czwartek, 20 kwietnia 2017

Double World [#2]





Intruz. Obcy. Odmieniec. Zagrożenie. To powiedziałaby o nim każda normalna Teneranianka.
Choi Yoojung nigdy nie była normalna i wiedział to każdy, kto kiedykolwiek miał okazję (bo nie w każdym przypadku można powiedzieć, że przyjemność) ją poznać. Ona tak o nim nie myślała. Była zaintrygowana, oczarowana jego dziwactwem, a jednocześnie sposobem wypowiadania się, zachowywania. Cóż, dziewczyna ma dziwny tok myślenia. Z resztą tak samo, jak jej matka i matka matki. W jej linii rodowej od zawsze przechowywane były księgi, książki, encyklopedie, powieści. W tym baśnie i romanse. Yoojung naczytała się ich setki, jeśli nie tysiące, książki pochłaniała jedna za drugą. Relacje pomiędzy mężczyzną, a kobietą ją zachwycały. Były podobne do relacji pomiędzy przyjaciółkami, ale jednocześnie zupełnie różne. Wyczytała z nich, jacy byli ci mężczyźni, co ich cechowało, jak myśleli. Najbardziej urzekła ją ich troska o kobietę. Uważali je za największy skarb, strzegli bardziej niż własnego życia, kochali mocniej niż wszystko na świecie. A przynajmniej to wyczytała z baśni i romansów. Były też historie o zdradzie i złamanym sercu, ale ich nie lubiła tak bardzo, jak baśni. Jej ulubioną była „Piękna i Bestia".
Kiedy zobaczyła wtedy go pierwszy raz, tak właśnie o nim pomyślała. Że jest bestią. Miała, więc, powodów na pęczki, by mu pomóc przedostać się do jej kwatery. Poza tym głównym, przeciw, którym było zagrożenie jej życia.
- Szybko, wchodź - szepnęła, otwierając drzwi do swojego pokoju. Obcy prędko wykonał jej polecenie, a zaraz po nim do środka weszła Yoojung. Zamknęła drzwi na klucz i obróciła się, opierając po chwili plecami o drzwi. Chłopak stał przodem do niej, ale nie patrzył w jej kierunku, rozglądał się po wnętrzu. Nie było duże, ani bogato wystrojone. Mimo wszystko w oczach chłopaka widać było zainteresowanie. Szczególną uwagę przykuł do biblioteczki, która stała obok po prawej stronie od okna.
- To są książki - powiedziała prędko, widząc, jak obcy im się przygląda. Po jej słowach posłał jej wymowne spojrzenie. Momentalnie zrozumiała, że ta informacja była zbędna. Oczywiście, musiał wiedzieć, czym są książki. Wypowiadał się elokwentnie, bardziej niż ona. A przecież to ona była pisarką. Yoojung, ty głupia ciapo...
Po chwili znowu popatrzył w stronę szafki i obejrzał się dookoła.
- Um... możesz usiąść na łóżku, jeśli jesteś zmęczony... - powiedziała, próbując ukryć zmieszanie swoją poprzednią wpadką. - Chciałbyś się czegoś napić?
- Nie, dziękuję - odparł zupełnie poważnie, rozluźniając się chyba nieznacznie. Tak jej się przynajmniej wydawało. Jego ramiona jakby z lekka opadły.
- Wyglądasz na zmęczonego, może jednak przyniosę ci coś... - już chwytała za klamkę, ale chłopak natychmiast znalazł się obok niej i odciągnął ją od drzwi.
- Nie potrzebuję - westchnął, patrząc jej w oczy. - rozumiesz? - uśmiechnął się kwadratowo, unosząc brwi w górę. Na pewno był bardzo zdenerwowany, nie powinna go dodatkowo stresować.
- Nawet wody?
- Przyszedłem tu tylko po jedno, nie mam zamiaru zostać na herbatkę.
- Oh, wy też pijecie herbatę? - wyłapała z uśmiechem. Chłopak wygiął brwi w zdziwieniu.
- Co jest z tobą nie tak? - Yoojung przestała się uśmiechać , odwracając wzrok, po raz kolejny zażenowana swoim zachowaniem. Puścił ramię dziewczyny, odsuwając się o krok w tył. - Przynieś ten makaron, a ja zastanowię się, co dalej. Tylko szybko - polecił, machając na nią ręką.
- Okej, w porządku. - Obróciła się w stronę drzwi, jednak znowu została zatrzymana przez obcego.
- Czekaj... gdzie ty idziesz? - To jasne, że nie chciał spuszczać jej z oka, ale co innego miała zrobić?
- Do kuchni - odpowiedziała spokojnie.
- Po co?
- Po makaron... - zmarszczyła brwi na czole. - Myślisz, że gdzie go trzymam? Pod łóżkiem?
Odchrząknął, zmieszany, by po chwili pokiwać głową i pozwolić jej opuścić pomieszczenie. Nie podobał mu się ten pomysł, ale nie widział innego wyjścia. Nie mógł ryzykować, że ktoś go zobaczy.
Yoojung wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi i przeszła do kuchni, uważnie rozglądając się po kwaterze. Jej mama, co prawda nie wróciła z Soul'u i jeszcze długo miało jej nie być z powrotem, ale zawsze lepiej dmuchać na zimne. Odbywało się tam jakieś bardzo ważne szkolenie, razem z innymi bellatorkami (łac. wojownik) dystryktu dwudziestego musiała wziąć w nim udział. Nigdy nie mówiła córce o tym, co działo się w mieście od militarnej strony. Skłonności do chowania i tworzenia sekretów Yoojung odziedziczyła zdecydowanie po niej.
Otworzyła szafkę, wzięła wszystkie paczki makaronu, jakie miały w domu... ale po chwili odłożyła dwie na miejsce. Co prawda obiecała dać mu wszystkie, ale nie mogła zostawić matki bez jedzenia. Ona jeszcze jakoś by sobie poradziła, ale nie narazi najbliższej jej sercu osoby na głód. Jej matka ciężko pracowała na tych kilka paczek. W wojsku mimo wszystko nie płacą wiele ponad normę, która w Tenera była wyjątkowo nędzna. Jednak bez porównania nikt nie miał większych oczekiwań.
Wróciła do pokoju i położyła makaron na biurku, przyglądając się jednocześnie obcemu, który oglądał z zaciekawieniem jej biblioteczkę. Sprawiał wrażenie zachwyconego i wydawało jej się, że w ogóle jej nie zauważył. Jednak, gdy stanęła obok niego, przed książkami nie wzdrygnął się, ani nie wystraszył. Zupełnie naturalnie przeniósł na nią wzrok i przez chwilę tak na nią patrzył.
- Wiesz - zaczęła. - jest już trochę późno. Już zapaliły się lampy, więc niedługo po ulicach zaczną chodzić boan (kor. strażnik), a wtedy nikt nie powinien opuszczać kwater. Zwłaszcza ty.
- Boan... tak mówicie na strażników?
- Oh... chyba tak... to takie wojowniczki, tylko pilnują ciszy i spokoju na ulicy - próbowała wyjaśnić. - I są... czasami brutalne. Nie można wychodzić po zmroku z kwatery. - Chłopak westchnął, obracając wzrok znowu w stronę książek. - Ale możesz tu zostać. Nie musisz się o nic martwić, żadne boan nigdy tu nie zaglądają, a moja mama chwilowo wyjechała. Jesteś tu bezpieczny.
Był zdziwiony. Mocno zbity z tropu. Przyglądał jej się podejrzliwie, jakby miała zaraz wyciągnąć zza pleców pistolet i go zastrzelić na miejscu. Trwało to dosyć długo, a w głowie Yoojung zabrakło już tematów do omówienia.
- Widziałaś już kiedyś kogoś od nas? - przemówił do niej melodyjnym głosem, który mimo powagi brzmiał wyjątkowo ciepło. Na pewno uważał ją za dziwaka, z resztą, jak wszyscy.
- Nie - odparła, kręcąc głową na boki. - Znaczy tak. Ale tylko w książkach. - Wskazała palcem na półkę, obok której stali.
- Macie tam takie rzeczy?
- Uh, to... nie wszyscy je mają - mruknęła, drapiąc się w tył głowy. - Ale jesteśmy w dystrykcie Artem, a moja linia rodowa od zawsze zajmuje się pisaniem, badaniem pisma, ksiąg, więc mamy tego dużo. W każdym razie... wiem o was z uczelni. Z historii. Wam o nas nie mówią?
- Nie - odpowiedział krótko. - Wszystkie kobiety wyglądają tak, jak ty?
- Cóż... ja akurat jestem stosunkowo niska - uśmiechnęła się koślawo, chociaż u niej i tak wyszło to całkiem uroczo. - No i inne są też znacznie ładniejsze.
- Ładniejsze? - Słowo to w Timendo nie należy do najmilszych, ani nawet pozytywnych. Jest to obraza, więc nie mógł inaczej zareagować, co tylko zdziwiło Yoojung.
- Więc zostajesz tu na noc? - zapytała po chwili niezręcznej ciszy.
- Obawiam się, że nie mam lepszego wyjścia.
- Wspaniale! - wyrwało jej się. Chłopak znowu zmarszczył brwi i pokręcił głową, odwracając od niej wzrok. Wydawała mu się głupiutka i niedojrzała. Jakby zupełnie nie rozumiała powagi sytuacji. Oczywiście było mu na rękę jej zachowanie. Bał się, że trafi tu na kogoś bardziej rozgarniętego, kto natychmiast wezwie straże, a wtedy strach pomyśleć, co by się z nim stało. - To ja pójdę zaparzyć herbatę - powiedziała, wycofując się. - A! Możesz sobie je poczytać - dodała, wychodząc z pokoju.
Po raz kolejny zawitała do kuchni, tym razem weselej. Zdawała sobie sprawę, że jej reakcja na intruza w mieście była nielogiczna i wbrew jakimkolwiek zasadom człowieczeństwa, bo powinna raczej trząść się ze strachu, uważać na słowa i trzymać go na dystans. Z kolei ona nie potrafiła oprzeć się chęci poznania go. W gruncie rzeczy jedno z jej marzeń się właśnie spełniło. Od dziecka chciała spotkać mężczyznę, swoją bestię. Chciała poznać to uczucie zwane miłością, o którym czytała w baśniach i romansach. Może jeszcze się nie zakochała, ale na wyciągnięcie ręki ma przepustkę do największego marzenia. Może, jak go będzie dobrze traktowała, to ją stąd wyciągnie. Może w końcu się coś zmieni.
Wyjęła z szafki porcelanowe filiżanki babci, liście herbaty i świeczkę, nad którą na metalowym stelażu ustawiła czajniczek z wodą.
Po kilkunastu minutach wróciła do pokoju z tacką w rękach, dwiema filiżankami i czajniczkiem. Wchodząc do środka, zauważyła, że chłopak siedział na łóżku, więc tackę położyła na stoliku nocnym i usiadła obok niego. Trzymał w ręku jedną z książek, czytał już dziesiątą stronę.
- Oh, znam tą historię - powiedziała, wskazując na książkę. Popatrzył na jej szeroki uśmiech przez chwilę. Wydawał się teraz trochę spokojniejszy. - To moja ulubiona - Widziała, że cały czas przyglądał się jej uśmiechowi. I chociaż na jego twarzy jeszcze go nie było, to rysy jego twarzy stały się delikatniejsze. - Zrobiłam herbatę. - Dziewczyna wzięła tackę w ręce, ułożyła ją sobie na kolanach i nalała herbaty do jednej z filiżanek. Chłopak odłożył książkę na bok i chwycił filiżankę, którą podała mu Yoojung. Zaśmiała się cicho, widząc, jak sztywno trzymał ją w dłoniach. Kiedyś powinna go nauczyć, jak się ją trzyma. Mimo wszystko był kulturalny. Albo nie wiedział, co z tym zrobić, jedno z dwóch. W każdym razie zaczekał, aż Yoo pierwsza upije łyka, a dopiero potem, spróbował sam. Napój był gorący, dlatego pił powoli, ale kiedy już posmakował, jego oczy wydawały się powiększyć nieznacznie.
- I jak? Smakuje? - pytała z nadzieją. W odpowiedzi usłyszała tylko kolejne chrząknięcie i zobaczyła, jak kiwa głową. Sprawił jej tym wielką radość. Uśmiechała się od ucha do ucha, patrząc jak pił herbatę, obserwowała jego oczy, nos, usta, włosy, dłonie. Każda część jego ciała ją interesowała. Jak on w ogóle działa?
- Masz jakieś imię? - zapytała, kiedy już skończył pić.
- Oczywiście, że mam - odparł, chyba urażony, ściągając brwi ku sobie. - Nawet zwierzęta mają imiona, dlaczego ja miałbym go nie mieć?
- Oh... wybacz. - Zabrała od niego pustą filiżankę, posyłając mu przepraszający uśmiech. Zawstydziła samą siebie. Nie powinna już nawet na niego patrzeć, ale... ale nie potrafiła! Był tak intrygujący, tak bardzo inny... Jego klatka! Nie miał piersi! Nic, w ogóle, płaski, jak tafla wody! A przecież tu się jest za to prześladowanym. - Więc tak... wygląda mężczyzna? - zapytała po chwili obserwowania go w milczeniu.
- Poniekąd. - Gdy wypowiadał to jedno słowo, na jego ustach pojawił się najsłodszy uśmiech, jaki Yoojung widziała w całym swoim życiu. Chciała go zatrzymać. Chować tu w pokoju aż do śmierci. Oczywiście karmiła by go i bawiła, by się nie nudził! Był taką śliczną istotą... Nie chciała nawet myśleć o żegnaniu się z nim. To pierwszy raz, kiedy miała przed sobą żywego mężczyznę. Chyba w ogóle była pierwszą kobietą, która widziała go od ponad stu lat! I to jeszcze trafił jej się taki z cudownym uśmiechem... A może oni wszyscy się tak uśmiechają?
- A ty masz jakieś imię? - zapytał po chwili. Pokiwała głową, szczerząc się, jak małe dziecko.
- Choi Yoojung - przedstawiła się.
- Oh. Koreańskie - zauważył.
- A twoje?
- Nie powinienem tego zdradzać - znowu spoważniał, a Yoojung posmutniała nieznacznie. Zaraz jednak rozchmurzyła się na nowo.
- Ale muszę jakoś do ciebie mówić. Nawet, jeśli jesteś tu tylko do jutra - powiedziała. - Wymyśl.
- Teraz? - Pokiwała głową . Zastanowił się przez chwilę, zerknął na nią kątem oka i w końcu wymyślił. - W takim razie... możesz mi mówić Jin.
- Jin! - powtórzyła głośniej, zachwycona. Wtedy chłopak przyłożył palec do ust, wystraszony.
- Nie tak głośno...
- Ah, tak. Wybacz - po raz kolejny posłała mu przepraszający uśmieszek. - A możesz mi powiedzieć, ile masz lat?
- Nie mogę. Ale wydaje mi się, że jestem od ciebie starszy.
- Tak się wszystkim tylko wydaje - westchnęła. - Ale właściwie wyglądasz całkiem dojrzale.
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia - powiedziała, wzruszając ramionami, na co brwi Jin'a jakby lekko drgnęły. - ale wszyscy myślą, że trzynaście.
- To uzasadnione.
- Pewnie tak - przytaknęła, kiwając głową delikatnie. - Jin. Czy ty byłeś tu wcześniej? - Jego mina dała jej do zrozumienia, że nie usłyszy na to odpowiedzi. Przygryzła na moment wargę, wzdychając cichutko. - To inaczej... widziałeś już kiedyś kobietę?
- Widziałem - odpowiedział. - Ale nie wiem o was zbyt wiele. Czy mogę jeszcze...
- Oczywiście! - Yoojung prędko złapała za czajniczek i dolała herbaty mężczyźnie. - Zaraz zrobię coś do jedzenia. O, a jeśli chcesz się wykąpać, to jest tu prysznic. A w nocy możesz spać na materacu, mam w szafie, bo czasami sypia u mnie moja przyjaciółka. I dam ci jej koc, jest bardzo ciepły, będzie ci wygodnie, a...
- Yoojung-shi - przerwał jej nagle, a kąciki jego ust wydawały się delikatnie unosić, mimo, iż usiłował zachować powagę. - Nie uważasz, że to trochę dziwne, że tu jestem?
- Oh.. tak, to prawda, um... - speszona, opuściła głowę i założyła kosmyk włosów za ucho.
- Powinnaś się mnie bać, a nie traktować, jak gościa - powiedział, nie wkładając w swoją wypowiedź większych emocji. - Nie wiesz, jakie mam intencje. Nie powinnaś być taka ufna.
Dziewczyna podniosła na niego swój wzrok i spojrzała mu prosto w oczy.
- Jakiekolwiek masz intencje... - odstawiła tackę na bok i obróciła się przodem do niego. - jesteś prawdziwy. Istniejesz, to znaczy, że... że inni mężczyźni też istnieją.
Myśl, że coś, o czym słyszała dotąd tylko w uczelni i czytała w książkach, istnieje i żyje zaraz za tym murem sprawiała, że Choi Yoojung czuła się, jak jedna z księżniczek, żyjąca pod kloszem. Miała wrażenie, że wszystko, o czym marzyła jest za tą ścianą. Ponad to! Była pewna. Miała przed sobą dowód.
- Nie rozumiem, dlaczego musimy żyć w dwóch odległych miejscach. Przez to są same problemy... kobiety nie powinny podejmować się niektórych prac... - I zakaz miłości. Oczywiście to się tak nie nazywa oficjalnie, ale wszyscy wiedzą, o co chodzi. Większość ludzi w obu miastach już się z tym pogodziła, ale nie Yoojung. Nie, kiedy wie, że istnieje możliwość, by się zakochać, by przeżyć to, o czym piszą baśnie o księżniczkach i bestiach. - Gdybyśmy żyli razem, byłoby o wiele łatwiej.
Na ustach Jin'a pojawił się uśmiech. Nie taki, jak wcześniej, ten był bardziej szczery, pełniejszy, bardziej radosny. Białe, równe zęby chłopaka otoczone różowymi wargami wyryły w pamięci Yoojung trwały ślad w momencie, gdy je ujrzała, a widząc iskierki w jego głębokich, czarnych oczach, jej serce zabiło szybciej.

- Choi Yoojung - powiedział, nie ukrywając już uśmiechu. - Mam dla ciebie propozycję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz