sobota, 10 września 2016

To nie ja. [#10]

Groźba pierwsza


Obudziłam się nie w tej sypialni, co trzeba, aczkolwiek z kim trzeba. W końcu. Tym dobrym akcentem rozpoczęła się końcówka moich wakacji. Pomyślałam wtedy, że może, kiedy już będziemy wspominać ten wyjazd, będę mogła powiedzieć z czystym sumieniem i bez kłamania, że wcale nie było aż tak źle, jak się spodziewałam. Kolejne dni, aż do samego końca (a wiele ich nie było) mijały spokojnie, bez żadnych sprzeczek, zupełnie nic mnie nie denerwowało. Moi bracia trochę sobie nawzajem dogryzali, ale do tego już zdążyłam przywyknąć. Tak było od zawsze i nigdy się to nie zmieni. A przynajmniej tak mi się wydaje, kiedy na nich patrzę.
- Spakowaliście wszystko? Eustachy, masz swój glukometr? - dopytywałam, chcąc upewnić się, że nikt niczego nie zostawi w pawilonie.
- Martw się o siebie, dzieckiem nie jestem... - syknął, robiąc jedną z najgłupszych min na ziemii. Ten to dopiero jest brzydki, zwłaszcza, kiedy tak robi. Pokręciłam głową, pozostawiając to bez komentarza i przeszłam się jeszcze raz po domku, sprawdzając wszystkie pomieszczenia.
Jeśli ktoś mnie zna, to wie doskonale, że moją supermocą jest gubienie rzeczy wszelakich, od kolczyków, przez telefon, na całych torbach kończąc. Z wiekiem, rzecz jasna, trochę mi się ta skleroza uspokoiła, ale wciąż zdarza mi się zapomnieć o najważniejszych przyborach, czego okropnie nie lubię.
Jednakże, po dokładnym sprawdzeniu wszystkich pokojów, uzmysłowiłam sobie, że nic mojego w nich nie zostało. Wyszłam, więc z pawilonu i podeszłam do Daehyun'a.
- Już? - spytał krótko, obracając się w moją stronę. Pokiwałam głową, gryząc policzek od środka i dałam mu się przytulić. Ciągle jednak męczyło mnie przeczucie, że o czymś zapomniałam. Daehyun ręce owinięte miał wokół mojej talii, a twarz schował w zagłębieniu mojej szyi.
- Podobało ci się? - Ton jego głosu znowu brzmiał niezbyt pewnie, kiedy łaskotał swoim oddechem moją skórę. Oplotłam ramionami jego kark, mając nadzieję, że mu to wystarczy i w zamian nie będzie dopytywał. - Następnym razem pojedziemy sami - szepnął, wtulając się we mnie mocniej. - Bez braci i dzieciaków... - dodał równie cicho, całując na końcu delikatnie moją szyję.
- I byłych żon - dopełniłam, wplatając palce w jego czarne włosy. Zaśmiał się cicho, a wibracje jego głosu rozniosły się po moim gardle i płucach od środka.
Z jednej strony było mi żal wyjeżdżać z Ulsan, bo na prawdę podobało mi się to miasto. Plaże, małe wysepki, palmy - to wszystko sprawiało wrażenie, jakbyśmy byli na wyspach tropikalnych, a przecież to tylko Korea. Ale z drugiej strony cieszyłam się, że w końcu będę miała spokój. Moi braciszkowie wrócą do Polszy, Jieun i dzieciaki do siebie...
A ja i Daehyun do pracy...
No cóż. Właściwie, to lubię swoją pracę.

»

Zabraliśmy swoje tobołki i ruszyliśmy w drogę powrotną do Seulu. Jechaliśmy autobusem, tak jak i w tę stronę. Niestety wciąż gryzło mnie poczucie, że coś zostawiłam w Ulsan, a im dalej od miasta się przemieszczaliśmy, tym mocniejsze się ono stawało. Sprawdzałam w plecaku, czy aby na pewno zabrałam swoje słuchawki, telefon, Biblię, no te podstawowe rzeczy, bez których nie sposób przetrwać i wszystko okazywało się być na swoim miejscu.
Do stolicy dotarliśmy późnym wieczorem. Na parkingu wygramoliliśmy się z autobusu i ruszyliśmy do swoich samochodów. Chłopcy jeszcze dzisiaj wracali z nami, bo przez dwa następne dni mieli u nas przenocować, a po nich dopiero wrócić do Polski. Samochód Jieun stał zaraz obok naszego, więc pomogliśmy (czytaj Misiek i Daehyun, bo ja z Eustachym byliśmy wyjątkowo senni [czytaj leniwi]) im załadować bagaże. Ciągnęło się to i ciągnęło, ale gdy nareszcie skończyli, wszyscy wsiedliśmy do odpowiednich aut i pozapinaliśmy pasy, wykazując się gotowością na przebycie kolejnej części trasy.
- To teraz do Maka, rozumiem...? - bąknął dziewiętnastoletni europejski perkusista, raczej leżąc, aniżeli siedząc na kanapie samochodu z tyłu i grzebiąc w swoim smartfonie. Nasz blond braciszek potakiwał energicznie głową, patrząc na mnie z wielkim uśmiechem. Dae z kolei posłał mi pytające spojrzenie, bo przecież po polsku nie zrozumiał.
- Pyta, czy jedziemy do McDonald's. - wytłumaczyłam szybko i zwróciłam się z powrotem do tyłu. - Wybijcie to sobie z głowy. Ty będziesz gruby i miał pryszcze na dupie, a ty ześwirujesz, jak zawsze, kiedy masz niedocukrzenie. - wytrajkotałam pięknie i wtedy usłyszeliśmy wszyscy to kompletnie nie potrzebne "That's a pretty good idea!" z fotela kierowcy. Chłopcy wydarli się radosnym okrzykiem, a ja wbiłam w swojego chłopaka mordercze spojrzenie. Biedny nie wiedział, o co mi chodziło. I to był kolejny powód, dla którego cieszyłam się, że chłopaki wracają niedługo do domu. Nie będzie tego typu nieporozumień.
Kiedy już miałam coś powiedzieć, nagle coś zapukało w szybę za mną, a ja podskoczyłam, wystraszona, jakby mnie poraziło prądem. Obróciłam się tylko po to, by zobaczyć za oknem Jieun, która uśmiechała się przepraszająco. Nacisnęłam guzik automatycznego otwierania, a szyba zjechała powoli w dół.
- Cześć. Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałabym jeszcze przez chwilę porozmawiać z Nikką. - powiedziała łagodnym, melodyjnym tonem. - Mogę?
Przez chwilę patrzyłam na nią tępo, aż w końcu otrząsnęłam się, mruknęłam ledwo słyszalne - a nawet gdyby, to i tak mało wyraźne - "tak, jasne" i wyszłam z samochodu.

»

Rozmowa trwała faktycznie chwilę. I zmieniła wszystkie moje odczucia co do tego wyjazdu równie szybko.
To nie był dobry wypad. Nie był nawet "niezły", albo "taki sobie". To, co powiedziała mi Song Jieun zmiażdżyło moje serce, wbiło w nie sztylet i rozlało kwas po moich wnętrznościach, tak, że nie mogłam się ruszyć.

Kobieta po oddaniu mi mojej książki, przez którą miałam to ciągłe wrażenie, że o czymś zapomniałam, wyminęła mnie, pożegnała się z chłopakami i odjechała. A ja dalej stałam w tym samym miejscu, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszałam, zobaczyłam i poczułam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz