piątek, 14 października 2016

I hate you so much! [#10]




Kiedy JB usiadł w fotelu szefa, w niemal trzy sekundy zebrało się wokół niego całe jego stadko, nie licząc leżącego w szpitalu Mark'a oraz spóźnionego prawie dwie minuty Junior'a.
- Otóż sytuacja GOT7 wygląda następująco... - zaczął lider, kiedy wszyscy, poza Jinyoung'iem patrzyli na niego wyczekująco. - Mark, jak wiecie, został pobity. Twierdzi, że niczego z poprzedniej nocy nie pamięta, więc jeśli wy o czymś wiecie, to proszę, żebyście teraz o tym powiedzieli. Zanim przejdę do następnej rzeczy.
Łokcie oparte miał na kolanach, bawiąc się z przyzwyczajenia swoimi smukłymi palcami. Patrzył na twarze chłopaków, jakby chciał nakłonić ich swoim wzrokiem do mówienia. Większość z nich jednak wcale nie wyglądała, jakby miała o czymkolwiek pojęcie. Tylko Jinyoung wydawał się być podejrzanie zamyślony, zdenerwowany czymś.
- Głównie pytam Jackson'a i Junior'a, bo wiem, że wy, chłopaki wróciliście do dormy razem z nim.
Na dźwięk swojego imienia Park podniósł wzrok na JB, dosłownie na sekundę, bo zaraz po tym przeleciał spojrzeniem po twarzach reszty chłopaków, wpatrujących się w niego nieznośnie, a w końcu zaczął palcami tarmosić swoją dolną wargę. Był bardzo tym wszystkim przejęty. Dodatkowo teraz zaczynały do jego głowy powracać po kolei niektóre wspomnienia. Nie podobały mu się, to, co widniało teraz w jego głowie składało się w dziwną całość, kompletnie nierzeczywistą. To nie mogło się wydarzyć, myślał, oddychając coraz mniej spokojnie.
Zapach perfum, którego spośród całej siódemki używa tylko jedna osoba. Był tak silny... Zbyt silny, aż łaskotało go w nosie na samą myśl. Dziwny nacisk na ustach, który teraz pamięta, dziwny delikatny posmak na języku.
Brwi Wang'a prawie stykają się ze sobą, kiedy marszczy czoło.
- Wiem, że kiedy menager nas przywiózł, chłopaki poszli przodem, a ja chyba zwróciłem wszystkie posiłki z całego dnia. - mruknął. - Jak weszliśmy do dormy, Jinyoung przepraszał Mark'a za coś, a potem, to już nie wiem...
Park zagryza wargę. Pamięta. Pamięta już wszystko. Pamięta, jak kładł mu na kark swoją dłoń, jak przyciągnął go do siebie, jak szeptał mu do uszka, pamiętał wszystko, co działo się potem. To wszystko przez niego, nie wiedział przecież, że Mark...
Przełknął ślinę, nie wiedząc, gdzie podziać wzrok, albo co zrobić ze swoim sercem. Biło tak mocno, że aż bujało nim lekko.
- Jinyoung-ah - popatrzył na lidera, który po raz kolejny wypowiedział jego imię. W oczach miał zmartwienie, ale i nutę podejrzliwości, czającą się gdzieś w ich kiącikach. - chcesz coś powiedzieć?
Nie, zdecydowanie nie chciał się odzywać. Nie chciał nawet wierzyć w to, że zrobił coś tak głupiego. Nie chciał tego pamiętać, bolała go głowa, brzuch i serce. Chyba właśnie dostał zawału.
- Hyung, gwaenchana? - zapytał Youngjae, kładąc przyjacielowi dłoń na ramieniu, ale ten miał wrażenie, że jej ciężar zaraz połamie mu kości. Pokiwał głową, odsuwając delikatnie rękę kumpla od siebie. Skinship to w tej chwili ostatnie, na co miał ochotę.
- Nae, ja... - czuł, że musi coś powiedzieć, przecież to wszystko jego wina. Gdyby tylko się wtedy nie upił. - Ja nie pamiętam wiele. - skłamał. - Przyjechaliśmy tu, Mark usadził mnie na kanapie, potem gdzieś poszedł, a ja chciałem wstać, przewróciłem się i walnąłem głową w stół.
- Czyli też niczego nie pamiętasz? - bardziej stwierdził, niż zapytał JB. Park kiwnął głową, wdychając głęboko powietrze do płuc. Jaebum doszedł do wniosku, iż Junior jest po prostu w szoku, przez całe to zamieszanie, dlatego nie ciągnął już go za język, a nawet usprawiedliwił przed sobą jego zdenerwowanie. - Ok, to teraz następna sprawa. - pomasował swój kark, oblizując przy tym wargi. - Menager kazał nam tu siedzieć i nie wychylać nosa poza drzwi dormy. Oczywiście ja i Jinyoung złamaliśmy już tę zasadę i odwiedziliśmy Mark'a w szpitalu.
- No i bardzo dobrze! Co z nim? - zapytał Wang, który wydawał się czekać, by zadać to pytanie chyba całą wieczność.
- Niczego nam nie powiedzieli, dopiero jutro zrobią mu wszystkie badania i poinformują "rodzinę i najbliższych przyjaciół" - cztery ostatnie słowa zamknął w cudzysłowie z dwóch palców, wywracając oczami, a potem westchnął ciężko, chowając twarz w dłoniach. Nigdy by nie pomyślał, że kiedyś coś takiego przydarzy się jemu i jego zespołowi.
- Co to znaczy? - maknae próbował zrozumieć zachowanie lidera, obserwując go uważnie, a kiedy to nie przyniosło efektu, pomocy zaczął szukać wzrokiem u innych.
- Podadzą im fałszywe informacje? - starał się grzecznie odgadnąć Bam.
- Po prostu skłamią jego rodzicom i mediom, a nam będą kazali ładnie przytakiwać głowami, że niby to przewrócił się o wystającą kafelkę na chodniku. - warknął, rozdrażniony Jackson.
- Dokładnie. - JB opadł plecami na oparcie fotela i zsunął się nieco w dół. - Więc od tego momentu nas nie ma. - Nie takiej odpowiedzi oczekiwał Jackson. Nie od JB. Zawsze powtarzał, że nawet będąc osobami publicznymi, mają prawo do prywatności, podejmowania własnych decyzji i walki o swoje dobro. A teraz tak po prostu mieli zostawić jednego z nich w szpitalu i tańczyć jak im wytwórnia zagra?
- Co ty pieprzysz? Chcesz powiedzieć, że zgadzamy się na te bajeczki o fikołku? Poważnie masz zamiar okłamywać fanów... Ha, fanów, dobre! Co powiemy rodzicom? - Chińczyk wstał, podnosząc ton nieznacznie i kładąc nacisk na swoje ostatnie słowo.
- Powiemy rodzicom, cokolwiek wymyśli wytwórnia. - odburknął lider, ledwo jeszcze trzymając swoje nerwy na wodzy. Jackson ostatnimi czasy zrobił się bardzo nerwowy, dużo krzyczy, a JB nigdy nie był znany ze stoickiego spokoju. Ciężko mu zapanować nad tym wszystkim i takie zachowanie zdecydowanie mu nie pomaga. Może Im jest dosyć chłodny z charakteru, ale przecież ma uczucia. Które swoją drogą bardzo dobrze ukrywa, co nie zmienia jednak faktu, że też ma swoje granice.
- Co... - Wang zaśmiał się bezsilnie. - Przecież... A ci napastnicy? Powinni siedzieć w pierdlu, pobili mojego przyjaciela!
- Mojego też, do cholery, Jackson! - JB wyprostował się, by po chwili wstać. - Mi też to wszystko kompletnie nie pasuje! Czuję się źle z tym, że muszę kłamać, a mój kumpel leży w szpitalu. Stary, ja... - przeczesał włosy palcami, nerwowo gryząc dolną wargę. - Ja jestem liderem... Ja powinienem się wami opiekować, pomagać, masz pojęcie, co ja w ogóle czuję? Zawaliłem po całości. Zawaliłem jako lider, jako przyjaciel i jako idol.
Jackson odwrócił głowę, przymykając powieki na chwilę. Nie chciał doprowadzić do tego, by JB czuł się przez niego źle. Nie wiedział, że aż tak to wszystko przeżywa, nigdy nie dawał tego po sobie poznać.
- I nie mam zamiaru zawalać niczego więcej. - dodał stanowczo. - Jesteśmy zespołem, chłopaki. Zróbmy to razem.
To był pierwszy raz, kiedy Jaebum powiedział im o swoich uczuciach. Nie mogli inaczej odpowiedzieć, w końcu byli braćmi. Byli dla siebie nawzajem, mieli tylko siebie, szczególnie w tamtej chwili.

°

Nie odzywali się do IGOT7 na SNS przez parę dni, jeździli jedynie do wytwórni i z powrotem do dormu. Tylko raz pozwolono im spotkać się z Mark'iem w szpitalu. Nie rozmawiali także z pozostałymi artystami, ani nie kontaktowali się z przyjaciółmi i rodziną. Nie było ich, tak jak kazał JB. W międzyczasie Jinyoung Park PD-nim omówił wszystko z prawnikami, lekarzami i członkami zespołu. Ustalili bezpieczną oficjalną wersję wydarzeń, którą mieli przekazać wszystkim zainteresowanym.
- "Mark Tuan podczas jednej z prób w JYP Entertainment doznał poważnej kontuzji, spadając ze sceny podczas wykonywania jednego ze swoich popisowych salt, wskutek czego trafił do szpitala ze złamanym żebrem, prawą dłonią oraz zbitym kolanem. Nie weźmie udziału w nadchodzących występach zespołu. Przed nim długa droga powrotna do zdrowia..." - mówił głos dziennikarki telewizyjnej KBS Info.
Jang Chommi stała razem z Xiah i Grace przed telewizorem w holu głównym JYP building, gdzie oprócz nich zebrało się również sporo pracowników SATFFu wytwórni, jak i kilkoro innych idoli. Wszyscy w skupieniu i zainteresowaniu oglądali wiadomości.
- Jak to, "spadł ze sceny"? - warknęła, poruszona Xiah, prawie wylewając swoje różowe smoothie z McDonald's, na Grace. Tamta tylko syknęła, pukając swoją unnie w ramię, by bardziej uważała i dalej patrzyła z tym samym pustym wzrokiem na ekran plazmówki, wiszącej na ścianie. - To jest niemożliwe. - zamachnęła się znowu plastikiem, tym razem w kierunku telewizora.
- Daj, bo wylejesz... - mruknęła cicho ChomChom, zabierając wściekłej raperce jej sorbet.
- Widziałam go ostatni raz na imprezie, jeszcze wtedy czuł się świetnie! - ciągnęła Huang.
- Sumin-unnie, przecież nie chodzimy za nimi krok w krok, nie wiemy, kiedy mieli tę próbę. Może ćwiczyli w nocy, dobrze wiesz, że oni zawsze muszą mieć wszystko na tip top. - piętnastolatka próbowała to wytłumaczyć starszej, mimo, że sama nie mogła w to uwierzyć. - A może mieli próbę już następnego dnia? Junior-oppa przyjechał po JB-oppę tak szybko...
- Tak, puknij się w dyńkę. - prychnęła dziewiętnastolatka. - Weź rób próbę po imprezie. Ty widziałaś w jakim stanie byli Junior z Jackson'em? JB też nie wyglądał najlepiej.
- Prawda... - westchnęła najmłodsza z czekoladek. Nie mogła pojąć, co się ostatnio działo, chłopaki nie odzywali się do nich od prawie trzech dni. Dlaczego ich unikali? Podobno się przyjaźnili z nimi.
- Annyeonghasseyo. - przywitał się grzecznie Youngjae, który wyrósł nagle, jak spod ziemii, tuż obok ChomChom i Xiah.
- Oh, Youngjae-ah - zawołała z przyzwyczajenia, jednak wzrok Jae dopiero po chwili przypomniał jej, że zaszły między nimi pewne zmiany. - To znaczy... Oppa... - zarumieniła się potężnie, ściskając w rękach kubek z zimnym sorbetem Sumin.
- Oddawaj, bo mi wylejesz... - raperka wyrwała młodszej smoothie i zirytowana, odeszła, wsadziwszy sobie wcześniej rurkę do ust.
- Co słychać? - chwilę ciszy przerwał chłopak, uśmiechając się do obu dziewczyn, jak zwykle w ten swój anielski sposób.
- Jakie "oppa"? - mruknęła Grace, wyraźnie zbita z tropu. Jej czarne oczka skakały z jednego na drugie młodych JYP'skich kurcząt, próbując rozgryźć, co znaczyło ich zachowanie.
- Co cię w tym dziwi? - wzruszył ramionami chłopak. - Jestem starszy o całe trzy lata, chyba zasługuję na miano "oppy", prawda?
- To ja też mam zacząć wołać na ciebie "oppa"? - ściągnęła brwi ku sobie.
- N-nie, no ty nie musisz... - bąknął, speszony. Uśmiechnął się dopiero na widok zaczerwienionej po cebulki włosów Chommi.
- Choi Youngjae. - kiedy spojrzenia jego i Grace spotkały się ze sobą znowu, Jae westchnął, wywracając oczyma.
- Daj spokój, Grace. - sięgnął po dłoń Chommi i ujął ją delikatnie, splatając ich palce ze sobą. - Nic nie poradzę na to, że ją kocham.
Dziewczyna pokiwała głową, patrząc mu w oczy twardo.
- Ja też ją kocham. - powiedziała. - Nie chcę, aby cierpiała, rozumiesz? Zajmij się nią dobrze.
Wyminęła go i odeszła, jak Xiah poprzednio. Ahn Grace, to introwertyczka, lubiąca obserwować innych, bardzo chłodna i niezwykle ostrożna w doborze przyjaciół. Ci, który ją znają wiedzą doskonale, że ona, jako możliwie jedna z niewielu ludzi na świecie, potrafi ocenić trafnie książkę, po rzuceniu okiem na okładkę i przeczytaniu kilku słów jej opisu. Z Youngjae było inaczej, bo znała go już jakiś czas. Lubiła go, to prawda. Zachowywał się jak aniołek, był zawsze grzeczny, wesoły i sympatyczny. Ale, kiedy znajdował się blisko ChomChom, widziała jak jego emocje się chwieją. Zazdrość poszarzała jego oczy. Przez tych kilka lat, kiedy była trainee i teraz, patrzyła jak Jae się zmienia i teraz już tylko przypomina tamtego szczęśliwego dzieciaka, spełniającego swoje marzenia. Nie chciała, żeby wpłynął źle na ChomChom.

°

- Youngjae, dlaczego się do mnie nie odzywałeś? - zapytała, siadając na schodach, obok chłopaka. On zrobił to samo już chwilę przed nią i patrzył. Lubił na nią patrzeć.
- Mieliśmy trochę kłopotów. - odpowiedział, nie odrywając od niej wzroku ani na sekundę.
- Oh, rozumiem. - pokiwała głową. - Nie możesz mi powiedzieć, o co chodziło? - zapytała z nadzieją w oczach. Jae westchnął, zaciskając usta.
- Wypadek Mark'a hyung'a wywołał spore zamieszanie. Wszyscy byliśmy zmartwieni i mieliśmy dużo na głowie w tamtym czasie. - starał się powiedzieć jej tyle prawdy ile mógł, a to znowu nie było takie proste. - Ale jeśli chcesz z nim pogadać, to możesz się z nim spotkać. Przyjechał dzisiaj z nami do wytwórni. - widząc jej zaskoczenie, uśmiechnął się. Wszystko w niej wydawało mu się być słodkie. - Chciał pokazać się fankom, siedzącym przed drzwiami.
- Ah... - pokiwała znowu głową ze zrozumieniem i odwróciła wzrok, wbijając go w swoje kolana. Wyglądała na smutną. Miała dziury w swoich designerskich jeansach, więc Jae postanowił to wykorzystać, by poprawić jej humor. Wsunął jej palca pod materiał, przez dziurę na kolanie, wywołując tym u niej, silne wzdrygnięcie i cichy pisk.
- Omo, Youngjae, oszalałeś?! - uderzyła go ręką w ramię. Chłopak zadowolony z efektu, przysunął się bliżej dziewczyny z ogromnym uśmiechem na ustach.
- Chomiya, rozchmurz się, nie bądź smutna. - oplótł swoje ręce wokół talii nastolatki i ułożył brodę na jej ramieniu.
- Głupi jesteś, nie dotykaj mnie tak...
- Jak? - zmarszczył brwi, przyglądając jej się pytająco.
- No... Nie wtykaj mi palców pod ubrania, normalny jesteś? - puknęła go w czoło, a ten roześmiał się w głos, odchylając odrobinę od niej.
- A w czym ci to przeszkadza? - uniósł jedną brew w górę. Trochę jej tym kogoś przypominał...
- Przestań, nie w publicznym miejscu, tu ciągle ktoś chodzi. - mruknęła, wskazując głową na korytarz, na którym aktualnie nikogo jednak nie było. Chłopak szybko w głowie poukładał sobie jej słowa. Chwycił jej podbródek w dwa palce, obracając w swoją stronę i popatrzył w oczy z iskierkami we własnych.
- A jak będziemy sami? - szepnął, unosząc brwi w górę.
- C-co? - znowu zaczerwieniła się, zszokowana.
- Czy, jak będziemy sami, to wtedy będę mógł...
- No chyba cię gniecie!! - odsunęła się od niego, pod samą poręcz. - Ja mam piętnaście lat, głupku, zwariowałeś?!
Choi zamrugał kilkakrotnie i przekrzywił głowę na bok.
- To ile trzeba mieć lat, żeby się całować?
- Co? - zdezorientowana, patrzyła na niego wielkimi oczami.
- A o czym ty myślałaś, gamoniu? - zaśmiał się. - Hahaha, mój mały zboczuszek, co się w tej główce roi~? - złapał ją, by zacząć tarmosić jej grzywkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz