Sen. 22. 08.
Co się czuje w takich chwilach? Pierwszy raz
przechodzę przez taką sytuację. Co powinnam czuć? Słyszałam na własne uszy, jak
Song Jieun wykrzykuje Daehyun'owi w twarz wszystkie swoje żale. Wiem teraz na
pewno, że nie ja jedyna go kocham. Trochę to smutne, ale nawet pomimo tego,
myśl, że to mnie jedyną kocha on, jest jakaś jaśniejsza. Przyćmiewa tą drugą,
nie daje jej zająć mojej głowy, czy serca. Nie potrafię być zdołowana. Wręcz
przeciwnie, czuję siłę, by walczyć, jak prosił Dae. Nie powinnam wątpić w jego
słowa. Skoro powiedział, że kocha mnie, w dodatku tyle razy, używając takich
słów... to musi to być prawdą. Nie mam powodów, by mu nie wierzyć.
A jeśli kłamie, to najwyżej umrę z żalu...
- Wera, gdzie jest nuna-dżi-un? - zapytał
następnego dnia po południu starszy z moich braci. Jego wymowa w ogóle nie
przypominała koreańskiego, ale można mu to wybaczyć. Uczył się trochę tego
języka przed wyjazdem tutaj i potrafi wydukać trzy słowa na krzyż.
A nuna-dżi-un... nie pokazała się od rana, aż do
wieczora. Wyszła gdzieś i nikt jej nie widział. Wróciła późno, trzeźwa na
szczęście. I całkiem spokojna. Nie ciskała we mnie piorunami z oczu, w
korytarzu jedynie mnie minęła i udała do swojej sypialni. Znowu rozmawiała z
Daehyun'em, bo słychać było przez te dykty ich głosy. Żadne słowa nie były
jednak możliwe do zrozumienia, o tyle lepiej. Nie muszę wszystkiego wiedzieć.
Poza tym nie brzmiało to jak kłótnia, tylko spokojna rozmowa.
»
Kolejny dzień minął dosyć szybko. Przy śniadaniu Jieun oznajmiła, że oficjalnie oddaje swojego byłego męża w moje ręce, życzy nam szczęścia, a dzieciom wytłumaczyła wszystko po kolei tak, by zaakceptowały nową rzeczywistość. Widocznie przemyślała wszystko tego dnia, kiedy zniknęła. Widać było po niej, że cierpiała, ale wciąż z nienagannym uśmiechem na twarzy. Wybaczyłam jej, bo skoro przeprosiła. Może naiwnie, ale cóż... tak trzeba. Tak czułam, że trzeba. Poświęciła cały swój dzień dzieciom, dzięki czemu, nawet jeśli byliśmy wtedy wszyscy razem, to nikt nie wchodził między mnie i Dae.
Wszystko było w porządku. Wszystkim udzielał się
dobry humor, nawet Jieun udawała, że jest we wspaniałym nastroju. Swoją drogą -
nieźle jej wyszła ta rola.
Stałam w łazience, przed zlewem, myjąc swoje zęby
razem z siedmioletnim Hyuk'iem, kiedy do środka weszła jego siostra.
- Mama kazała mi się wykąpać - bąknęła,
naburmuszona, krzyżując swoje rączki na brzuchu. Wyplułam pastę do zlewu, i
znowu obróciłam się w stronę dziewczynki.
- I co w tym złego?
- Twoi bracia nie musieli, a Hyuk tylko umył zęby i
zaraz pójdzie spać, też bez kąpania.
- To brudasy, maluchu - powiedziałam z uśmiechem. –
Damy, jak ty muszą się kąpać, żeby nikt nie pomylił ich z takimi jak oni.
- Ale ja już się myłam! - powiedziała tak dobitnie,
że zrozumiałam to trzy razy. Parsknęłam śmiechem, próbując zdusić go w sobie.
- Kiedy? - spytałam, odkładając swoją szczoteczkę
do kubka, na zlewie.
- W morzu, pamiętasz? - pokręciłam głową z westchnieniem.
- Nie marudź, mała. Wskakuj pod prysznic. Zaraz
zawołam tatę, żeby ci pomógł, tylko odprowadzę brzydala do pokoju. - Wskazałam
na Hyuk'a, którego oczy same się już zamykały.
Zaprowadziłam chłopca za rączkę do sypialni i
kazałam poczekać na mamę na jego łóżku, a następnie poszłam pod drzwi drugiej
sypialni, krzyknąć, by Dae zajął się swoją córką. Jieun i moi bracia poszli
razem na zakupy. To było dobre, bo ona szła w towarzystwie dwóch facetów, a oni
nie znali języka na tyle, by się dogadać, a więc to Jieun miała załatwić sprawy
kontaktowe. W zamian za to, ja z Dae mieliśmy zająć się dziećmi.
Z tym, że po moim zawołaniu usłyszałam jedynie
"zaraz" i ciąle nie widziałam, by wychodził. Dlatego postanowiłam
zawołać jeszcze raz.
- Daehyun-ah~ Wyłaź i zajmij się swoim dzieckiem,
co z ciebie za--
Nie dokończyłam, bo usłyszałam, jak w łazience
zaczęła się lać woda. Dziwne przeczucie wprawiło ciarki na moich plecach w
szaleńczy bieg. Ale poetycko, ja pierdziu!
Przeszłam kilka kroków w stronę łazienki, której
drzwi wciąż otwarte były na oścież. I zobaczyłam obrażoną ośmiolatkę,
wylewającą sobie butelkę szamponu na głowę, podczas gdy woda ze słuchawki
prysznica lała się na nią z góry, a ona sama stała w ubraniach.
- Kąpię się, widzisz? - zawołała, upuszczając szampon
na podłogę brodziku. Zamrugałam kilkakrotnie, wpatrując się w nią z otwartą
gębą.
No charakter to ty masz po mamusi, zdecydowanie,
przemknęło mi przez głowę.
Podeszłam szybko do dziecka i zakręciłam wodę. Pół
podłogi było już zalane, a niw chciałam jeszcze dopłacać właścicielom pawilonu
za wyrządzone szkody. Po prostu próbowałam uniknąć owych szkód. Chwyciłam
butelkę szmponu i zakręciłam ją, mrucząc pod nosem coś od rzeczy, bo
spanikowałam. Nagle woda zalała mi pół koszulki i spodni, więc szybko wyskoczyłam
spod kabiny. Patrzyłam na siebie z niedowierzaniem, by po chwili przenieść
wzrok na Haneul. Mały, wstrętny skrzat, specjalnie odkręciła tą wodę...
- Co tu się dzieje? - Głos Daehyun'a sprawił, że
podskoczyłam na miejscu.
Zawał. To w taki sposób umrę. Na pewno.
- Oh, Daehyun-ah... - Wskazałam na Hankę, chociaż
on tak, czy siak patrzył w jej kierunku. - To nie był mój pomysł. Zachowała się
niegrzecznie i wcale mnie nie słuchała! - broniłam się, jakbym była w jej
wieku...
- Jung Haneul... to prawda? - zapytał, unosząc brwi
w górę.
Dziewczynka patrzyła na niego, a jej brwi niemal
stykały się ze sobą z tej całej złości.
- Bo mama kazała mi się kąpać! A bracia Unnie i
Hyuk nie musieli i to jest niesprawiedliwe!
Daehyun to dobry ojciec. Wzorowy, możnaby rzec. I
oczekiwałam jakiegoś pouczenia, że tak nie wolno, że trzeba się słuchać
rodziców, czegoś w tym stylu. Jakiejś dezaprobaty. Wyraźnego sprzeciwu. Ale nie
tego, że zacznie się śmiać.
Obie z Haneul patrzyłyśmy na niego, zdziwione. Po
chwili śmiechu, z rozbawieniem sam wszedł pod prysznic. Również w ubraniach.
- Haneul-ah, czy to nie wspaniały wieczór? -
zapytał, przeciągając samogłoski w jej imieniu oraz ostatnim słowie. Ścisnął
jej policzki, a następnie wziął na ręce i zaczął śpiewać. Śpiewać! Ten człowiek
jest nienormalny...
Przez chwilę stałam tam jak skamieniała i
oglądałam, jak ten głupek tańczy ze swoją córką na rękach walca, śpiewając
jedną z popularniejszych piosenek BigBang. Z początku myślałam, że to tylko
taki głupi sen, jak te które zwykle mi się śnią. Ale kiedy zobaczyłam, jak
Haneul się śmieje i wygłupia razem z nim, uśmiech automatycznie wkradł mi się
na usta. Obserwowałam tak sobie ten mały, mokry performance, puki nie dostałam
w twarz odrobiną piany.
- Co się gapisz? Wiem, że też tak potrafisz! -
zawołał, rozbawiony tatuś.
Miał rację. Nieraz odbijało mi gorzej niż im teraz.
Jestem w końcu z Polski. Dlatego z wielgachnym uśmiechem podeszłam bliżej,
biorąc do ręki trochę piany i wtarłam ją we włosy chłopaka.
Rozpoczęła się walka na pianę i wodę! Trwała jednak
niedługo, bo usłyszałam nagle, jak Eustacheuzjusz krzyczy, że już wrócili.
Dlatego wyskoczyłam szybko z kabiny i kazałam reszcie się uspokoić. Oni jednak
udawali, że mnie nie słyszą.
- Jung Daehyun! Musisz wypłukać Haneul, słyszysz?
Yah, Jung Daehyun! - wrzasnęłam, na końcu łapiąc go za koszulkę i przyciągając
do siebie. Starałam się groźnie patrzeć mu w oczy, bo dopiero teraz się uciszył
i chciałam, by to trwało może już do końca. - Skończ tą zabawę i wypłukaj swoje
dziecko i wypad z łazienki, rozumiesz?
No i nie mogłam się nie zaśmiać! Prawie się
popłakał od powstrzymywania śmiechu w sobie, więc jak mogłam grać twardą?
Zwłaszcza, że aktorka ze mnie taka, jak i z koziej dupy trąba. Poza tym jestem
od niego niższa i słabsza. Przyznaję, że mogło to wyglądać dosyć komicznie.
- Yes, sir! - zasalutował, kiedy go już puściłam.
- Zaraz przyniosę wam ręczniki - powiedziałam,
wychodząc z pomieszczenia.
Przeszłam korytarzem prosto, potem w prawo i, kiedy
miałam już wchodzić do pokoju... wycofałam się, chowając za ścianą. W środku
moi bracia leżeli już każdy w swoim łóżku, ale była tam też Jieun. Przebierała
swojego syna w piżamę. Ale dlaczego tak się bałam tam wejść? Zestresowałam
się dziwacznie, a przecież nie miałam kompletnie powodu. Prawda?
Mimo wszystko... moi bracia nie rozumieli
koreańskiego, a gdyby coś do mnie powiedziała przy nich, to tak, jakbyśmy były
same. Co z kolei przerażało mnie potwornie. Mogę się do niej odzywać przy
Daehyun'ie, przy dzieciakach, ale tak samemu...
- Nikka-shi? - To ja? Tak mam na imię, co
nie?
- Tak? - odezwałam się, pokazując w drzwiach.
Kobieta patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem, tym samym, co zawsze.
- Potrzebujesz czegoś?
- Uh... Tak, właściwie przyszłam po ręczniki.
- Są tam, za tobą na korytarzu - powiedziała,
wskazując na wąską szafkę, umieszczoną w ścianie korytarza, dokładnie na
przeciwko drzwi do naszej sypialni.
- Dzięki.
Obróciłam się w stronę szafki, wzięłam trzy białe
ręczniki i poszłam w stronę łazienki.
Ku mojemu zaskoczeniu, łazienka była już pusta, gdy
do niej weszłam i przywrócona do jako takiego porządku. Korzystając z okazji,
wróciłam biegiem do pokoju, złapałam w rękę bluzkę i spodenki do spania (bo
piżamą tego nie nazwę) i pobiegłam z powrotem do łazienki. Przebrałam się i
wytarłam włosy, a później skierowałam dalej. Gdzie mogli być Daehyun i Haneul,
jeśli nie w łazience?
Zapukałam do drzwi drugiego pokoju sypialnego, a po
usłyszeniu pozwolenia na wejście, otworzyłam drzwi i wśliznęłam się do środka.
Ośmiolatka właśnie wchodziła po drabince na swoje łóżko, a Daehyun w suchych
już, dresowych spodniach i luźnej koszulce, siadał na swoim, dolnym.
- Skąd wzięliście ręczniki? Zapytałam, kładąc dwa
pozostałe, które trzymałam w rękach na szafce.
- Użyliśmy tych z plaży - powiedział beznamiętnie
brunet, opierając się o ścianę plecami i poklepał miejsce obok siebie.
Podeszłam bliżej, by usiąść po chwili obok niego, podobnie jak on, opierając
się plecami o ścianę.
- Dzisiaj było dobrze - powiedział chłopak z
westchnieniem. Gdy spojrzałam w jego stronę, zobaczyłam jego głowę opartą o
ścianę i zamknięte oczy. - Podobało ci się?
Wciąż nie otwierał oczu, a ja dalej mu się
przyglądałam. Mruknięciem odpowiedziałam twierdząco na jego pytanie. Nie
chciałam mówić za wiele, by go nie męczyć. Dzisiejsze aktywności go wyczerpały
wystarczająco. Przebywanie z nim w ciszy, to najmilsza z możliwych czynności,
jakich dane mi było doświadczyć. Mogłam teraz patrzeć na jego anielską twarz
bez pytań, po co to robię i napawać się tym widokiem, padniętego człowieczego
anioła. Nie tylko miał takie serce, ale i jego twarz promieniała blaskiem
delikatności. Na pierwszy rzut oka widać, że ma serce większe od słońca.
Chciałabym być taka jak on.
W pewnym momencie telefon w jego kieszeni
zawibrował i rozświetlił ekran, sygnalizując nadejście nowej wiadomości.
Otworzył oczy, podniósł głowę i wydał z siebie cichy pomruk niezadowolenia.
Wyciągnął telefon z kieszeni, znajdującej się od mojej strony, odblokował ekran
i odczytał sms'a. Telefon trzymał w taki sposób, że i mnie odczytanie go nie
stanowiło problemu.
Wiadomość była od Jieun. Pisała, co kupiła na
jutrzejsze śniadanie i że chce pobyć jeszcze przez chwilę z Hyuk'iem, więc
przyjdzie później do pokoju.
- Oh, jagi[1]...
- mruknął po raz kolejny, chowając telefon z powrotem do kieszeni i prostując
się. - Chodźmy spać, co? - Położył głowę na swojej poduszce i przymknął oczy.
- Jasne, już idę. - Pokiwałam głową. - Dobranoc. -
Wygramoliłam się na krawędź łóżka i już chciałam wstawać, kiedy zatrzymał mnie
protest Daehyun'a.
- Gdzie? Dokąd? - popatrzyłam na niego. Z
podniesioną głową i zmarszczonymi brwiami, patrzył na mnie, pytająco. -
Chodź... - Kiwnął głową, bym do niego dołączyła i sam położył się z powrotem.
Tym, jednak, razem patrzył na mnie, jakby pilnując, żebym nie uciekła.
Po cichu, niechcąc obudzić Haneul, która nad nami
na pewno już spała, ułożyłam się obok chłopaka, twarzą do niego. Przyciągnął
mnie bliżej siebie i złączył swoje usta z moimi. To nie było to samo, co na
plaży, pod wodą. Teraz trwało to o wiele dłużej. Z początku jedynie dotykał
moich warg i jakby zasnął. Ale w końcu, gdy zamknęłam oczy, poprawiłam to, co
zaczął. Delikatnie otworzyłam usta i ponownie je zamknęłam na tych jego.
Przed tym jak zasnęłam, usłyszałam jeszcze, jak
przez mgłę zaspane "kocham cię".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz