piątek, 14 października 2016

I hate you so much [#7]



Przybliżył się do niej jeszcze bardziej. Ułożył jedną dłoń na jej talii, a drugą ujął jej policzek.
Widział, że się denerwowała, prawie czuł jak bije jej serce. I to sprawiało, że wydawała mu się jeszcze piękniejsza niż zwykle. Teraz była taka bezbronna, zupełnie zależna od jego ruchów, w dodatku sama się na to zgodziła. Ale... Widział też, że tego nie chciała. Przecież on nie jest w jej typie. Są tylko przyjaciółmi. To on wyobraża sobie zbyt wiele, nie powinien tak myśleć...
Przysunął swoją twarz do jej, wszystko robił jakby w zwolnionym tempie, jak należy. Seria zdjęć już zdążyła się posypać. Zbliżył do jej ust swoje i zastygł w odległości pół centymetra. Kolejna fala zdjęć. Przygryzł swoją dolną wargę i odsunął się od dziewczyny, pozostawiając ją nietkniętą i nieco zdezorientowaną.
- Yah, dlaczego? - oburzył się mężczyzna.
JB cofnął się na zwyczajną odległość od Saeryeong, obrócił w stronę faceta i uśmiechnął do niego przepraszająco.
- Joesonghabnida, nie możemy tego zrobić. - powiedział, splatając ze sobą swoje ręce, a jego uśmiech gdzieś zniknął. Na jego miejsce wpełzła powaga. - Jeżeli ma pan jeszcze jakieś pytania, bądź zastrzeżenia odnośnie tej kwestii, to proszę się z nimi zwrócić do mojego menager'a, albo od razu skontaktować się z JYP PD-nim. - powiedział machinowym tonem, podobnym do tego, kiedy w programach telewizyjnych każą mu opowiedzieć o czym jest ich najnowszy album, albo powiedzieć kilka słów do fanów (czyli najczęściej "mamy nadzieję, że okażecie nam sużo miłości i będziecie wspierać do końca. Come and get it, GOT7!" ). Tylko, że mimo tego machinowego, całkiem przyjemnego tonu - jego ekspresja prawie mówiła "nawet nie próbuj ze mną zadzierać", przez co nikt jeszcze nigdy nie odważył się żalić menagerowi GOT7, czy już w ogóle szefowi JYP.
- Aish... - Westchnął fotograf. - Aigoo, a mogło być tak wspaniale...
- Joesonghabnida... - powiedział, kłaniając się jeszcze raz w jego stronę, po czym zerknął na Saeryeong. Jednak poświęcił temu zaledwie ułamek sekundy. I przez ten właśnie ułamek sekundy zdążył zauważyć, że w oczach dziewczyny kryje się tak wiele emocji, jak jeszcze nigdy dotąd. I właściwie czuł, że coś jest nie tak. Tylko nie wiedział co. I dlaczego. Tak czy inaczej nie był wstanie już do końca dnia spojrzeć jej w oczy. Jakby zrobił coś strasznego.

o

Koniec pracy, koniec śpiewania, tańczenia, ćwiczenia, udawania, uciekania i chowania się. W końcu nadszedł ten moment, kiedy mogą odpocząć. Ale tak na prawdę odpocząć. Usiąść na kanapie w salonie, włączyć jakąś dramę i obejrzeć trzy odcinki pod rząd, by skończyć gdzieś o północy.
I tylko jednej z sześciu piosenkarek w dormie to absolutnie nie dotyczyło. Cokolwiek stało się dzisiaj w restroomie - musiało być poważne, skoro ChomChom była taka milcząca. Uśmiechała się sztucznie i unikała wszelkich rozmów na swój temat. Teraz siedziała sama w kuchni przy stole i pijąc wodę z lodem, wpatrywała się bezmyślnie w biały blat, podczas, gdy reszta (nawet rozjechana przez dzisiejsze wydarzenia Han Sae) siedziała w salonie, oglądając najnowszą dramę z Lee Jong Suk'iem.
- ChomChom-ah! - zawołała Alice, wychylając się na kanapie tak, by widzieć kawałek swojej młodszej koleżanki. - Chodź oglądać, ten odcinek zapowiada się super!
- Ani, już go widziałam. - powiedziała, posyłając blondynce lekki uśmiech. - Możecie oglądać beze mnie.
- Tch... - prychnęła blondynka, marszcząc brwi. - O co jej dzisiaj chodzi... - wbiła wzrok w ekran telewizora, przekrzywiając głowę lekko na bok. Zawsze rak robiła, gdy intensywnie nad czymś myślała.

Chommi westchnęła i łyknęła trochę wody wraz z roztapioną w połowie kostką lodu. Pogryzła ją, przypominając sobie po raz setny już dzisiaj, co powiedział Junior-oppa w rest roomie.
"Yaaah, przecież od razu to widać! Nie rozumiem, dlaczego temu ciągle zaprzeczacie!" mówił Jinyoung z rozbawieniem na twarzy. "Dziewczyno, ty nie umiesz kłamać... Wszystko po tobie widać, nie ukryjesz tego, że on ci się podoba~"
Ough, jinja! Poważnie jest po nie to aż tak widać?, pomyślała, przygryzając wargę i stukając nerwowo szklanką w stół.
Po chwili ekran jej telefonu zapalił się i zaczął wibrować, sygnalizując tym samym, że ktoś próbuje się do niej dodzwonić. Gdy go podniosła, i przeczytała nazwę kontaktu, wciągnęła gwałtownie powietrze. Tym razem kantem telefonu postukała w stół, nerwowo przygryzając wargę. W końcu jednak zerwała się na równe nogi i przebiegła obok dziewczyn przez salon, zwracając na siebie ich uwagę, na końcu wbiegając do łazienki. Zamknęła się na klucz i presunęła zieloną słuchawkę.
- Y-yeobosaeyo? - powiedziała do słuchawki tak cicho jak tylko potrafiła.
- Jang Chom Mi - coś jeszcze tkwiło w ciepłym tonie głosu Youngjae. - wszystko w porządku? Dzwoniłem trzy razy wcześniej.
Nie odpowiedziała od razu. Nawet nie zastanawiała się nad tym, co właściwie miałaby mu odpowiedzieć. Po prostu nie chciała odpowiadać na to pytanie. Liczyła po cichu, że je zostawi i zmieni temat.
- Nie zauważyłam. - skłamała. Za każdym razem walczyła z tym czy odebrać czy nie. Ciche westchnięcie po drugiej stronie telefonu.
- Martwiłem się... - troska? To było słychać w tonie jego głosu? - Junior-hyung nie powinien tak się zachowywać, przepraszam za niego. Wiesz, że to były tylko żarty, prawda?
Tylko żarty?
Poczuła się głupio. To znaczy, że nikt nie zauważył tego, że zakochała się w Youngjae? To znaczy, że niepotrzebnie tak się wtedy zmieszała i wybiegła, przestraszona? Co to znaczy?
- Ani, on... Nie mówił tego na serio? - zapytała, zdezorientowana.
- Nae. - słychać było, że się uśmiecha. - Jinyoung-hyung ma dziwaczne poczucie humoru.
Racja. Zupełnie pogięte.

Przez następny tydzień wszyscy z GOT7 i Chocolate Cake chodzili jak w zegarku. Chłopcy porozjeżdżani po różnych programach, a czekoladowe dziewczyny zaliczały każdą koreańską scenę po kolei od Show Champion począwszy, przez The Show i Melon, na Music Bank'u skończywszy. Nie było łatwo, wszyscy pracowali w pocie czoła, ale po to przecież zostali piosenkarzami. Ich największym marzeniem było życie w właśnie taki sposób.
Może jedna osoba miała z tym mały problem...
Z kolei inna się o tę osobę wyjątkowo martwiła, nie wiedzieć czemu. Jako jedyna wiedziała, coś z nią jest nie tak oraz, że ktoś powinien jej póc, ale z drugiej strony... nikt więcej nie powinien o tym wiedzieć.
- BamBam! - siedemnastolatek poczuł na plecach silne uderzenie wielkiej dłoni swojego Chińskiego brata. - Coś ty taki zamyślony? Jakby życie z ciebie wyssali.
Całe GOT7 siedziało w restroomie programu Let's Dance. To ich ostatnie zadanie w tym tygodniu, a dziś wieczorem czeka ich upragniona impreza hallowen'owa w JYP. Czas na odrobinę rozluźnienia. W końcu...
- Aniya, gwenchanayo. - odpowiedział z lekkim uśmiechem. - Jestem tylko trochę zmęczony, sam rozumiesz...
- Yah, ostatnio coś często jesteś "trochę zmęczony", na pewno wszystko ok?
No właściwie, to nie do końca. Ale nie mógł mu powiedzieć, że martwi się o Renee. Jackson wyśmiałby go za to, albo jeszcze gorzej - sam by się tym zainteresował, a wtedy różowowłosa zamordowałaby go. Na śmierć!
- Tak, jasne. - odparł, podnosząc się z miejsca. - Idziemy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz