Dziewczyna obudziła się w bardzo ładnym pomieszczeniu. Gdyby nie kroplówka, wisząca nad jej głową i pikające urządzenie obok, to mogłaby pomyśleć, że leży w czyimś pokoju. Powoli podniosła się do siadu i wtedy coś dmuchnęło jej parą prosto w nos. Zakasłała, odwracając głowę w drugą stronę. Teraz, już była pewna, że znajdowała się w jednak szpitalu, a nie czyimś domu. Jednakże, ostatnim razem, kiedy tu trafiła, położyli ją do małej sali, pomalowanej na biało-zielono, w dodatku z jakimś wstrętnym dziesięciolatkiem. To miłe, że tym razem tak ładnie ją potraktowali, ale odrobinę dziwnie się z tym czuła.
Ktoś nagle wszedł do sali.
- Chommi? - Do łóżka dziewczyny podbiegły trzy członkinie Chocolate Cake. - Jak się czujesz? Wszystko w porządku? - zapytała Alice.
- Uhm - przytaknęła z lekkim uśmiechem. - Dopiero się obudziłam. - Po chwili podeszła do nich powolnym krokiem również Grace, jak zwykle z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Chommi patrzyła na nią przez chwilę, ale w końcu, nie wytrzymując krytycznego wzroku swojej unnie, schyliła głowę w dół.
- Jak to się stało, że tu trafiłaś? - zapytała Renee.
- Zemdlała przecież... - mruknęła Xiah.
- To wiem, - dziewczyna ściągnęła brwi ku sobie, patrząc na raperkę, po czym wróciła wzrokiem z powrotem na maknae. - ale dlaczego? Kiedy?
- To... Ja... - nie do końca sama wiedziała jak to było, więc jak mogła im to opowiedzieć? - Nie wiem. Było mi słabo, a kiedy zaczęliśmy tańczyć... obróciłam się, zakręciło mi się w głowie i... tyle.
- Głupia - mruknęła naburmuszona Grace. ChomChom popatrzyła na nią. - Wiesz jak Saeryeong się martwiła? Wiesz, że przez ciebie pół nocy przepłakała?
- Ja...
- Nie wiesz, bo skąd miałaś wiedzieć! Leżałaś tu nie przytomna, z własnej głupoty w dodatku.
Ahn Grace nigdy nie była nader miła. Nie lubiła przebierać w słowach, zawsze mówiła to, co myślała. Było to po części jej wadą, a częściowo zaletą, zależy jak i kto na to patrzył. Tak czy siak, nie miała teraz na celu zbesztać najmłodszej. Chciała jej tylko przemówić do rozsądku, bo ktoś wreszcie powinien się tym zająć. Ciężko jej było patrzeć, jak Saeryeong próbuje do niej dotrzeć na różne sposoby, a ta mała zawsze się stawiała. Nigdy, ani razu nie posłuchała liderki w kontekście swojego zdrowia. Zawsze uważała, że wie, co dla niej dobre, powtarzała, że nie jest już małym dzieckiem, ale według Grace - tak właśnie się zachowywała. Jak małe, nierozumne, a nadto wszystko jeszcze strasznie uparte dziecko.
°
W tym samym czasie na korytarzu, przed salą Chommi siedzieli JB i Saeryeong. GOT7 akurat mieli jedną z tych dłuższych przerw, a lider, jako, że już prawko sobie załatwił, przywiózł dziewczyny do szpitala samochodem ich menagera. Takie zachowanie z jego strony nie jest niczym dziwnym, odkąd tylko się poznali, Sae i Jaebum trzymają się razem. Na początku, gdy Han-Sae została trainee, chłopaka przyciągnęło przede wszystkim to, jak wszechstronnie jest utalentowana. Dziewczyna ma prześliczny głos, świetnie tańczy i jest dobrą aktorką.
Zupełnie jak ja! - myślał, kiedy się o niej dowiedział. Za wszelką cenę zapragnął ją poznać tak blisko, jak tylko się da. Nie dlatego, że tak sobie wymyślił w głowie, ale dlatego, że z natury jest okropnie ciekawym człowiekiem i zupełnie podświadomie zrodziła się w nim owa potrzeba. Na szczęście jego szósty zmysł, jakim jest umiejętność dobierania sobie właściwego towarzystwa, nie zawiódł go i tym razem. Saeryeong okazała się być niesamowitą osobą. Jest bardzo wrażliwa (nie tylko pod względem muzycznym), odpowiedzialna, ambitna i okropnie miła.
Aż do porzygu!, jak któregoś dnia skomentował Jackson.
- Jaebum-ah...
- Tak? - Chłopak spojrzał na swoją przyjaciółkę.
- Nie wiem, co robić - powiedziała dosyć cicho, patrząc na podłogę, gdzieś za Jaebum'em. Nie chciała, by pomyślał, że nie ma do niego szacunku, więc twarzą, owszem, była do niego zwrócona. Ale nie miała odwagi patrzyć mu w oczy, mając łzy we własnych. Zawsze powtarzał jej, że musi być silna, że lider nosi na swoich barkach wszystkie zwycięstwa i porażki całego zespołu, dlatego sam nie ma prawa upadać. Z tego powodu całych sił próbowała zdusić emocje w sobie.
- Ja... staram się... na prawdę się staram jej pomagać. Już nie chodzi tu o jej umiejętności w tańcu, czy śpiewaniu, chodzi o jej zdrowie. - Dziewczyna mimo, że próbowała, nie dała rady utrzymać swoich emocji pod kontrolą. Schyliła głowę w dół i założyła kosmyk włosów za ucho. - Ona tu jest przeze mnie, bo nie potrafiłam dobrze się nią zająć... - Uroniła jedną łzę. - Może... może nie powinnam być liderką...
Gdyby nie szeptała, to z pewnością jej głos załamywałby się po każdym słowie.
JB odwrócił wzrok, milcząc przez chwilę. W końcu przegrzebał kieszenie bluzy i podał dziewczynie paczkę chusteczek. Wyciągnęła po nią rękę, jednak zanim zdążyła porządnie ją chwycić, JB złapał ją w nadgarstku, forsując jednocześnie, by na niego spojrzała. Wtedy otarł kciukiem jej policzek i posłał jej ciepły uśmiech.
- Han Saeryeong - zaczął, otwierając paczkę w jej dłoniach. Przyłożył rozłożoną chusteczkę do nosa dziewczyny, a ta od razu ją od niego przejęła. - Jesteś powołana do bycia liderem. Nawet jeśli ty tak nie uważasz, to pamiętaj, że JYP nigdy nie dałby ci takiej odpowiezialności, gdyby nie był pewny, że dasz sobie radę.
Han-Sae odwróciła głowę i wytarła nos.
No dobra... Jak zwykle ma rację, pomyślała, kiwając na jego słowa głową.
JB nie jest tym czułym, romantycznym księciem, za jakiego uważają go IGOT7. A jeśli chodzi o słowo romantyczny, to niektórzy twierdzą, iż chłopak nie wie nawet, jak je zapisać w hangulu. Jest miły, empatyczny i czarujący, kiedy czegoś chce, albo kiedy musi taki być. Ale jego językami miłości zdecydowanie nie są dotyk, ani ciepłe słówka. Jeżeli kogoś kocha (przyjaciół, rodzinę, czy tą specjalną osobę, której na chwilę obecną jeszcze nie znalazł), to okazuje mu wielki szacunek, stara się dawać dobre rady takiej osobie - jeśli jest młodsza - poświęca dla niej tyle czasu, ile tylko może. Więc oczekiwanie przytulenia w jakiejkolwiek sytuacji jest całkowicie zbyteczne.
Ale liderka Han-Sae to wie i wcale jej to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie - to w nim lubi najbardziej.
- W takim razie, co powinnam zrobić?
- No... w tym ci nie pomogę. - wzruszył ramionami. - To ty jesteś kobietą, nie ja. Skąd mam wiedzieć, co masz robić?
Dziewczyna przez chwilę przyglądała się chłopakowi, a w końcu westchnęła zrezygnowana.
- Aish, to takie irytujące - jęknęła, tupiąc zabawnie nogami w podłogę. JB na ten widok zaśmiał się bezgłośnie.
- Jestem pewien, że coś wymyślisz. Przecież jesteś jjang [niesamowita]! - powiedział, pokazując jej dwa uniesione w górę kciuki.
- Ani. Ja jestem Han, to Chommi jest Jang. - jak widać towarzystwo JB poprawia nastrój błyskawicznie, skoro postanowiła pograć sobie w słowa. W dodatku, mówiąc to obróciła kciuki Jaebum'a w dół, na co temu uśmiech zwiało z twarzy. - A to Jang wcale nie jest takie jjang, jak się wydaje. - dodała, krzyżując ręce na piersi i opadła plecami na oparcie. ławki.
- Yah! Jak ci mówię, że jesteś jjang, to jesteś jjang i sobie z małą Jang poradzisz! I się ze mną nawet nie próbuj kłócić... - Chłopak szturchnął przyjaciółkę. Widać było po jego twarzy, że jest urażony, ale jego oczy mówiły dokładnie, że tylko udaje. Saeryeong zaśmiała się i odszturchnęła go.
- Dobra, dobra... już rozumiem. - jej śmiech zawsze wywoływał u niego chociażby najmniejsze wygięcie ust w uśmiechu. Tak było i tym razem. W końcu udało mu się ją pocieszyć, a to był jego główny cel na dzisiejszy dzień.
Z sali Chommi wyszły dokładnie trzy dziewczyny, nie więcej. Na nader wesołe nie wyglądały, co było za pewne spowodowane tym, że w śodku ChomChom została sama z Grace, która poczuciem humoru nie grzeszyła, a dzisiaj miała wyjątkowo zły nastrój.
- Co się dzieje? - zapytała liderka, wstając z miejsca. W ślad za nią poszedł i JB. - Coś nie tak?
- Poza tym, że młoda jest w szpitalu? - sarknęła Xiah. Cóż, jak widać nie tylko panience Ahn dziś humor nie dopisywał.
- Co ona jej powiedziała? - zapytał Jaebum, wychylając się w tył, tak, by zobaczyć przez szparę w drzwiach dziewczęta. Aczkolwiek niezbyt mu się to udało, bo drzwi po chwili same się domknęły i tyle było z jego podglądania.
- Nawrzucała jej jak zwykle, a co mogła powiedzieć. - Raperka wzruszyła ramionami, krzyżując ręce na piersi. - Przecież by jej nie pogłaskała po grzywce, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, kto z was zna taką Grace? - sarknęła - Proponuję, żebyśmy razem z JB poszły już do samochodu, a Saeryeong sobie z nią pogada.
Młodsze Czekoladowe zgodziły się, prawie równocześnie kiwając głowami i poszły ze swoim sunbae do wana. Saeryeong stanęła przed drzwiami, chcąc posłuchać, co dzieje się w środku.
- Yah... - Grace dalej stała w tym samym miejscu, co wcześniej, wciąż tak samo zła i ciągle ze skrzyżowanymi rękami. - Pamiętasz, jak mówiłaś na początku, że dasz sobie radę jako hallyu? Że już jesteś wystarczająco dorosła, by podołać temu zadaniu?
Chommi siedziała ze wzrokiem wbitym w pościel i namiętnie gniotła kołdrę w palcach.
Czy pamięta swoją obietnicę? Ba, przypomina ją sobie co dzień rano, kiedy wstaje, potem w trackie treningów non stop o niej myśli, a na końcu zasypia z nią w głowie. To niezwykle trudna obietnica, którą właśnie złamała. Miała dać sobie radę, ale zawiodła. Jej wiek wcale nie był przeszkodą, przecież 15& debiutowały dokładnie w tym samym i proszę! Trzymają się świetnie jako duet, a Jimin jeszcze do tego lata po różnych programach, ostatnio dostała propozycję posady MC w After School Club. A ona? ChomChom nie może sobie poradzić nawet sama ze sobą.
- Spójrz na siebie. - dziewczyna obrzuciła młodszą spojrzeniem z dezaprobatą. - Dlaczego tu jesteś?
Chommi nie odpowiadała. Nie chciała kłócić się z Grace. Poza tym nie miała nawet żadnego konkretnego argumentu przeciw jej słowom. Zgadzała się ze wszystkim w zupełności.
- Bo nie chciałaś jeść. - kontynuowała swój monolog. - Jak... głupie... to... jest? - wydukała przez zaciśnięte zęby. - Tak się zachowują dorośli ludzie? "Nie jem, bo nie jestem głodna"? Trenujesz dzień w dzień od rana do wieczora, to co robisz, to katowanie samej siebie. Chcesz przez to umrzeć?!
- Mianhae... - szepnęła Chommi i schyliła głowę jeszcze bardziej, by ukryć przed Grace swoje łzy. Ta z kolei milczała przez dłuższą chwilę, patrząc na swoją przyjaciółkę ze złością na twarzy. Jednak jej serce płakało, widząc ją w takim stanie. Nie chciała jej dobijać, ale była pewna, że jeżeli nikt jej tak dobitnie tego nie wytłumaczy, to młoda naprawdę zrobi sobie kiedyś krzywdę.
Odwróciła twarz w bok i wzięła głęboki oddech.
- Nae... - mruknęła, po czym wyszła z sali, mijając się z Saeryeong w drzwiach.
- Dziewczyny poszły z JB do... samochodu, Coś nie tak? - zapytała liderka, przyglądając się głównej tancerce w zespole. Ta miała łzy w oczach, a pomimo, że za często się nie uśmiecha, to rzadko też zdarzało się, że płakała.
- Ani. - pokręciła szybko głową i odetchnęła znowu. - Są w samochodzie, tak?
- Tak...
- To ja już pójdę. - powiedziała, udając się w kierunku wyjścia.
Sae odprowadziła ją wzrokiem, a w końcu też weszła do sali swojej maknae.
- Hej... - powiedziała cicho, z lekkim uśmiechem, zasuwając za sobą drzwi. - Gwaenchana? - zapytała, podchodząc do łóżka najmłodszej.
Jasne, że nie było w porządku, co za głupie pytanie! Przecież widziała, że płacze...
Liderka westchnęła. Przez moment biła się z myślami, ale w końcu usiadła na krawędzi łóżka ChomChom i przytuliła ją do siebie.
- Posłuchaj... - Posłuchaj czego? Co jej teraz powiedzieć?! - Jest... jest źle. - To żeś wybrnęła... Nic tylko stending owejszyns! - pomyślała, głaszcząc młodszą po głowie. - Ale to się zmieni. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
Prawdę mówiąc, sama w to do końca nie wierzyła. Chciałaby, żeby coś się zmieniło i z pewnością będzie do tego za wszelką cenę dalej dążyła. Z resztą nie ma większego wyboru - na tym polega jej zawód, a raczej pozycja w zespole. Ale, czy tak się stanie? Przecież nie próbowała raz, a nic się nie zmieniło.
- Jeśli tylko... Jeśli tylko będziesz chciała z nami współpracować... To razem damy radę. - odsunęła się od młodszej i obróciła jej twarz delikatnie w swoją stronę. - Jesteśmy silnym sześciopakiem. Nawet nasi sunbae z 2PM takiego nie mają, wierz mi!
Piętnastolatka mimo, że w jakiś sposób poczuła chęć zaśmiania się, zdusiła to w sobie i jedynie spuściła wzrok w dół. Han Sae znowu ją do siebie przytuliła i westchnęła ciężko.
- Będzie dobrze. Obiecuję ci to. Obiecuję...
°
Wieczorem, około dwudziestej odezwał się dźwięk telefonu Chommi. Smętnym wzrokiem popatrzyła na niego i tak przez jakiś czas przyglądała mu się jak świeci i wibruje na stoliku. W końcu jednak podniosła go i spojrzała w wyświetlacz.
- Co..? Czego może chcieć ten dzieciak... - mruknęła sama do siebie, widząc, że dobija się do niej kontakt zapisany jako "Giant Baby". Odebrała i zanim zdążyła wypowiedzieć słynne "yeobosaeyo", chłopak, (a raczej kilku chłopaków, ale ten jeden najgłośniej) zaczął się wydzierać do słuchawki, a potem śmiać w najlepsze. Kiedy już się uspokoili, wtedy dopiero nabrała powietrza do płuc i odezwała się.
- Yeobosaeyo?
- Yah, ty mały smrodzie! - Yugyeom ryknął do słuchawki tym swoim skrzekliwym głosem, a już po chwili dało się słyszeć, że jakiś plastik uderza w coś twardego (zgadujmy, że to Jinyoung jak zwykle znęca się nad biedną, pustą głową maknae GOT7) i głosy, dobiegające z daleka. W tym jeden, jedyny głos dziewczęcy, w którym nie było słychać ani trochę słodyczy. Nie należał do żadnej Czekoladowej.
- Daj mi to, łosiu! - Dziewczyna zabrała Kim'owi telefon i przywitała się z Chommi. - Yooo, how is my little girl right now? - zawołała wesoło. Przy tej dziewczynie nie da się być poważnym, ani tym bardziej przygnębionym.
- Hello, Jimin-unnie - powiedziała z lekkim uśmiechem. - Jest w porządku. Jutro rano widzimy się w wytwórni.
- O, to całe szczęście! Wiesz jak się o ciebie martwiłyśmy z Yerin? Prawda, Ye? - zapytała, oddalając usta od słuchawki, a z dala słychać było tylko ciche i dosyć oficjalne, acz w tym momencie zabawne "ye!". - Już nie możemy się doczekać, kiedy wrócisz. Musisz wziąć się do roboty i ostro trenować z Jackson'em, bo już za dokładnie tydzień dajecie czadu na imprezie! - powiedziała, bardzo przejętym tonem, szczególnie kładąc nacisk na słowa "dokładnie" i "tydzień". Młoda westchnęła. Cały czas o tym myślała, ale kiedy ktoś z zewnątrz jej to dodatkowo powiedział, to znowu poczuła chęć chawtowania. Cóż za artystyczna dusza, cały tydzień już ma takie natchnienie...
- Uhm. Postaram się - powiedziała, starając się sprawiać wrażenie pozytywnie nastawionej.
- Nie staraj się, tylko daj z siebie wszystko! - wydarł się znowu Yugyeom.
- Zamknij się, młotku! Misiek, na pewno dasz sobie radę! Trzymamy za ciebie kciuki~
Wtem w słuchawce ChomChom rozbrzmiały okrzyki, pogwizdywania i śmiech pięciu chłopców. Nie miała siły zgrywać chłodnej. Zaśmiała się cicho.
- Dziękuję za wsparcie. Hwaiting~
- Nae, hwaiting!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz