- Yoojung! - Dziewczyna
zatrzymała się, jednak nie obracała w stronę biegnącej do niej przyjaciółki.
Zaczekała tak w miejscu, aż ta do niej dołączyła i wtedy już ruszyły razem do
przodu. - Nie martw się, następnym razem lepiej ci pójdzie - powiedziała wesoło,
klepiąc niższą od siebie Yoojung po ramieniu.
- Nie prawda - mruknęła z
grymasem niezadowolenia na twarzy. Zawsze, gdy tak się denerwowała wyglądała
przeuroczo, więc nigdy nikt nie brał jej na poważnie. Nawet mimo jej dwudziestu
lat na karku, wciąż rozczulała ludzi dookoła. - Nie potrafię wykonać tego
obrotu. Nawet nie wiem, jak mam się wybić, a co dopiero potem jeszcze kręcić
się w powietrzu. Aaa w ogóle, to kto to wszystko wymyślił? Po co nam ta self
defence? Przed kim mamy się bronić?
- Tobie akurat by się
przydała... - Choi Yoojung to śliczna, utalentowana i zabawna dziewczyna, ale z
jakiegoś powodu kilka dziewczyn z sąsiedniego dystryktu uwzięło się na nią i od
czasów siódmej klasy gnębią ją na różne sposoby. Gdyby nie była tak energiczna
i pełna pozytywnej energii, to pewnie już dawno by się poddała mentalnie i
musieliby ją wysłać do tego ośrodka w czwartej dzielnicy, medycznej. Dotąd była
w tamtej części miasta tylko po to, by się zaszczepić, jak każda mieszkanka, co
pół roku oraz na badaniach okresowych. Swoją drogą zawsze wracała z nich
zadowolona, bo jej wyniki budziły zachwyt u wszystkich medyczek. Może to
właśnie powód, dla którego tak świetnie radziła sobie z prześladowaniami?
Zawsze była odważna i dumna (pomijając drobny fakt, że przez to pakowała się w
kłopoty trzy razy dziennie), nawet jeśli jej umiejętności z self defence nie
były najlepsze w całej toparchii. Nawet nie wiedziała, dlaczego tak było, w
końcu jej matka była świetna we wszelkich sztukach walki, więc co sprawiało, że
ona nie mogła sobie poradzić nawet z self defence?
- A właśnie! Skończyłaś
już tą piosenkę?
- Nie - odburknęła,
chwytając za ramiona swojego plecaka. - Powinny sobie zacząć same pisać
piosenki, skoro są takimi gwiazdami.
- Według mnie, ani Mina,
ani Tzuyu nie potrafią śpiewać. Nie wiem w ogóle z jakiej racji i na jakiej
podstawie umieszczono je w dziesiątym.
- Bo ich matki zna każdy
w Tenera.
- Twoją też zna wiele
osób, Yoo - powiedziała radośnie Doyeon, szturchając niższą w ramię. Zbliżały
się już do klatki bloku, w którym mieszkała Kim Doyeon, więc otwierały już
usta, by się ze sobą żegnać, kiedy...
- To prawda, klusko! -
zawołał głos, który jako ostatni chciałyby usłyszeć obie dziewczyny. Zatrzymały
się i obróciły w stronę nadchodzących w ich stronę dwóch innych. Były w ich
wieku, pochodziły z sąsiedniego dystryktu - dziesiątego, performującego. To
dwie z całej paczki Tzuyu. Może dzisiaj nie miały zamiaru jej męczyć, skoro
były tylko same dwie? - Ale taka sława... nie wiem, czy którakolwiek kobieta
chciałaby być znana z bycia najbardziej brutalną kick boxerką.
- Czego chcesz, Mina? -
warknęła Doyeon, gotowa zlać je dwie na miejscu. Nikt nie powinien obrażać jej
przyjaciółki ani jej rodziny. Yoojung jednak powstrzymała ją przed dalszymi
krokami w stronę dwóch dziesiątek.
- Tego samego, czego
chciałam tydzień temu... i dwa... i trzy - mówiła, zbliżając się do nich na
odległość dwóch metrów. - Choi Yoojung.
- Jeszcze nie skończyła -
odpowiedziała za nią Doyeon.
- Nie z tobą rozmawiam -
syknęła czarnowłosa performerka. Do już mamrotała pod nosem ze złości,
zaciskając dłonie w pięści, jednak Yoojung znowu chwyciła za jej rękę i
uśmiechnęła się do niej lekko.
- Już dobrze, Doyeon.
Mina obiecała ostatnim razem, że nie zrobią mi więcej krzywdy, więc nie musisz
się martwić - powiedziała, klepiąc delikatnie przyjaciółkę po ramieniu. -
Porozmawiamy chwilę i się rozejdziemy, możesz już iść do domu.
- Zwariowałaś! - zaśmiała
się wyższa, nie wierząc w to, co słyszała. - Ona?
- To prawda - odezwała
się Mina. Doyeon parsknęła śmiechem, odwracając wzrok.
- I... ty jej wierzysz? -
zapytała, wskazując palcem na czarnowłosą.
- Nie mam powodów, żeby
nie - odpowiedziała spokojnie. - Jeśli mnie znowu pobiją, to reputacja ich i
ich matek ucierpi mocno.
- Nie zostawię cię z nimi
samej - zaparła się, krzyżując ręce na piersi i kręcąc głową.
- Nie możesz zostać.
Musimy pogadać w cztery oczy - odezwała się nagle druga z dziesiątek,
Chaeyoung, przekręcając w ustach lizaka.
- Serio, Doyeon, dam
sobie radę. No już, wejdź do środka. Iiidź - mruczała niższa, popychając Doyeon
w stronę jej bloku.
- Matko, Yoojung,
poważnie! - warknęła dziewczyna. - Kiedyś zwariuję z tymi twoimi sekretami. -
Yoojung zaśmiała się cicho, niemal zamykając swoje oczka. - Gdyby się coś
działo, krzycz. Ja je tu wszystkie porozkładam na części pierwsze! -
Zakrzyknęła jeszcze, grożąc dwóm innym dziewczętom pięścią.
- Tak, jasne, to pa! -
Yoojung wepchnęła przyjaciółkę do środka budynku i zamknęła za nią drewniane
drzwi.
- Nieźle, klucho - Mina
zaśmiała się wrednie. - Nie wiedziałam, że swoje przyjaciółki też okłamujesz...
Choi westchnęła,
zaczesując swoje długie włosy za uszy i obróciła się w stronę dziewczyn.
- To dla jej dobra.
- Och, dzidzia martwi się
o swoją kochaneczkę... - Nie, no tego już było za wiele. Żeby wyzywać ją od
seksualistek, to szczyt! Kochała Doyeon, ale jak siostrę. Poza tym takie
wybryki natury były karalne i obrzydliwe do granic możliwości. Miłość była
zabroniona.
- Pewnie, że się
martwię... - przyznała, ściągając po kryjomu mocniej paski od swojego plecaka.
Yoojung do normalnych kobiet nie należała. Przyciągała kłopoty, jak magnes, w
dodatku na własne życzenie. Szykowała się już do ewakuacji – była
profesjonalistką, jeśli o to chodzi. - Martwię się, że gdyby się wkurzyła, to zlała
by was na śmierć. Chciałam oszczędzić jej odsiadki...
- Czy ja dobrze
słyszałam? - syknęła Chaeyoung, wyciągając z buzi lizaka.
- A mogłyśmy faktycznie
zakończyć tę rozmowę po dobroci... - westchnęła czarnowłosa, patrząc na Yoojung
z irytacją.
- Chodź tu, ty śliska
pierdoło! - Dlaczego śliska? Tego sama pierdoła nie wie. W każdym razie, gdy
tylko zobaczyła, jak Chaeyoung rzuca cukierkiem o ścianę bloku, a ten
roztrzaskuje się w drobny mak, obróciła się na pięcie i popędziła, co tchu
przed siebie, jako, że do swojego mieszkania miała nieco dalej. Dwie
dziesiątki, po okazaniu swojej siły przez Chae, ruszyły za nią w pościg.
Na szczęście w tym
Yoojung była dobra. Co prawda, biegać nienawidziła, ale przy tych dwóch
panienkach nie miała wyjścia, jak tylko ćwiczyć kondycję. I badanie terenu, w
razie, gdyby musiała się gdzieś schować. Była stosunkowo drobną osóbką, więc
nigdy nie miała z tym problemu. Dodatkowo od ciągłego stresu powodowanego przez
paczkę Tzuyu i regularne (co tygodniowe, jak wcześniej sama Mina wspomniała)
ćwiczenia ostatnio bardzo schudła i łatwiej jest jej się wcisnąć do każdej mysiej dziury.
Przebiegła dwie ulice,
minęła nawet swoje mieszkanie, wiedząc, że jeśli zatrzyma się chociaż na
chwilę, by otworzyć drzwi, dziewczyny złapią ją, zaciągną w jakąś uliczkę i tam
spiorą na kwaśne jabłko. A w uczelni od pierwszej klasy wpajali im, że kobieta
ma być piękna, zdrowa i pełna wdzięku. Ta, wdzięk, moja dupa! Tyle
w nich wdzięku, chyba, jak śpią, myślała, biegnąc co tchu. Znała dystrykt
dwudziesty cały na pamięć, wiedziała, co powinna zrobić, by mieć chociaż
pięćdziesiąt procent szans na uniknięcie manta. Dobiegła do końca bloku
osiemnastego i szybko wepchała się w szczelinę pomiędzy nim, a blokiem
dziewiętnastym. Chwila ścisku między ścianami i już po sześciu metrach mogła
normalnie oddychać, ponieważ znalazła się po drugiej stronie budynku. Tam
rozciągał się mur, granica miasta, a po lewej i prawej miała stalowy płot.
Mogła jeszcze schować się za śmietnikiem, ale zdecydowała, że skuteczniej
będzie, jeśli wskoczy do środka. Uniosła klapę, wrzuciła najpierw swój plecak,
a później sama wdrapała się na ścianę. Na jej szczęście śmietnik był
opróżniony.
- Heol, jutro zmieniam
nazwisko na Un Yoojung*, to się nazywa szczęście – szepnęła sama do siebie,
otrzepując tyłek z brudu. Przykucając ciągle, cofnęła się, chcąc być bliżej
ściany, jednak nagle jej pośladki dotknęły czegoś, co zdecydowanie metalem nie
było. W dodatku poruszyło się! I albo to było żywe drewno, albo noga innego
człowieka. Gdyby nawet miała czas, by się nad tym zastanawiać, nie wiedziałaby,
co z dwojga złego było gorsze.
Natychmiast odskoczyła w
bok, wydobywając z siebie cichy pisk. W tamtym momencie dwie silne ręce złapały
jej drobne ciało, przycisnęły do swojego i zakryły jej usta dłonią.
- Yah, Choi Yoojung, ty
mały psie! – zawołała za nią Chaeyoung, gdy obie z Miną zatrzymały się przed
szczeliną między blokami. Chciała już wchodzić tam za swoją małą ofiarą, ale
Mina powstrzymała ją przed tym, chwytając dziewczynę w przedramieniu.
- Zostaw ją, zajmiemy się
tym innym razem – powiedziała, patrząc w przestrzeń pomiędzy budynkami. – Pobiegłyśmy
już za daleko, musimy wracać.
Dziewczyny wycofały się,
a Yoojung w tamtym momencie próbowała się wyswobodzić z uścisku kogoś, kto
ewidentnie był od niej silniejszy. Cóż, większość dziewczyn z jej rocznika była
od niej silniejsza, ale ta osoba... przebijała chyba nawet samą instruktorkę
zajęć z self defence. A to się zdecydowanie nie zdarza. Do tego dłoń na jej
ustach była dziwnie... duża. Była większa, bardziej szorstka. Druga, która
ściskała jej obie ręce i talię na raz ani drgnęła, kiedy dziewczyna próbowała
się wyswobodzić. Próbowała krzyknąć, ale prawie natychmiast została mocniej
przyciśnięta do ciała napastnika. Przeraziła się, nie czując na plecach żadnych
wypukłości. Nauka mówi, że kobiety mają piersi, tak? Wiec dlaczego niczego
takiego nie czuła na plecach? Tak, jakby stykała się z kolejnymi plecami. Ale
to nie mogły być plecy, bo czuła, jak unoszą się i opadają i czuła z tyłu głowy
czyś oddech. Przestała się zupełnie ruszać, gdy usłyszała przy swoim uchu głos.
- Cicho, nie krzycz – Głos
był cichy, nienaturalnie głęboki i niski, ale wyjątkowo miękki. – Nie zrobię ci
krzywdy, obiecuję. Możesz mi zaufać... - Dziewczyna była i tak zbyt
sparaliżowana, by mogła cokolwiek z siebie wydobyć, więc jedynie skupiła się na
oddechu. – Puszczę cię teraz... proszę nie krzycz. Porozmawiamy, hm? – Po
chwili buforowania w głowie tych kilku słów, pokiwała delikatnie głową. Ręce
powoli rozluźniły uścisk i w końcu puściły ją wolno. Dopiero wtedy zobaczyła,
że siedziała pomiędzy dwiema długimi, masywnymi nogami. Odsunęła się na
bezpieczną odległość, słysząc jedynie, że druga osoba również się poruszyła.
Śmietnik był zamknięty, więc w środku panowała ciemność. Widziała jedynie zarys
ciała obcego człowieka i szerokie ramiona. Powoli uniosła rękę w górę i jeszcze
wolniej podniosła pokrywę śmietnika, wpuszczając do środka kilka promieni
słonecznych. Dzięki temu zobaczyła parę czarnych, jak węgiel oczu, włosy tego
samego koloru, brudne i rozczochrane opadały na jego czoło. Bestia? Miał
na sobie kurtkę z dżinsu i jakąś brudną, szarą koszulkę. Nie wyglądał, jak
kobieta w ogóle.
Przyglądał jej się
uważnie spod wpadających do oczu kosmyków. Jego postawa wskazywała na to, że
był gotów w każdej chwili się obronić, cokolwiek miało mu w tym momencie
grozić. Albo rozszarpać na milion kawałków. Przypominał jej dzikie zwierzę,
przy którym jeden fałszywy ruch mógł zadecydować o życiu i śmierci Yoojung. Po
części tak właśnie było.
Opuściła klapę,
przerażona i odsunęła się dalej od dziwnego mutanta, którego miała przed sobą.
Zaraz, co mieli w materiale z biologii i historii na uczelni w szóstej klasie?
Czy tak właśnie nie wygląda... mężczyzna?
Płaska klatka piersiowa,
szerokie ramiona, nadmierne owłosienie i kanciasta szczęka... Pasował idealnie!
- Kim ty jesteś? –
zapytała cicho, próbując ustatkować swój oddech.
- To nieistotne – odparł,
nie spuszczając jej z oka ani na sekundę. – Najważniejsze, byś nikomu nie
mówiła, że mnie tu widziałaś. Nigdy.
Jego sposób wypowiadania
się był zbyt czysty, zbyt poprawny i zbyt wyraźny. Nie był bestią. To
mężczyzna! Mężczyzna, jak żywy!
- Dlaczego?
- Bo – zawahał się. – Bo
inaczej będę musiał jednak zrobić ci krzywdę – powiedział w końcu chłodnym
tonem.
Yoojung minął już
pierwszy szok, więc teraz poza tym, że była z lekka roztrzęsiona, w jej głowie
rodziło się coraz więcej pytań. Kim był ten człowiek? Skąd i po co się tam
wziął? Dlaczego miała nikomu niczego nie mówić? I dlaczego siedział w
śmietniku?
- Teraz wyjdę i...
- I nigdy nie wrócisz? –
przerwała mu w pół zdania. Kłopoty. Tak powinna mieć na drugie imię. – Więc
skąd będziesz wiedział, że nikomu nic nie powiem? A jeśli już się dowiesz, to
jak mnie znajdziesz, żeby mnie za to ukarać?
Milczał przez chwilę.
- W takim razie
powinienem zabić cie już w tej chwili.
- Co? Nie! – - Jak zwykle
prosiła się o lanie, a potem próbowała zwiać. Zaskoczona, podniosła się,
otwierając jedną klapę, ale zanim zdążyła wyskoczyć, obcy wciągnął ją z
powrotem do środka, usadził na podłodze i przycisnął plecami do ściany.
- Mówiłem, że masz być
cicho – syknął, ponownie zakrywając jej usta. Gdy tak ją trzymał nieruchomo,
miała okazję mu się przyjrzeć. Jedna część podwójnej klapy była już otwarta, po
tym, jak dziewczyna wystrzeliła w górę, więc dobrze widziała jego twarz,
wszystkie emocje. Nie chciał jej zabijać, tak nie wygląda morderca. A
przynajmniej morderczynie, które widziała w telewizji tak nie wyglądały. Wahał
się, obawiał czegoś. Przez jego otwarte usta, widziała, jak w nerwach wtyka
język między zęby. Ale usta... usta miał ładne. Inne, ich kształt był zupełnie
inny, wyjątkowy.
- Dobra – przerwał jej
rozmyślania. – Zmiana planów. Musisz mi pomóc.
*un oznacza szczęście

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz