piątek, 14 października 2016

I hate you so much [#8]





Po czwartej prośbie BamBam'a o chociaż jeden taniec, przytuliła Tajlandczyka na przeprosiny i wyszła na korytarz wytwórni.
Tak bardzo nienawidziła tego święta. Nie miało dla niej sensu przebieranie się w duchy, wampiry, zombie... Przecież to nie jest zabawne. Gdyby mogła, najchętniej w ogóle by tu nie przychodziła. Niestety miała obwiązek otworzyć tą zabawę wspólnym występem z Jackson'em. Trudno w to uwierzyć, ale dali radę. Dosłownie godzinę przed występem Jackson powiedział jej, że już nie chce więcej się z nią kłócić (tak na poważnie, oczywiście, bo któż to widział, żeby Wang Jackson nie zaczepiał ludzi dla zabawy?). I przeprosił ją. Bardzo cicho, co prawda i nie dosłownie, ale jednak przeprosił!
Od tamtego przyjemnego momentu, wszystko już ją jedynie irytowało. Stroje ludzi, prośby chłopców o taniec, głupie żarty Yugyeom'a i Xiah... Nie do zniesienia.
- Ugh... Dlaczego to musi być Halloween'owa impreza?! - mruknęła sama do siebie.
Po chwili poczuła puknięcie czyjegoś palca w jej ramię, czego panicznie się przestraszyła, odskakując w bok.
- Poważnie... Chociaż dla BamBam'a mogłaś zrobić wyjątek. - odetchnęła z ulgą widząc przed sobą Youngjae.
- Nie. Nie. Nigdy. Nie. Nie i koniec. - finiszując tupnęła jeszcze nogą przeuroczo. Chłopak nie mógł powstrzymać się od chichotu.
- Ze mną też nie chcesz? - cholera! Tego właśnie się bała. Że jej najlepszy przyjaciel... Nie, ktoś, w kim zakochała się już w podstawówce będzie chciał z nią zatańczyć, a ona musiała mu odmówić. Przecież tego chciała! Najbardziej na świecie chciała dotknąć go i poruszać się przy muzyce, poczuć bicie jego serca, gdy oparłaby się o jego pierś...
Przełknęła ślinę nerwowo i odwróciła wzrok wbijając go w ścianę obok.
- Nawet z tobą. - odpowiedziała twardo, z trudem ukrywając żal.
- Ah... Trochę to smutne  - zaczął ze spuszczoną głową. - że nawet dla mnie nie chcesz zrobić wyjątku. Widocznie nie jestem... Aż tak ważny.
ChomChom podniosła wzrok na jego twarz. Doskonale wiedziała, że chłopak tylko się z nią droczy - w końcu nie zna go od dziś. A jednak nie chciała, by myślał, że nie jest ważny. Jest teraz dla niej najważniejszą osobą. Nie ma tu nikogo innego; rodziców, przyjaciół z Mokpo, brata i siostry... Ma tylko jego.
- Czy ty sam siebie słyszysz? - uderzyła go w klatkę piersiową. Ten zaśmiał się uroczo w taki sposób, że nawet jego oczy się w tym momencie uśmiechały.
- Co to znaczy, Chomiya? - chłopak objął dziewczynę ramionami wokół pleców i przycisnął mocno do siebie. - Czy to znaczy, że jestem ważny?
Czy to ma sens? Jak osiemnastolatek może zachowywać się jak dziecko? Ciągle powtarza, że jest taki dorosły...
- Youngjae!!! Puść mnie, głupku.... - próbowała się wyswobodzić, jednak z marnym skutkiem i uśmiechem, którego nie była w stanie ukryć.
- Weź mnie tak nie nazywaj, bo będę płakał~ buu~ - udał płacz i jeszcze mocniej ścisnął dziewczynę.
- Youngjae... Choi Youngjae!
- Choi Youngjae - usłyszeli niezbyt zadowolony głos należący do nikogo innego jak tylko Im Jaebum'a. Youngjae niechętnie odsunął się od Chommi.
- Hyung...
- Youngjae, co ty wyprawiasz? Przytulasy na korytarzu? I co jeszcze?! Może od razu idźcie na scenę i przed wszystkimi pracownikami JYP wyznajcie sobie miłość!
Ich oboje w tamtym momencie zmroziło. Od kiedy Im Jaebum się tak zachowuje?
- S-sunbae, to nie tak. My... my... - próbowała załagodzić sytuację. - My jesteśmy tylko przyjaciółmi... Nic więcej, poważnie.
- Poważnie? - nagle z twarzy JB zniknęła złość, nie zostawiając po sobie śladu, a na jej miejsce wpełzło zdziwienie. - Ale piosenka to ci się podobała co?? - zapytał z wyrzutem, przestępując na jedną nogę.
- Jaka piosenka... - bąknęła zdezorientowana.
- Ta, którą Youngjae pisał dla ciebie przez ostatni miesiąc i jeszcze mnie męczył, żebym mu z nutami pomógł...
Nie mógł patrzeć jak jego młodszy kumpel zabiera się do tego, by jej o tym wreszcie powiedzieć. Musiał więc wziąć sprawy w swoje aktorskie rączki lidera.
Młodszy z chłopaków pomasował nerwowo swój kark, a piętnastolatka spojrzała nań zdziwiona.
- O co wam chodzi... Omo, mam się bać? - dziewczyna odsunęła się o krok w tył, patrząc to na JB to na Youngjae. Lider uśmiechnął się zadowolony z efektu i puścił swojemu koledze oczko.
- Idę. -  już odwracał się, kiedy nagle znowu spojrzał na dziewczynę. - ChomChom-ah, widziałaś może gdzieś Han-Sae?
- Chyba tańczyła z Markiem... Jakoś tak z pięć piosenek pod rząd.
- Mwo? - wyglądał teraz na nie tyle złego, co z lekka wystraszonego. Tak przynajmniej wydawało się ChomChom, bo w zasadzie, to nigdy nie wiadomo, czego można się po nim spodziewać.
- Wae? Czyżbyś lubił naszą Sae unnie bardziej niż bardzo?
- Ani... My... jest moją kumpelą, nie mogę z nią pogadać? - pierwszy raz tak się zachowywał. To zakłopotanie... Takie dziwne! Powinien być pewny siebie, jak zwykle, chłodny i tajemniczy, jak zawsze. Co to ma być, Im Jaebum?! Aish, staczasz się...
Lider odwrócił się i wszedł na salę.
Zaraz po tym, kiedy zniknął pozostałej dwójce z zasięgu wzroku, Youngjae chwycił młodszą w nadgarstku i pociągnął za sobą najpierw korytarzem, a później schodami na piętro wyżej.
W ciszy doszli do maleńkiej sali, w której mieściło się tylko pianino. Chłopak usiadł na krzesełku, a zaraz obok niego miejsce zajęła Chommi. Ułożył swoje palce na klawiszach.
- Starałem się, żeby była idealna... Jak ty. - już po usłyszeniu samych tych słów jej serce zabiło szybciej.
Piosenka była cudowna. Dźwięki i słowa płynące do jej uszu, wydawały się jakby wypływać z jego serca a nie ust i pianina. Jeszcze nigdy nikt czegoś takiego dla niej nie zrobił. Uczucia, jakie jej wtedy towarzyszyły, pierwszy raz były tak silne.
Wkrótce Youngjae skończył i spojrzał na dziewczynę. Ta z kolei na niego nie patrzyła. Przez myśl przeszło mu, że może przegiął, że to nie był dobry pomysł, ale nagle poczuł jak Chommi owija swoje rączki wokół jego pleców i przytula się do niego.
- Chom... Chommi? Dobrze się czujesz?
- Jak długo mnie lubisz? - zapytała cicho, wtulona w pierś chłopaka.
- Zawsze cię lubiłem! - zaśmiał się.
- Ani... Chodzi mi o to, że... Tak jak teraz...
Uśmiech na jego ustach zmalał, a jednak nie zniknął całkowicie.
- Tak szczerze... Odkąd zostałaś trainee... Wtedy byłem tak bardzo szczęśliwy, że będę mógł spędzić więcej czasu ze swoją przyjaciółką. A potem zadebiutowałaś... I zaczęłaś pracować z Jacksonem hyungiem. - Chom odsunęła się od niego powoli, więc mógł spojrzeć jej w oczy. - Byłem zazdrosny zawsze, kiedy widziałem was trenujących razem. Zawsze kiedy ciebie dotykał podczas tańca... To było tak nieznośne... A trzy razy gorsze jest to, gdy Mark hyung, albo Jr. hyung cię przytulają... Jakoś niedawno zrozumiałem, że nie mogę się tobą z nikim dzielić. Jesteś moja, rozumiesz?
- Youngjae, ja...
- Nie mów tak więcej na mnie. - powiedział stanowczo. - Od dzisiaj jestem dla ciebie 'Oppa', arasseo?
- Poczekaj... Czy to znaczy, że ty... Że ja... I że my...
Nic jej nie odpowiedział. Jedynie przybliżył powoli swoje usta do ust dziewczyny i uraczył ją delikatnym muśnięciem.
Choi Youngjae... właśnie skradł jej pierwszy pocałunek. Choi Youngjae właśnie wyznał jej swoje uczucia. Napisał dla niej piosenkę. Lubi ją. Nie jak przyjaciółkę, ale... kogoś więcej.
Czy to możliwe?
Odsunęli się od siebie, patrząc sobie nawzajem w oczy. ChomChom wciąż, jakby nie wierząc w to, co się właśnie stało, oblana dorodnym rumieńcem, a Youngjae z lekkim uśmiechem i ulgą, że już ma to za sobą. Najtrudniej było mu to zacząć. Teraz mógłby jeszcze raz połączyć ich usta, zostać tak już na zawsze...
- Osz ty w mordę! - usłyszeli nagle głos Jackson'a za plecami.
Oboje podskoczyli na miejscach, wystraszeni tym nagłym okrzykiem. Obrócili się w stronę drzwi i w zakłopotaniu, otworzyli szeroko swoje oczy, gapiąc się na niespodziewanego gościa. Gościów. Dwóch, konkretnie.
Ayoo, poważnie... W wytwórni jest tylu ludzi - artystów i staffu. Dlaczego to musieli być akurat oni dwaj?!
- Yah!  Wiedziałem! Wiedziałem, tak! - zawołał uradowany Jr., uderzając niechcący Jackson'a i rozlewając mu przy tym drinka. Chińczyk tylko syknął, patrząc na plamę na swoich ubraniach, mamrocząc pod nosem jakieś mało zrozumiałe słowa po angielsku. Jinyoung nagle zamarł, po czym wbił w Youngjae mordercze spojrzenie.
- Yah! Tak nie można! - krzyknął, tym razem tak machając ręką, że zupełnie wytrącił kumplowi kieliszek z ręki. Wszyscy poza młodym JYP patrzyli, zaskoczeni, jak szkło rozbija się na podłodze.
- Yah, Park Jinyoung! - wrzasnął Jackson. - Co ty wyprawiasz?!
- No patrz, oni tu tak sam na sam, przed chwilą się całowali, nie widzisz ich min?! Tak nie można, przecież...
Jinyoung dalej krzyczał, a Youngjae w końcu wybuchnął śmiechem i przyciągnął do siebie ChomChom, krzycząc, że należy do niego, śmiejąc się bez przerwy, chroniąc się łokciami przed Junior'em, który zaczął go bić, jak na rozwścieczoną matkę zespołu przystało.
I tylko Wang w tamtym momencie siedział cicho. Patrzył w osłupieniu na Chommi, ściskaną przez jego kumpla z zespołu, nie był w stanie się ruszyć.
Jak to "całowali się?"
Czuł, jakby coś odcinało mu dopływ tlenu do płuc, jakby ktoś zgniatał jego klatkę piersiową. Nie miał pojęcia co się dzieje. Pierwszy raz w życiu odczuwał coś takiego.

°

Było już daleko po pierwszej w nocy, co znaczy że impreza w JYP właśnie sięgała szczytu. Yugyeom, chociaż nie miał prawa zanurzyć w alkoholu chociażby czubka języka, bawił się w najlepsze, podbijając parkiet swoimi ruchami. Youngjae i ChomChom siedzieli resztę wieczoru przy jednym stoliku i cieszyli się sobą nawzajem. Do nastolatki powoli docierało, co tak właściwie stało się kilka godzin temu, dlatego uśmiech nie znikał z jej ust. Youngjae także przeżywał jedną z najpiękniejszych chwil swojego życia. Tylko od czasu do czasu rzucał siedzącej przy stoliku obok Grace spojrzenia w stylu "Cicho!", "O co ci chodzi?", "Nie martw się tym!". Jackson z Juniorem postanowili wcześniej założyć się, kto więcej wypije, dlatego już po kilku godzinach Jackson spał na środku sceny, na której wcześniej występował razem z ChomChom, a Jinyoung zapomniał o zakładzie i upatrzył sobie kolejną ofiarę do męczenia, skoro jego poprzednia spała jak suseł. Teraz zaczepiał Mark'a. Jednakże w pewnym momencie sam zaczął przysypiać starszemu na ramieniu, więc tamten postanowił zabrać go i chińczyka do dormy. Poprosił menagera o pomoc i razem odwieźli chłopaków do dormy.
Tylko wystąpił mały problem. A mianowicie taki, że JB również przysypiał, o czym niestety Mark nie wiedział.
- Aish, poważnie... - mruknęła Saeryeong, patrząc na śpiącego przed nią na stoliku lidera GOT7. - Wypił przecież tylko dwa kieliszki...
Sama Sae zdołała opróżnić więcej szklaneczek alkoholu i ma się lepiej. Cóż, JB zawsze miał słabą głowę, nikomu jednak o tym nie mówił, a z drugiej strony nie było dotąd okazji, by mógł to zaprezentować reszcie członków.
- Oh. BamBam! Bammie, możesz mi pomóc? - zawołała, wstając z krzesła i wymachując do młodszego kolegi. Chłopaczek podbiegł do niej i z szerokim uśmiechem zapytał, o co chodzi. - Poszukaj dla mnie waszego menagera, zabierzemy go już do waszego mieszkania.
- Co? - zapytał, zaskoczony i przeniósł spojrzenie na lidera. Zdziwił się z początku, dlaczego mieliby go tak wcześnie odwozić do dormy, ale gdy tylko zobaczył, co się z nim działo, wszystko zrozumiał. Nigdy wcześniej nie widział go w takim stanie. To znaczy, widział wiele razy jak spał ze zmęczenia, ale teraz... Wyglądał trochę straszniej niż zwykle. Policzek opierał na blacie stolika, z ust ciekła mu ślina, a ręce zwisały mu pomiędzy nogami pod stołem. - Ale... - przeniósł znowu wzrok na twarz swojej noony. - Nasz menager już pojechał z Markiem, Jacksonem i Juniorem. Dosłownie przed chwilą...
Saeryeong patrzyła na niego przez chwilę tępym spojrzeniem. Dormy zarówno ta GOT7 jak i Chocolate Cake mieściły się całkiem spory kawałek od JYP, w dodatku w dwóch zupełnie innych miejscach w mieście. Biorąc pod uwagę korki, które występują w Seulu zawsze oraz prędkość z jaką poruszał się menager boybandu po ulicach, zajmie mu to kilka godzin zanim dojadą na miejsce i wróci.
Westchnęła, siadając z powrotem na swoje miejsce. Tajlandczyk przysunął sobie jeszcze jedno krzesło ze stolika obok i dosiadł się do dwójki. Z ciekawości nachylił się nad Jaebum'em, tylko po to, by zaraz zmarszczyć nos i z grymasem obrzydzenia na twarzy, odsunąć od niego, bardziej w stronę dziewczyny. Ona przynajmniej się nie śliniła...
- Aigoo, co teraz zrobić? - jęknęła, tarmosząc swoje czarne włosy.
- A może pojedziemy z menagerem Byun'em? - zaproponował siedemnastolatek.
Dziewczynie, co prawda, myślało się trochę ciężej niż zwykle, przez te wszystkie procenty, które wirowały jej w głowie, ale po chwili namysłu doszła do wniosku, że to nie najgorszy pomysł. Poprosiła BamBam'a, aby znalazł w jej telefonie numer do menagera Chocolate Cake i już po kilkunastu minutach siedzieli w firmowym wanie na kanapie z tyłu, w drodze - jak im się zdawało - do mieszkania siódemek.
Myślała, że gorzej już być nie może. Z jednej strony oparty o jej ramię Im Jaebum, ciężki i zaśliniony. Z drugiej strony siedemnastoletni imigrant z Tajlandii i prawdziwy wodospad słów z jego ust. Zwykle jego paplanie jej nie przeszkadza, ale w tej sytuacji... No po prostu strasznie bolał j łeb.
A jednak mogło być gorzej. Wyjrzała przez okno i zobaczyła znajome witryny sklepowe. Zbyt znajome.
- Sunbae... - wychyliła się nieco do przodu, by mógł ją jakkolwiek usłyszeć. Usłyszał, bo zerknął nań w lusterku. - Dokąd jedziesz?
- Do dormy, Saeryeong. Tam, gdzie chciałaś. - powiedział z westchnieniem.
- Do czyjej dormy?
Oderwane od reszty ciała i umieszczone w prostokątnym szkle oczy menagera znowu spoczęły na jej osobie. Patrzył na nią kilka sekund podejrzliwie, a w końcu zwrócił swój wzrok z powrotem przed siebie.
- O co ci chodzi, Saeryeong? - mruknął, skręcając w lewo na światłach. Wjechali na zamknięty parking wieżowca mieszkalnego, w którym mieszkały Czekoladowe.
- Wae... Co? - dukała, wyglądając z zaskoczeniem za szybę. - Yah, sunbae-nim! - jęknęła, uderzając otwartą ręką w oparcie kanapy przed sobą.
Menager zatrzymał samochód i zgasił silnik, następnie odwracając się do załamanej Han-Sae. Miał teraz do niej tyle cierpliwości tylko i wyłącznie dlatego, że jest pijana i nie zachowuje się świadomie w taki sposób oraz dlatego też, bo jeszcze nigdy przedtem mu nie podpadła. Jest przykładem przykładów, nawet dla JB powinna być przykładem. Czasami menager Byun myślał nawet, że JB ma na nią zły wpływ. Niby jest dobrym chłopakiem, a jednak zdarzało mu się zrobić taką głupotę, że sam Jackson Wang by na to nie wpadł.
Na przykład w tej chwili... No jakim on ma być wzorem dla tej dziewczyny? Jest liderem dłużej niż ona, powinien ją uczyć! Czego tu się uczyć od kogoś takiego?
Im otworzył oczy na wpół żywy, wycierając usta z cieknącej mu po nich śliny i rozglądał się dookoła jak bezumysłowe warzywko.
- Aigoo, przecież to nie ma sensu... - jęczała dziewczyna, tarmosząc ciągle swoje włosy z nerwów. - Po co tu przyjechaliśmy?
- Han Saeryeong, chciałaś jechać do dormy, więc jesteśmy pod dormą. - powiedział spokojnie, tłumacząc jak krowie na miedzy.
- Ale dlaczego pod naszą?
Westchnął, przecierajac twarz dłonią.
- Więc, gdzie chciałaś jechać? - zapytał, zrezygnowany.
- Do GOT7, sunbae, GOT7~ - mężczyzna patrzył na nią zszokowany i jednocześnie zrezygnowany.
W porządku, jest dorosła. Ma prawo nocować gdzie chce, z kim chce i jak chce, ale dlaczego tak głośno o tym mówi? W dodatku w towarzystwie nieletniego!
- Ayoo, oni mieszkają tak daleko... Kiedy do nich dojedziemy... Bez sensu, nie wiem!!!
Wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać.
- Saeryeong-ah~ - mruknął JB, opadając twarzą w dół na jej uda. - Hywa sze sakohaue...
- Głupi jesteś. - strąciła jego głowę ze swoich nóg, przez co ten podniósł się do siadu zbyt szybko i chwiejnie, a potem złapał za głowę. - Poważnie, Im Jaebum, idiota z ciebie. Aish... - syknęła, opierając się łokciem o ramię BamBam'a.
- Chyba zaraz zwmm... - lider zakrył swoje usta, powstrzymując odruch wymiotny, a Sae i Bam, odsunęli się jak najdalej mogli.

°

Kiedy tak spał, wyglądał jak aniołek. Co prawda nieco rozczochrany i śmierdzący alkoholem, ale jednak aniołek. Usiadła na krawędzi swojego łóżka, na którym teraz leżał JB.
Wnieśli go tu przed chwileczką dosłownie. Menager Byun i BamBam na prawdę ogromnie się poświęcili, bo chociaż Jaebum obudził się w samochodzie, to zasnął na powrót, kiedy tylko weszli do windy, a więc musieli targać jego wiotkie ciało przez cały ten czas, aż w końcu zdecydowali, aby położyć go w sypialni Chocolate Cake. Właściwie, to na początku miał spocząć na kanapie w czekoladowym salonie, ale Saereyong upierała się, by spał w jej łóżku. Na pytanie "a zatem, gdzie będziesz spała ty?", bąknęła tylko, że walnie się gdzieś obok Alice.
Cóż mieli więcej do powiedzenia w tej sprawie? Z pijaną kobietą się nie walczy, zwłaszcza jeśli jest znana w całym kraju i jest blisko z pupilem ich szefa (czytaj Im Jaebum). Wyszli zaraz po tym, jak rzucili śpiącego chłopaka na dół jednego z trzech piętrowych łóżek, znajdujących się w pokoju.
Han-Sae przyglądała się teraz białej jak śnieg cerze swojego przyjaciela. Zawsze była bliżej. Dlatego mogła dostrzegać w nim coś zwyczajnego. W przeciwieństwie do kogokolwiek innego, nie zachwycało jej w nim to, że potrafił robić salta w tę i z powrotem, że świetnie tańczy, czy pięknie śpiewa. Te rzeczy widzieli już wszyscy. Chociaż są spektakularne i widowiskowe, to aby je pokazać JB potrzebuje miejsca, sceny, odległości. Niebezpieczne jest podchodzić do kogoś, kto wykonuje salto. Dlatego Sae urzekło to, czego nikt nie może zobaczyć, stojąc pod sceną, czy przed telewizorem. Niebieskie żyłki na skroniach, czerwone przebarwienia na policzkach i blizna na czole. Ma ją po tym jak walnął kiedyś głową w kant szafki podczas trenowania swoich specjalnych ruchów tanecznych, charakterystycznych dla b-boyingu. Byli wtedy trainee, dopiero zaczynali się przyjaźnić.
Nachyliła się lekko, by odgarnąć kosmyk czarnych włosów z jego czoła. Nie miała teraz przed sobą wspaniałego, idealnego JB. Dotykała właśnie twarzy najzwyklejszego w świecie koreańskiego chłopaka o najzwyklejszym w świecie imieniu, Jaebum'a.
Dopiero teraz uświadomiła sobie jak bardzo go lubi. Mimo, że nie o takim mężczyźnie zawsze marzyła, coś w niej drgnęło po tym akcie dobroci jaki okazał jej podczas zdjęć do Vogue'a. Okazał jej wtedy szacunek...
Zobaczyła nagle, jak chłopak wyciąga w jej stronę swoją rękę. Miał cały czas zamknięte oczy, musiał więc robić to przez sen. Nie odzywała się, nie chciała go obudzić. Starała się także nie wykonywać żadnych zbędnych ruchów, które mogłyby wytrącić go ze snu.
Zanim jednak zdążyła się odsunąć na bezpieczną odległość, chwycił za jej kark i przyciągnął ją w swoją stronę, błyskawicznie łącząc ich usta.
To się stało tak nagle... Nie wiedziała co zrobić, próbowała się oderwać, coś powiedzieć... Ale chłopak musnął jej wargi jeszcze raz... i potem znowu... aż zupełnie odpłynęła i w końcu oddała pocałunek. Uśmiechnęła się, przymykając powieki.
I nagle otworzył oczy. A znowu, po tym jak je otworzył, odepchnął od siebie dziewczynę, zaskoczony, odsuwając się tak daleko, jak tylko mógł, przy czym uderzył tyłem głowy o belkę łóżka piętrowego.
- W-wae geuraesso*? - wyjąkał.
- Co? - mruknęła, zdezorientowana. Jaebum zakrył swoje usta dłonią, patrząc na nią z przerażeniem.
- Dlaczego ty mnie... Yah, Han Saeryeong!
- Ale przecież... Ja... Ja nie...
- Co się stało? - do pokoju wpadł menager Byun wraz z BamBam'em. - Co się stało? - patrzyli raz na jedno, raz na drugie. W pewnym momencie dziewczyna poderwała się na równe nogi, przy czym lekko zachwiała. Na szczęście BamBam stał odpowiednio blisko, by mógł ją złapać i pomóc utrzymać równowagę.
- Nic... przepraszam... - mruknęła, jakby oszołomiona i wyszła z pokoju, a menager zaraz za nią, chcąc dopilnować, by nic jej się nie stało.
- Hyung, o co chodzi? - zapytał chłopaczek, siadając obok Bum'a, na materacu. Ten spojrzał na Tajlandczyka, wielkimi oczami i zamrugał kilkakrotnie. Oddychał tak szybko, jakby przed chwilą maraton przebiegł i prawie słychać było bicie jego serca.
- Nie wiem... - powiedział półgłosem, przenosząc wzrok na pościel. Powoli zaczynał się uspokajać. - Nie wiem.
Musi być strasznie pijany - stwierdził w myślach siedemnastolatek, wzdychając cicho. Odwrócił się od niego i zaczął rozglądać po pomieszczeniu.
A, więc tak wygląda sypialnia dziewczyn...
Który chłopak w jego wieku by się nad tym nie zastanawiał?
Wstał, w milczeniu podchodząc do sporych rozmiarów szafy z lustrem na drzwiach. Przejrzał się, kątem oka zerkając na odbijającego się w nim lidera.
- Gdzie ja w ogóle jestem? - zapytał ciągle jeszcze łamiąc sobie język na najprostszych słowach.
- W mieszkaniu CC. - odparł bezmyślnie BamBam, oglądając nuż mebel, zamiast samego siebie.
- Czego?
- Chocolate Cake. - wytłumaczył machinowo i powoli przesunął drzwi szafy. Jego małym, skośnym oczętom ukazało się mnóstwo kolorowych, markowych ubrań. Sukienki, jeansy, torebki, buty, koszule i cała masa innych damskich rzeczy. A jednak czuł, że jest ich zbyt mało jak na sześć dziewczyn, mieszkających w jednym pokoju. Obrócił się i dostrzegł po drugiej stronie pokoju kolejną szafę, taką samą jak ta, przy której teraz stał. - Han-Sae noona martwiła się o ciebie i chciała odwieźć już do naszej dormy, ale jej menager się walnął i przyjechał tu.
- W co się walnął? - mruknął Jae, łapiąc się za głowę, która musiała go strasznie boleć, sądząc po wyrazie jego twarzy.
- Pomylił się. - bąknął chłopaczek, wspinając się po szczebelkach drabinki na piętro innego łóżka. - Słodkie... - powiedział, uśmiechając się pod nosem, kiedy zauważył na poduszce maskotkę-Wang'a, tą, którą JYP wyprodukowało specjalnie na potrzeby mini dramy GOT7 "Dream Knight". Domyślił się, że łóżko, na którym siedział należało do Renee. Usiadł wygodnie, biorąc materiałową lalkę do ręki. Przez chwilę oglądał ją w ciszy, badając opuszkami palców, by w końcu odłożyć na swoje miejsce. Jednak, gdy tylko przeniósł swój wzrok znowu na poduszkę, dostrzegł, że wystaje spod niej coś czarnego. Zostawił maskotkę tam, gdzie wcześniej leżała i wysunął spod poduszki czarny, obity w skórę notes. Ten sam, który znalazł na korytarzu w wytwórni.
Pamiętnik Renee noony...
Przez chwilę wahał się ogromnie, podczas, gdy jego serduszko przyspieszyło rytmu. Wiedział, że nie powinien tego robić, ale z drugiej strony coś kazało mu pomóc tej dziewczynie. Miał prawo przypuszczać, że nikt nie wiedział tego, co on. Z kolei zdawał sobie sprawę, że nawet on nie wiedział jeszcze na tyle, by wiedzieć jak jej pomóc.
- BamBam, zbieramy się! - słychać było głos menagera Byun'a, dochodzący zza drzwi. Chłopak w pośpiechu rozpiął kurtkę i schował pod nią notes. Nie było czasu na rozmyślanie, czy robi dobrze, czy źle. Raz się żyje, tak? Później wszystko się okaże. Mężczyzna uchylił drzwi, wtykając głowę przez szczelinę. BamBam w ostatniej chwili zapiął zamek na powrót i spojrzał na niego z nerwowym, sztucznym uśmiechem. Na szczęście menager nie przyglądał mu się długo. - A co on? znowu śpi? - zapytał, patrząc na Jaebum'a. Faktycznie, znowu leżał twarzą w pościeli, w bardzo dziwnej pozycji. - Aigoo, będzie z tego kłótnia. - westchnął, kręcąc głową. Potem popatrzył na BamBam'a, marszcząc przy tym brwi. - Co ukradłeś?
- S-słucham? - zająknął się, zaskoczony tym pytaniem. Widział? Wie? Omo, będzie po mnie...
- Masz minę, jakbyś coś zwinął. - parsknął śmiechem, a chłopaczek po chwili postanowił zrobić to samo. Aczkolwiek wyszło mu to słabiej. - Chodź, zawiozę cię do dormy.
- Oh... ok. - mruknął z ulgą. Widocznie menager niczego nie zauważył. Szedł uważnie po szczebelkach drabiny. - Ale, sunbae-nim. - zawołał, zanim Byun zupełnie opuścił pomieszczenie. Spojrzał w jego kierunku, pytająco. - A Jaebum-hyung? Nie zabieramy go też?
Menager obrzucił lidera GOT7 ostatni raz swoim spojrzeniem i pokręcił głową, zwracając się znowu do siedemnastolatka.
- Niech już tu zostanie.
- Ale... Będzie tu spał z tymi wszystkimi dziewczynami... To chyba nie w porządku?
- Nie. - bąknął, odwracając się. - Będzie musiał wypić tyle piwa ile sam sobie naważył. - powiedział i wyszedł, zostawiając zdezorientowanego Tajlandczyka z zagadką życia.
Jakiego piwa? To on będzie jeszcze coś pił? Yaaaah, to jest dziwne...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz