»TRZY«
Zmrużyłam oczy, zasłaniając rękoma oślepiającą jasność. Dae obrócił się, samemu również chroniąc swoje oczy przed światłem latarki.
- Co to ma być... - syknął niezadowolony, trzymając mnie ciągle jedną ręką.
- Omo, to wy... Myślałam, że ktoś obcy grasuje w naszym domku. - może to tylko ja, ale słowo "naszym" z ust wszystkiego, co złe na tym świecie zabrzmiało wtedy jakoś dziwnie.
- Jieun, nie po oczach. Co ty robisz? - powiedział z grymasem na twarzy.
- Ah, wybacz... - opuściła światło na podłogę, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć też ją. Włosy miała zaczesane do tyłu, ubrana była w różowy, puchaty szlafrok, a na stopach miała kapcie z futerkiem w tym samym kolorze. - Omo... przeszkodziłam wam... w czymś? - zapytała, nagle niesamowicie speszona, najeżdżając latarką na moje nogi i w górę, aż do pasa.
Nie wiem, dlaczego tak się wtedy zawstydziłam, przecież miałam na sobie spodenki! Króciutkie, bo nie wystawały nawet za dolną krawędź przydużej, czarnej koszulki... Ale wszystko dobrze zakrywały! Z resztą, kogo obchodzi w czym sypiam? Dłuższe byłyby zbyt niewygodne... niech się cieszy, że w ogóle coś na sobie miałam, bo zwykle śpię w samych gaciach!
Aaaaish, poważnie!
Podświadomie pociągnęłam krawędź swojej piżamy w dół, a moje długie, chyba trochę poplątane teraz, brązowe włosy zakryły moją twarz.
Po chwili, cienia użyczył mi Daehyun, kiedy stanął przede mną, chowając mnie za swoimi plecami.
- Dlaczego tu jesteś? Coś nie tak? - spytał, zaczynając się chyba powoli niecierpliwić.
- Oh... Nie, tylko... szłam sprawdzić, jak ma się Hyuk...
- No to sprawdź. - powiedział wskazując na drzwi ręką.
- Jasne. - bąknęła i po cichu weszła do pokoju, już bez słowa.
- Przepraszam. - szepnął Daehyun, odwracając się w moją stronę.
Pokręciłam głową na boki i odpowiedziałam, że to nic takiego. Jieun siedziała tam chwilę, nawet nie minutę. Wyszła i po tym, jak życzyła mi dobrej nocy, wróciła do swojego pokoju. Dostałam pożegnalnego buziaka w policzek od Daehyun'a i patrzyłam jak idzie w tym samym kierunku, co poprzednio jego była żona.
Oboje mówią, że tylko się przyjaźnią, ale czasami odczuwam, jakbym to ja rozbiła ich związek. Co jest nonsensem, bo przecież poznałam go, na długo po ich rozwodzie, a sama Jieun była już wtedy ponownie zamężna. Najgorzej czuję się, kiedy córka Dae pyta go przy mnie, czy jeszcze kiedyś pokocha mamę, albo dlaczego nie zamieszka z nimi, dlaczego ich życie wygląda tak, jak wygląda?
Ja przecież nic nie zrobiłam. Nie jestem tą złą.
»
Śniadanie zjedliśmy na dworze. Takie typowe, koreańskie, nic wielkiego. Znaczy, jak dla mnie, bo Misiek z Eustachym się zachwycali, jakby conajmniej kawior jedli. Później poszliśmy na plażę, tym razem na dłużej. Chłopaki i dzieciaki... dobra, wyszło masło maślane. Dzieciaki chciały się wykąpać w morzu, a pogoda jak najbardziej dopisywała. Było gorąco, nawet cieplej niż poprzedniego dnia. Misiek z moją niebieskooką blondynką (przyzwyczajmy się, że ten dzieciak ma wiele imion) wskoczyli niemal od razu do wody, z kolei mniejsze dzieci najpierw przeczekały, aż dorośli rozbiją namiot, rozpalą ognisko i tak dalej... Okej, przegięłam lekko, ale na prawdę to rozkładanie koca i wbicie ogromnego parasola Jieun w piasek zajęło im z dziesięć minut, jak nie więcej. Chciałam pomóc! To nie tak, że tylko narzekam. Ale powiedzieli, że nic nie trzeba, więc stałam tam z koszykiem pełnym jedzenia i patrzyłam, jak się oboje męczą. Dae bardziej, bo ten parasol jakiś dziwny był. Ale jak patrzyłam na Jieun i na to, jak rozkłada ten koc... miałam ochotę zrobić jej skupionej twarzy zdjęcie i ustawić sobie na tapetę w telefonie. Biedna kobieta, chyba nigdy w życiu nie wykonywała żadnych manualnych rzeczy wokół siebie. Czy wszystko za nią robią w jej domu gosposie?
W końcu te jej dzieci się doczekały i po tym, jak wysmarowała je jakimiś olejkami i innymi mazidłami przeciwsłonecznymi, wskoczyły do wody i zaczęły bawić się z moimi braćmi.
Siedziałam wtedy na krawędzi koca, tuląc do siebie kolana i patrzyłam, jak się wygłupiają w wodzie.
Po środku siedział Dae, a na drugim końcu koca, pod parasolem Jieun. Dzisiaj - poza tą akcją w nocy - jeszcze ani razu mnie nie zirytowała. W prawdzie w ogóle się do mnie nie odzywała, ale to dla mnie jak jedno i to samo.
- Daehyun, podasz mi mój telefon i słuchawki? - usiadłam wygodniej na kocu, obracając się w jego stronę. Kiedy jednak na niego spojrzałam w oczekiwaniu, aż mi je poda, spotkałam się z rozczarowaniem, bo ten nie trzymał ich jeszcze w ręku, ani nawet nie śmiał się za to zabierać.
- Chcesz słuchać muzyki? - zapytał, a ja uniosłam jedną brew wyżej od drugiej.
- Nie, chcę zrobić lasso ze słuchawek i złowić na nie rybkę na obiad.
- Teraz? - zdziwił się bardziej, puszczając moją wypowiedź mimo uszu.
- Jutro. - dobiłam, ściągając brwi ku sobie, a ten pokręcił głową, po raz kolejny nie robiąc sobie niczego z moich sarkazmów.
- Nie ma mowy. - powiedział tak stanowczo, że aż prychnęłam ze śmiechem, odwracając na mniej niż sekundę głowę w drugą stronę. - Przyszliśmy się tu bawić, a nie przymulać ze słuchawkami w uszach. - po swoich słowach chwycił za dół mojej koszulki i pociągnął ją w górę, ale w porę złapałam za jego nadgarstki
- Yah, co ty robisz? - mruknęłam, niezadowolona...
- Rozbieram cię. - oznajmił, jakże swobodnie i szczerze. Mam szczęście, że nie różowieję na twarzy, kiedy się wstydzę, bo pewnie byłabym teraz czerwona jak burak. Aczkolwiek reaguję na takie rzeczy w inny sposób... Równie efektownie, otóż zaczynam się śmiać. Wiem, że to dziwne, ale, no co zrobisz?
A więc zaśmiałam się i tym razem, starając nie robić tego nazbyt głośno, do tego odwracając głowę w drugą stronę.
- Dae, bądź trochę bardziej taktowny. - poprosiłam z uśmiechem, patrząc w jego oczy. Śmiał się ze mnie w duchu, gnojek.
- Bo co? - udał mnie, i pociągnął znowu. A ja znowu go zatrzymałam. - Nikka, pozwól mi to zdjąć po mojemu, albo zacznę się zachowywać jak ty. - przekrzywił głowę lekko na bok.
- Co masz na myśli?! - oburzyłam się. - Że co niby?! Że jestem agresywna, tak? To chcesz powiedzieć???
Milczał przez chwilę, usiłując zdusić w sobie śmiech, ale nie wytrzymał.
- Tak, dokładnie to mam na myśli. - pokiwał głową, ze śmiechem. - Mam taki być? - kolejna próba pociągnięcia mojego t-shirt'u w górę.
- Czekaj! - kolejny raz go powstrzymałam.
- Prosisz się... - zachichotał, podnosząc się na kolana. Coraz bardziej chciało mi się śmiać, bo sytuacja stawała sie poważniejsza. Patrzyłam więc tylko na jego ręce, żeby mocniej mi nie odbiło. A przynajmniej próbowałam.
- Nie, ale stój! Poczekaj! Daehyun, Dae, okej, możesz być taki jak ja, ale nie teraz, nie tutaj... Omo!!! Dae!!! - spanikowana, zaczęłam nawijać, jak najęta, podczas gdy chłopak, widząc jak się opieram, usiadł mi na udach i popchnął tak, bym leżała plecami na kocu, aczkolwiek włosy i tak wylądowały w piachu. Krzyczałam, by mnie zostawił, co tylko mocniej go rozbawiło. Chwycił moje dwa nadgarstki w swoją jedną dłoń i przybił mi je do ziemii, nad głową, a drugą ręką powoli (no bo jednak jedną...) zsuwał mi ją z ciała. Chichrałam się, jak naćpana, tylko dlatego, że było mi głupio. Bo... jakkolwiek na to nie spojrzeć, siedział na mnie okrakiem i mnie rozbierał! Normalnie, to by mi to nie przeszkadzało, ale tak w miejscu publicznym? Przy dzieciach?!
- Ehuuuuuu, zabiję cię, zobaczysz... - wyjęczałam "zrozpaczona", kiedy bluzka już zakrywała mi więcej twarzy niż klatki piersiowej.
- Tak, tak, zabijesz, okaleczysz, wykopiesz z mieszkania, co tylko zechcesz... - powiedział, dalej uśmiechając się, zadowolony z siebie. - Ale teraz... - puścił moje nadgarstki i szybkim ruchem pociągnął materiał, który potem wyrzucił w górę i wydarł się z uśmiechem - Tadaaaam!!!
- Głupi! - uderzyłam go w pierś i próbowałam się podnieść, zrzucić go jakoś z siebie, ale nijak mi to wyszło. Jest większy i silniejszy. Weź tu z takim wygraj...
- A wiesz co teraz ci zrobię? - zapytał z wrednym uśmieszkiem, znowu trzymając w dłoniach moje nadgarstki.
- Ugh! Nie zostawisz mnie w spokoju, prawda?
- Będziesz się za to dzisiaj dwa razy kąpała, zobaczysz.
- Nie, Dae, ja nie chcę.
- Nie, Dae, ja nie chcę.
- Trzeba było myśleć, zanim mnie pobiłaś... - wytknął mi język.
- Nie możesz mnie wrzucić... - mruknęłam ze śmiechem.
- Ponieważ?
- Ponieważ ktoś musi pilnować naszych rzeczy. - uniosłam brwi w górę, zadowolona z tak wspaniałego powodu, jaki wpadł mi do głowy. Daehyun w tym momencie pochylił się nisko i szepnął mi do ucha, że Jieun się tym zajmie. No tak! Zapomniałam o niej, przecież cały czas tu z nami była...
- Zaaczynamy zabaawę~ - zawołał Dae i już spięłam się cała, wyobrażając sobie jak zanurzam się w lodowatej wodzie po czubek głowy... Kiedy nagle usłyszeliśmy, Jieun wykrzykującą imię swojego syna. Popatrzyłam w tamtą stronę. Stała przed parasolem, wołając Hyuk'a, by nie wchodził tak głęboko do wody. Po chwili ruszyła w tamtą stronę i zostawiła nas na kocu.
- Wygrałam? - popatrzyłam na Dae, który uśmiechnął się do mnie, jakoś tak mniej naturalnie niż poprzednio. Zszedł ze mnie i opadł plecami na koc, obok z westchnieniem. - Yaaah... czy ja dobrze widzę? Jung "Kocham Wszystkich" Daehyun aka Oaza Spokoju właśnie się zirytował? - podniosłam się do siadu.
- Nie? - zakrył oczy ręką.
- A właśnie, że tak! - zawołałam z uśmiechem. - I to jeszcze na kogo... Jieun unnie... - odsłoniłam jego oczy i uniosłam jedną brew, uśmiechając się zadziornie. - Jestem z ciebie dumna. - pocałowałam go w czółko w nagrodę i sięgnęłam po swoją koszulkę. Która została mi po chwili wyrwana z rąk i ponownie wyrzucona daleko. Popatrzyłam na Dae. Znowu siedział.
- Ale nikt nie powiedział, że możesz ją założyć. - mruknął, ciągnąc mnie w swoją stronę, przez co on znowu położył się na kocu, a ja na nim. - Ja i twój brzuch mamy do pogadania.
- Jasne, wciskaj mi, że o brzuch ci chodzi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz