niedziela, 16 kwietnia 2017

Double World [#1]



- Yoojung! - Dziewczyna zatrzymała się, jednak nie obracała w stronę biegnącej do niej przyjaciółki. Zaczekała tak w miejscu, aż ta do niej dołączyła i wtedy już ruszyły razem do przodu. - Nie martw się, następnym razem lepiej ci pójdzie - powiedziała wesoło, klepiąc niższą od siebie Yoojung po ramieniu.
- Nie prawda - mruknęła z grymasem niezadowolenia na twarzy. Zawsze, gdy tak się denerwowała wyglądała przeuroczo, więc nigdy nikt nie brał jej na poważnie. Nawet mimo jej dwudziestu lat na karku, wciąż rozczulała ludzi dookoła. - Nie potrafię wykonać tego obrotu. Nawet nie wiem, jak mam się wybić, a co dopiero potem jeszcze kręcić się w powietrzu. Aaa w ogóle, to kto to wszystko wymyślił? Po co nam ta self defence? Przed kim mamy się bronić?
- Tobie akurat by się przydała... - Choi Yoojung to śliczna, utalentowana i zabawna dziewczyna, ale z jakiegoś powodu kilka dziewczyn z sąsiedniego dystryktu uwzięło się na nią i od czasów siódmej klasy gnębią ją na różne sposoby. Gdyby nie była tak energiczna i pełna pozytywnej energii, to pewnie już dawno by się poddała mentalnie i musieliby ją wysłać do tego ośrodka w czwartej dzielnicy, medycznej. Dotąd była w tamtej części miasta tylko po to, by się zaszczepić, jak każda mieszkanka, co pół roku oraz na badaniach okresowych. Swoją drogą zawsze wracała z nich zadowolona, bo jej wyniki budziły zachwyt u wszystkich medyczek. Może to właśnie powód, dla którego tak świetnie radziła sobie z prześladowaniami? Zawsze była odważna i dumna (pomijając drobny fakt, że przez to pakowała się w kłopoty trzy razy dziennie), nawet jeśli jej umiejętności z self defence nie były najlepsze w całej toparchii. Nawet nie wiedziała, dlaczego tak było, w końcu jej matka była świetna we wszelkich sztukach walki, więc co sprawiało, że ona nie mogła sobie poradzić nawet z self defence?
- A właśnie! Skończyłaś już tą piosenkę?
- Nie - odburknęła, chwytając za ramiona swojego plecaka. - Powinny sobie zacząć same pisać piosenki, skoro są takimi gwiazdami.
- Według mnie, ani Mina, ani Tzuyu nie potrafią śpiewać. Nie wiem w ogóle z jakiej racji i na jakiej podstawie umieszczono je w dziesiątym.
- Bo ich matki zna każdy w Tenera.
- Twoją też zna wiele osób, Yoo - powiedziała radośnie Doyeon, szturchając niższą w ramię. Zbliżały się już do klatki bloku, w którym mieszkała Kim Doyeon, więc otwierały już usta, by się ze sobą żegnać, kiedy...
- To prawda, klusko! - zawołał głos, który jako ostatni chciałyby usłyszeć obie dziewczyny. Zatrzymały się i obróciły w stronę nadchodzących w ich stronę dwóch innych. Były w ich wieku, pochodziły z sąsiedniego dystryktu - dziesiątego, performującego. To dwie z całej paczki Tzuyu. Może dzisiaj nie miały zamiaru jej męczyć, skoro były tylko same dwie? - Ale taka sława... nie wiem, czy którakolwiek kobieta chciałaby być znana z bycia najbardziej brutalną kick boxerką.
- Czego chcesz, Mina? - warknęła Doyeon, gotowa zlać je dwie na miejscu. Nikt nie powinien obrażać jej przyjaciółki ani jej rodziny. Yoojung jednak powstrzymała ją przed dalszymi krokami w stronę dwóch dziesiątek.
- Tego samego, czego chciałam tydzień temu... i dwa... i trzy - mówiła, zbliżając się do nich na odległość dwóch metrów. - Choi Yoojung.
- Jeszcze nie skończyła - odpowiedziała za nią Doyeon.
- Nie z tobą rozmawiam - syknęła czarnowłosa performerka. Do już mamrotała pod nosem ze złości, zaciskając dłonie w pięści, jednak Yoojung znowu chwyciła za jej rękę i uśmiechnęła się do niej lekko.
- Już dobrze, Doyeon. Mina obiecała ostatnim razem, że nie zrobią mi więcej krzywdy, więc nie musisz się martwić - powiedziała, klepiąc delikatnie przyjaciółkę po ramieniu. - Porozmawiamy chwilę i się rozejdziemy, możesz już iść do domu.
- Zwariowałaś! - zaśmiała się wyższa, nie wierząc w to, co słyszała. - Ona?
- To prawda - odezwała się Mina. Doyeon parsknęła śmiechem, odwracając wzrok.
- I... ty jej wierzysz? - zapytała, wskazując palcem na czarnowłosą.
- Nie mam powodów, żeby nie - odpowiedziała spokojnie. - Jeśli mnie znowu pobiją, to reputacja ich i ich matek ucierpi mocno.
- Nie zostawię cię z nimi samej - zaparła się, krzyżując ręce na piersi i kręcąc głową.
- Nie możesz zostać. Musimy pogadać w cztery oczy - odezwała się nagle druga z dziesiątek, Chaeyoung, przekręcając w ustach lizaka.
- Serio, Doyeon, dam sobie radę. No już, wejdź do środka. Iiidź - mruczała niższa, popychając Doyeon w stronę jej bloku.
- Matko, Yoojung, poważnie! - warknęła dziewczyna. - Kiedyś zwariuję z tymi twoimi sekretami. - Yoojung zaśmiała się cicho, niemal zamykając swoje oczka. - Gdyby się coś działo, krzycz. Ja je tu wszystkie porozkładam na części pierwsze! - Zakrzyknęła jeszcze, grożąc dwóm innym dziewczętom pięścią.
- Tak, jasne, to pa! - Yoojung wepchnęła przyjaciółkę do środka budynku i zamknęła za nią drewniane drzwi.
- Nieźle, klucho - Mina zaśmiała się wrednie. - Nie wiedziałam, że swoje przyjaciółki też okłamujesz...
Choi westchnęła, zaczesując swoje długie włosy za uszy i obróciła się w stronę dziewczyn.
- To dla jej dobra.
- Och, dzidzia martwi się o swoją kochaneczkę... - Nie, no tego już było za wiele. Żeby wyzywać ją od seksualistek, to szczyt! Kochała Doyeon, ale jak siostrę. Poza tym takie wybryki natury były karalne i obrzydliwe do granic możliwości. Miłość była zabroniona.
- Pewnie, że się martwię... - przyznała, ściągając po kryjomu mocniej paski od swojego plecaka. Yoojung do normalnych kobiet nie należała. Przyciągała kłopoty, jak magnes, w dodatku na własne życzenie. Szykowała się już do ewakuacji – była profesjonalistką, jeśli o to chodzi. - Martwię się, że gdyby się wkurzyła, to zlała by was na śmierć. Chciałam oszczędzić jej odsiadki...
- Czy ja dobrze słyszałam? - syknęła Chaeyoung, wyciągając z buzi lizaka.
- A mogłyśmy faktycznie zakończyć tę rozmowę po dobroci... - westchnęła czarnowłosa, patrząc na Yoojung z irytacją.
- Chodź tu, ty śliska pierdoło! - Dlaczego śliska? Tego sama pierdoła nie wie. W każdym razie, gdy tylko zobaczyła, jak Chaeyoung rzuca cukierkiem o ścianę bloku, a ten roztrzaskuje się w drobny mak, obróciła się na pięcie i popędziła, co tchu przed siebie, jako, że do swojego mieszkania miała nieco dalej. Dwie dziesiątki, po okazaniu swojej siły przez Chae, ruszyły za nią w pościg.
Na szczęście w tym Yoojung była dobra. Co prawda, biegać nienawidziła, ale przy tych dwóch panienkach nie miała wyjścia, jak tylko ćwiczyć kondycję. I badanie terenu, w razie, gdyby musiała się gdzieś schować. Była stosunkowo drobną osóbką, więc nigdy nie miała z tym problemu. Dodatkowo od ciągłego stresu powodowanego przez paczkę Tzuyu i regularne (co tygodniowe, jak wcześniej sama Mina wspomniała) ćwiczenia ostatnio bardzo schudła i łatwiej jest jej się wcisnąć do każdej mysiej dziury.
Przebiegła dwie ulice, minęła nawet swoje mieszkanie, wiedząc, że jeśli zatrzyma się chociaż na chwilę, by otworzyć drzwi, dziewczyny złapią ją, zaciągną w jakąś uliczkę i tam spiorą na kwaśne jabłko. A w uczelni od pierwszej klasy wpajali im, że kobieta ma być piękna, zdrowa i pełna wdzięku. Ta, wdzięk, moja dupa! Tyle w nich wdzięku, chyba, jak śpią, myślała, biegnąc co tchu. Znała dystrykt dwudziesty cały na pamięć, wiedziała, co powinna zrobić, by mieć chociaż pięćdziesiąt procent szans na uniknięcie manta. Dobiegła do końca bloku osiemnastego i szybko wepchała się w szczelinę pomiędzy nim, a blokiem dziewiętnastym. Chwila ścisku między ścianami i już po sześciu metrach mogła normalnie oddychać, ponieważ znalazła się po drugiej stronie budynku. Tam rozciągał się mur, granica miasta, a po lewej i prawej miała stalowy płot. Mogła jeszcze schować się za śmietnikiem, ale zdecydowała, że skuteczniej będzie, jeśli wskoczy do środka. Uniosła klapę, wrzuciła najpierw swój plecak, a później sama wdrapała się na ścianę. Na jej szczęście śmietnik był opróżniony.
- Heol, jutro zmieniam nazwisko na Un Yoojung*, to się nazywa szczęście – szepnęła sama do siebie, otrzepując tyłek z brudu. Przykucając ciągle, cofnęła się, chcąc być bliżej ściany, jednak nagle jej pośladki dotknęły czegoś, co zdecydowanie metalem nie było. W dodatku poruszyło się! I albo to było żywe drewno, albo noga innego człowieka. Gdyby nawet miała czas, by się nad tym zastanawiać, nie wiedziałaby, co z dwojga złego było gorsze.
Natychmiast odskoczyła w bok, wydobywając z siebie cichy pisk. W tamtym momencie dwie silne ręce złapały jej drobne ciało, przycisnęły do swojego i zakryły jej usta dłonią.
- Yah, Choi Yoojung, ty mały psie! – zawołała za nią Chaeyoung, gdy obie z Miną zatrzymały się przed szczeliną między blokami. Chciała już wchodzić tam za swoją małą ofiarą, ale Mina powstrzymała ją przed tym, chwytając dziewczynę w przedramieniu.
- Zostaw ją, zajmiemy się tym innym razem – powiedziała, patrząc w przestrzeń pomiędzy budynkami. – Pobiegłyśmy już za daleko, musimy wracać.
Dziewczyny wycofały się, a Yoojung w tamtym momencie próbowała się wyswobodzić z uścisku kogoś, kto ewidentnie był od niej silniejszy. Cóż, większość dziewczyn z jej rocznika była od niej silniejsza, ale ta osoba... przebijała chyba nawet samą instruktorkę zajęć z self defence. A to się zdecydowanie nie zdarza. Do tego dłoń na jej ustach była dziwnie... duża. Była większa, bardziej szorstka. Druga, która ściskała jej obie ręce i talię na raz ani drgnęła, kiedy dziewczyna próbowała się wyswobodzić. Próbowała krzyknąć, ale prawie natychmiast została mocniej przyciśnięta do ciała napastnika. Przeraziła się, nie czując na plecach żadnych wypukłości. Nauka mówi, że kobiety mają piersi, tak? Wiec dlaczego niczego takiego nie czuła na plecach? Tak, jakby stykała się z kolejnymi plecami. Ale to nie mogły być plecy, bo czuła, jak unoszą się i opadają i czuła z tyłu głowy czyś oddech. Przestała się zupełnie ruszać, gdy usłyszała przy swoim uchu głos.
- Cicho, nie krzycz – Głos był cichy, nienaturalnie głęboki i niski, ale wyjątkowo miękki. – Nie zrobię ci krzywdy, obiecuję. Możesz mi zaufać... - Dziewczyna była i tak zbyt sparaliżowana, by mogła cokolwiek z siebie wydobyć, więc jedynie skupiła się na oddechu. – Puszczę cię teraz... proszę nie krzycz. Porozmawiamy, hm? – Po chwili buforowania w głowie tych kilku słów, pokiwała delikatnie głową. Ręce powoli rozluźniły uścisk i w końcu puściły ją wolno. Dopiero wtedy zobaczyła, że siedziała pomiędzy dwiema długimi, masywnymi nogami. Odsunęła się na bezpieczną odległość, słysząc jedynie, że druga osoba również się poruszyła. Śmietnik był zamknięty, więc w środku panowała ciemność. Widziała jedynie zarys ciała obcego człowieka i szerokie ramiona. Powoli uniosła rękę w górę i jeszcze wolniej podniosła pokrywę śmietnika, wpuszczając do środka kilka promieni słonecznych. Dzięki temu zobaczyła parę czarnych, jak węgiel oczu, włosy tego samego koloru, brudne i rozczochrane opadały na jego czoło. Bestia? Miał na sobie kurtkę z dżinsu i jakąś brudną, szarą koszulkę. Nie wyglądał, jak kobieta w ogóle.
Przyglądał jej się uważnie spod wpadających do oczu kosmyków. Jego postawa wskazywała na to, że był gotów w każdej chwili się obronić, cokolwiek miało mu w tym momencie grozić. Albo rozszarpać na milion kawałków. Przypominał jej dzikie zwierzę, przy którym jeden fałszywy ruch mógł zadecydować o życiu i śmierci Yoojung. Po części tak właśnie było.
Opuściła klapę, przerażona i odsunęła się dalej od dziwnego mutanta, którego miała przed sobą. Zaraz, co mieli w materiale z biologii i historii na uczelni w szóstej klasie? Czy tak właśnie nie wygląda... mężczyzna?
Płaska klatka piersiowa, szerokie ramiona, nadmierne owłosienie i kanciasta szczęka... Pasował idealnie!
- Kim ty jesteś? – zapytała cicho, próbując ustatkować swój oddech.
- To nieistotne – odparł, nie spuszczając jej z oka ani na sekundę. – Najważniejsze, byś nikomu nie mówiła, że mnie tu widziałaś. Nigdy.
Jego sposób wypowiadania się był zbyt czysty, zbyt poprawny i zbyt wyraźny. Nie był bestią. To mężczyzna! Mężczyzna, jak żywy!
- Dlaczego?
- Bo – zawahał się. – Bo inaczej będę musiał jednak zrobić ci krzywdę – powiedział w końcu chłodnym tonem.
Yoojung minął już pierwszy szok, więc teraz poza tym, że była z lekka roztrzęsiona, w jej głowie rodziło się coraz więcej pytań. Kim był ten człowiek? Skąd i po co się tam wziął? Dlaczego miała nikomu niczego nie mówić? I dlaczego siedział w śmietniku?
- Teraz wyjdę i...
- I nigdy nie wrócisz? – przerwała mu w pół zdania. Kłopoty. Tak powinna mieć na drugie imię. – Więc skąd będziesz wiedział, że nikomu nic nie powiem? A jeśli już się dowiesz, to jak mnie znajdziesz, żeby mnie za to ukarać?
Milczał przez chwilę.
- W takim razie powinienem zabić cie już w tej chwili.
- Co? Nie! – - Jak zwykle prosiła się o lanie, a potem próbowała zwiać. Zaskoczona, podniosła się, otwierając jedną klapę, ale zanim zdążyła wyskoczyć, obcy wciągnął ją z powrotem do środka, usadził na podłodze i przycisnął plecami do ściany.
- Mówiłem, że masz być cicho – syknął, ponownie zakrywając jej usta. Gdy tak ją trzymał nieruchomo, miała okazję mu się przyjrzeć. Jedna część podwójnej klapy była już otwarta, po tym, jak dziewczyna wystrzeliła w górę, więc dobrze widziała jego twarz, wszystkie emocje. Nie chciał jej zabijać, tak nie wygląda morderca. A przynajmniej morderczynie, które widziała w telewizji tak nie wyglądały. Wahał się, obawiał czegoś. Przez jego otwarte usta, widziała, jak w nerwach wtyka język między zęby. Ale usta... usta miał ładne. Inne, ich kształt był zupełnie inny, wyjątkowy.
- Dobra – przerwał jej rozmyślania. – Zmiana planów. Musisz mi pomóc.


*un oznacza szczęście

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz