wtorek, 6 września 2016

To nie ja. [#6]

Smutna dziewczynka


Jak to się mówi? Nie wierzyłam własnym uszom? Stałam tam i ciężko mi było przyjąć do świadomości, że ona faktycznie kazała to powiedzieć swojemu dziecku.
- Chodź, Hyuk, nie zasypiaj... – powiedziała za drzwiami, wyrywając mnie tym samym z zamyślenia. Usłyszałam, jak zbliża się do drzwi, dlatego czym prędzej uciekłam do swojego pokoju.
- Co robisz? - zapytał starszy z moich braci, ściągając jedną słuchawkę z ucha. Leżał w swoim łóżku, czytając jakąś książkę. Znaczy teraz oczywiście przerwał i gapił się na mnie, jak stoję na środku pokoju. Dopiero po chwili spostrzegłam się, że szybciej oddycham, mimo, że wcale długiego dystansu nie przebiegłam.
- Um... yyy... Co czytasz? - zapytałam, kładąc się obok niego, brzuchem na materacu. W tamtej też chwili weszła do pomieszczenia Jieun ze swoim synkiem. Nie patrzyłam w jej kierunku, udając, że bardzo interesuje mnie książka Miśka, który nawet nie starał się mi pomóc, tylko patrzył na mnie tępo i jakby... z politowaniem?
Kobieta położyła dziecko do jego łóżka, pogłaskała chwilę, ucałowała i pożegnała się z nim, by na końcu wyjść z pokoju.
Usłyszałam, jak drzwi się zamykają i westchnęłam głęboko. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Czyli co? Moje głupie podejrzenia okazują się być prawdą? Ona na prawdę próbuje nas rozdzielić?
- To bez sensu... - mruknęłam, tarmosząc własne włosy i wepchnęłam twarz w pościel.
- Co jest bez sensu? - zapytał mój kochany braciszek. A ja z tego wszystkiego jęknęłam głośno, nie mogąc już znieść tej popapranej sytuacji. - Dobrze się czujesz?

»

Nie spałam pół nocy. Rano nie mogłam niczego zjeść i jedynie kłóciłam się w myślach sama ze sobą. Niby słyszałam, co powiedziała. Niby się tego spodziewałam. Ale to było pozbawione jakiegokolwiek sensu. Który zdrowo myślący człowiek by tak postępował? Jeszcze, żeby miała jakiś konkretny cel w rozbiciu naszego związku. Ale ona ma już wszystko, czego tylko dusza jej wytapetowana zapragnie. Ma pieniądze, ma dzieci, ma urodę, ma pasję i talent, ma męża muzyka, jest przez to całkiem rozpoznawalna, ma wszystko. Co jeszcze mógłby jej dać Daehyun? On nie ma żadnej z tych rzeczy, bo nawet ze swoją własną córką widuje się raz na miesiąc. Dobra, potrafi jeszcze pięknie śpiewać i grać na gitarze, ale po co by było jej potrzebne coś, co ona sama już posiada?
A może ona wcale nie chce jego? Może po prostu ma coś za złe mnie i próbuje się zemścić? Ale co ja jej zrobiłam? To ona pierwsza zaczęła mnie irytować swoim zachowaniem. Ja zaczynałam tą znajomość ze szczerymi chęciami zaprzyjaźnienia się!

Mieliśmy iść dzisiaj razem na boisko do piłki nożnej, bo chłopcy bardzo chcieli zagrać, ale wyszło właściwie dosyć dziwnie. Dziwnie, ale też według planu Jieun. Ona zabrała chłopców razem na boisko, a Daehyun został ze mną i Haneul w pawilonie, bo uparł się, że źle wyglądam (wierzę z całego serca, że miał tu na myśli chorobę...) i muszę zostać, a samej mnie nie zostawi. Właśnie wtedy ośmiolatka zgłosiła się na ochotnika, aby dotrzymać nam towarzystwa. Kto by się spodziewał!
Nie wierzę, że to się dzieje..., myślałam, siedząc na kocu, przed naszym domkiem razem z Dae i jego małym nie-takim-znowu klonem. Ale przynajmniej udało mi się wytłumaczyć im, że nie rozbiera mnie żadna choroba, tylko mam gorszy dzień.
- Nikka, zrobić ci kanapkę z czekoladą? - zapytał chłopak, smarując biały chleb czarną, słodką mazią dla swojej córki. Kiedy jestem smutna, jem czekoladę.
- Tak, proszę. - odpowiedziałam cicho, wpatrując się w drzewa i budynki przed sobą.
- Dziękuję - mruknęła Haneul, kiedy Daehyun podał jej kromkę chleba. W Korei tego nie mieli, Polska pokazała! Co prawda chleb z Nutellą, to nie takie typowo Polskie jedzenie, ale to nie ma znaczenia. - Tato... - po tym słowie, wypowiedzianym przez ośmiolatkę, przypomniało mi się to, co wczoraj usłyszałam. Podsłuchałam. Zrobiło mi się gorąco, jakby swoją wypowiedzią miała zaraz zamordować mnie żywcem. Popatrzyłam w kierunku dziewczynki w oczekiwaniu na to, co powie. Dae wciąż smarował przeznaczoną dla mnie kromkę czekoladą, nie zdając sobie sprawy z tego, co go zaraz czeka. - Czy ty... kochasz mamę?
Wiedziałam, że to powie, a i tak ukłuło mnie w sercu. Może i jej matka kazała jej to powiedzieć, ale ona sama też musiała tego chcieć. Ośmioletnie dziecko nie mogłoby aż tak dobrze udawać tego typu emocji. Ona nawet jeszcze nie rozumie, co się wokół niej dzieje, więc jak miałaby?
Daehyun, wyraźnie dotknięty tym pytaniem, zaprzestał na moment swojego zajęcia. Po chwili jednak dokończył robienie mojej kanapki i wręczył mi ją z uśmiechem. Patrzyłam mu w oczy tylko przez chwilę. I przez tą właśnie krótką chwilę jego oczy powiedziały moim, że mam się nie martwić, że od ostatniego razu, kiedy zadała przy mnie to pytanie nic się nie zmieniło.
Odwrócił głowę w stronę dziewczynki i przytulił ją.
- Najważniejsze jest to, że kocham ciebie, Haneul. - powiedział po chwili ciszy. - Mama teraz ma innego męża. I teraz kocha jego, a dla mnie nie ma już miejsca w jej serduszku. Ale nadal bardzo się lubimy. Możemy sobie ufać i polegać na sobie.
- Mama cię kocha - powiedziała, wtulona w jego klatkę piersiową. Zamarłam. Nie, to pewnie po prostu dziecięcy umysł tak to... - powtarza mi to codziennie - ...odbiera. Że co jej powtarza?! - że cię kocha, że chciałaby, żebyśmy znowu zamieszkali razem, że tęskni za tobą i... i...
Dziewczynka zaczęła płakać, a Daehyun popatrzył na mnie, zdezorientowany.
A w moich oczach? Musiał zobaczyć w nich coś przykrego, bo zaczął kręcić na boki głową i widziałam, jak przełyka ślinę ze zdenerwowania. Nie z mojego powodu, na mnie nigdy się nie denerwował w taki sposób. Znam go na tyle, by wiedzieć, że zdenerowało go to, że ktoś mnie zranił. A zraniła mnie Jieun, wykorzystawszy swoje własne dziecko, pierworodną córkę. Jego córkę. To musiało go poruszyć podwójnie.
Odetchnął głęboko i uśmiechnął lekko, aby nie brzmieć groźnie przy Haneul.

- Tak mówiła? - bąknął, głaszcząc małą po pleckach. - No popatrz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz