piątek, 14 października 2016

I hate you so much [#5]



Było około siódmej rano. O tej porze zawsze rozlegały się po kolei dźwięki wszystkich sześciu alarmów w sypialni dziewczyn. Ale od jakiegoś czasu jedna z nich budziła się dziesięć, do piętnastu minut przed czasem. Takie poranki nie należały do tych z pokroju "przyjemnych". Zawsze wtedy czuła się okropnie. Chciało jej się wymiotować, miała wrażenie, że stres za moment wyżre jej dziurę w brzuchu, jak kwas. Chciała wstać, ale nie mogła. Była zbyt zmęczona, w dodatku wolała nie budzić swoich "siostrzyczek". Chciała spać, ale mdłości jej na to nie pozwalały. Puki nie usłyszała budzików, wewnętrznie umierała. I tak każdego dnia, włącznie z dzisiejszym.
Popatrzyła na swój telefon, podnosząc go tak cicho, jak tylko było to możliwe, by nikogo przypadkiem nie obudzić swoimi gwałtownymi ruchami. Zostały dwie minuty. Dwie godziny. Dwa dni, miesiące, lata, zostały jej dwie całe wieczności do godziny, w której powinna się dopiero obudzić.
Nabrała do płuc dużo powietrza, by przez chwilę przytrzymać je w sobie, a następnie wypuścić po cichu. Wieczności w końcu miną. Zawsze mijają. Potem dziewczyny się ubierają, jedzą śniadanie i jadą do wytwórni. Tam znowu kwas wylewa jej się w żołądku, ale stara się go łagodzić, sypiąc po nim słownymi kwiatuszkami, mówiącymi, że przecież robi to, co kocha, przykrywa kwas miłą w dotyku kołderką. "Śpiewa, tańczy, ładnie wygląda". "Wszystko w gronie przyjaciół". Zobaczy tam... zobaczy jego. Ten kwiatek pomaga najbardziej. Wytrzyma to. Przecież, kiedy go widzi, to wszystko jest dobrze!
Uśmiechnęła się lekko, sięgając ręką pod swoją poduszkę. Wysunęła spod niej zeszyt obity w czarną skórę. Zapisuje w nim wszystkie swoje myśli. Te dobre po koreańsku. Te mniej przyjemne po angielsku, a kiedy chce jeszcze bardziej je zabezpieczyć - używa francuskiego.
Kąciki jej ust opadły w dół. Przełknęła ślinę, zaciskając palce na okładce i szybko wsunęła zeszyt z powrotem na swoje miejsce. Westchnęła znowu, czując jak po raz kolejny zapalają się jej wnętrzności. Trema ją przerażała. Ale myśl, że ktoś inny mógł przeczytać jej zapiski, zwyczajnie ją przerastała.
Zagryzła wargi, zaciśkając przy tym powieki. Wdech. Wydech. Wdech, wydech, wdech...
Dźwięk dzwonka Alice. Wydech.
Podniosła się do siadu, tylko po to, by sekundę później zeskoczyć z łóżka piętrowego i biec w stronę toalety.
- Chomiya~ - dobiego z kuchni wołanie którejś z dziewczyn. Maknae słysząc swoje imię, założyła w pośpiechu drugą skarpetkę i szybko wsunęła na siebie spodnie. Do salonu wbiegła, w podskokach dosłownie, by jeansy opięły się dobrze na jej nogach.
- Ye? - weszła do kuchni, męcząc się z rozporkiem. "Błyskawiczny", pomyślała. Dupa, nie błyskawiczny! - Aish! - syknęła, nie mogąc zapiąć spodni.
- Co jest, młoda? - Xiah, trąciła dziewczynę ramieniem, przechodząc obok niej z kartonem soku pomarańczowego. - Nie możesz sobie ze spodenkami poradzić? Pomóc ci może?
- Yah, co to ma być! - zawołała liderka w kierunku raperki. - Żebym ja ci zaraz nie pomogła...
ChomChom tylko rzuciła starszej niezadowolone spojrzenie w odpowiedzi na jej zaczepkę, a ta odeszła z głupawym uśmiechem.
- Jang Chommi, tu masz swoje śniadanie. W lodówce jest jeszcze magnez, weź sobie dwie tabletki od razu. Dzisiaj zostajesz z Jackson'em jeszcze dwie godziny po pracy, musisz dużo zjeść, dobra? Zrozumiałaś, czy mam powtórzyć jeszcze trzy razy?
Piętnastolatka westchnęła, zostawiając w spokoju swoje spodnie i spojrzała na liderkę. Posłała jej lekki uśmiech i pokiwała przecząco głową. Słyszała wszystko doskonale. Nie zapomni i nie ma zamiaru nie wykonywać jej poleceń. Ze szpitala wyszła trzy dni temu, nie widzi jej się tam wracać, przynajmniej w najbliższym sezonie.
Saeryeong przyjrzała się młodszej i pokręciła głową z dezaprobatą. Po chwili podeszła do niej i kilkoma szybkimi ruchami zapięła jej spodnie, na końcu klepiąc dziewczynę dwa razy po biodrach. ChomChom oblała się momentalnie intensywnym rumieńcem, jakby ją ktoś przynajmniej pocałował w policzek z nienacka. Sae roześmiała się, widząc jak młodsza ucieka wzrokiem i przytuliła ją do siebie.
- Omona~ - jęknęła jak mała, rozczulona dziewczynka. - Nasza ChomChom jest taka niewinna~
Kiedy ją puściła, skierowała się do salonu, wciąż uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Y-yah, unnie, myślałam, że ty też jesteś niewinna... - powiedziała, starając się wyglądać na niewzruszoną, jednak dobrze wiedziała, że nijak jej to wyszło. Jąkała się i nie mogła zapanować nad swoją twarzą, która teraz płonęła rumieńcem, a jej brwi przypominały dwa wielkie znaki zapytania.
- A nie wyglądam na taką? - zapytała starsza, obracając się do niej na moment z rozbawieniem wypisanym na całej twarzy. Potem zniknęła za ścianą, zostawiając maknae z jej płonącymi policzkami. Sama przeszła pod drzwi łazienki i ku swojemu zaskoczeniu - pocałowała, przysłowiowo klamkę. Nacisnęła jeszcze raz, ale drzwi były zamknięte. Dlaczego? Przesunęła palcem po grafiku wiszącym na drzwiach łazienki, spojrzała na zegarek w telefonie i w końcu ściągnęła brwi.
- Halo? Kto tam siedzi? - zapukała ponownie. Kiedy w jednej, ciasnej dormie siedzi sześć kobiet i mają do dyspozycji jedną, maleńką łazienkę... No sami rozumiecie, coś trzeba było wykombinować. Ułożyły grafik.
- Ja, przepraszam, unnie, już wychodzę - usłyszała głos Renee.
- Renee-ya, wszystko w porządku? - zapytała, przytykając ucho do drewnianej płyty. - Dobrze się czujesz?
- Tak, to nic! - odpowiedziała, by przez chwilę siedzieć cicho. - Już wychodzę.
Chociaż Saeryeong nie widziała jej twarzy, to mogłaby dać sobie rękę uciąć, że dziewczyna była cała zielona i siedziała skulona, przed muszlą klozetową. Usilnie starała się, by jej głos brzmiał zwyczajnie, albo nawet wesoło, jednak wyszło jej zupełnie sztucznie. Saeryeong wolała się jednak nie odzywać. Nie musiała, bo po chwili przyszła do niej Alice.
- Unnie, ona siedzi tam od rana, jeszcze żadna z nas nie skorzystała z łazienki przed nią. - szepnęła blondynka. - A jej kolejka jest ostatnia.
- Wiem, wiem... jest chora? Wyglądała dzisiaj dziwnie? - zapytała z troską na twarzy.
- Molla. - wzruszyła ramionami. - Nie widziałam jej od rana. Ale wygląda na to, że jest coś nie tak.
Obie starały się być w miarę cicho, by okupantka ubkacji ich nie usłyszała. Tym z kolei zupełnie nie przejęła się Grace, która po chwili wlazła pomiędzy blondynkę i liderkę, uderzając pięścią w drzwi.
- Dallas, wyłaź w tej chwili! - krzyknęła, gdy na twarz Alice wkroczyła bezradność, a Saeryeong bezsilność, co okazała przymknięciem powiek i westchnięciem. - Jak zaraz nie wyjdziesz, to się posikam, słyszysz?! Nagaaaa~!
Drzwi otworzyły się zaskakująco szybko, nie dziwiąc jedynie Grace, która mijając się z różową głową, wychodzącej Renee, od razu wbiegła do środka, zamykając drzwi na kluczyk.
Saeryeong razem z ciekawską Alice od razu poszły za Renee. Kiedy weszły do sypialni, zobaczyły zupełnie zwyczajny obraz panienki Dallas, pakującej swoje rzeczy do czarnego, skórzanego plecaka.
- Renee... - zaczęła liderka, tylko po to, by różowowłosa się do niej odwróciła. A kiedy już to zrobiła zupełnie nic nie wskazywało na to, by była chora. - Jak się czujesz?
- Gwenchana. - odparła z uśmiechem. - Rano było mi trochę nie dobrze, ale już wszystko w porządku.
Na prawdę coś jej nie pasowało w zachowaniu Renee. Ale co mogła zrobić? Kiedy różowa będzie miała problem - na pewno zwróci się do niej o pomoc. Z takiego założenia przynajmniej wychodziła Saeryeong. Są przyjaciółkami, ufają sobie, prawda?

Dzień zaczęły dzisiaj treningiem w sali tanecznej. Miały do przećwiczenia trzy piosenki z ich pierwszego mini albumu, który wydały kilka miesięcy temu, wraz z datą swojego debiutu. Nie zrobiły takiej furory, jak Exo, czy Bangtan Boys, ale zainteresowało się nimi całkiem spore grono. Głównie przez repertuar, jaki przygotował dla nich Ceo JYP. Gatunek ich muzyki był bardzo podobny do Miss A i Sistar, raperka zespołu wyróżnia się tym, że ona właśnie uwielbia rapować i nikt jej nie musiał zmuszać, by zajęła taką właśnie pozycję w zespole, jak to zwykle bywa. Jej partie w piosenkach są idealne, a Jin Young Park wcale nie musiał długo z nią trenować. Bynajmniej nie dłużej niż z Jackson'em, czy Mark'iem. Ponad to, stwierdził, że w przyszłym roku Xiah rozpocznie pracę nad hiphopowym albumem z Mark'iem i raperem 2PM, przy czym za pewne stworzą collaboration z jakimś wokalistą spoza ich wytwórni. Jednak to drugie nie jest do końca pewne. Najważniejsze, że Xiah dostanie fuchę!
Ich trening trwał trzy godziny z jedną, piętnastominutową przerwą. Dziewczyny nie gadały, nie siedziały na deskach podłogi, nie przeglądały się w lustrze. Na prawdę ciężko pracowały przez te trzy godziny. Z resztą to i tak bardzo krótki trening, ale tego dnia byłyjeszcze trzy inne zespoły, które musiały popracować równie ostro na tej sali, dlatego miały tyle czasu, nie mniej, nie więcej. Po tym poszły do szatni, przebrać się i wziąć prysznic, by następnie udać się na salę muzyczną, która była sporo mniejsza od tej poprzedniej. Saeryeong siedziała przy pianinie i rozśpiewywała swoje członkinie przy jego dźwiękach. Tak samo jak było z tańcem, teraz musiały przećwiczyć wokalnie trzy piosenki z mini albumu, te same, do których trenowały choreografię. Trwało to kolejne trzy godziny, tym razem bez przerwy, która nie była teraz tak wymagana. Mogły odpocząć w międzyczasie. Dajmy na to, w momencie, kiedy jedna z nich ćwiczyła swoją część w piosence. Reszta wtedy słuchała, korygowała i pomagała sobie nawzajem.
W końcu przyszła pora obiadu. Wszystkie Czekoladki uradowane, podreptały w stronę sali tanecznej numer jeden, czyli tej mniejszej (bo jest też druga, która jednocześnie jest sceną w sali bankietowej). W środku siedziały tylko dwie dziewczyny. Dobrze znany wszystkim fanom JYP Entertainment, duet 15&. Miały przed sobą dwa otwarte, styropianowe pudełka i sześć zamkniętych, ustawionych na sobie w dwie kolumny, po trzy.
- Yah, macie zamiar wszystko to same zjeść?! - wyparowała, Alice, wyskakując przed szereg.
- Keurom! - odparła z pełną buzią czerwonowłosa Park Jimin, obejmując ramieniem wszystkie pudełka. - Naekkoya! Spadać mi stąd!
Dziewczęta roześmiały się i zaczęły witać ze sobą uściskami i całusami, by w końcu usiąść w kółku i zabrać się za jedzenie większego niż zwykle obiadu.
- Mmm, mashita! - mruknęła Renee, przeżuwając jakieś niezwykle dobre mięso. - Tym razem to nie z budki obok, co nie?
- Ani. - Baek Yerin pokręciła głową. - To z restauracji "Eun Byeol", ale też niedaleko stąd.
- Eun Byeol? - powtórzyła Chommi. - Oglądałam niedawno dramę z Kim Sohyun i Juhyuk'iem sunbae od YG.
- Ah, "Who are you?"? - powiedziała Yerin.
- Nae, Jedna z bliźniaczek miała tam na imię Eunbyeol. - ChomChom uśmiechnęła się uroczo, przeciągając samogłoski w słowie 'Eunbyeol', co oznacza 'srebrna gwiazda'. - To takie śliczne~
- Nae! - przyznała ze śmiechem Yerin. Wszystkim dookoła udzielał się pogodny nastrój piętnastolatki. Była taka urocza, kiedy się uśmiechała! Zarażała tym innych w trymiga.
W pewnym momencie do oszklonych drzwi sali ktoś zapukał. Wszystkie panie obróciły się w tamtą stronę i zobaczyły, jak do środka wchodzi ten chłopak z sekretariatu. Właściwie, to z tego, co wiedziały, nawet tam nie pracował, ale był chyba młodszym bratem sekretarki Jin Young'a Park. Był całkiem uroczy, mógłby zostać modelem w ich wytwórni.
- Annyeonghasseyo. - ukłonił się grzecznie, z uśmiechem. - Kim Saeryeong-shi, pan Dyrektor kazał to ci przekazać. - powiedział, podchodząc do liderki Chocolate Cake. Ta wstała i przyjęła kopertę od chłopaka, z lekkim skinięciem. Otworzyła ją, kiedy ten cały czas stał obok. Przeczytała wstęp, potem kilka pierwszych wersów. Z listu wynikało, że dwóch artystów ich wytwórni - chłopak i dziewczyna - byli zaproszeni na sesję zdjęciową do magazynu modowego VOGUE Korea.
- Ah! To znaczy, że mam wybrać którąś z dziewczyn do sesji, tak? - zapytała, chłopaka. Spojrzał na nią swoimi błyszczącymi oczkami i przez chwilę nic nie mówił. Trwało to dosłownie kilka sekund, ale Sae już zdążyła poczuć lekki dyskomfort.
- Aniibnida. - odpowiedział w końcu. - To ty masz jechać na tą sesję. Tak powiedział Dyrektor. A właściwie, zapytał, bo słyszałem, jak mówił sekretarce Gong, że jeśli nie będziesz chciała, to zleci to Bae Suzy-shi z Miss A.
- Oh. - dziewczyna przeniosła swój wzrok z powrotem na kartkę. - Bae Suzy, mówisz...
Lubiła ją. Od początku miały dobry kontakt, jednakże Saeryeong wolała nie przepuszczać takiej okazji. Takiej szansy nie oddałany nikomu ot tak, bez powodu, nawet swojej dobrej znajomej. Pozowanie, to coś w czym czuła się nawet lepiej niż w śpiewaniu. Wcześniej przecież z tego właśnie się utrzymywała.
- Okej - posłała chłopakowi swój promienny uśmiech.  - Możesz przekazać tym z góry, że wezmę to zlecenie.
- Ye. - odpowiedział i na pozegnanie skinął głową, by po tym skierować się w stronę wyjścia. Otworzył drzwi, ale zanim jeszcze zrobił krok na zewnątrz, usłyszał z ust którejś z dziewczyn swoje imię.
- Annyeong, Hyungseok'ah~ - wzdrygnął się na ten dźwięk i obrócił ku źródła głosu. Raperka machała do niego z miną prawie uwodzicielską,  a wszystkie pozostałe dziewczyny przyglądały się im w zaciekawieniu. Musiało go to nieźle zawstydzić, bo skakał wzrokiem z jednej dziewczyny na drugą i wyglądał, jaby go ta sytuacja przynajmniej przerażała. Ale nie tylko on był zaskoczony, CC i 15& także nie przypuszczały, że Xiah mogłaby go znać.
- An-nyeong - mruknął cicho i wyszedł z sali pospiesznie.
- Yaaaah, Sumin-ah~ - zawołała Renee przeciągle, przybliżając się do raperki, by na końcu złapać ją za jedno ramię. - Znasz tego chłopaka? Skąd wiesz, jak ma na imię? Spotykacie się potajemnie? Ukrywacie coś, hę?
Dziewczyna z iskierkami w swoich niebieskich, przez soczewki, oczach wpatrywała się w raperkę. Xiah prychnęła, opluwając przez przypadek przyjaciółkę i wybuchnęła śmiechem, podczas, gdy różowowłosa, wycierała twarz z obrzydzeniem.
- Jakbym cię nie znała, to pomyślałabym, że żartujesz - powiedziała przez śmiech. - Ale to, że ty tak na serio, jest jeszcze zabawniejsze!
I znowu zaniosła się śmiechem, może trochę przesadnie. Położyła się na podłogę, prawie wywalając kolanem pudełko z obiadem. Saeryeong popatrzyła chwilę na nią, potem na Renee i znowu na Xiah, po czym zmarszczyła czoło, łapiąc się pod boki.
- Yah, Huang Su min! - Dziewczyna uspokoiła się odrobinę, ale z wciąż obecnym rozbawieniem na twarzy podniosła się do siadu i zwróciła uwagę na liderkę. - Ale tak właściwie, to skąd ty go znasz?
Xiah wydała z siebie ostatnie dźwięki, przypominające jeszcze jako taki chichot i popatrzyła na Saeryeong uważniej. Właściwie, próbowała zrozumieć, o co jej chodziło, a kiedy w końcu się upewniła, patrząc jeszcze po twarzach pozostałych, wywróciła oczami wzdychając ciężko.
- No ludzie, siedzimy w tej wytwórni całe dnie, jak mi się nudzi, to łażę w tę i we wtę, no i jak tak sobie chodzę, to gadam z ludźmi. - wyjaśniła z lekka od niechcenia, opierając się dłońmi o podłogę za plecami. - Ten jest śmieszny, fajnie sie denerwuje, lubię go wkurzać.
Sae patrzyła na dumną z siebie po jej ostatnich słowach, Sumin z otwartymi lekko ustami.
- Sumin-ah, wiesz dobrze, że nie wolno nam wdawać się w żadne głębsze relacje z pracownikami wytwórni...
- W ogóle z nikim nam nie wolno się wdawać w żadne głębsze relacje, wiem, o co ci chodzi?
No tak, wiedziała. Ale chyba troszeczkę ją to gryzło, skoro zaczęła mówić takim tonem.
- Nic przecież nie powiedziałam. Przypominam tylko, żebyś nie zapomniała przypadkiem! - powiedziała liderka, wymachując kartkami, jakby chciała uderzyć przyjaciółkę, chociaż z takiej odległości nie byłoby to możliwe.

Tymczasem na stołówce Siódemki jadły przepyszny obiad razem z resztą JYP'skich* hallyu. Trójca przenajświętsza, AmeriThaiKong siedziała razem z G.Soul'em i Nichkhun'em od 2PM. Rozmawiali o czymś mało ważnym, zabawnym i co chwila wybuchali niekontrolowanym rechotem. Nie uniknione to było, kiedy AmeriThaiKong jest razem. A w szczególności Jackson i BamBam. Ale w pewnym momencie Wang zaczął rozglądać się po pomieszczeniu, przez co ominęło go znowu coś śmiesznego.
- Jackson, słyszałeś? - Nichkhun szturchnął hoobae, z wielkim uśmiechem na ustach. - BamBam wyprał kota - piosenkarz zaśmiał się znowu, a Jackson patrzył na niego z tępą miną, próbując dojść, co było w tym takiego śmiesznego. - Kota, rozumiesz? - patrzył na Chińczyka z wielkim wyszczerzem, ale kiedy widział ten kompletny brak połączenia między ich umysłami, kąciki ust mężczyzny powoli opadały.
- Ale my nie mamy kota. - mruknął Wang.
- No, ale swojego wziął, rozumiesz, wsadził--
- Ale BamBam też nie ma kota.
Nichkhun, opadł zrezygnowany na oparcie krzesła i westchnął, kręcąc głową, a pozostali chłopcy zaczęli chichrać się pod nosem.
- Gdzie jest Park Jimin? - zapytał, dalej rozglądając się po pomieszczeniu.
- W BigHit. - mruknął najmłodszy z toważystwa. Jackson spiorunował go wzrokiem. Nie żywił jednak w tamtej chwili żadnej urazy do chłopaka. Musiał po prostu jakoś zareagować, przecież nazywa się Wang Jackson, nazwisko zobowiązuje!
- Nie o tego Park Jimin mi chodzi... - syknął, mrużąc oczy z aż nazbyt teatralnym obużeniem.
Po dłuższej chwili namysłu, BamBam wreszcie roześmiał się głośno, prawie spadając z krzesła. (Spadające gwiazdy, o tym mówiłam... Zjawisko bardzo charakterystyczne dla GOT7) Miał dzisiaj wyjątkowo dobry chumor. O wiele lepszy niż wczoraj.
- Ahaaa! Chodziło ci o naszą Jamie Jimin! Hahaha! Mogłeś mówić tak od razu~ - powiedział rozbawiony, trzymając się za brzuch.
- No mogłem. - mruknął Chińczyk. - Mogłem - oparł się łokciami o stół i splótł ze sobą dłonie, przemawiając do BamBam'a szybko, ale poważnie, chociaż niepoważnie. Kto go zna, ten wie. Nie musze chyba tłumaczyć? - ale naiwnie sądziłem, że może zrozumiesz, kiedy rozglądając się po JYP Entertainment building - powiedział z naciskiem na trzy ostatnie słowa, wypowiedziane dodatkowo po angielsku, by dodać dramatu swojemu krótkiemu przedstawieniu. - zapytam, gdzie jest Park Jimin. Szczególnie, że z Park Jimin'em od BTS nie mam takich bliskich relacji jak z naszą Park Jimin od 15&. Małą, pulchną, śmieszną, z czerwoną dyńką, Hopless love, After School Club, MarkSon Show, wiesz akurat sporo nas łączy, chyba wszyscy w Korei o tym wiedzą, ale nieeeee, ty nie mógłbyś, ty nieeeee, ty przecież jesteś BamBam, ja głupi śmiałem twierdzić, że zrozumiesz, tch!
Wszystko powiedział tak szybko i z takimi małymi przerwami na oddech, że wyglądało to wprost komicznie - jaki był też i zamiar. W połowie jego wypowiedzi chłopaki leżeli już, płacząc ze śmiechu, a on dalej był poważny, obserwując ich. Na końcu mu się wymsknęło, ale szybko się opanował i dalej grał, teraz już samą postawą, niewerbalnie.
Przy kolejnym stoliku siedzieli JJ Project razem z paniami od Wonder Girls, a przy następnym Yugyeom, Youngjae i Bae Suzy od Miss A.
- O, wiesz, noona, że JB będzie pozował do Koreańskiego Vogue'a? - palnął w pewnym momencie "najniższy w rodzinie", przeżuwając resztki tego, co miał w buzi.
- Jinja? - dziewczyna uniosła brwi z zainteresowaniem. Też jeszcze coś przeżuwała, ale przy tych dzieciakach wcale jej nie przeszkadzało to, że wyglądała gorzej, czy, że nie zachowywała się jak na damę przystało. Oni i tak dorastali tutaj, patrząc na nią, jak poci się na sali tanecznej. Nic gorszego w życiu nie da się zobaczyć, tak sama twierdziła.
- Uhm. - przytaknął Kim. - Mówił, że wcale by się nie zgodził, ale Ceo przekonał go w końcu jakoś.
To nic dziwnego, JB wcale nie lubi pozować. Nie znosi, mimo, że wyuczył się tego do perfekcji. Niechętnie jeździ na sesje zespołu, a w takich typowo do jakichś gazet, czy stron internetowych w ogóle nie bierze udziału. Tylko wszystkich zastanawiało, jakiego w końcu argumentu użył JYP, by przekonać ich lidera. Ten jednak im nie powiedział, a oni sami woleli nie naciskać. Zły JB, to okrutny JB... no może nie do końca, ale akurat Yugyeom i JaeJae byli tak wrażliwi, że każdy krzyk z jego w ich stronę rozrywał ich na kawałki. Youngjae był trochę bardziej dojrzały, więc jakoś to w sobie chował, ale Gyeommie zawsze wtedy "odkręcał kran" i łzy lały się strumieniami!
- Ale... - Suzy oparła się łokciami o blat stołu, pochylając bardziej do przodu. - jak go przekonał? Obiecał mu miesięczny urlop w wakacje, czy co?
Yugyeom wzruszył ramionami, grzebiąc pałeczkami w swoim talerzu, a Youngjae uśmiechnął się, jak zwykle uroczo. Nie robił tego specjalnie, już taki się urodził ze śmiejącymi oczami i wiecznym promiennym uśmiechem.
- Też byśmy chcieli to wiedzieć. - powiedział, po czym wsadził sobie do ust kulkę ryżu.
- A wiecie chociaż, jaki będzie miał temat? - zapytała z nadzieją na drobną nowinkę, coś ciekawego.
- Eee... - Yugyeom popatrzył na swojego przyjaciela, obok, jakby chciał w jego twarzy zobaczyć coś, co podpowiedziałoby mu to, co on sam miał na końcu języka. - Ten... to eem...
- No, fajnie. - pokiwała głową Suzy z miną "not bad". - "Ten-to-em", podziwiam chłopaka. Ja bym sobie nie poradziła z takim tematem.
Jae ze śmiechu prawie zadławił się ryżem, a młoszy z nich popatrzył na dziewczynę, jakby chciał zapytać "serio...?", a jednak z uśmiechem na ustach, którego mimo prób nie był w stanie ukryć.
- Easy... Zaraz sobie przypomnę. - zapewnił gestem ręki. - No! Couple Meme! - powiedział w końcu, pstryknąwszy na początku palcami.
- Couple Memo, łosiu... - poprawił starszy z rozbawieniem.
- To też. - wzruszył ramionami, wracając do jedzenia.
- Co? - Suzy uniosła brwi w górę. - To znaczy, że będzie miał kogoś do pary?
- To byłoby logiczne... - Yugyeom pokiwał głową, trochę śmiejąc się swoimi słowami z pytania starszej koleżanki. Ta jednak tylko zmrużyła oczy, udając, że chce go walnąć.
- To kto z nim będzie pozował? - zapytała. Jej odpowiedzią było wzruszenie przez obu ramionami. Chwilę milczała, skacząc wzrokiem z jednego na drugiego. - Ale, że co? Nie jesteście ciekawi? Tak w ogóle, ani troszeczkę, ani ciupinkę? - pokazała nawet palcem ile o było! I okazało się, że "ciupinka", to na prawdę bardzo mało...
- Nie, no trochę może i tak. - mruknął Giant Baby, dalej mieląc niekulturalnie jedzenie w ustach. - Ale jak on nam sam nie powie, to po co mamy go męczyć?
- No, żeby się dowiedzieć? - patrzyła na nich jak na skończonych idiotów. - Ja nie wiem, co za ciapy z was... W życiu sobie dziewczyny nie znajdziecie, jak wy boicie się do własnego lidera zagadać! - powiedziała wstając i wskazując na nich palcem.
- Kto się boi!
- No właśnie, pff!
Prychali w jej stronę, kiedy odchodziła. Po chwili popatrzyli po sobie i z zażenowaniem wrócili do spożywania ostatniej wieczerzy. W tym tygodniu. Od jutra znowu jedzą w salach treningowych - tak powiedział JB. Chociaż fakt, że jutro to samego lidera nie będzie, bo przecież jedzie na te zdjęcia... 
Ale dlaczego oni mieliby mu zwrócić na to uwagę? Aaaa tam! Jak hyung'om to pasuje, to nie będziemy bez sensu głowy na ścięcie wystawiać!, myśleli.
Jackson w tym samym momencie, co Suzy, wstał od stolika i wyszedł ze stołówki, mówiąc reszcie, że stęsknił się za Jimin i chce ją trochę pomęczyć.
Tak, więc przeszedł korytarzem, zajrzał do kilku sal i w końcu trafił na tą,  w której siedziała Jimin razem z Ye i CC. Wszedł do środka, następnie zapukał (nie, nie pomyliłam kolejności), wsunął rece do kieszeni spodni i stanął w niedużej odległości, przed dziewczynami.
- Nadszedł Thorin, syn Durina! - oświadczyła Renee, wyśmiewając niski wzrost dwudziestolatka.
- Siedzisz tam, to siedź... - mruknął w kierunku różowej. - Jimin, skarbie, dawno się nie widzieliśmy... - powiedział z westchnieniem, przekrzywiając głowę na bok.
- Ja ci, skarbie, dam... - mruknęła groźnie, odkładając pałeczki do pojemnika i mordując starszego wzrokiem. - Już się widzimy. Wystarczy ci?
Chłopak patrzył na nią beznamiętnie przez chwilę,  a w końcu odwrócił się z zamiarem opuszczenia tego niesmacznego towarzystwa. Ale Jimin w porę się zreflektowała. Wstała i ze śmiechem pociągnęła kumpla z powrotem.
- Mianhae, Jackson, mianhae! Chesz sobie z nami posiedzieć?
- Żebyście mnie wyzwały od karłów i zboczeńców - tu miał na myśli ChomChom, której dobry humor szybko odszedł wraz z pojawieniem się Wang'a. - i tak brzydko mnie traktowały? Pf! Po moim trupie... - udał urażoną divę i po raz drugi spróbował się ewakuować,  jednak Jimin znowu go pociągnęła z powrotem.
- Nie będziemy,  prawda?
Większość dziewczyn zawołała jednym głosem "nieee!". Poza trzema tylko, czekoladowymi. ChomChom postanowiła sobie nie wdawać się w żadną rozmowę z tym facetem, bo to i tak zawsze kończyło się kłótnią. Renee odczuwała ból spowodowany zazdrością i musiała skupić się na samym wizualnym spokoju,  przy czym mowa, czy jakiekolwiek żywsze reakcje zwyczajnie mogłyby ją zdradzić. A Grace to tylko Grace. Dla niej takie głupie piski były po prostu głupie.
Wreszcie Jackson usiadł pośród dziewczyn pomiędzy Jimin, a Jang Chommi. Nie planował tego, jakoś tak samo wyszło. Ale postanowił wykorzystać ten moment i pozaczepiać dziecko.
Dziewczyna cały czas siedziała, jakby znudzona, grzebiąc pałeczkami w swoim pudełku. Dlatego palcem zamknął pojemnik, którego wieczko upadło na pałeczki ChomChom. Kiedy ta podniosła na niego swój wzrok, on już patrzył gdzie indziej. Właściwie zachowywał się tak, jakby nic zupełnie wcześniej nie zrobił,  jakby ciągle tak siedział, rozmawiając i nawet nie wiedział o jej istnieniu. Mogłaby spokojnie pomyśleć, że tylko to sobie wymyśliła.
Po chwili otworzyła pudełko i wróciła do swojej poprzedniej zabawy. Za moment palce Jackson'a znowu uniosły pokrywkę i zamknęły pojemnik. Dziewczyna westchnęła zirytowana i podniosła głowę, chcąc posłać mu mordercze spojrzenie, ale... zapomniała. Może ze strachu? Albo ze zmieszania...
W kazdym razie chłopak patrzył prosto w jej oczy. Nawet jeśli z natury był raczej przeciętnego wzrostu, to Ją przewyższał conajmniej o głowę. W dodatku ta odległość miedzy nimi teraz nagle wydała się jej jakaś taka mniejsza niż w żeczywistości.
Poczuła,  jak zaczynają szczypać ją policzki. Głupio pewnie wyglądała... Stuprocentowo. Ale po Jackson'ie żadne rozbawienie jej twarzą, ani niczym w ogóle, nie chodziło. Po prostu na nią patrzył.
Nie dała rady. Odwróciła wzrok, wbijając go znowu w swój obiad.
- Yah, młoda... - mruknął, pukając w styropian palcem, by zwróciła na niego uwagę.
- Uhm? - bąknęła cicho, nie podnosząc głowy.
- Jak się czujesz?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz