszcze ta myśl... Jakby ktoś napisał czarnym markerem na żółtej, żarówiastej kartce "NIE ZAPOMNIJ! UŻERASZ SIĘ DZISIAJ WIECZOREM Z TĄ GÓWNIARĄ OD CC!" Czasami zastanawiał się, czy wszyscy maknae są tacy jak Yugyeom i ChomChom. Taki Jungkook od Kuloodpornych... Ciekawe, czy na prawdę jest chociaż w połowie tak w porządu, jak mówią.
Mark wszedł chwilę za Jacksonem, ale został w pierwszym pomieszczeniu, gdzie znajdowały się dwie umywalki, wyżłobione w marmurowych płytach. Oparł się o nią tyłem i założył ręce na torsie.
- Stary... - zaczął, gapiąc się w ścianę przed sobą. - O co ci właściwie chodzi?
Jedyne, co usłyszał, to ciche westchnięcie, a następnie dźwięk zasuwanego rozporka i spuszczanej wody. Zerknął, więc w stronę Jacksona i gdy zobaczył, że zmierza on w jego kierunku, wbił wzrok w podłogę. Wang podszedł do zlewu, obok Marka i odkręcił wodę.
- Możemy o tym nie rozmawiać?
- Nie, nie możemy. - powiedział, odwracając się twarzą do kumpla. - Co ona ci takiego zrobiła? Wyzywała twoich rodziców? Zabiła ci kota jak byłeś mały?
Chińczyk zakręcił wodę i oparł się rękami o płytę. Nie chciał się z nim kłócić. Rzadko im się to zdarzało, a jeśli już, to niosło to za sobą poważne konsekwencje, które potem odbijały się na całym zespole. Poza tym to byłoby bez sensu gdyby powodem ich niezgody była osoba trzecia. Nie mógł pozwolić, by jego niechęć do Chommi wylała się na Marka.
- Denerwuje mnie po prostu. - syknął przez zaciśnięte zęby. - Wiesz, że ona czepia się wszystkiego, co robię? - Odsunął się od zlewu i stanął przed Tuanem. - We wszystkim doszukuje się podtekstów, a potem rozpowiada, że jestem niewiadomo jak zboczony.
- Dobra, słuchaj - zaczął starszy, chwytając jedno ramię Chińczyka, a wolną ręką gestyklując. - Widzisz, jak dziecinne jest jej zachowanie? Zastanawiałeś się kiedykolwiek jak to jest mieć piętnaście lat? Ona dopiero w tym doku poszła do liceum, a ile lat temu ty je skońćzyłeś, co?
Jakcson odwrócił głowę, a starszy odsunął się od niego kawałek.
- To jest tylko dziecko. Dlaczego się nią tak przejmujesz?
- Nie wiem, po prostu mnie denerwuje!
- No straszne rzeczy... a jak ty ją dręczyłeś, to było miło? - zapytał, opierając się znowu o płytę marmurową.
- Kiedy niby? - Mark zaśmiał się.
- Na przykład, jak nachylałeś się nad nią i mruczałeś jej coś do uszka? 
- Stary, ale to--
- Wiesz, ja się nie dziwię, że ona cię od zboczeńców wyzywa. Sam bym się ciebie bał! - zaśmiał się znowu. - Nikogo innego tak nie traktujesz jak jej. Zwykle kobiety cię onieśmielają, a ona jakby... prowokowała cię samym swoim istnieniem... - myślał na głos. W końcu wpadła mu do głowy pewna teoria, która wszystko by wyjaśniała. - Ziom, a może ty--
- Mark Tuan!
Amerykanin zaśmiał się głośno, kiedy ktoś wszedł do środka. Zwijający się ze śmiechu Mark, spojrzał na chłopaka i, widząc, że to tylko Youngjae, kontynuował. Cóż, widocznie wizja Jackson'a zakochanego po uszy w małej Czekoladowej Chom wydała mu się tak nierealna, że aż śmieszna. Zdezorientowany Jae, skakał wzrokiem z Tuana, na Wanga.
- Co się tu... - mruknął z uśmieszkiem niepewności.
- Nic. - wzruszył ramionami Chińczyk, opierając się plecami o ścianę. Kiedy Mark już w miarę się uspokoił, zarzucił rękę na ramiona Jae.
- Ja ci mówię, ten chłopak to oryginał. - śmiał się, wskazując Jackson'a, po czym zwrócił się właśnie do niego. - Bro, bierz przykład z naszego JaeJae! Zobacz, on zawsze się uśmiecha, ciężko pracuje i jest szczęśliwy. A on, jakby nie było, dłużej zna ChomChom... - rzucił kumplowi spojrzenie pod tytułem "if you know what I mean" i znowu się zaśmiał, już trochę spokojniej niż wcześniej.
Jednak wciąż, taki widok dla Youngjae nie był codziennością. Patrzeć, jak Mark Tuan zwija się ze śmiechu, to jak oglądać deszcz spadających gwiazd, na prawdę. Spójrzmy na to w ten sposób... I tu gwiazda i tam gwiazdy. Tamte spadają z nieba, a on podczas takiego ataku śmiechu zlatuje z czegokolwiek, na czym się znajduje, zwykle z kanapy, czy krzesła. I see no difference!
Jackson popatrzył krzywo na młodszego i odwrócił wzrok, kręcąc głową.
- Hum... No cóż, ja rozumiem, że Chommi potrafi być denerwująca. - powiedział osiemnastolatek, drapiąc się po głowie. - Ale... ona czasami nie panuje nad swoimi emocjami i nieraz jej się wymyka z ust to, czego mówić nie powinna. Trzeba się do tego przyzwyczaić, hyung.
Wspomniany hyung prychnął, myśląc: jakby to było takie proste...
- Ty... - zaczął Mark, odsuwając sie od chłopaka - ale ty też coś ostatnio dziwny jesteś. - obrzucił go spojrzeniem od góry do dołu i z powrotem.
- Wae? - zapytał zdziwiony.
- Kiedy mówisz o ChomChom, to wyglądasz jak Renee, gdy rozmawia z Wang'iem. - mówiąc to, wskazał głową w stronę Chińczyka.
- Um... - uśmiechnął się niewinnie. - Serio? Haha... A właśnie, Jackson, kazała cię pozdrowić!
- Kto? - mruknął, wciąż z niezadowoleniem.
- Renee.
- Uhm. - nie bardzo się przejął. Lubił Renee, bo zawsze mógł sobie z nią pożartować, a nawet się jej wygadać, kiedy miał potrzebę. Ale nigdy nie myślał o niej jak o kimś szczególnym. Mam na myśli to, że nie jest niezastąpiona. Gdyby jej nie było, ma wielu innych znajomych, z którymi też potrafi tak rozmawiać, jest w końcu bardzo otwarym człowiekiem, więc wylewanie swoich uczuć nie jest dla niego czymś trudnym. Właściwie mógłby nawet z obcym człowiekiem tak rozmawiać, gdyby tylko chciał. Dlatego wmawia sobie, że Renee Dallas wcale nie jest w nim zakochana po uszy, bo w rzeczywistości doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Ale nie chce mieć z nią niczego więcej wspólnego.

W końcu chłopaki wrócili do sali tanecznej i kontynuowali próby po przerwie obiadowej. Zeszło im tak do osiemnastej. Po tym mieli czas wolny (akurat tego dnia, bo kończenie pracy o tak wczesnej porze nie zdarza im się codziennie), który mogli spędzić wyłącznie na terenie wytwórni. Jackson wtedy właśnie zrozumiał, że serio jest głodny, więc udał się do stołówki, gdzie zjadł porcję obiadu dla prawdziwych gwiazd. Zespół z kolei poszedł do rest room'u, gdzie włączyli sobie jakiś film i mieli zamiar oglądać go do godziny dwudziestej, potem dopiero mogli wrócić do dormu.
Co, oczywiście nie dotyczyło Wanga i Jang. Oni mieli obowiązek zostać w wytwórni do dwudziestej pierwszej. Po zakończonych próbach z CC i GOT7, ChomChom i Jackson powinni poświęcić półtorej godziny trenowania części wokalnej, a potem półtorej godziny na przećwiczenie układu, jaki specjalnie dla nich opracował sam Jin Young Park.
Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że Chommi kompletnie straciła siły już po części wokalnej, gdzie nie tylko wyprówała sobie flaki, starając się śpiewać tak poprawnie, jak tylko potrafi, ale jeszcze stresowała się dodatkowo, robiąc to u boku Chińczyka. Ten z kolei co chwila posyłał jej zirytowane spojrzenie. Nie musiał nic mówić, dziewczyna już po tym wiedziała, że dzisiaj jej nie idzie.
- Jang Chommi - odezwał się do niej pierwszy raz od wczoraj. Zeszłego dnia ostatnie, co powiedział w jej stronę to, że jest najgorsza. Nie myślał tak wcale, jednak co to za różnica? Tak, czy siak obraził ją, a to zabolało. Nawet z jego ust.
- Co? - odburknęła, siadając na kanapie w sali tanecznej, do której właśnie weszli. Pewnie zaraz wyłoży kazanie na temat jej braku umiejętności tanecznych.
- Jesteś chora, czy na tyle głupia, żeby zawalać trening?
Dziewczyna popatrzyła na niego. Na twarzy malowało mu się coś pomiędzy irytacją, a ciekawością. Bo troską nie możnaby tego nazwać.
A najgorsze w tym wszystkim było to, że ona faktycznie nie czuła się najlepiej. Nie miała siły wstać z kanapy, więc co tu mówić o tańczeniu! Ale nie przyzna mu się. Tylko, co ma mu odpowiedzieć? Że jest głupia, jeśli nie chora?
- Po prostu mam gorszy dzień - mruknęła, po czym wzięła głęboki oddech i wstała, co niestety zaowocowało jedną wielką karuzelą w jej głowie. Przymknęła oczy, przytrzymując się szafki, stojącej obok kanapy. - Tobie zawsze wszystko idealnie wychodzi?
Chłopak przyglądał jej się podejrzliwie. Widział, że coś jest z nią nie tak, ale nie miał zamiaru pokazywać, że obchodzi go, co się z nią dzieje. Obrzucił ją tylko spojrzeniem i stanął przed lustrem.
- No to, chodź. Rozgrzewka.
Rozgrzewka... znowu..., pomyślała dziewczyna, tak jak Wang podchodząc do lustra. Patrzyła na niego i powtarzała ćwiczenia, jakie wykonywał, by dobrze się rozgrzać. W końcu nadszedł czas, by przypomnieć sobie układ na sucho. Powoli wykonywali wszystkie ruchy ze swojej choreografii. W momentach, kiedy musieli pracować na ugiętych nogach, dziewczyna kompletnie sobie nie dawała sobie rady, trzęsąc się jak galareta. Nie było to normalne, więc Jackson powoli zaczynał się na prawdę martwić, ale ani myślał tego pokazać. Może faktycznie ma gorszy dzień? Po prostu da jej fory i nie będzie tak po niej cisnął, jak zawsze.
- No dobra. - Powiedział, kiedy już opracowali cały układ. - Zaczynamy. Gotowa...?
- Tak - skłamała. Przecież już ciężko jej się oddychało, nie da rady, nie ma mowy... Ale zrobi, co w jej mocy.
Piosenka się zaczęła, a na twarz piętnastolatki wpełzł odpowiedni wyraz twarzy. Zaczęła od przedstawienia swojej osoby, potem dołączył do niej Chińczyk. Kilka lustrzanych ruchów, potem kroki w parze... I to uczucie, jak słaba w porównaniu do niego była.
Jeden obrót, drugi, opadnięcie na podłogę, którego nie było w planach, rozmazany obraz i wołanie Jackson'a.
Doigrałaś się Chomiya... Doigrałaś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz