czwartek, 8 września 2016

To nie ja. [#7]

Rozmowa


Dziewczynka uspokoiła się po jakimś czasie. Była jednak przygnębiona przez cały czas później.
Teraz byłam pewna, że ta kobieta działała na przeciw temu, co było między mną a Daehyun'em. Musiałam powiedzieć mu o tym, co usłyszałam, stojąc pod drzwiami łazienki. Choćby wyciągnęła zza pleców nóż, nie poddam się w tej walce. Ona miała swoją szansę - nie wykorzystała jej, w dodatku, raniąc go okropnie. Drugi raz nie pozwolę jej się do niego na tyle zbliżyć.
W pewnym momencie Jung Haneul wstała z kocyka i poszła do łazienki. Od razu, gdy zniknęła za drzwiami pawilonu, przysunęłam się bliżej chłopaka i złapałam go za rękę.
- Dae, muszę ci coś powiedzieć... - popatrzył na mnie, a ja odetchnęłam głęboko. - Wiem, że to pewnie głupio zabrzmi i możesz sobie pomyśleć, że oszalałam... Ale wczoraj, kiedy wyszłam z waszego pokoju, usłyszałam, jak Jieun rozmawia w łazience z Haneul. - Czułam się na prawdę źle z tym, że podsłuchiwałam czyjąś rozmowę. Ale trzy razy gorzej czułam się z faktem, że ona wciąż mogła kochać mojego chłopaka. - Kazała jej częściej ciebie zajmować i pytać o trudne rzeczy, takie jak to przed chwilą... - Proszę, proszę, uwierz mi...
Chłopak odwrócił głowę, oblizując wargi ze zdenerwowania i westchnął ciężko.
- Nie rozumiem - mruknął, drapiąc się w tył głowy. - Powiedziałem jej jasno, że to już koniec. Na początku faktycznie trochę przeżywała nasz rozwód i zastanawiałem się, czy do niej nie wrócić. Głównie ze względu na Haneul. Przygarnąłbym nawet Hyuk'a, ale... wtedy zeszła się ze Sleepy'm. Odebrałem to jednoznacznie, już dawno niczego do niej nie czuję. - pokręcił głową na boki i milczał przez chwilę. - Trzeba z nią o tym pogadać...
- Nie, poczekaj, Daehyun.
- Na co? Im wcześniej, tym lepiej. Ona robi krzywdę nie tylko nam, ale też Haneul i samej sobie.
- Mimo wszystko... powstrzymaj się jeszcze przez chwilę. - to ciągle było dla mnie abstrakcją. Jakby wcisnęli mnie do jakiejś głupiej dramy z Lee Jongsuk'iem. A co jeśli to nie prawda, że chciała nas rozłączyć? Wyszłabym na idiotkę.

»

Dae się zgodził, abyśmy jeszcze chwilę poczekali z rozwiązaniem tej zagadki. Powodem nie był już tylko mój strach przed wyśmianiem, ale po przemyśleniu wszyskiego stwierdziliśmy, że skoro mieliśmy spędzić tam razem jeszcze około dwóch tygodni, to lepiej by było, abyśmy żyli wszyscy w domniemanej zgodzie.
Było jednak ciężko. Pomysły Jieun miewała różne, a kiedy poprosiła Daehyun'a o rozmowę w cztery oczy, myślałam, że zęby jej powydłubuję widelcem. Z każdym dniem niepewność co do jej intencji malała, ale kiedy go wyciągnęła wtedy na spacer, wszystko minęło. Zwłaszcza po tym, jak opowiedział mi później o czym rozmawiali. Zwierzała mu się z problemów małżeńskich, mówiła, że Sleepy ją zaniedbuje, wyjeżdża w ciągłe trasy koncertowe, a kiedy już się widzą, to traktuje ją jak obcą. Przyjaciele, co prawda od tego są, aby sobie pomagać i tak dalej... ale przez te wakacje ona spędziła z nim więcej czasu niż ja. W dodatku nikt nie płacił mi dotąd za opiekę nad jej dziećmi. Ona zrobiła to specjalnie. Wyszli wieczorem, było pięknie, romantycznie, w świetle księżyca, ona się popłakała, on ją przytulił... wiem, bo oglądałam przez okno i... on ją przytulił! Myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok, jak Boga kocham. A najśmieszniejsze jest to, że jemu było jej szkoda. Zawsze mówiłam, że jego serce jest upośledzone, zlitowałby się nawet nad muchą bez skrzydła.
I myślałam, że nic gorszego już nie wymyśli. Kiedy pewnego dnia przyszła pora obiadu...
Siedzieliśmy w restauracji przy jednym wielkim stole. Atmosfera była właściwie nijaka. Ani napięta, ani przyjemna, ani nawet stresująca. Ja przynajmniej niczego nie czułam. Ale to akurat plus, bo jakbym nagle zaczęła coś odczuwać, to pewnie poginęliby ludzie.
- Mamo, kupisz nam później lody? - zapytało jedno z jej dzieci. Nie wiem, które, głosy mają podobne.
- Tak, pójdziemy później z tatą... - prawie się zaksztusiłam. Za każdym razem, kiedy to mówiła (a do prawdy lubiła to powtarzać!) serce stawało mi w miejscu. - Daehyunie, pójdziesz z nami, prawda?
Kobieta patrzyła się na niego z uśmiechem. I mimo, że ja wbijałam w nią chłodne spojrzenie, jej głowa ani drgnęła w moją stronę. Siedziałam po drugiej stronie stołu, prawie na przeciwno niej, musiała to zauważyć, choćby kątem oka. Ale nic, jak zaprogramowana, patrzyła tylko na niego.
Daehyun przełknął to, co miał w ustach i po jej pytaniu przemknął wzrokiem po wszystkich, siedzących przy stole.
- Chodźmy wszyscy razem - zaproponował bez wyrazu. Teraz dopiero Jieun zerknęła w moją stronę. Westchnęła cicho i pokiwała głową.
- No dobrze. - Przez chwilę milczała, a przy stole dało się słychać tylko rozmowy chłopców między sobą i jej dzieci, opowiadających sobie jakieś niesamowite historie z bajek. - Daehyun - odezwała się znowu - pamiętasz, o czym ci wczoraj mówiłam, prawda?
- Pamiętam – odpowiedział, podnosząc niepewnie wzrok na jej twarz.
- Dzieci też przez to cierpią. - Pochyliła głowę, przerywając na moment. - Może by tak... zwiększyć ilość twoich spotkań z Haneul?
Widziałam, jak w jego oczach rozbłyskują maleńkie iskierki. Hanka na te słowa rozpromieniała i skierowała na ojca pełne radości i nadzieji spojrzenie.
- Mówisz poważnie? - zapytał, kiedy już jego mózg przemielił te informacje.
- Oczywiście. - Kobieta uśmiechnęła się promiennie i chwyciła dłoń córki, która siedziała obok niej. - Raz w miesiącu, to stanowczo za mało. Wiem, że masz dużo pracy, ale gdyby tak... widywać się co tydzień?
Cały czas patrzyłam na jej twarz i wyglądała dosłownie tak, jakby zapraszała go na randkę. Chociaż nie, dokładnie tak było. Dziecko, to tylko wymówka. To, co dzieje się teraz tutaj, przeniesie się do Seulu jako rutyna. Nie mam nic przeciwko temu, by Haneul częściej się z nim widywała, ale Jieun nie musi jej pilnować. Mam już tego serdecznie dosyć.
- To brzmi wspaniale. - Daehyun uśmiechnął się radośnie, a ja zamiast patrzeć na to, jak na niesamowitą nowinę, widziałam przed oczami jedynie Song Jieun, patrzącą na niego z serduszkami w oczach. -  a gdybym zabierał Haneul na noc do nas?
- Tak, to bardzo dobry pomysł. - Zaśmiała się, nie odwracając od niego wzroku, a ja nie wiedziałam co się dzieje. - I wtedy któregoś dnia w tygodniu moglibyśmy też jeść wspólnie obiad. - dodała, posyłając małej przelotne spojrzenie i znowu obróciła wzrok ku Daehyun'owi. Temu jednak uśmiech lekko opadł, aczkolwiek nie do końca. Nie chciał odebrać małej takiej radości. Wszystko, co robił, robił ze względu na to dziecko.
- Tak, tato, zgódź się! Proszę~ Będzie tak fajnie! Widzisz, mówiłam ci, że mama cię kocha! - cały czas była tak podekscytowana, że zapomniała uważać na słowa. Zrozumiała, co powiedziała, sekundę po fakcie dokonanym. Jej matka spojrzała na nią z zaskoczeniem i jednocześnie złością.
- Haneul, mówiłam ci, że masz tak nie mówić... - syknęła w stronę dziecka, a Dae odwrócił wzrok. Moje oczy skakały z jednego rodzica na drugiego, aż w końcu nie wytrzymałam.
- To koniec. - Wstałam, odsuwając krzesło do tyłu. - Mam dość. Albo ty z nią pogadasz albo ja - powiedziałam ostro, patrząc groźnie na swojego chłopaka. Dae jedyne, co zrobił, to złapał mnie za rękę i usadził z powrotem na krześle, kiwając głową. Miało to oznaczać tyle, że zajmie się tym.
- Jieun-ah, możemy porozmawiać na osobności?
Oboje wstali, po czym wyszli z lokalu. Dzieciaki przez chwilę patrzyły na ich wymianę zdań przez szyby. W każdym razie uznałam, - chyba prawidłowo - że dzieci nie powinny tego oglądać, a więc szybko sięgnęłam po husteczkę i zaczęłam pokazywać im origami, w celu odciągnięcia ich uwagi od rodziców. Sama miałam o tyle dobrze, że siedziałam dokładnie na przeciwko okien, za którymi rozmawiali, więc nie musiałam się nawet obracać, by ich widzieć. Od czasu do czasu zerknęłam w ich stronę, by sprawdzić, jak ma się sytuacja.
Jieun miała opuszczoną w dół głowę, a Daehyun patrzył gdzieś w przestrzeń. Innym razem kobieta kiwała głową, zgadzając się z czymś i chyba płakała.

- Ej, Misiek, zagraj coś pałeczkami na garach! - zawołałam wesoło, by jeszcze bardziej skupić uwagę kilkulatków na tym, co dzieje się przy stole. A, że Misiek od dziesiątego roku życia gra na perkusji, to nie mogłam wpaść na nic lepszego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz