- Gdzie jest Mark? - w pokoju dało się słyszeć zaspany głos Yugyeom'a. Jackson warknął, wciskając swoją twarz w poduszkę. Niemiłosiernie rozrywało mu głowę. Irytujący głos maknae i promienie słońca, które wpadały przez niezasłonięte z niewiadomych przyczyn żaluzje wcale mu nie ułatwiały przejścia przez ten tragiczny poranek.
- Jackson..
- Weź... Idź stąd! - syknął, podnosząc na chwilę głowę i zaraz naciągnął na nią swoją kołdrę. Yugyeom, wyszedł, zzdziwiony i zapukał do pokoju JJ Project. Tam również brakowało jednego z dwóch "J".
- Jinyoung-ah - zdezorientowany siedemnastolatek, podszedł do swojego śpiącego w dziwnej pozycji hyunga i potrząsnął lekko jego ramionami. - Park Jinyoung. Obudź się... Co tu się dzieje, gdzie jest Mark i Jaebum?
Junior jęknął przeciągle. Jednak w przeciwieństwie do Wang'a postanowił podnieść się, mimo równie okropnego bólu głowy.
- Co? - mruknął, usiłując otworzyć swoje skośne oczy, dokonując tego w końcu z niemałym trudem. Popatrzył na materac obok, po czym przetarł oczy. - Gdzie jest JB?
- To ja się pytam... Mark'a też nie ma.
Jinyoung siedział jeszcze przez chwilę z zamkniętymi oczami, próbując przypomnieć sobie co się działo uprzedniego dnia. Nic z tego.
Jinyoung siedział jeszcze przez chwilę z zamkniętymi oczami, próbując przypomnieć sobie co się działo uprzedniego dnia. Nic z tego.
- Pewnie poszli gdzieś razem... - wymamrotał, kładąc się z powrotem na poduszkę.
Yugyekm westchnął, siadając obok, na podłodze. Wtedy telefon Jinyoung'a zaczął dzwonić. Właściciel niechętnie podniósł smartfona i przyłożył go sobie do policzka. Głośnikiem do dołu, żeby było zabawniej.
Yugyekm westchnął, siadając obok, na podłodze. Wtedy telefon Jinyoung'a zaczął dzwonić. Właściciel niechętnie podniósł smartfona i przyłożył go sobie do policzka. Głośnikiem do dołu, żeby było zabawniej.
- Yeobosaeyo? Co? Nie... Po co? - wymamlał z zamkniętymi oczyma. Nagle, słysząc wiązkę szokujących słów, które menager zaadresował w kierunku jego niedobudzonej wciąż jeszcze osoby, otworzył oczy i poderwał się do siadu. - Co?! Ale... jak to? Sunbae, co się właściwie dzieje? Co mu się stało? Yeob.. yeobosaeyo? Sunbae?
Chłopak popatrzył na ekran telefonu i syknął z nerwów, bólu i całej reszty. Jest przytomny od kilkunastu sekund, a jego pierwszym marzeniem na dziś zdążył już być koniec tego dnia.
- Co jest? - zapytał Kim.
- Mark jest w szpitalu, a JB u Chocolate Cake. Muszę po niego jechać.
- Cooo? - nastolatkowi gałki niemal wyskoczyły z oczodołów. - Po co on tam jest? Spał u nich? Z dziewczynami? - Park bez słowa podniósł się na równe nogi, zapiął rozporek u swoich dżinsów, które tej nocy wyjątkowo służyły mu za piżamę i udał się w stronę łazienki.
- Co z Markiem? Jinyoung-ah, co mu się stało? Sunbae ci coś mówił? - Junior zatrzasnął drzwi tuż przed zakrzywionym nochalem Yugyeom'a, który nie dawał za wygraną i ciągle się do niego dobijał, wypytując o rzeczy, których przecież sam Bóg tajemnicą strzegł.
Po tym jak już załatwił wszystkie swoje potrzeby fizjologiczne, umył twarz i uczesał włosy, podszedł do suszarki wiszącej na jednej ze ścian z zamiarem zdjęcia z niej swojej czarnej bluzy. Zmarszczył brwi w grymasie, stwierdzając, że nie ma jej na swoim miejscu. Pewnie któryś z chłopaków ją wziął. Nie ważne.
Wyszedł, mijając w korytarzu
Wyszedł, mijając w korytarzu
Yugyeom'a i Youngjae. Ta dwójka ciągle zadawała mu przedziwne pytania, które tylko przeszkadzały mu w myśleniu nad tym, jak on ma dzisiaj niby dokonać tych wszystkich rzeczy. Dodatkowo fakt, iż Mark wylądował w szpitalu w niczym nie pomagał. Jak do tego doszło? I dlaczego nie pamiętał niczego z poprzedniego dnia?
- Junior, Mark gdzieś zniknął! - wrzasnął nagle Jackson, wbiegając do kuchni w białej koszulce i swoich czerwonych bokserkach z małymi Deadpool'ami. Jinyoung wypił resztę wody, posyłając jednocześnie Chińczykowi jedno z tych spojrzeń, kiedy człowiek jest już na prawdę wyprowadzony z równowagi, ale nie chce się wyżywać na kimś, kto najmniej sobie na to zasłużył. Odstawił pustą szklankę do zmywarki i pięknym slalomem pomiędzy oburzonymi i przerażonymi kumplami, przeszedł do przedsionka, gdzie ubrał swoje buty i kurtkę. Zanim wyszedł, obrócił się jeszcze w stronę chłopaków i odetchnął głęboko.
- Mark jest w szpitalu, ktoś go pobił. Możliwe, że widzieli go paparazzi, albo jakieś fanki. Nie ruszajcie się stąd dopuki ktoś ze staffu po was nie przyjedzie. Nie róbcie niczego na własną rękę. - powiedział stanowczo, patrząc każdemu po kolei w oczy. - Tak powiedział menager. - odwrócił wzrok w stronę drzwi i chwyciwszy za klamkę rzucił im jeszcze przez ramię: Jadę po JB, zaraz wracam, po czym wyszedł, zostawiając czwórkę wystraszonych chłopców samych w dormie.
- To się porobiło... - mruknął cicho BamBam, po chwili milczenia.
- Chcecie coś do jedzenia? - zapytał z niepewnym uśmiechem Youngjae, decydując się na rozluźnienie jakimś cudem tej dziwnej atmosfery. Przyświecała mu myśl, że przecież zamartwianiem się i tak nic nie zdziałają, a mogą jedynie pogorszyć sprawę.
Yugyeom i Bam poszli razem z nim do kuchni, pozostawiając Jackson'a samego w przedpokoju. Stał w bezruchu, wlepiając tępo wzrok w zamknięte drzwi. Jego twarz zupełnie pobladła, a o wewnętrzne ściany jego czaszki obijało się ciągle pierwsze zdanie, które wypowiedział Junior. Minęła chwila, zanim w końcu dotarło do niego, że to jednak nie jest sen, ani jego wyobraźnia, tylko rzeczywistość, gdzie maknae line siedzi w kuchni, w totalnej ciszy, jedząc jakieś ramen, zrobione przez Youngjae, Junior pojechał po lidera, który z kolei spał w jednym mieszkaniu z szóstką nastoletnich gwiazdeczek, a jego najlepszy przyjaciel został pobity i leży teraz w szpitalu. Jego najbliższy kumpel. Jego brat.
Szybkim krokiem przeszedł przez salon do swojego pokoju i wykopał spod sterty ubrań, butów, pościeli i czegoś jeszcze swój telefon. Trzęsącymi się palcami wybrał numer Tuan'a, by przyłożyć zaraz zimny ekran do ucha. Najpierw usłyszał sygnał, a chwilę później ciche dźwięki "Black And Yellow" Wiz'a Kalif'y. Poszedł za muzyką i w końcu znalazł pod stolikiem w salonie telefon Mark'a.
°
Otworzyła mu Alice, ubrana w biało-czarny kombinezon-krowę. Powiedziała tylko, że JB jest w kuchni i poszła do - chyba, bo był tam pierwszy raz w życiu - sypialni dziewczyn. Junior zdjął buty, nawet mimo tego, że wchodził tam na zaledwie minutę. Szukając wzrokiem kuchni, wszedł do salonu, a stamtąd już było z górki. Małe pomieszczenie było połączone z jeszcze mniejszą kuchnią, przez łuk w ścianie.
- Cześć. - przywitał się Jaebum, kiedy w końcu zauważył, że przybyło po niego jego drugie "J". Przed JB siedziała przy stole Saeryeong. Gdy Junior na nią spojrzał, ta tylko skinęła głową, w geście powitania gościa. Ale wyglądała na zakłopotaną. Bardzo dobrze, nie co dziennie sypia się z liderem GOT7 pod jednym dachem.
Jinyoung przełknął ślinę, patrząc na swojego przyjaciela.
Jinyoung przełknął ślinę, patrząc na swojego przyjaciela.
- Jedziemy. - mruknął, a JB powoli wstał z krzesła. - Musimy pogadać.
- Ja... przepraszam, nie powinienem tak się zachowywać. Jestem w końcu liderem i--
- Nie chodzi o ciebie. - przerwał mu. Spojrzenie Jaebum'a przechodziło ze skruszonego w nieme pytanie, a jednak Jinyoung nie chciał mu teraz tego mówić.
Odezwał się znowu dopiero w samochodzie.
Odezwał się znowu dopiero w samochodzie.
- Co to znaczy "pobity"? Kto go pobił?
- Nie wiem, sunbae powiedział mi tylko, że on jest w szpitalu, a ty u dziewczyn i mam po ciebie jechać, a potem zamknąć nas wszystkich na klucz w dormie i nie wychylać nosa, aż ktoś się nami zajmie.
- To są jakieś żarty. - Im wydał z siebie bezsilny chichot. - Jedź do szpitala.
- Sunbae powiedział--
- Sunbae powiedział--
- Nie ważne, co powiedział. Nie mam zamiaru grać roli kanarka w złotej klatce, jedź mówię...
- To może od razu mi powiedz do którego szpitala go zawieźli, bo ja nie mam bladego pojęcia.
Świetnie. Nie wiedzieli nawet, gdzie leżał ich kumpel.
Lider westchnął głęboko, odwracając wzrok na zatłoczone ulice i szare budynki za swoim oknem.
Lider westchnął głęboko, odwracając wzrok na zatłoczone ulice i szare budynki za swoim oknem.
- Jedź do Hanguk.
- Co? - mruknął Junior, kierując na sekundę swoje spojrzenie w stronę przyjaciela.
- Szpital Hanguk jest najlepszy w Seulu, więc musi tam być. JYP PD-nim zabiłby naszego menagera, gdyby zawiózł go do jakiegoś innego. - wytłumaczył, tym razem obserwując ulicę przed sobą. Mieli dziewięćdziesiąt dziewięć koma dziewięć procent, że Mark leżał właśnie tam i tyle samo, że dostaną niezły opierdziel od menagera i możliwe, że od szefa też.
Wbrew tym zagrożeniom, pojechali do szpitala, zapytali w recepcji o nazwisko Tuan i poszli pod salę, w której leżał. Zapukali dwa razy, a kiedy nikt nie otwierał, JB postanowił wejść do środka.
- Hyung... - zaczął, podchodząc do jego łóżka.
- Jaebum-ah, co ty tu robisz? - zapytał, chcąc podnieść się do siadu. Udało mu się w końcu, aczkolwiek nie uszedł wzrokowi lidera ten grymas na twarzy, spowodowany bólem fizycznym. W oczy rzuciła mu się również zabandażowana dłoń dwudziestojednolatka.
- Kto ci to zrobił?
- Ah... - blondyn schylił głowę, jakby się wstydził, jakby to była jego wina, że tak wygląda. - Nie wiem. Nie pamiętam. - powiedział cicho.
Za Jaebum'em powoli do sali wszedł Junior. Gdy tylko zobaczył Mark'a, poczuł coś dziwnego w środku. Kłucie, jakby stres, albo strach. Tylko przed czym? Nie pamiętał, co działo się poprzedniej nocy, ale im dłużej na niego patrzył, tym gorzej się czuł. Gdy w końcu blondyn popatrzył mu w oczy, Jinyoung przełknął ślinę, by po chwili odwrócić wzrok. Z jakiegoś powodu nie mógł tego znieść.
- Niczego nie pamiętasz? - niezręczną ciszę przerwał JB, niezauważając nawet, jak dziwna atmosfera panowała pomiędzy dwójką chłopaków.
- Wiem tylko, że znalazła mnie jakaś dziewczyna.
- Dziewczyna? - zapytał JB, marszcząc brwi. Mark kiwnął głową, nie podnosząc na niego wzroku.
- Opatrzyła mnie. Była całkiem w porządku. - mówił cicho, jak jedno z tych pozamykanych w sobie nastolatków pokolenia internetu.
- Znała cię? - dopytywał Im. Przez chwilę Mark odczuł, jakby martwił się o wszystko prócz niego. Zerknął na niego dosłownie na dwie sekundy i zaraz znowu wbił wzrok w swoją zabandażowaną rękę.
- Ani. - bąknął bezbarwnym tonem.
- Na pewno? Jeśli to jakaś skryta fanka, to może być z nami źle. Rozumiesz, skandal, szum w internecie i telewizji--
- Rozumiem. - uciął gwałtownie. Był rozdrażniony, JB nie przyzwyczaił się do takiego Mark'a. Nie lubił tego wzroku, tego tonu w jego głosie.- Nic takiego się nie stanie. Możecie już sobie iść? Nie czuję się za dobrze.
Chłopak powoli położył się, nie ukrywając tym razem, że każdy pojedynczy ruch sprawia mu ból.
Jaebum patrzył na niego jeszcze przez chwilę w milczeniu, licząc swoje własne oddechy. Martwił się o niego, a on ni z tego ni z owego po prostu się na niego obraził i kazał mu wyjść. A co z Juniorem? Dlaczego nie odezwał się ani słowem? Dlaczego wygląda, jakby miał się zaraz rozpłakać?
Jaebum patrzył na niego jeszcze przez chwilę w milczeniu, licząc swoje własne oddechy. Martwił się o niego, a on ni z tego ni z owego po prostu się na niego obraził i kazał mu wyjść. A co z Juniorem? Dlaczego nie odezwał się ani słowem? Dlaczego wygląda, jakby miał się zaraz rozpłakać?
°
Jackson siedział w salonie już półtorej godziny, w jednej pozycji, gapiąc się bez przerwy na telefon leżący na stoliku przed nim, w ręku trzymając drugi. Gdy BamBam wyszedł z pokoju i stanął przed nim, nie wiedział czy może się odezwać, a tym bardziej prosić o przysługę akurat teraz. Wang wyglądał przynajmniej groźnie. I nawet jego czerwone bokserki z Deadpool'em nie czyniły tej sytuacji w żaden sposób zabawnej.
Yolo - pomyślał - najwyżej mnie oleje.
Siedemnastolatek odchrząknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę Chińczyka. Kiedy to nie zadziałało, nabrał powietrza do płuc, ściskając za plecami karteczkę z napisanymi na niej francuskimi zdaniami.
- Hyung.
- Hm? - wyszło z Jackson'a, któremu nie widziało się nawet popatrzeć w kierunku Bam'a.
- Mam taki mały kłopot. - mruknął, podchodząc bliżej. Usiadł obok kumpla i wyciągnął w jego kierunku kartkę, przez co tamten siłą rzeczy musiał powrócić w końcu do życia. - Pomożesz mi?
- Co to jest? - wziął od chłopaka jego mały kłopot i zmarszczył brwi, śledząc powierzchownie tekst wzrokiem.
Francuski?
Obrócił głowę w kierunku BamBam'a, aby posłać mu nieme pytanie.
- Możesz mi to przetłumaczyć? - zapytał zbyt cicho jak na gościa o chwytliwym nazwisku, zwłaszcza w tym kraju, Bhuwakul. Wang zmierzył go spojrzeniem i przeniósł wzrok z powrotem na kartkę.
- Nie znam francuskiego za dobrze. Idź z tym do Renee. - chciał już oddać młodszemu kartkę, ale ten wzdrygnął się i pokręcił głową.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- No bo... - Wang wbrew wszelkim pozorom nie jest idiotą, zauważył, że Bam zmyśla. Z resztą nie zaczął teraz, to trwa już jakiś czas. Cała ta jego nagła fascynacja Francją i gadka o Różowej Czekoladowej dawno zdążyła zaintrygować Jackson'a. Czyżby młody chciał do niej podbijać? - No... to niespodzianka. Dla Renee-noony.
O, proszę! Cóż za niespodzianka.
- Co ja będę z tego miał?
- Satysfakcję? - usmiechnął się niewinnie. Próba zakończona fiaskiem. BamBam i niewinność - to się ze sobą nijak nie wiąże. - Że przyczyniłeś się do dobrej sprawy?
- Pfff! Całuj mnie w dupę, jakbym nie miał, co robić w wolnym czasie... - rzucił kartkę na stolik, a sam opadł plecami na oparcie kanapy, ktzyżując dęce na torsie.
- No... Yaaah! Prawie dwie godziny siedzisz tu i gapisz się w jeden punkt! - jęknął z wyrzutem młodszy. - Faktycznie, zajęcia pozazdrościła by ci każda ameba!
- Bo się martwię! Mój Markie-Pooh leży w szpitalu a ja nawet nie mam jak sie z nim skontaktować...
Bam westchnął cicho. On przecież też się martwił, Mark to tak samo jego hyung jak Jackson'a.
- Kupię ci mięso. - mruknął cicho. Wang uniósł jedną brew do góry, zerkajac w jego stronę. - Wołowina, trzy porcje, z grilla.
- Stoi. - Jackson nachylił się znowu nad kartką i zmrużył oczy, chcąc rozczytać, co też nabazgrał tam jego młodszy kumpel. Na nieszczęście Bam'a, właśnie w tamtym momencie do mieszkania weszli Jaebum razem z Juniorem, który jakoś szybko zmył się z pola widzenia i schował w swoim pokoju.
- Hej, JB, wiesz, co z Mark'iem? - rzucił Tajlandczyk w kierunku rozbierającego się w przedsionku lidera.
- Wiem. - odparł szybko. - Chłopaki, narada w salonie! - zawołał, wchodząc do pomieszczenia i siadając w fotelu szefa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz