piątek, 14 października 2016

I hate you so much! [#11]



Ostatnio BamBam zachowywał się jakoś dziwnie w mniemaniu Renee. Pytał, czy wszystko w porządku, uśmiechał się do niej, oferował swoją pomoc, był miły... jak nigdy! Nawet, kiedy się na niego wkurzała.
Ale BamBam, to tylko BamBam, nie przyjaźniła się z nim wcale. Nigdy nawet się nim zbytnio nie przejmowała. Nie był osobą tego typu, by rozmyślała o nim w nocy. To miejsce w jej głowie zajmował nieodmiennie od kilku lat Wang Jackson. Który swoją drogą zachowywał się porównywalnie dziwnie, do BamBam'a, tyle, że w stosunku do kogoś innego. Nigdy nie pomyślałaby, że Jackson Wang zechce się z nią zaprzyjaźnić. A może ma coś złego na myśli? Może chce jej coś zrobić? Przecież to byłoby bez sensu, gdyby się w niej zakochał! Szczególnie, że teraz chodzi z nią jego przyjaciel.
Tak, te myśli wymagały zapisania. Renee od razu po powrocie z wytwórni do mieszkania, pobiegła do sypialni. Szybko wspięła się po drabince na swoje łóżko, usiadła wygodnie, zrzucając jednocześnie swoje buty na podłogę i sięgnęła dłonią pod poduszkę. Jednak opuszki jej palców zamiast napotkać na skórzaną krawędź czarnego pamiętnika... nie napotkały niczego.
Mocno zdziwiona, podniosła poduszkę ponad swoją głowę i zamarła. Skamieniała. Widok białej pościeli, na której powinien leżeć dokładnie siedemdziesięcio-dwu kartkowy zeszyt, zwany również jej najlepszym przyjacielem, wywołał u niej początkowo zimne dreszcze.
Kładła go tam ostatnio. Na pewno.
Odłożyła poduszkę na miejsce i wlepiła wzrok w ścianę. Starała się sobie przypomnieć ostatni raz, kiedy wylewała na kartki swoje myśli. Sklerozy nie miała, pamiętała dokładnie, co się wtedy działo. Pamiętała też, że dla bezpieczeństwa sprawdzała, czy wszystko z nim w porządku i dałaby sobie język odciąć, że leżał na swoim miejscu.
Co to miało znaczyć? Gdzie on był? Dlaczego nie było go na miejscu? Co jeśli ktoś go znalazł i przeczytał?
O nie. Tam zapisywała swoje najskrytsze sekrety, o których nawet członkinie zespołu ani rodzice nie mogli znać!
Jej serce biło coraz szybciej. Podniosła poduszkę ponownie, po to tylko, by zaraz rzucić ją na dół. Wypchany pianką materiał niefortunnie trafił w twarz Alice, która akurat przechodziła obok. Dziewczyna ledwo utrzymała równowagę, wydając z siebie cichy pisk, ale Renee nie zwróciła na nią najmniejszej uwagi. Wywaliła kołdrę na podłogę i podnosiła materac, oddychając szybko z przerażeniem.
- Renee-ah... wszystko w porządku? - zapytała blondynka, przyglądając się starszej koleżance. Ta zeszła z łóżka w pośpiechu i podbiegła do szafy. Zaczęła w niej grzebać, powtarzając "to nie możliwe, to nie możliwe", jak obłąkana.
- Czego szukasz? Pomóc ci?
- Nie! - wyparowała szybko, obracając się w stronę Alice. - To znaczy, tak... - wyprostowała się, poprawiając swoje różowe włosy, potargane przy tych szalonych poszukiwaniach. - Minhye, widziałaś gdzieś mój notatnik? - zapytała, podchodząc bliżej.
- Ach, swojego pamiętnika szukasz~ - uśmiechnęła się, szczęśliwa, że dowiedziała się, o co chodzi różowej.
- To nie jest pamiętnik, to... ugh... - z nerwów, stresu i przerażenia zaczęła tupać nogą, zaciskając szczęki.
- Jak to nie? Wpisujesz tam swoje sekrety i nikomu nie pozwalasz go dotykać. Pamiętnik. - na ostatnim słowie otworzyła szerzej oczy i kiwnęła głową, by podkreślić prawdziwość swoich słów. Renee milczała chwilę, patrząc na zespołową alienkę, jakby chciała ją udusić mocą Jedi.
- Nie ważne. - syknęła z tym samym wyrazem twarzy. - Widziałaś go czy nie?
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - spytała oburzona. - Nie zabrałam ci go przecież. - skrzyżowała ręce na piersi.
- Aaaah, matko! Park Minhye, zwariuję przez ciebie! - wrzasnęła, wybiegając z pokoju.

°

Niby rozmawiali swobodnie. Niby nic się nie zmieniło, a JB twierdzi, że niczego z wydarzeń przed imprezą i po nie pamięta. Więc dlaczego miała ochotę uciekać jak najdalej się da?
Stali oboje przed biurem JYP w zupełnej ciszy. Odzywali się do siebie dziwnie, pojedynczymi zdaniami. I tak dopuki nie przyszedł szef. A ten z kolei przytruchtał, po jakichś dziesięciu minutach spóźnienia, spocony, w swoich treningowych dresach, zapewne prosto z dance practice.
- Słuchajcie dzieciaki, plan jest taki... - mruknął, siadając na swoim fotelu i wycierając przy okazji twarz ręcznikiem. Saeryeong i JB usiedli na kanapie. PD-nim nie wyglądał wcale na szczęśliwego, czym trochę martwił dwoje liderów. - Jedziemy na wycieczkę! - uśmiechnął się do nich. Niezbyt przekonani dwudziestolatkowie patrzyli na niego, czekając na ciąg dalszy. - Mieliśmy ostatnio trochę problemów. - powiedział po chwili milczenia, już bez uśmiechu. - Mark jest kontuzjowany, ChomChom była w szpitalu i szczerze mówiąc nie jestem przekonany, że wróciła do pełni sił. Renee chodzi rozkojarzona po korytarzach, a kiedy ją zawołałem, przestraszyła się, jakby ducha zobaczyła. - w jego głosie dało się usłyszeć żal, przez co Han-Sae ścisnęło w żołądku. Jakby to była jej wina. Starała się przecież, jak mogła, by wszystko było w porządku. To dlaczego wciąż czuje się winna? - JB, u was nie jest lepiej. Co z Jackson'em?
- No... Miał ostatnio sporo zmartwień na głowie. - próbował usprawiedliwić kumpla, chociaż i jemu ani trochę jego zachowanie nie pasowało. Ale drużyna, to drużyna. Wszyscy za jednego, jeden za wszystkich.
- Ale to nie może odbijać się na zespole. - JYP pokręcił głową, patrząc na chłopaka. - Znacząco zwolnił obroty. Utrzymać pozycję w wyścigu nie wystarczy. Trzeba przyspieszyć, wyprzedzić innych, żeby wygrać... - powiedział i zamilkł na moment. - I powtórz mu to, bo bardzo mądrze powiedziałem. Jak nie ja... - mruknął, wycierając znowu buzię z potu.
- Dokąd jedziemy? - zapytała Saeryeong.
- Jeju-do. - odparł z lekkim uśmiechem. Na dźwięk tego słowa maleńka iskierka radości zapaliła się w dziewczynie. Nigdy przecież tam nie była! Z resztą żadna z czekoladek nie odwiedziła jeszcze w swoim życiu wyspy Jeju. Ale zaraz dopadły ją posępne myśli. Skąd pieniądze na taki wyjazd? Co pomyślą fani? Co mają im powiedzieć? Ile czasu nie będą trenowali?
- Aigoo, ale my już tam byliśmy. - mruknął, niezadowolony lider GOT7.
- Dobrze. - pokiwał głową z uśmiechem. - Oprowadzicie dziewczyny po miejscach, w których już byliście.
- Czyli, że jedziemy w to samo miejsce, co wtedy? - spytał, unosząc brwi w górę. Jego czoło zmarszczyło się przy tym jak skóra buldoga brytyjskiego.
- No tak, a czemu nie? - mruknął JYP, wzruszając ramionami. Kiedy zobaczył, jak Jaebum wzdycha i opuszcza głowę, a Saeryeong patrzy, nieobecnym wzrokiem w przestrzeń, ściągnął swoje krzaczaste brwi ku sobie i przemówił donośnym głosem, prawie jak Aslan z Narnii. - Jak wam nie pasuje, to nie ma sprawy, nigdzie nie musimy jechać.
- Nie, nie o to chodzi... - bąknął chłopak jako pierwszy.
- Skąd weźmiesz na to pieniądze? - zapytała Han z powagą w głosie.
- Nie martw się o to. - odparł szybko producent.
- Dlaczego nie? - zapytała niespodziewanie. - Jako zespół jeszcze nie zarobiłyśmy swoimi występami tyle, by robić sobie wakacje. Z resztą wcale sobie na nie nie zasłużyłyśmy. Stawiasz nas w niekomfortowej sytuacji.
- Wytwórnia ma wystarczająco dużo pieniędzy, by wam to sfinansować. Kiedyś oddacie. - Okej te słowa chyba w jakimś stopniu ją usatysfakcjonowały, bo pokiwała głową ze zrozumieniem. - A na koncie chłopaków JYP Entertainment ma całkiem sporą sumę. Pieniądze, więc nie są problemem. - milczał przez chwilę, by po chwili powiedzieć coś, co faktycznie oboje odebrali personalnie. - Wasza dwójka też potrzebuje odpoczynku.
Po tych słowach liderzy popatrzyli na siebie i z przykrością musieli stwierdzić, że to prawda.
Może ten wyjazd dobrze im zrobi? Może przestanie być między nimi tak dziwnie? Przydałoby im się porozmawiać o czymś innym niż tylko w kółko o problemach w ich grupach.
Z takim przekonaniem Han Saeryeong wróciła do dormy Chocolate Cake i zwołała naradę rodzinną w salonie (to samo z resztą wydarzyło się u GOT7). Opowiedziała wszystko dziewczynom, czym poprawiła humor większości z nich. Renee próbowała wprawdzie udawać szczęśliwą, ale bez swojego pamiętnika nie była w stanie funkcjonować. Miała tylko nadzieję, że nikt nie przeczyta jej wpisów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz