piątek, 9 września 2016

To nie ja. [#9]

Sen. 22. 08.


Co się czuje w takich chwilach? Pierwszy raz przechodzę przez taką sytuację. Co powinnam czuć? Słyszałam na własne uszy, jak Song Jieun wykrzykuje Daehyun'owi w twarz wszystkie swoje żale. Wiem teraz na pewno, że nie ja jedyna go kocham. Trochę to smutne, ale nawet pomimo tego, myśl, że to mnie jedyną kocha on, jest jakaś jaśniejsza. Przyćmiewa tą drugą, nie daje jej zająć mojej głowy, czy serca. Nie potrafię być zdołowana. Wręcz przeciwnie, czuję siłę, by walczyć, jak prosił Dae. Nie powinnam wątpić w jego słowa. Skoro powiedział, że kocha mnie, w dodatku tyle razy, używając takich słów... to musi to być prawdą. Nie mam powodów, by mu nie wierzyć.
A jeśli kłamie, to najwyżej umrę z żalu...
- Wera, gdzie jest nuna-dżi-un? - zapytał następnego dnia po południu starszy z moich braci. Jego wymowa w ogóle nie przypominała koreańskiego, ale można mu to wybaczyć. Uczył się trochę tego języka przed wyjazdem tutaj i potrafi wydukać trzy słowa na krzyż.
A nuna-dżi-un... nie pokazała się od rana, aż do wieczora. Wyszła gdzieś i nikt jej nie widział. Wróciła późno, trzeźwa na szczęście. I całkiem spokojna. Nie ciskała we mnie piorunami z oczu, w korytarzu jedynie mnie minęła i udała do swojej sypialni. Znowu rozmawiała z Daehyun'em, bo słychać było przez te dykty ich głosy. Żadne słowa nie były jednak możliwe do zrozumienia, o tyle lepiej. Nie muszę wszystkiego wiedzieć. Poza tym nie brzmiało to jak kłótnia, tylko spokojna rozmowa.

»

Kolejny dzień minął dosyć szybko. Przy śniadaniu Jieun oznajmiła, że oficjalnie oddaje swojego byłego męża w moje ręce, życzy nam szczęścia, a dzieciom wytłumaczyła wszystko po kolei tak, by zaakceptowały nową rzeczywistość. Widocznie przemyślała wszystko tego dnia, kiedy zniknęła. Widać było po niej, że cierpiała, ale wciąż z nienagannym uśmiechem na twarzy. Wybaczyłam jej, bo skoro przeprosiła. Może naiwnie, ale cóż... tak trzeba. Tak czułam, że trzeba. Poświęciła cały swój dzień dzieciom, dzięki czemu, nawet jeśli byliśmy wtedy wszyscy razem, to nikt nie wchodził między mnie i Dae.
Wszystko było w porządku. Wszystkim udzielał się dobry humor, nawet Jieun udawała, że jest we wspaniałym nastroju. Swoją drogą - nieźle jej wyszła ta rola.
Stałam w łazience, przed zlewem, myjąc swoje zęby razem z siedmioletnim Hyuk'iem, kiedy do środka weszła jego siostra.
- Mama kazała mi się wykąpać - bąknęła, naburmuszona, krzyżując swoje rączki na brzuchu. Wyplułam pastę do zlewu, i znowu obróciłam się w stronę dziewczynki.
- I co w tym złego?
- Twoi bracia nie musieli, a Hyuk tylko umył zęby i zaraz pójdzie spać, też bez kąpania.
- To brudasy, maluchu - powiedziałam z uśmiechem. – Damy, jak ty muszą się kąpać, żeby nikt nie pomylił ich z takimi jak oni.
- Ale ja już się myłam! - powiedziała tak dobitnie, że zrozumiałam to trzy razy. Parsknęłam śmiechem, próbując zdusić go w sobie.
- Kiedy? - spytałam, odkładając swoją szczoteczkę do kubka, na zlewie.
- W morzu, pamiętasz? - pokręciłam głową z westchnieniem.
- Nie marudź, mała. Wskakuj pod prysznic. Zaraz zawołam tatę, żeby ci pomógł, tylko odprowadzę brzydala do pokoju. - Wskazałam na Hyuk'a, którego oczy same się już zamykały.
Zaprowadziłam chłopca za rączkę do sypialni i kazałam poczekać na mamę na jego łóżku, a następnie poszłam pod drzwi drugiej sypialni, krzyknąć, by Dae zajął się swoją córką. Jieun i moi bracia poszli razem na zakupy. To było dobre, bo ona szła w towarzystwie dwóch facetów, a oni nie znali języka na tyle, by się dogadać, a więc to Jieun miała załatwić sprawy kontaktowe. W zamian za to, ja z Dae mieliśmy zająć się dziećmi.
Z tym, że po moim zawołaniu usłyszałam jedynie "zaraz" i ciąle nie widziałam, by wychodził. Dlatego postanowiłam zawołać jeszcze raz.
- Daehyun-ah~ Wyłaź i zajmij się swoim dzieckiem, co z ciebie za--
Nie dokończyłam, bo usłyszałam, jak w łazience zaczęła się lać woda. Dziwne przeczucie wprawiło ciarki na moich plecach w szaleńczy bieg. Ale poetycko, ja pierdziu!
Przeszłam kilka kroków w stronę łazienki, której drzwi wciąż otwarte były na oścież. I zobaczyłam obrażoną ośmiolatkę, wylewającą sobie butelkę szamponu na głowę, podczas gdy woda ze słuchawki prysznica lała się na nią z góry, a ona sama stała w ubraniach.
- Kąpię się, widzisz? - zawołała, upuszczając szampon na podłogę brodziku. Zamrugałam kilkakrotnie, wpatrując się w nią z otwartą gębą.
No charakter to ty masz po mamusi, zdecydowanie, przemknęło mi przez głowę.
Podeszłam szybko do dziecka i zakręciłam wodę. Pół podłogi było już zalane, a niw chciałam jeszcze dopłacać właścicielom pawilonu za wyrządzone szkody. Po prostu próbowałam uniknąć owych szkód. Chwyciłam butelkę szmponu i zakręciłam ją, mrucząc pod nosem coś od rzeczy, bo spanikowałam. Nagle woda zalała mi pół koszulki i spodni, więc szybko wyskoczyłam spod kabiny. Patrzyłam na siebie z niedowierzaniem, by po chwili przenieść wzrok na Haneul. Mały, wstrętny skrzat, specjalnie odkręciła tą wodę...
- Co tu się dzieje? - Głos Daehyun'a sprawił, że podskoczyłam na miejscu.
Zawał. To w taki sposób umrę. Na pewno.
- Oh, Daehyun-ah... - Wskazałam na Hankę, chociaż on tak, czy siak patrzył w jej kierunku. - To nie był mój pomysł. Zachowała się niegrzecznie i wcale mnie nie słuchała! - broniłam się, jakbym była w jej wieku...
- Jung Haneul... to prawda? - zapytał, unosząc brwi w górę.
Dziewczynka patrzyła na niego, a jej brwi niemal stykały się ze sobą z tej całej złości.
- Bo mama kazała mi się kąpać! A bracia Unnie i Hyuk nie musieli i to jest niesprawiedliwe!
Daehyun to dobry ojciec. Wzorowy, możnaby rzec. I oczekiwałam jakiegoś pouczenia, że tak nie wolno, że trzeba się słuchać rodziców, czegoś w tym stylu. Jakiejś dezaprobaty. Wyraźnego sprzeciwu. Ale nie tego, że zacznie się śmiać.
Obie z Haneul patrzyłyśmy na niego, zdziwione. Po chwili śmiechu, z rozbawieniem sam wszedł pod prysznic. Również w ubraniach.
- Haneul-ah, czy to nie wspaniały wieczór? - zapytał, przeciągając samogłoski w jej imieniu oraz ostatnim słowie. Ścisnął jej policzki, a następnie wziął na ręce i zaczął śpiewać. Śpiewać! Ten człowiek jest nienormalny...
Przez chwilę stałam tam jak skamieniała i oglądałam, jak ten głupek tańczy ze swoją córką na rękach walca, śpiewając jedną z popularniejszych piosenek BigBang. Z początku myślałam, że to tylko taki głupi sen, jak te które zwykle mi się śnią. Ale kiedy zobaczyłam, jak Haneul się śmieje i wygłupia razem z nim, uśmiech automatycznie wkradł mi się na usta. Obserwowałam tak sobie ten mały, mokry performance, puki nie dostałam w twarz odrobiną piany.
- Co się gapisz? Wiem, że też tak potrafisz! - zawołał, rozbawiony tatuś.
Miał rację. Nieraz odbijało mi gorzej niż im teraz. Jestem w końcu z Polski. Dlatego z wielgachnym uśmiechem podeszłam bliżej, biorąc do ręki trochę piany i wtarłam ją we włosy chłopaka.
Rozpoczęła się walka na pianę i wodę! Trwała jednak niedługo, bo usłyszałam nagle, jak Eustacheuzjusz krzyczy, że już wrócili. Dlatego wyskoczyłam szybko z kabiny i kazałam reszcie się uspokoić. Oni jednak udawali, że mnie nie słyszą.
- Jung Daehyun! Musisz wypłukać Haneul, słyszysz? Yah, Jung Daehyun! - wrzasnęłam, na końcu łapiąc go za koszulkę i przyciągając do siebie. Starałam się groźnie patrzeć mu w oczy, bo dopiero teraz się uciszył i chciałam, by to trwało może już do końca. - Skończ tą zabawę i wypłukaj swoje dziecko i wypad z łazienki, rozumiesz?
No i nie mogłam się nie zaśmiać! Prawie się popłakał od powstrzymywania śmiechu w sobie, więc jak mogłam grać twardą? Zwłaszcza, że aktorka ze mnie taka, jak i z koziej dupy trąba. Poza tym jestem od niego niższa i słabsza. Przyznaję, że mogło to wyglądać dosyć komicznie.
- Yes, sir! - zasalutował, kiedy go już puściłam.
- Zaraz przyniosę wam ręczniki - powiedziałam, wychodząc z pomieszczenia.
Przeszłam korytarzem prosto, potem w prawo i, kiedy miałam już wchodzić do pokoju... wycofałam się, chowając za ścianą. W środku moi bracia leżeli już każdy w swoim łóżku, ale była tam też Jieun. Przebierała swojego syna w piżamę. Ale dlaczego tak się bałam tam wejść? Zestresowałam się dziwacznie, a przecież nie miałam kompletnie powodu. Prawda?
Mimo wszystko... moi bracia nie rozumieli koreańskiego, a gdyby coś do mnie powiedziała przy nich, to tak, jakbyśmy były same. Co z kolei przerażało mnie potwornie. Mogę się do niej odzywać przy Daehyun'ie, przy dzieciakach, ale tak samemu...
- Nikka-shi? - To ja? Tak mam na imię, co nie?
- Tak? - odezwałam się, pokazując w drzwiach. Kobieta patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem, tym samym, co zawsze.
- Potrzebujesz czegoś?
- Uh... Tak, właściwie przyszłam po ręczniki.
- Są tam, za tobą na korytarzu - powiedziała, wskazując na wąską szafkę, umieszczoną w ścianie korytarza, dokładnie na przeciwko drzwi do naszej sypialni.
- Dzięki.
Obróciłam się w stronę szafki, wzięłam trzy białe ręczniki i poszłam w stronę łazienki.
Ku mojemu zaskoczeniu, łazienka była już pusta, gdy do niej weszłam i przywrócona do jako takiego porządku. Korzystając z okazji, wróciłam biegiem do pokoju, złapałam w rękę bluzkę i spodenki do spania (bo piżamą tego nie nazwę) i pobiegłam z powrotem do łazienki. Przebrałam się i wytarłam włosy, a później skierowałam dalej. Gdzie mogli być Daehyun i Haneul, jeśli nie w łazience?
Zapukałam do drzwi drugiego pokoju sypialnego, a po usłyszeniu pozwolenia na wejście, otworzyłam drzwi i wśliznęłam się do środka. Ośmiolatka właśnie wchodziła po drabince na swoje łóżko, a Daehyun w suchych już, dresowych spodniach i luźnej koszulce, siadał na swoim, dolnym.
- Skąd wzięliście ręczniki? Zapytałam, kładąc dwa pozostałe, które trzymałam w rękach na szafce.
- Użyliśmy tych z plaży - powiedział beznamiętnie brunet, opierając się o ścianę plecami i poklepał miejsce obok siebie. Podeszłam bliżej, by usiąść po chwili obok niego, podobnie jak on, opierając się plecami o ścianę.
- Dzisiaj było dobrze - powiedział chłopak z westchnieniem. Gdy spojrzałam w jego stronę, zobaczyłam jego głowę opartą o ścianę i zamknięte oczy. - Podobało ci się?
Wciąż nie otwierał oczu, a ja dalej mu się przyglądałam. Mruknięciem odpowiedziałam twierdząco na jego pytanie. Nie chciałam mówić za wiele, by go nie męczyć. Dzisiejsze aktywności go wyczerpały wystarczająco. Przebywanie z nim w ciszy, to najmilsza z możliwych czynności, jakich dane mi było doświadczyć. Mogłam teraz patrzeć na jego anielską twarz bez pytań, po co to robię i napawać się tym widokiem, padniętego człowieczego anioła. Nie tylko miał takie serce, ale i jego twarz promieniała blaskiem delikatności. Na pierwszy rzut oka widać, że ma serce większe od słońca. Chciałabym być taka jak on.
W pewnym momencie telefon w jego kieszeni zawibrował i rozświetlił ekran, sygnalizując nadejście nowej wiadomości. Otworzył oczy, podniósł głowę i wydał z siebie cichy pomruk niezadowolenia. Wyciągnął telefon z kieszeni, znajdującej się od mojej strony, odblokował ekran i odczytał sms'a. Telefon trzymał w taki sposób, że i mnie odczytanie go nie stanowiło problemu. 
Wiadomość była od Jieun. Pisała, co kupiła na jutrzejsze śniadanie i że chce pobyć jeszcze przez chwilę z Hyuk'iem, więc przyjdzie później do pokoju.
- Oh, jagi[1]... - mruknął po raz kolejny, chowając telefon z powrotem do kieszeni i prostując się. - Chodźmy spać, co? - Położył głowę na swojej poduszce i przymknął oczy.
- Jasne, już idę. - Pokiwałam głową. - Dobranoc. - Wygramoliłam się na krawędź łóżka i już chciałam wstawać, kiedy zatrzymał mnie protest Daehyun'a.
- Gdzie? Dokąd? - popatrzyłam na niego. Z podniesioną głową i zmarszczonymi brwiami, patrzył na mnie, pytająco. - Chodź... - Kiwnął głową, bym do niego dołączyła i sam położył się z powrotem. Tym, jednak, razem patrzył na mnie, jakby pilnując, żebym nie uciekła.
Po cichu, niechcąc obudzić Haneul, która nad nami na pewno już spała, ułożyłam się obok chłopaka, twarzą do niego. Przyciągnął mnie bliżej siebie i złączył swoje usta z moimi. To nie było to samo, co na plaży, pod wodą. Teraz trwało to o wiele dłużej. Z początku jedynie dotykał moich warg i jakby zasnął. Ale w końcu, gdy zamknęłam oczy, poprawiłam to, co zaczął. Delikatnie otworzyłam usta i ponownie je zamknęłam na tych jego.
Przed tym jak zasnęłam, usłyszałam jeszcze, jak przez mgłę zaspane "kocham cię".




[1] Jagi (kor.) czyt. Dżagi – kochanie / słońce

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz