Intruz. Obcy. Odmieniec. Zagrożenie. To
powiedziałaby o nim każda normalna Teneranianka.
Choi Yoojung nigdy nie była normalna i wiedział to
każdy, kto kiedykolwiek miał okazję (bo nie w każdym przypadku można
powiedzieć, że przyjemność) ją poznać. Ona tak o nim nie myślała. Była
zaintrygowana, oczarowana jego dziwactwem, a jednocześnie sposobem wypowiadania
się, zachowywania. Cóż, dziewczyna ma dziwny tok myślenia. Z resztą tak samo,
jak jej matka i matka matki. W jej linii rodowej od zawsze przechowywane były
księgi, książki, encyklopedie, powieści. W tym baśnie i romanse. Yoojung
naczytała się ich setki, jeśli nie tysiące, książki pochłaniała jedna za drugą.
Relacje pomiędzy mężczyzną, a kobietą ją zachwycały. Były podobne do relacji
pomiędzy przyjaciółkami, ale jednocześnie zupełnie różne. Wyczytała z nich,
jacy byli ci mężczyźni, co ich cechowało, jak myśleli. Najbardziej urzekła ją
ich troska o kobietę. Uważali je za największy skarb, strzegli bardziej niż
własnego życia, kochali mocniej niż wszystko na świecie. A przynajmniej to
wyczytała z baśni i romansów. Były też historie o zdradzie i złamanym sercu,
ale ich nie lubiła tak bardzo, jak baśni. Jej ulubioną była „Piękna i
Bestia".
Kiedy zobaczyła wtedy go pierwszy raz, tak właśnie
o nim pomyślała. Że jest bestią. Miała, więc, powodów na pęczki, by mu pomóc
przedostać się do jej kwatery. Poza tym głównym, przeciw, którym było
zagrożenie jej życia.
- Szybko, wchodź - szepnęła, otwierając drzwi do
swojego pokoju. Obcy prędko wykonał jej polecenie, a zaraz po nim do środka
weszła Yoojung. Zamknęła drzwi na klucz i obróciła się, opierając po chwili
plecami o drzwi. Chłopak stał przodem do niej, ale nie patrzył w jej kierunku,
rozglądał się po wnętrzu. Nie było duże, ani bogato wystrojone. Mimo wszystko w
oczach chłopaka widać było zainteresowanie. Szczególną uwagę przykuł do
biblioteczki, która stała obok po prawej stronie od okna.
- To są książki - powiedziała prędko, widząc, jak
obcy im się przygląda. Po jej słowach posłał jej wymowne spojrzenie.
Momentalnie zrozumiała, że ta informacja była zbędna. Oczywiście, musiał
wiedzieć, czym są książki. Wypowiadał się elokwentnie, bardziej niż ona. A
przecież to ona była pisarką. Yoojung, ty głupia ciapo...
Po chwili znowu popatrzył w stronę szafki i
obejrzał się dookoła.
- Um... możesz usiąść na łóżku, jeśli jesteś
zmęczony... - powiedziała, próbując ukryć zmieszanie swoją poprzednią wpadką. -
Chciałbyś się czegoś napić?
- Nie, dziękuję - odparł zupełnie poważnie,
rozluźniając się chyba nieznacznie. Tak jej się przynajmniej wydawało. Jego
ramiona jakby z lekka opadły.
- Wyglądasz na zmęczonego, może jednak przyniosę ci
coś... - już chwytała za klamkę, ale chłopak natychmiast znalazł się obok niej
i odciągnął ją od drzwi.
- Nie potrzebuję - westchnął, patrząc jej w oczy. -
rozumiesz? - uśmiechnął się kwadratowo, unosząc brwi w górę. Na pewno był
bardzo zdenerwowany, nie powinna go dodatkowo stresować.
- Nawet wody?
- Przyszedłem tu tylko po jedno, nie mam zamiaru
zostać na herbatkę.
- Oh, wy też pijecie herbatę? - wyłapała z
uśmiechem. Chłopak wygiął brwi w zdziwieniu.
- Co jest z tobą nie tak? - Yoojung przestała się
uśmiechać , odwracając wzrok, po raz kolejny zażenowana swoim zachowaniem.
Puścił ramię dziewczyny, odsuwając się o krok w tył. - Przynieś ten makaron, a
ja zastanowię się, co dalej. Tylko szybko - polecił, machając na nią ręką.
- Okej, w porządku. - Obróciła się w stronę drzwi,
jednak znowu została zatrzymana przez obcego.
- Czekaj... gdzie ty idziesz? - To jasne, że nie
chciał spuszczać jej z oka, ale co innego miała zrobić?
- Do kuchni - odpowiedziała spokojnie.
- Po co?
- Po makaron... - zmarszczyła brwi na czole. -
Myślisz, że gdzie go trzymam? Pod łóżkiem?
Odchrząknął, zmieszany, by po chwili pokiwać głową
i pozwolić jej opuścić pomieszczenie. Nie podobał mu się ten pomysł, ale nie
widział innego wyjścia. Nie mógł ryzykować, że ktoś go zobaczy.
Yoojung wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi i
przeszła do kuchni, uważnie rozglądając się po kwaterze. Jej mama, co prawda
nie wróciła z Soul'u i jeszcze długo miało jej nie być z powrotem, ale zawsze
lepiej dmuchać na zimne. Odbywało się tam jakieś bardzo ważne szkolenie, razem
z innymi bellatorkami (łac. wojownik) dystryktu dwudziestego musiała wziąć w
nim udział. Nigdy nie mówiła córce o tym, co działo się w mieście od militarnej
strony. Skłonności do chowania i tworzenia sekretów Yoojung odziedziczyła
zdecydowanie po niej.
Otworzyła szafkę, wzięła wszystkie paczki makaronu,
jakie miały w domu... ale po chwili odłożyła dwie na miejsce. Co prawda
obiecała dać mu wszystkie, ale nie mogła zostawić matki bez jedzenia. Ona
jeszcze jakoś by sobie poradziła, ale nie narazi najbliższej jej sercu osoby na
głód. Jej matka ciężko pracowała na tych kilka paczek. W wojsku mimo wszystko
nie płacą wiele ponad normę, która w Tenera była wyjątkowo nędzna. Jednak bez
porównania nikt nie miał większych oczekiwań.
Wróciła do pokoju i położyła makaron na biurku,
przyglądając się jednocześnie obcemu, który oglądał z zaciekawieniem jej
biblioteczkę. Sprawiał wrażenie zachwyconego i wydawało jej się, że w ogóle jej
nie zauważył. Jednak, gdy stanęła obok niego, przed książkami nie wzdrygnął
się, ani nie wystraszył. Zupełnie naturalnie przeniósł na nią wzrok i przez
chwilę tak na nią patrzył.
- Wiesz - zaczęła. - jest już trochę późno. Już
zapaliły się lampy, więc niedługo po ulicach zaczną chodzić boan (kor.
strażnik), a wtedy nikt nie powinien opuszczać kwater. Zwłaszcza ty.
- Boan... tak mówicie na strażników?
- Oh... chyba tak... to takie wojowniczki, tylko
pilnują ciszy i spokoju na ulicy - próbowała wyjaśnić. - I są... czasami
brutalne. Nie można wychodzić po zmroku z kwatery. - Chłopak westchnął,
obracając wzrok znowu w stronę książek. - Ale możesz tu zostać. Nie musisz się
o nic martwić, żadne boan nigdy tu nie zaglądają, a moja mama chwilowo
wyjechała. Jesteś tu bezpieczny.
Był zdziwiony. Mocno zbity z tropu. Przyglądał jej
się podejrzliwie, jakby miała zaraz wyciągnąć zza pleców pistolet i go
zastrzelić na miejscu. Trwało to dosyć długo, a w głowie Yoojung zabrakło już
tematów do omówienia.
- Widziałaś już kiedyś kogoś od nas? - przemówił do
niej melodyjnym głosem, który mimo powagi brzmiał wyjątkowo ciepło. Na pewno
uważał ją za dziwaka, z resztą, jak wszyscy.
- Nie - odparła, kręcąc głową na boki. - Znaczy
tak. Ale tylko w książkach. - Wskazała palcem na półkę, obok której stali.
- Macie tam takie rzeczy?
- Uh, to... nie wszyscy je mają - mruknęła, drapiąc
się w tył głowy. - Ale jesteśmy w dystrykcie Artem, a moja linia rodowa od
zawsze zajmuje się pisaniem, badaniem pisma, ksiąg, więc mamy tego dużo. W
każdym razie... wiem o was z uczelni. Z historii. Wam o nas nie mówią?
- Nie - odpowiedział krótko. - Wszystkie kobiety
wyglądają tak, jak ty?
- Cóż... ja akurat jestem stosunkowo niska -
uśmiechnęła się koślawo, chociaż u niej i tak wyszło to całkiem uroczo. - No i
inne są też znacznie ładniejsze.
- Ładniejsze? - Słowo to w Timendo nie należy do
najmilszych, ani nawet pozytywnych. Jest to obraza, więc nie mógł inaczej
zareagować, co tylko zdziwiło Yoojung.
- Więc zostajesz tu na noc? - zapytała po chwili
niezręcznej ciszy.
- Obawiam się, że nie mam lepszego wyjścia.
- Wspaniale! - wyrwało jej się. Chłopak znowu
zmarszczył brwi i pokręcił głową, odwracając od niej wzrok. Wydawała mu się
głupiutka i niedojrzała. Jakby zupełnie nie rozumiała powagi sytuacji.
Oczywiście było mu na rękę jej zachowanie. Bał się, że trafi tu na kogoś
bardziej rozgarniętego, kto natychmiast wezwie straże, a wtedy strach pomyśleć,
co by się z nim stało. - To ja pójdę zaparzyć herbatę - powiedziała, wycofując
się. - A! Możesz sobie je poczytać - dodała, wychodząc z pokoju.
Po raz kolejny zawitała do kuchni, tym razem
weselej. Zdawała sobie sprawę, że jej reakcja na intruza w mieście była
nielogiczna i wbrew jakimkolwiek zasadom człowieczeństwa, bo powinna raczej
trząść się ze strachu, uważać na słowa i trzymać go na dystans. Z kolei ona nie
potrafiła oprzeć się chęci poznania go. W gruncie rzeczy jedno z jej marzeń się
właśnie spełniło. Od dziecka chciała spotkać mężczyznę, swoją bestię. Chciała poznać
to uczucie zwane miłością, o którym czytała w baśniach i romansach. Może
jeszcze się nie zakochała, ale na wyciągnięcie ręki ma przepustkę do
największego marzenia. Może, jak go będzie dobrze traktowała, to ją stąd
wyciągnie. Może w końcu się coś zmieni.
Wyjęła z szafki porcelanowe filiżanki babci, liście
herbaty i świeczkę, nad którą na metalowym stelażu ustawiła czajniczek z wodą.
Po kilkunastu minutach wróciła do pokoju z tacką w
rękach, dwiema filiżankami i czajniczkiem. Wchodząc do środka, zauważyła, że
chłopak siedział na łóżku, więc tackę położyła na stoliku nocnym i usiadła obok
niego. Trzymał w ręku jedną z książek, czytał już dziesiątą stronę.
- Oh, znam tą historię - powiedziała, wskazując na
książkę. Popatrzył na jej szeroki uśmiech przez chwilę. Wydawał się teraz
trochę spokojniejszy. - To moja ulubiona - Widziała, że cały czas przyglądał
się jej uśmiechowi. I chociaż na jego twarzy jeszcze go nie było, to rysy jego
twarzy stały się delikatniejsze. - Zrobiłam herbatę. - Dziewczyna wzięła tackę
w ręce, ułożyła ją sobie na kolanach i nalała herbaty do jednej z filiżanek.
Chłopak odłożył książkę na bok i chwycił filiżankę, którą podała mu Yoojung.
Zaśmiała się cicho, widząc, jak sztywno trzymał ją w dłoniach. Kiedyś powinna
go nauczyć, jak się ją trzyma. Mimo wszystko był kulturalny. Albo nie wiedział,
co z tym zrobić, jedno z dwóch. W każdym razie zaczekał, aż Yoo pierwsza upije
łyka, a dopiero potem, spróbował sam. Napój był gorący, dlatego pił powoli, ale
kiedy już posmakował, jego oczy wydawały się powiększyć nieznacznie.
- I jak? Smakuje? - pytała z nadzieją. W odpowiedzi
usłyszała tylko kolejne chrząknięcie i zobaczyła, jak kiwa głową. Sprawił jej
tym wielką radość. Uśmiechała się od ucha do ucha, patrząc jak pił herbatę,
obserwowała jego oczy, nos, usta, włosy, dłonie. Każda część jego ciała ją
interesowała. Jak on w ogóle działa?
- Masz jakieś imię? - zapytała, kiedy już skończył
pić.
- Oczywiście, że mam - odparł, chyba urażony,
ściągając brwi ku sobie. - Nawet zwierzęta mają imiona, dlaczego ja miałbym go
nie mieć?
- Oh... wybacz. - Zabrała od niego pustą filiżankę,
posyłając mu przepraszający uśmiech. Zawstydziła samą siebie. Nie powinna już
nawet na niego patrzeć, ale... ale nie potrafiła! Był tak intrygujący, tak
bardzo inny... Jego klatka! Nie miał piersi! Nic, w ogóle, płaski, jak tafla
wody! A przecież tu się jest za to prześladowanym. - Więc tak... wygląda
mężczyzna? - zapytała po chwili obserwowania go w milczeniu.
- Poniekąd. - Gdy wypowiadał to jedno słowo, na
jego ustach pojawił się najsłodszy uśmiech, jaki Yoojung widziała w całym swoim
życiu. Chciała go zatrzymać. Chować tu w pokoju aż do śmierci. Oczywiście
karmiła by go i bawiła, by się nie nudził! Był taką śliczną istotą... Nie
chciała nawet myśleć o żegnaniu się z nim. To pierwszy raz, kiedy miała przed
sobą żywego mężczyznę. Chyba w ogóle była pierwszą kobietą, która widziała go
od ponad stu lat! I to jeszcze trafił jej się taki z cudownym
uśmiechem... A może oni wszyscy się tak uśmiechają?
- A ty masz jakieś imię? - zapytał po chwili.
Pokiwała głową, szczerząc się, jak małe dziecko.
- Choi Yoojung - przedstawiła się.
- Oh. Koreańskie - zauważył.
- A twoje?
- Nie powinienem tego zdradzać - znowu spoważniał,
a Yoojung posmutniała nieznacznie. Zaraz jednak rozchmurzyła się na nowo.
- Ale muszę jakoś do ciebie mówić. Nawet, jeśli
jesteś tu tylko do jutra - powiedziała. - Wymyśl.
- Teraz? - Pokiwała głową . Zastanowił się przez
chwilę, zerknął na nią kątem oka i w końcu wymyślił. - W takim razie... możesz
mi mówić Jin.
- Jin! - powtórzyła głośniej, zachwycona. Wtedy
chłopak przyłożył palec do ust, wystraszony.
- Nie tak głośno...
- Ah, tak. Wybacz - po raz kolejny posłała mu
przepraszający uśmieszek. - A możesz mi powiedzieć, ile masz lat?
- Nie mogę. Ale wydaje mi się, że jestem od ciebie
starszy.
- Tak się wszystkim tylko wydaje - westchnęła. -
Ale właściwie wyglądasz całkiem dojrzale.
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia - powiedziała, wzruszając ramionami,
na co brwi Jin'a jakby lekko drgnęły. - ale wszyscy myślą, że trzynaście.
- To uzasadnione.
- Pewnie tak - przytaknęła, kiwając głową
delikatnie. - Jin. Czy ty byłeś tu wcześniej? - Jego mina dała jej do
zrozumienia, że nie usłyszy na to odpowiedzi. Przygryzła na moment wargę,
wzdychając cichutko. - To inaczej... widziałeś już kiedyś kobietę?
- Widziałem - odpowiedział. - Ale nie wiem o was
zbyt wiele. Czy mogę jeszcze...
- Oczywiście! - Yoojung prędko złapała za czajniczek
i dolała herbaty mężczyźnie. - Zaraz zrobię coś do jedzenia. O, a jeśli chcesz
się wykąpać, to jest tu prysznic. A w nocy możesz spać na materacu, mam w
szafie, bo czasami sypia u mnie moja przyjaciółka. I dam ci jej koc, jest
bardzo ciepły, będzie ci wygodnie, a...
- Yoojung-shi - przerwał jej nagle, a kąciki jego
ust wydawały się delikatnie unosić, mimo, iż usiłował zachować powagę. - Nie
uważasz, że to trochę dziwne, że tu jestem?
- Oh.. tak, to prawda, um... - speszona, opuściła
głowę i założyła kosmyk włosów za ucho.
- Powinnaś się mnie bać, a nie traktować, jak
gościa - powiedział, nie wkładając w swoją wypowiedź większych emocji. - Nie
wiesz, jakie mam intencje. Nie powinnaś być taka ufna.
Dziewczyna podniosła na niego swój wzrok i
spojrzała mu prosto w oczy.
- Jakiekolwiek masz intencje... - odstawiła tackę
na bok i obróciła się przodem do niego. - jesteś prawdziwy. Istniejesz, to
znaczy, że... że inni mężczyźni też istnieją.
Myśl, że coś, o czym słyszała dotąd tylko w uczelni
i czytała w książkach, istnieje i żyje zaraz za tym murem sprawiała, że Choi
Yoojung czuła się, jak jedna z księżniczek, żyjąca pod kloszem. Miała wrażenie,
że wszystko, o czym marzyła jest za tą ścianą. Ponad to! Była pewna. Miała
przed sobą dowód.
- Nie rozumiem, dlaczego musimy żyć w dwóch
odległych miejscach. Przez to są same problemy... kobiety nie powinny
podejmować się niektórych prac... - I zakaz miłości. Oczywiście to się tak nie
nazywa oficjalnie, ale wszyscy wiedzą, o co chodzi. Większość ludzi w obu
miastach już się z tym pogodziła, ale nie Yoojung. Nie, kiedy wie, że istnieje
możliwość, by się zakochać, by przeżyć to, o czym piszą baśnie o księżniczkach
i bestiach. - Gdybyśmy żyli razem, byłoby o wiele łatwiej.
Na ustach Jin'a pojawił się uśmiech. Nie taki, jak
wcześniej, ten był bardziej szczery, pełniejszy, bardziej radosny. Białe, równe
zęby chłopaka otoczone różowymi wargami wyryły w pamięci Yoojung trwały ślad w
momencie, gdy je ujrzała, a widząc iskierki w jego głębokich, czarnych oczach,
jej serce zabiło szybciej.
- Choi Yoojung - powiedział, nie ukrywając już
uśmiechu. - Mam dla ciebie propozycję.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz