Sami
Od naszego przyjazdu tutaj, minęły dwa tygodnie. Co
oznacza, że wakacje nieubłaganie dobiegały końca. Wakacje, na które czekałam
tak długo, jedyny cel moich i Daehyun'a oszczędności. Moje marzenie, które w
przeciągu zaledwie kilku dni, zanim jeszcze zdążyliśmy się spakować zamieniło
się w nieprzyjemny sen. Oczywiście miewaliśmy różowe akcenty chwil, kiedy
wydawało się być dobrze. Ale wtedy zawsze pojawiała się ona. Ze swoimi dziećmi,
którymi zająć się sama nie mogła. Rzekomo, bo w końcu wszyscy wiemy już, jaki
był jej prawdziwy cel.
Daehyun z nią rozmawiał. Z tych skraweczków, które
później jeszcze bardziej mi streścił dowiedziałam się, że po raz kolejny prosto
w twarz powiedział jej, że już niczego do niej nie czuł. Widziałam, jak
płakała, a więc musiała sobie to do serca wziąć. Obiecała mu nigdy już nie
wtrącać się do naszego związku, a nasz wspólny czas traktować jak świętość.
Chciałabym jej wierzyć.
- Nikka - usłyszałam, kolejnego dnia wylegując się
na plaży i czytając książkę. Jieun leżała na swoim specjalnym leżaku, pod
specjalnym parasolem, monitorując swoje specjalne... znaczy wyjątkowe dzieci.
Daehyun wrócił z zakupów w mieście i właśnie stał mi nad głową, obsypawszy
wcześniej pół koca piaskiem.
- Słucham? - mruknęłam, wracając wzrokiem do swojej
książki.
- Chcę cię gdzieś dzisiaj wieczorem zabrać. - Przyklęknął
na kocyku, obok mnie, mówiąc to, a ja momentalnie podniosłam na niego swoje
spojrzenie. Chciałam go zapytać, pełna nadzieji, czy to daleko, ale na
szczęście w ostatniej chwili ugryzłam się w język. Przypomniawszy sobie o
pewnej osobie. Specjalnie leżącej. Mimo wszystko chciałam udawać, że wierzyłam
jej słowom. Ciągle przecież była ode mnie starsza o te pięć lat.
- Gdzie? - zapytałam, podnosząc się do siadu.
Chłopak zamiast mi odpowiedzieć, przemknął spojrzeniem po mnie w dół i z
powrotem, wieńcząc swoją wędrówkę westchnięciem.
- Leżysz na plaży w pełnym słońcu, podczas, gdy w
cieniu jest ze trzydzieści stopni i wciąż... - Pokręcił głową ze
zrezygnowaniem. - masz na sobie bluzkę i spodnie.
- Wszystkie szorty mi się suszą... - powiedziałam,
chcąc jak najprędzej zakończyć temat i dowiedzieć się, gdzie miał mnie dzisiaj
zabrać.
- Ale bluzkę mogłabyś ściągnąć - stwierdził,
zniesmaczony. - Jeszcze czarną wybrałaś, w takie słońce... - Wskazał ręką na
niebo. Powiodłam za jego palcem w górę i zobaczyłam, jak puka się nim zaraz w
głowę. - Jakby nie było innych kolorów na świecie.
- Lubię czarny. - Zmarszczyłam brwi.
- To nie prawda, że wyszczupla. - Uniósł brwi w
górę, za co dostał po chwili w ramię. Zaśmiał się, trzymając za bolące miejsce.
- U ciebie nawet nie ma czego wyszczuplać... - sprostował.
- Zaamknij się... - mruknęłam, chcąc się znowu
położyć na brzuch, ale zostałam złapana za ramiona i odwrócona przodem do
chłopaka, przez niego. Uśmiechał się. Chichotał. Lubię, kiedy jest
szczęśliwy.
- Ściągnij to, proszę... - powiedział, jak do
głupiutkiego dzieciaczka.
Bez słowa patrzyłam na niego przez chwilę, by w
końcu posłuchać i sięgnąć po krawędzie koszulki , aby po chwili zdjąć ją z
siebie.
- Dziękuję. - Uśmiechał się delikatnie. - Jeszcze
mogłabyś spodnie zdjąć, bo kolejne trafią na sznurek, ale gilać to... - dodał i
w mgnieniu oka podniósł mnie w górę, następnie niosąc w stronę wody.
Zaczęłam panikować, krzyczeć i zwróciłam na siebie
uwagę połowy plaży, przy czym dzieciaki i moi bracia dopingowali go gorąco.
Obudzić jutro szklanką wody każdego po kolei -
zapisano.
Daehyun wbiegł do wody. W odpowiednim momencie
wciągnęłam do ust powietrze i nagle poczułam, jak zatapiam się w zimnym morzu.
Dodatkowo nie mogłam tak od razu się wynurzyć, bo ręce chłopaka ciągle
przytrzymywały mnie w talii pod wodą, a on sam unosił się niewiele wyżej nade
mną. Jego głowa także była zanużona. Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam jak zbliża
się do mnie, dlatego zacisnęłam je ponownie.
Wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Nawet nie
zdążyłam poczuć, że brakuje mi tchu, tam pod wodą. Zamiast tego poczułam jak
jego usta spoczywają na moich. Maleńkie bąbelki powietrza łaskotały moją twarz,
gdy nasze usta jedynie stykały się w delikatnym, czystym "buziaku".
Cóż, było to miłe, ale nie trwało tyle, ile
powinno, by chociaż wywołać u mnie łaskotanie w brzuchu, niestety. Czas się nie
zatrzymał, świat się nie skończył, moja mokra głowa wynurzyła się w końcu spod
wody, a moje stopy stanęły na gruncie. Złapałam się za twarz, chcąc ukryć z
pewnością rozmazany makijaż. Wszyscy się śmiali, łącznie z Daehyun'em, który
swoją drogą oberwał za swój wyczyn.
- Mam piasek w gaciach!!! - zawyłam, zrozpaczona.
»
Na początku myślałam, że to będzie miasto. Nie chciał niczego powiedzieć, więc całą drogę zgadywałam, ale ani razu nie miałam racji. Jechaliśmy autobusem już od piętnastu minut, robiło się ciemno, a ja dalej zachodziłam w głowę, gdzie ten skończony romantyk chciał mnie wywieźć.
To mogło być coś z dwóch kategorii; tego, co lubię
ja i tego, co lubi on. Gdyby to było coś pode mnie, to prawdopodobnie
wynalazłby skądś bilety na Iron Man musical, albo koncert GOT7. Ewentualnie
byłoby to jakieś wesołe miasteczko z ekstremalnymi rollercoaster'ami. Ale gdyby
jednak miał wybierać coś w jego guście, to mogłoby to być na prawdę wszystko...
nawet przedstawienie teatralne "Titanic". To nie tak, że jemu podoba
się wszystko. W zasadzie jest dosyć wyjątkowy, jeśli chodzi o upodobania. Raz
narzeka na popkulturę, a później ogląda nocami filmy z Kapitanem Ameryką. Gra w
szachy. I jednocześnie chodzi na siłownię. Słucha jazz'u i hiphop'u.
Podsumowując - jest nieobliczalny. On chyba nawet sam czasami nie do końca wie,
co lubi, a czego nie.
- O, tu wysiadamy - powiedział nagle, wskazując na
przystanek, do którego podjeżdżaliśmy.
Pojazd zatrzymał się, a Daehyun wstał, chwytając
mnie za rękę i razem wyszliśmy. Szliśmy po chodniku, blisko morza. Przez jakiś
czas nie rozmawialiśmy w ogóle. Czasami tak jest, że nikt nic nie mówi, a i tak
jest przyjemnie, prawda? Między naszą dwójką jest tak dosyć często. Aczkolwiek miewamy
też epizody tego typu, co wcześniej na plaży.
Po kilku minutach weszliśmy na molo, któremu
przyglądałam się przez cały czas z dala i kiedy coraz bardziej się do niego
zbliżaliśmy. Pomost wyglądał wspaniale, biały, rozświetlony od spodu przez
lampy. Ucieszyłam się w duchu, kiedy Daehyun pociągnął mnie delikatnie w
kierunku wejścia. Miał ze trzysta metrów, a nad dziesięcioma na samym końcu,
wznosił się materiałowy dach.
Zatrzymaliśmy się właśnie tam. Oparliśmy oboje o
poręcz i przez dłuższą chwilę obserwowaliśmy gwiazdy odbijające się w wodzie. W
końcu jednak odezwał się on, przerywając ciszę.
- Jakie jest twoje największe marzenie? - zapytał,
nie odrywając wzroku od wody.
- Już odpowiadałam ci na to pytanie - odparłam,
robiąc to samo, czyli nic.
-Wiem, ale chciałem się upewnić.
- Chciałabym kiedyś mieć męża - powiedziałam w
końcu, po chwili wahania. Nie wiem, dlaczego tak dziwnie było mi o tym mu
opowiadać. Może to dlatego, że bałam się jak zareaguje? W końcu on już wie, jak
to jest brać ślub, mieć żonę i nie wspomina tego dobrze. Nigdy tego nie mówił,
ale co jeśli ten temat jest dla niego nieprzyjemny? - Takiego, który kochałby
mnie całym sercem, najbardziej na świecie. Takiego, który byłby lepszym
człowiekiem niż ja. - Oparłam brodę na skrzyżowanych, na poręczy rękach i
wydałam z siebie ciche westchnięcie.
Mieć męża, mieć własne dzieci. Nie wyobrażam sobie
na jego miejscu nikogo poza Daehyun'em, więc ze względu na niego byłam w stanie
odpuścić sobie to marzenie. Nie umrłabym od tego przecież, a on wciąż by mnie
kochał.
Milczał przez cały czas, aż wykonał ten sam ruch,
co ja poprzednio i oparł głowę na swoich przedramionach.
- Ja też. - Obróciłam głowę w jego stronę. Nie
byłam pewna, czy dobrze usłyszałam. - Mam to samo marzenie.
Nie patrzył w moim kierunku. Nie uśmiechał się.
Jego ekspresja wyrażała coś pomiędzy zamyśleniem, a tęsknotą.
- Też chcesz mieć takiego męża? - bardziej
stwierdziłam, niż zapytałam, wywołując tym samym cichy chichot chłopaka. Bujnął
swoim biodrem, tak, że uderzyło w moje i popatrzył w moją stronę.
- Yah, nie o to mi chodziło. - Patrzył na mnie
przez chwilę, by w końcu przysunąć się bliżej, w tej samej pozycji. Tym razem
jednak z lekkim uśmiechem. - Moim największym marzeniem jest wyjść za kobietę,
która kochałaby mnie ponad wszystko. I pomimo wszystko.
- Życzę ci, przyjacielu, abyś znalazł kiedyś taką
kobietę! - powiedziałam, prostując się. Obróciłam głowę w stronę morza, widząc
kątem oka, jak Dae również się podnosi, ale znacznie wolniej.
- Przyjacielu? - Popatrzyłam na niego. Wydawał się
być zaskoczony. Ja wiem, wiem, każdy romantyczny moment, to przy mnie komedia.
Czasami thriller. Ale i tak jest już ze mną lepiej! No ludzie, ja kiedyś miałam
antropopofobię, to i tak cud, że dzisiaj mam pracę. W dodatku kontaktową, bo
żyję z tłumaczenia koreańskiego na różne języki, często na żywo. Ciągle jestem
w procesie otwierania się na innych...
- Jesteś moim przyjacielem. Najlepszym, Dae. - Uśmiechnęłam
się lekko.
- Ale... tylko? - nie wiedziałam, czy żartował, czy
na poważnie był taki niepewny. Zaśmiałam się cicho.
- Nie. - Pokręciłam głową. - Nie tylko. Ale
gdybyśmy nie byli przyjaciółmi, nigdy byśmy się nie dogadali, ani nie
szanowali. - Widać było w jego oczach ulgę, ale wciąż milczał. - Głównie...
jesteśmy przyjaciółmi. To, co różni nas od innych par przyjaciół, to uczucie,
które jest między nami. Kocham cię tak bardzo, że oddałabym za ciebie swoje
życie. Albo swoje miejsce u twojego boku, gdybyś tylko miał być szczęśliwszy z
kimś innym.
- Dlaczego z kimś innym? - uśmiechnął się szerzej.
- Z tobą jestem najszczęśliwszy.
- Więc... chcesz ożenić się ze mną? - zapytałam tak
mocno zestresowana, jak w liceum, kiedy nauczycielka historii kazała mi śpiewać
przed całą szkołą na apelu z okazji Dnia Jedenastego Listopada. Płakałam ze
strachu. I teraz też miałam chęć. Co jeśli nie o to mu chodziło? Jesteś
idiotką, Wera!
- Może. - Patrzył mi prosto w oczy i uśmiechał się
ciągle tak samo.
- Ale... ja nie jestem wcale super - powiedziałam,
bez cienia zrozumienia. - Nie jestem taka wspaniała, mam więcej wad niż zalet,
to właśnie dlatego chciałam być z kimś, kto byłby lepszy, kto by mi pomógł...
- Czy ja jestem wystarczająco dobry? - zapytał, a
mnie wmurowało. Czyli jednak on tak na
poważnie...
Zamrugałam szybciej i przełknęłam ślinę.
- Tak, ja... - odetchnęłam głęboko. - Jesteś
najmilszym i najwspanialszym człowiekiem, jakiego spotkałam w życiu. I właśnie
dlatego--
- Wiesz dlaczego cię kocham? - Stałam z otwartą
buzią i nie mogłam powiedzieć słowa. Nie mogłam nawet się ruszyć. - Bo nigdy
się ode mnie nie odwróciłaś. Nic, co zrobiłem w przeszłości, ani podczas bycia
z tobą, nie zmieniło twojego zdania o mnie. A pamiętasz, nie zawsze było tak
słodko...
- Nie pamiętam... - Pokręciłam głową, schylając ją
w dół. Chęć płaczu wcale nie przeszła. Nie chciałam pamiętać tamtych rzeczy.
Nie miałam potrzeby, on już dawno przeprosił, a ja już dawno mu wybaczyłam. To
się dla mnie nie wydarzyło.
- Racja! – Zawołał radośnie. - I dlatego jesteś
najlepszym człowiekiem, jakiego ja znam. - nie zdołałam powstrzymać tej łzy,
która wymknęła mi się spod powiek. - Nawet z twoim charakterkiem, brakiem
umiejętności do okazywania uczuć i okropnym polskim humorem. - coś na kształt
śmiechnięcia wyszło z mojego ciała przez usta. Chłopak podszedł do mnie i objął
ramionami. - Nie chcę, żebyś kiedykolwiek, komukolwiek oddawała swoje miejsce.
Masz o mnie walczyć, a ja będę walczył o ciebie.
Owinęłam swoje krótkie łapki wokół jego pleców i
pokiwałam głową.
- Poczekaj jeszcze trochę... - szepnął, opierając
policzek na mojej głowie. - Obiecuję, że spełnią się kiedyś nasze marzenia.
»
- Jak to chcesz się z nią ożenić?!
Gorąca woda lała mi się na głowę, a chłodne powietrze
i głosy dwojga ludzi, wpadające przez małe okienko na górze ściany, powodowały
gęsią skórkę na moim ciele.
Stałam pod prysznicem. Weszłam chwilę po Eustachym,
a Daehyun z Jieun rozmawiali prawie tuż pod oknem, z drugiej strony. Chociaż
"rozmową", to ciężko by to nazwać. Krzyczała na niego, że to zły
pomysł. Że dzieci tego nie zrozumieją. Że powinien to przemyśleć. Że powinni
wrócić do siebie dla dobra Haneul. A ja płakałam w duchu, słysząc to. Nie
wiedzieć, czemu, nie mogłam teraz uronić ani jednej łzy.
- Jieun, to koniec! - Daehyun podniósł głos. Rzadko
to robił, na mnie jeszcze nigdy. Nie w ten sposób. - Nie będzie żadnego
"od nowa", nie będziemy mieszkali razem, a już na pewno nigdy w życiu
do ciebie nie wrócę.
- Nawet--
- Nawet dla Haneul - uciął. - Musiałaby być
śmiertelnie chora, a to jakimś magicznym sposobem jej pomóc. - Przez chwilę
milczeli oboje, a ja nadal stałam pod prysznicem, słuchając ich rozmowy.
Nie chciałam, tym razem to nie moja wina. - Oboje doskonale wiemy, że z Haneul
jest lepiej niż w porządku, więc nie licz na taki obrót spraw.
- Co jest w niej lepszego ode mnie?! - wrzasnęła,
sfrustrowana. - Co?! Jest od ciebie młodsza o sześć lat, dopiero, co pozbyła
się trądziku!
- Jakie to ma znaczenie? - Już nie krzyczał. Teraz
był śmiertelnie poważny i bardzo poruszony. Słychać było w jego głosie ból. -
Jej miłość nie chodzi na imprezy, kiedy nie ma mnie w domu. - te słowa niemal
wysyczał przez zaciśnięte zęby. - Nie kryje urazy, tylko rozmawia, nie ma
sekretów, nie patrzy na nikogo więcej prócz mnie, jej miłość... - Przerwał na
chwilę. - To coś więcej niż uczucia i emocje, Jieun. To w niej jest lepsze od
wszystkiego w tobie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz