
Wróciłem do dormy, a po nitce został jedynie supełek na moim palcu. Gdzie podział się kłębek? Gdzie reszta mojej nitki, gdzie igła, która zszywała moje rany? Dlaczego zostało po niej tylko wspomnienie? Przecież widzieliśmy się zaledwie wczoraj...
Jinyoung udaje, że mnie nie widzi. Odzywa się jedynie, kiedy czegoś niezwłocznie potrzebuje, a na oczach innych gra, jakoby wszystko było w porządku. Gdybym nie wiedział, co się między nami wydarzyło, to sam bym mu uwierzył. Z jednej strony boli to, że jedynie udajemy. Z drugiej jednak wiem, że robi to dla dobra mojego i całego zespołu. Nie chcę, żeby dowiedzieli się o tym, co we mnie siedzi. Przyzwyczaili się, że nigdy nie mam niczego do powiedzenia, że nie mam wielkich marzeń, przemyśleń. Niech myślą, że jestem pusty. Wolę w ich oczach być pusty, niż zepsuty.
Palce u mojej lewej ręki były dzisiaj chudsze i bledsze niż zwykle. Oczami wyobraźni widziałem na jednym z nich supełek niebieskiej nitki, której końca nie mogłem zobaczyć.
Odetchnąłem głęboko, zsuwając się na kanapie nieco bardziej w dół. Wyciągnąłem z kieszeni swój telefon i sprawdziłem godzinę. Mimo, że zegarek wisiał tuż przede mną, na ścianie nad telewizorem. Bo mimo wszystko jestem leniem, jakiego świat nie widział. Nie chciało mi się nawet podnieść głowy i zastanawiać nad tym, którą godzinę wskazywał zegar ścienny.
Smartfonik powiedział mi, że było ledwo po piętnastej, a chłopaki mieli wrócić dopiero po dwudziestej dzisiaj. Jaehee się nie odzywała. Pewnie się uczyła. Wspominała przecież, że na studiach nie ma łatwo. Nie chciałem jej przeszkadzać. Z resztą, gdyby ona chciała ze mną pisać, to sama by zaczęła.
Czułem się teraz taki bezużyteczny. Zupełnie jak kiedyś, zanim jeszcze spotkałem się z przedstawicielem JYP w Los Angeles. Poczucie winy i zepsute relacje z Junior'em tylko wszystko pogarszały. Spokój, który czułem, kiedy Jaehee była obok, odchodził zawsze razem z jej odejściem.
Nim wymyśliłem, co powinienem teraz ze sobą zrobić, mój telefon zaczął grać, wyświetlając przy tym na ekranie kontakt, podpisany "Gaduła".
- Hyung! Ja już nie daję rady... - dopadł mnie zdesperowany głos BamBam'a po drugiej stronie słuchawki. - Tu wszyscy się nas wypytują, co się stało, a ja już nie wiem, co mam mówić. Puki ich unikaliśmy, to było w porządku... to znaczy, wtedy mi się wydawało, że nie, ale teraz jest gorzej! Aish, poważnie, Mark, co mam im powiedzieć? - brzmiał, jakby miał się zaraz rozpłakać.
- To, co zawsze... - mruknąłem, wlepiając spojrzenie w gips na swojej prawej ręce.
- Ale Suzy-noona wie, że to kłamstwa, z resztą i całej reszcie jakoś ciężko w to uwierzyć. - na te słowa ściszył głos. - Fani siedzą pod wytwórnią, chociaż pada deszcz... biedne dziewczyny, okropnie pada a one nie mają, gdzie się schować. - po tym poczułem coś dziwnego. Z jednej strony to miłe, że tyle osób się o mnie martwi, ale z drugiej... to przykre, że przeze mnie się martwią...
Wiem, genialnie wyrażam swoje uczucia poprzez słowa (ach ten sarkazm...), ale zawsze wolałem matematykę niż przedmioty humanistyczne.
- Gdzie teraz jesteś? - zapytałem, odwracając wzrok gdzieś przed siebie i wciskając gips do kieszeni bluzy. Tym razem swojej własnej.
- Siedzę w kiblu. Hyung, mam nadzieję, że te problemy szybko miną... - jęknął, najwyraźniej zmęczony tym wszystkim.
- Ja też. - dodałem cicho. Po chwili usłyszałem stłumione głosy, dochodzące ze słuchawki i BamBam'a, który przeprasza, ale musi wracać do chłopaków. Szybko się rozłączył, zostawiając mnie na powrót samego ze swoją głową. Czułem się tak potwornie źle. Ze sobą, z tym, że chłopaki muszą kłamać, z tym, że fani siedzą pod wytwórnią i mokną... głupie kurczaki, dlaczego aż tak mocno nas kochają?
Tak nie może być. Muszę tam iść, bo inaczej nigdy nie wrócą do domów. One mają przecież szkołę... Youngjae przesłał mi zdjęcia, większość Ahgasae, czuwających pod wytwórnią miała na sobie szkolne mundurki i torby. Będę miał wyrzuty sumienia (w sensie jeszcze większe niż w tej chwili...), jeśli zamieszkają na ulicy.
◇
Wybiła dwudziesta. Znowu siedziałem na kanapie, tym razem z pilotem w lewej ręce i oglądałem tą najnowszą dramę, którą tak zachwycają się Czekoladki. Oczywiście niczego nie rozumiałem, bo nigdy wcześniej nie oglądałem żadnych dram, a ten odcinek był najprawdopodobniej jednym z tych, w których fabuła rozkręciła się już na dobre. Nie byłem nawet w stanie zapamiętać imienia głównego bohatera. Ale to nie ważne, czekałem tylko na powrót chłopaków. Co prawda, znając życie i tak pójdą od razu spać, ale przynajmniej nie będę już sam.
I to nie tak, że cały dzień przesiedziałem na kanapie! Podróżowałem! Od lodówki do kibla i z powrotem... bywałem też na fotelu szefa... to ciekawe uczucie tak na nim siedzieć bez morderczego wzroku lidera na sobie. Co nie zmienia faktu, że fotel był niewygodny i tak oto znowu wylądowałem na kanapie... nie żebym darzył ją większą sympatią od fotela. Wiążą się z nią wiadome złe wspomnienia. Powinniśmy kupić nową...
Tak, nie stać nas nawet na łóżka, a chciałbyś nową kanapę...
Około pół godziny zajęło im przebrnięcie przez miasto i dotarcie do domu. Wtedy, jak się spodziewałem, Yugyeom od razu poszedł spać, mrucząc pod nosem ze zmęczeniem, że umyje się następnego dnia rano, BamBam chwilę jeszcze pogderał mi nad uchem, ale w końcu dołączył do najmłodszego, będąc równie wyczerpanym po treningach. Nawet Jackson i JB wyglądali na bardziej zmęczonych niż zwykle.
- Co się tam dzisiaj działo? - zapytałem, obserwują, jak ledwo żywy Wang Jackson siada obok mnie na kanapie z ciężkim westchnięciem. Przeniosłem wzrok na lidera, siedzącego już w swoim fotelu, a później na Youngjae, siadającego po drugiej stronie mnie.
- Ustawili nam dzisiaj w grafiku siłownię na sam koniec. - mruknął najmłodszy z naszej czwórki.
- It was wrong... - jęknął Chińczyk, kładąc mi swoją głowę na kolanach. Jako, że siedział wtedy po mojej lewej stronie, mogłem położyć mu swoją lewą, wolną dłoń na klatce piersiowej.
- I tu się zgadzam. - dopowiedział Jaebum.
- No tak właśnie czułem, że coś tu śmierdzi... - mruknąłem z grymasem. Niespodziewanie cała trójka zachichotała, nawet Bum. - Co? - mruknąłem, zdezorientowany.
- Hyung... - zaczął ze śmiechem Youngjae - Nawet nie wiesz, co powiedziałeś, prawda...? - zapytał, trzymając się za brzuch. To było zabawne. Tak bardzo chciał się śmiać, ale jednocześnie tak bardzo nie miał na to siły fizycznej.
- Czy tak się nie mówi w Korei? - bąknąłem, zerkając na JB, może w celu uzyskania jakiejś podpowiedzi, o co im właściwie chodzi. Ten jednak chichrał się, do swoich kolan. JaeJae roześmiał się jeszcze głośniej i miałem wrażenie, że zaraz się z tego wszystkiego popłacze. Wang też nie oszczędził mi wstydu i chichotał bezgłośnie, z zamkniętymi oczami. Czułem pod swoimi palcami jak jego klatka piersiowa drży.
- Excuse me? - zagubionym spojrzeniem, przeleciałem po twarzach chłopaków, niemal zwijających się ze śmiechu. Widziałem kątem oka, jak ktoś wchodzi do salonu, ale nawet przez myśl nie przeszło mi, aby spojrzeć w jego stronę.
- Hyung, padniesz ze śmiechu! - zawołał rozbawiony Choi, zwracając się do przybyłego chłopaka. Gdy wreszcie i ja obróciłem swoją głowę w jego kierunku, zobaczyłem Junior'a, stojącego po środku pokoju w swojej czarnej bluzie. Tej samej, którą zabrałem w pośpiechu i ubrałem tamtej nocy. Przełknąłem ślinę, wracając szybko wzrokiem na osiemnastolatka. - Wiesz, co właśnie powiedział Mark? Że "czuł, że coś tu śmierdzi"!
I znowu wybuchnął śmiechem, niepowstrzymany nawet okropnym zmęczeniem, które jednak dawało mu się we znaki. Tylko, że w tamtym momencie dało się też usłyszeć śmiech drugiego chłopaka. Nie należał on ani do Wang'a, (który swoją drogą chyba zasnął mi na kolanach) ani JB, bo ten obserwował z szerokim uśmiechem całą sytuację.
Jinyoung chichotał cicho, patrząc na Youngjae. W pewnym momencie nasze spojrzenia spotkały się ze sobą, a on nie przestawał chichotać. Nigdy nie byłem bardziej zdezorientowany. Ten człowiek patrzył na mnie i śmiał się, uśmiechał. Szczerze. Wiem, znam go, to nie było udawane. Nie w tamtej chwili.
- Na prawdę nie ogarniasz? - zapytał, unosząc brwi w górę. Zamrugałem szybciej, nie wiedząc jak zachować się w takiej sytuacji.
- Cze-czego...? - zająknąłem się i wymusiłem lekki uśmiech, pełen niezrozumienia sam w sobie.
- To powiedzenie w tym momencie jest dwuznaczne. - zaczął tłumaczyć, patrząc na mnie z politowaniem. - Mówiąc, że "coś tu śmierdzi" ma się na myśli to, że coś jest na rzeczy, ale akurat teraz wszyscy dosłownie śmierdzimy jak stado świń. - zaśmiał się, jak i dwaj pozostali, niezaśnięci. Otworzyłem usta, do bezdźwięcznego "Aaaah", by po chwili wydobyć z siebie cichy, niepewny śmiech. Dopiero teraz zrozumiałem... jednakże ciągle oszałamiał mnie widok uśmiechniętego Junior'a.
- Omona, to takie śmieszne... - powiedział wyśmiany Jae, trzymając się za brzuch. - Oooh, ale najciekawsze jest to, że ty, hyung, nigdy nie śmierdzisz, nawet po treningu, albo koncercie... nie rozumiem jak ty to robisz. - chłopaczek podrapał się w tył głowy, a JB w tym czasie wyprostował się, a następnie oparł plecami o oparcie fotela, przytakując głową.
- To prawda. Czasami mam wrażenie, że pot Mark'a pachnie fiołkami. - dodał lider. Zaśmiałem się na to w duchu. Co prawda, to prawda. Jestem najmniej cuchnącym członkiem zespołu, ale za to drugim najobrzydliwszym. Nie będę wnikał w to głębiej, można się łatwo domyślić, o co chodzi, samemu.
- Dosłownie flower boy! - młody znowu się zaśmiał, tym razem mniej energicznie i krócej. Westchnął na końcu. - Aaah, twoja dziewczyna będzie w-niebo-wzięta, hyung. - powiedział z uśmiechem. Odruchowo popatrzyłem w stronę Junior'a, którego uśmiech nagle utracił na szczerości. Jego zęby przycisnąły delikatnie dolną wargę, a swój wzrok skierował ku mnie. Nie był przyjemny. Teraz już nie. Był zawiedziony, pełen wyrzutów, które chociaż niewypowiedziane, ściskały moje serce i gardło.
- Masz rację, JaeJae. - powiedział człowiek, od którego nie potrafiłem oderwać wzroku, mimo bólu. - Na pewno będzie. Prawda, Mark?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz