Smutna dziewczynka
Jak to się mówi? Nie wierzyłam własnym uszom?
Stałam tam i ciężko mi było przyjąć do świadomości, że ona faktycznie kazała to
powiedzieć swojemu dziecku.
- Chodź, Hyuk, nie zasypiaj... – powiedziała za
drzwiami, wyrywając mnie tym samym z zamyślenia. Usłyszałam, jak zbliża się do
drzwi, dlatego czym prędzej uciekłam do swojego pokoju.
- Co robisz? - zapytał starszy z moich braci,
ściągając jedną słuchawkę z ucha. Leżał w swoim łóżku, czytając jakąś książkę.
Znaczy teraz oczywiście przerwał i gapił się na mnie, jak stoję na środku
pokoju. Dopiero po chwili spostrzegłam się, że szybciej oddycham, mimo, że
wcale długiego dystansu nie przebiegłam.
- Um... yyy... Co czytasz? - zapytałam, kładąc się
obok niego, brzuchem na materacu. W tamtej też chwili weszła do pomieszczenia
Jieun ze swoim synkiem. Nie patrzyłam w jej kierunku, udając, że bardzo
interesuje mnie książka Miśka, który nawet nie starał się mi pomóc, tylko
patrzył na mnie tępo i jakby... z politowaniem?
Kobieta położyła dziecko do jego łóżka, pogłaskała
chwilę, ucałowała i pożegnała się z nim, by na końcu wyjść z pokoju.
Usłyszałam, jak drzwi się zamykają i westchnęłam
głęboko. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Czyli co? Moje głupie podejrzenia
okazują się być prawdą? Ona na prawdę
próbuje nas rozdzielić?
- To bez sensu... - mruknęłam, tarmosząc własne
włosy i wepchnęłam twarz w pościel.
- Co jest bez sensu? - zapytał mój kochany
braciszek. A ja z tego wszystkiego jęknęłam głośno, nie mogąc już znieść tej
popapranej sytuacji. - Dobrze się czujesz?
»
Nie spałam pół nocy. Rano nie mogłam niczego zjeść i jedynie kłóciłam się w myślach sama ze sobą. Niby słyszałam, co powiedziała. Niby się tego spodziewałam. Ale to było pozbawione jakiegokolwiek sensu. Który zdrowo myślący człowiek by tak postępował? Jeszcze, żeby miała jakiś konkretny cel w rozbiciu naszego związku. Ale ona ma już wszystko, czego tylko dusza jej wytapetowana zapragnie. Ma pieniądze, ma dzieci, ma urodę, ma pasję i talent, ma męża muzyka, jest przez to całkiem rozpoznawalna, ma wszystko. Co jeszcze mógłby jej dać Daehyun? On nie ma żadnej z tych rzeczy, bo nawet ze swoją własną córką widuje się raz na miesiąc. Dobra, potrafi jeszcze pięknie śpiewać i grać na gitarze, ale po co by było jej potrzebne coś, co ona sama już posiada?
A może ona wcale nie chce jego? Może po prostu ma
coś za złe mnie i próbuje się zemścić? Ale co ja jej zrobiłam? To ona pierwsza
zaczęła mnie irytować swoim zachowaniem. Ja zaczynałam tą znajomość ze
szczerymi chęciami zaprzyjaźnienia się!
Mieliśmy iść dzisiaj razem na boisko do piłki nożnej, bo chłopcy bardzo chcieli zagrać, ale wyszło właściwie dosyć dziwnie. Dziwnie, ale też według planu Jieun. Ona zabrała chłopców razem na boisko, a Daehyun został ze mną i Haneul w pawilonie, bo uparł się, że źle wyglądam (wierzę z całego serca, że miał tu na myśli chorobę...) i muszę zostać, a samej mnie nie zostawi. Właśnie wtedy ośmiolatka zgłosiła się na ochotnika, aby dotrzymać nam towarzystwa. Kto by się spodziewał!
Nie wierzę, że to się dzieje..., myślałam,
siedząc na kocu, przed naszym domkiem razem z Dae i jego małym nie-takim-znowu
klonem. Ale przynajmniej udało mi się wytłumaczyć im, że nie rozbiera mnie
żadna choroba, tylko mam gorszy dzień.
- Nikka, zrobić ci kanapkę z czekoladą? - zapytał
chłopak, smarując biały chleb czarną, słodką mazią dla swojej córki. Kiedy
jestem smutna, jem czekoladę.
- Tak, proszę. - odpowiedziałam cicho, wpatrując
się w drzewa i budynki przed sobą.
- Dziękuję - mruknęła Haneul, kiedy Daehyun podał
jej kromkę chleba. W Korei tego nie mieli, Polska pokazała! Co prawda chleb z
Nutellą, to nie takie typowo Polskie jedzenie, ale to nie ma znaczenia. -
Tato... - po tym słowie, wypowiedzianym przez ośmiolatkę, przypomniało mi się
to, co wczoraj usłyszałam. Podsłuchałam. Zrobiło mi się gorąco, jakby
swoją wypowiedzią miała zaraz zamordować mnie żywcem. Popatrzyłam w kierunku
dziewczynki w oczekiwaniu na to, co powie. Dae wciąż smarował przeznaczoną dla
mnie kromkę czekoladą, nie zdając sobie sprawy z tego, co go zaraz czeka. - Czy
ty... kochasz mamę?
Wiedziałam, że to powie, a i tak ukłuło mnie w
sercu. Może i jej matka kazała jej to powiedzieć, ale ona sama też musiała tego
chcieć. Ośmioletnie dziecko nie mogłoby aż tak dobrze udawać tego typu emocji.
Ona nawet jeszcze nie rozumie, co się wokół niej dzieje, więc jak miałaby?
Daehyun, wyraźnie dotknięty tym pytaniem,
zaprzestał na moment swojego zajęcia. Po chwili jednak dokończył robienie mojej
kanapki i wręczył mi ją z uśmiechem. Patrzyłam mu w oczy tylko przez chwilę. I
przez tą właśnie krótką chwilę jego oczy powiedziały moim, że mam się nie
martwić, że od ostatniego razu, kiedy zadała przy mnie to pytanie nic się nie
zmieniło.
Odwrócił głowę w stronę dziewczynki i przytulił ją.
- Najważniejsze jest to, że kocham ciebie, Haneul.
- powiedział po chwili ciszy. - Mama teraz ma innego męża. I teraz kocha jego,
a dla mnie nie ma już miejsca w jej serduszku. Ale nadal bardzo się lubimy.
Możemy sobie ufać i polegać na sobie.
- Mama cię kocha - powiedziała, wtulona w jego
klatkę piersiową. Zamarłam. Nie, to pewnie po prostu dziecięcy umysł tak to...
- powtarza mi to codziennie - ...odbiera. Że co jej powtarza?! -
że cię kocha, że chciałaby, żebyśmy znowu zamieszkali razem, że tęskni za tobą
i... i...
Dziewczynka zaczęła płakać, a Daehyun popatrzył na
mnie, zdezorientowany.
A w moich oczach? Musiał zobaczyć w nich coś
przykrego, bo zaczął kręcić na boki głową i widziałam, jak przełyka ślinę ze
zdenerwowania. Nie z mojego powodu, na mnie nigdy się nie denerwował w taki
sposób. Znam go na tyle, by wiedzieć, że zdenerowało go to, że ktoś mnie
zranił. A zraniła mnie Jieun, wykorzystawszy swoje własne dziecko, pierworodną
córkę. Jego córkę. To musiało go poruszyć podwójnie.
Odetchnął głęboko i uśmiechnął lekko, aby nie
brzmieć groźnie przy Haneul.
- Tak mówiła? - bąknął, głaszcząc małą po pleckach.
- No popatrz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz