czwartek, 8 września 2016

To nie ja. [#8]

Sami


Od naszego przyjazdu tutaj, minęły dwa tygodnie. Co oznacza, że wakacje nieubłaganie dobiegały końca. Wakacje, na które czekałam tak długo, jedyny cel moich i Daehyun'a oszczędności. Moje marzenie, które w przeciągu zaledwie kilku dni, zanim jeszcze zdążyliśmy się spakować zamieniło się w nieprzyjemny sen. Oczywiście miewaliśmy różowe akcenty chwil, kiedy wydawało się być dobrze. Ale wtedy zawsze pojawiała się ona. Ze swoimi dziećmi, którymi zająć się sama nie mogła. Rzekomo, bo w końcu wszyscy wiemy już, jaki był jej prawdziwy cel.
Daehyun z nią rozmawiał. Z tych skraweczków, które później jeszcze bardziej mi streścił dowiedziałam się, że po raz kolejny prosto w twarz powiedział jej, że już niczego do niej nie czuł. Widziałam, jak płakała, a więc musiała sobie to do serca wziąć. Obiecała mu nigdy już nie wtrącać się do naszego związku, a nasz wspólny czas traktować jak świętość.
Chciałabym jej wierzyć.
- Nikka - usłyszałam, kolejnego dnia wylegując się na plaży i czytając książkę. Jieun leżała na swoim specjalnym leżaku, pod specjalnym parasolem, monitorując swoje specjalne... znaczy wyjątkowe dzieci. Daehyun wrócił z zakupów w mieście i właśnie stał mi nad głową, obsypawszy wcześniej pół koca piaskiem.
- Słucham? - mruknęłam, wracając wzrokiem do swojej książki.
- Chcę cię gdzieś dzisiaj wieczorem zabrać. - Przyklęknął na kocyku, obok mnie, mówiąc to, a ja momentalnie podniosłam na niego swoje spojrzenie. Chciałam go zapytać, pełna nadzieji, czy to daleko, ale na szczęście w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Przypomniawszy sobie o pewnej osobie. Specjalnie leżącej. Mimo wszystko chciałam udawać, że wierzyłam jej słowom. Ciągle przecież była ode mnie starsza o te pięć lat.
- Gdzie? - zapytałam, podnosząc się do siadu. Chłopak zamiast mi odpowiedzieć, przemknął spojrzeniem po mnie w dół i z powrotem, wieńcząc swoją wędrówkę westchnięciem.
- Leżysz na plaży w pełnym słońcu, podczas, gdy w cieniu jest ze trzydzieści stopni i wciąż... - Pokręcił głową ze zrezygnowaniem. - masz na sobie bluzkę i spodnie.
- Wszystkie szorty mi się suszą... - powiedziałam, chcąc jak najprędzej zakończyć temat i dowiedzieć się, gdzie miał mnie dzisiaj zabrać.
- Ale bluzkę mogłabyś ściągnąć - stwierdził, zniesmaczony. - Jeszcze czarną wybrałaś, w takie słońce... - Wskazał ręką na niebo. Powiodłam za jego palcem w górę i zobaczyłam, jak puka się nim zaraz w głowę. - Jakby nie było innych kolorów na świecie.
- Lubię czarny. - Zmarszczyłam brwi.
- To nie prawda, że wyszczupla. - Uniósł brwi w górę, za co dostał po chwili w ramię. Zaśmiał się, trzymając za bolące miejsce. - U ciebie nawet nie ma czego wyszczuplać... - sprostował.
- Zaamknij się... - mruknęłam, chcąc się znowu położyć na brzuch, ale zostałam złapana za ramiona i odwrócona przodem do chłopaka, przez niego. Uśmiechał się. Chichotał. Lubię, kiedy jest szczęśliwy.
- Ściągnij to, proszę... - powiedział, jak do głupiutkiego dzieciaczka.
Bez słowa patrzyłam na niego przez chwilę, by w końcu posłuchać i sięgnąć po krawędzie koszulki , aby po chwili zdjąć ją z siebie.
- Dziękuję. - Uśmiechał się delikatnie. - Jeszcze mogłabyś spodnie zdjąć, bo kolejne trafią na sznurek, ale gilać to... - dodał i w mgnieniu oka podniósł mnie w górę, następnie niosąc w stronę wody.
Zaczęłam panikować, krzyczeć i zwróciłam na siebie uwagę połowy plaży, przy czym dzieciaki i moi bracia dopingowali go gorąco.
Obudzić jutro szklanką wody każdego po kolei - zapisano.
Daehyun wbiegł do wody. W odpowiednim momencie wciągnęłam do ust powietrze i nagle poczułam, jak zatapiam się w zimnym morzu. Dodatkowo nie mogłam tak od razu się wynurzyć, bo ręce chłopaka ciągle przytrzymywały mnie w talii pod wodą, a on sam unosił się niewiele wyżej nade mną. Jego głowa także była zanużona. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam jak zbliża się do mnie, dlatego zacisnęłam je ponownie.
Wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Nawet nie zdążyłam poczuć, że brakuje mi tchu, tam pod wodą. Zamiast tego poczułam jak jego usta spoczywają na moich. Maleńkie bąbelki powietrza łaskotały moją twarz, gdy nasze usta jedynie stykały się w delikatnym, czystym "buziaku".
Cóż, było to miłe, ale nie trwało tyle, ile powinno, by chociaż wywołać u mnie łaskotanie w brzuchu, niestety. Czas się nie zatrzymał, świat się nie skończył, moja mokra głowa wynurzyła się w końcu spod wody, a moje stopy stanęły na gruncie. Złapałam się za twarz, chcąc ukryć z pewnością rozmazany makijaż. Wszyscy się śmiali, łącznie z Daehyun'em, który swoją drogą oberwał za swój wyczyn.
- Mam piasek w gaciach!!! - zawyłam, zrozpaczona.

»

Na początku myślałam, że to będzie miasto. Nie chciał niczego powiedzieć, więc całą drogę zgadywałam, ale ani razu nie miałam racji. Jechaliśmy autobusem już od piętnastu minut, robiło się ciemno, a ja dalej zachodziłam w głowę, gdzie ten skończony romantyk chciał mnie wywieźć.
To mogło być coś z dwóch kategorii; tego, co lubię ja i tego, co lubi on. Gdyby to było coś pode mnie, to prawdopodobnie wynalazłby skądś bilety na Iron Man musical, albo koncert GOT7. Ewentualnie byłoby to jakieś wesołe miasteczko z ekstremalnymi rollercoaster'ami. Ale gdyby jednak miał wybierać coś w jego guście, to mogłoby to być na prawdę wszystko... nawet przedstawienie teatralne "Titanic". To nie tak, że jemu podoba się wszystko. W zasadzie jest dosyć wyjątkowy, jeśli chodzi o upodobania. Raz narzeka na popkulturę, a później ogląda nocami filmy z Kapitanem Ameryką. Gra w szachy. I jednocześnie chodzi na siłownię. Słucha jazz'u i hiphop'u. Podsumowując - jest nieobliczalny. On chyba nawet sam czasami nie do końca wie, co lubi, a czego nie.
- O, tu wysiadamy - powiedział nagle, wskazując na przystanek, do którego podjeżdżaliśmy.
Pojazd zatrzymał się, a Daehyun wstał, chwytając mnie za rękę i razem wyszliśmy. Szliśmy po chodniku, blisko morza. Przez jakiś czas nie rozmawialiśmy w ogóle. Czasami tak jest, że nikt nic nie mówi, a i tak jest przyjemnie, prawda? Między naszą dwójką jest tak dosyć często. Aczkolwiek miewamy też epizody tego typu, co wcześniej na plaży.
Po kilku minutach weszliśmy na molo, któremu przyglądałam się przez cały czas z dala i kiedy coraz bardziej się do niego zbliżaliśmy. Pomost wyglądał wspaniale, biały, rozświetlony od spodu przez lampy. Ucieszyłam się w duchu, kiedy Daehyun pociągnął mnie delikatnie w kierunku wejścia. Miał ze trzysta metrów, a nad dziesięcioma na samym końcu, wznosił się materiałowy dach.
Zatrzymaliśmy się właśnie tam. Oparliśmy oboje o poręcz i przez dłuższą chwilę obserwowaliśmy gwiazdy odbijające się w wodzie. W końcu jednak odezwał się on, przerywając ciszę.
- Jakie jest twoje największe marzenie? - zapytał, nie odrywając wzroku od wody.
- Już odpowiadałam ci na to pytanie - odparłam, robiąc to samo, czyli nic.
-Wiem, ale chciałem się upewnić.
- Chciałabym kiedyś mieć męża - powiedziałam w końcu, po chwili wahania. Nie wiem, dlaczego tak dziwnie było mi o tym mu opowiadać. Może to dlatego, że bałam się jak zareaguje? W końcu on już wie, jak to jest brać ślub, mieć żonę i nie wspomina tego dobrze. Nigdy tego nie mówił, ale co jeśli ten temat jest dla niego nieprzyjemny? - Takiego, który kochałby mnie całym sercem, najbardziej na świecie. Takiego, który byłby lepszym człowiekiem niż ja. - Oparłam brodę na skrzyżowanych, na poręczy rękach i wydałam z siebie ciche westchnięcie.
Mieć męża, mieć własne dzieci. Nie wyobrażam sobie na jego miejscu nikogo poza Daehyun'em, więc ze względu na niego byłam w stanie odpuścić sobie to marzenie. Nie umrłabym od tego przecież, a on wciąż by mnie kochał.
Milczał przez cały czas, aż wykonał ten sam ruch, co ja poprzednio i oparł głowę na swoich przedramionach.
- Ja też. - Obróciłam głowę w jego stronę. Nie byłam pewna, czy dobrze usłyszałam. - Mam to samo marzenie.
Nie patrzył w moim kierunku. Nie uśmiechał się. Jego ekspresja wyrażała coś pomiędzy zamyśleniem, a tęsknotą.
- Też chcesz mieć takiego męża? - bardziej stwierdziłam, niż zapytałam, wywołując tym samym cichy chichot chłopaka. Bujnął swoim biodrem, tak, że uderzyło w moje i popatrzył w moją stronę.
- Yah, nie o to mi chodziło. - Patrzył na mnie przez chwilę, by w końcu przysunąć się bliżej, w tej samej pozycji. Tym razem jednak z lekkim uśmiechem. - Moim największym marzeniem jest wyjść za kobietę, która kochałaby mnie ponad wszystko. I pomimo wszystko.
- Życzę ci, przyjacielu, abyś znalazł kiedyś taką kobietę! - powiedziałam, prostując się. Obróciłam głowę w stronę morza, widząc kątem oka, jak Dae również się podnosi, ale znacznie wolniej.
- Przyjacielu? - Popatrzyłam na niego. Wydawał się być zaskoczony. Ja wiem, wiem, każdy romantyczny moment, to przy mnie komedia. Czasami thriller. Ale i tak jest już ze mną lepiej! No ludzie, ja kiedyś miałam antropopofobię, to i tak cud, że dzisiaj mam pracę. W dodatku kontaktową, bo żyję z tłumaczenia koreańskiego na różne języki, często na żywo. Ciągle jestem w procesie otwierania się na innych...
- Jesteś moim przyjacielem. Najlepszym, Dae. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Ale... tylko? - nie wiedziałam, czy żartował, czy na poważnie był taki niepewny. Zaśmiałam się cicho.
- Nie. - Pokręciłam głową. - Nie tylko. Ale gdybyśmy nie byli przyjaciółmi, nigdy byśmy się nie dogadali, ani nie szanowali. - Widać było w jego oczach ulgę, ale wciąż milczał. - Głównie... jesteśmy przyjaciółmi. To, co różni nas od innych par przyjaciół, to uczucie, które jest między nami. Kocham cię tak bardzo, że oddałabym za ciebie swoje życie. Albo swoje miejsce u twojego boku, gdybyś tylko miał być szczęśliwszy z kimś innym.
- Dlaczego z kimś innym? - uśmiechnął się szerzej. - Z tobą jestem najszczęśliwszy.
- Więc... chcesz ożenić się ze mną? - zapytałam tak mocno zestresowana, jak w liceum, kiedy nauczycielka historii kazała mi śpiewać przed całą szkołą na apelu z okazji Dnia Jedenastego Listopada. Płakałam ze strachu. I teraz też miałam chęć. Co jeśli nie o to mu chodziło? Jesteś idiotką, Wera!
- Może. - Patrzył mi prosto w oczy i uśmiechał się ciągle tak samo.
- Ale... ja nie jestem wcale super - powiedziałam, bez cienia zrozumienia. - Nie jestem taka wspaniała, mam więcej wad niż zalet, to właśnie dlatego chciałam być z kimś, kto byłby lepszy, kto by mi pomógł...
- Czy ja jestem wystarczająco dobry? - zapytał, a mnie wmurowało. Czyli jednak on tak na poważnie...
Zamrugałam szybciej i przełknęłam ślinę.
- Tak, ja... - odetchnęłam głęboko. - Jesteś najmilszym i najwspanialszym człowiekiem, jakiego spotkałam w życiu. I właśnie dlatego--
- Wiesz dlaczego cię kocham? - Stałam z otwartą buzią i nie mogłam powiedzieć słowa. Nie mogłam nawet się ruszyć. - Bo nigdy się ode mnie nie odwróciłaś. Nic, co zrobiłem w przeszłości, ani podczas bycia z tobą, nie zmieniło twojego zdania o mnie. A pamiętasz, nie zawsze było tak słodko...
- Nie pamiętam... - Pokręciłam głową, schylając ją w dół. Chęć płaczu wcale nie przeszła. Nie chciałam pamiętać tamtych rzeczy. Nie miałam potrzeby, on już dawno przeprosił, a ja już dawno mu wybaczyłam. To się dla mnie nie wydarzyło.
- Racja! – Zawołał radośnie. - I dlatego jesteś najlepszym człowiekiem, jakiego ja znam. - nie zdołałam powstrzymać tej łzy, która wymknęła mi się spod powiek. - Nawet z twoim charakterkiem, brakiem umiejętności do okazywania uczuć i okropnym polskim humorem. - coś na kształt śmiechnięcia wyszło z mojego ciała przez usta. Chłopak podszedł do mnie i objął ramionami. - Nie chcę, żebyś kiedykolwiek, komukolwiek oddawała swoje miejsce. Masz o mnie walczyć, a ja będę walczył o ciebie.
Owinęłam swoje krótkie łapki wokół jego pleców i pokiwałam głową.
- Poczekaj jeszcze trochę... - szepnął, opierając policzek na mojej głowie. - Obiecuję, że spełnią się kiedyś nasze marzenia.

»

- Jak to chcesz się z nią ożenić?!
Gorąca woda lała mi się na głowę, a chłodne powietrze i głosy dwojga ludzi, wpadające przez małe okienko na górze ściany, powodowały gęsią skórkę na moim ciele.
Stałam pod prysznicem. Weszłam chwilę po Eustachym, a Daehyun z Jieun rozmawiali prawie tuż pod oknem, z drugiej strony. Chociaż "rozmową", to ciężko by to nazwać. Krzyczała na niego, że to zły pomysł. Że dzieci tego nie zrozumieją. Że powinien to przemyśleć. Że powinni wrócić do siebie dla dobra Haneul. A ja płakałam w duchu, słysząc to. Nie wiedzieć, czemu, nie mogłam teraz uronić ani jednej łzy.
- Jieun, to koniec! - Daehyun podniósł głos. Rzadko to robił, na mnie jeszcze nigdy. Nie w ten sposób. - Nie będzie żadnego "od nowa", nie będziemy mieszkali razem, a już na pewno nigdy w życiu do ciebie nie wrócę.
- Nawet--
- Nawet dla Haneul - uciął. - Musiałaby być śmiertelnie chora, a to jakimś magicznym sposobem jej pomóc. - Przez chwilę milczeli oboje, a  ja nadal stałam pod prysznicem, słuchając ich rozmowy. Nie chciałam, tym razem to nie moja wina. - Oboje doskonale wiemy, że z Haneul jest lepiej niż w porządku, więc nie licz na taki obrót spraw.
- Co jest w niej lepszego ode mnie?! - wrzasnęła, sfrustrowana. - Co?! Jest od ciebie młodsza o sześć lat, dopiero, co pozbyła się trądziku!
- Jakie to ma znaczenie? - Już nie krzyczał. Teraz był śmiertelnie poważny i bardzo poruszony. Słychać było w jego głosie ból. - Jej miłość nie chodzi na imprezy, kiedy nie ma mnie w domu. - te słowa niemal wysyczał przez zaciśnięte zęby. - Nie kryje urazy, tylko rozmawia, nie ma sekretów, nie patrzy na nikogo więcej prócz mnie, jej miłość... - Przerwał na chwilę. - To coś więcej niż uczucia i emocje, Jieun. To w niej jest lepsze od wszystkiego w tobie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz