Mój ojciec znowu odpowiedział na twitterze jakiejś fance i miał ubaw. Ja też tak trochę, bo to jak zwykle dotyczyło mnie.
- Mark...
- Shut up.
Kątem oka zauważyłem, jak Jackson podnosi się na swoim materacu. Popatrzyłem na jego zdezorientowaną twarz i zaśmiałem się bezgłośnie.
- Żartuję, stary. - powiedziałem z uśmiechem. - Już kończę.
Było w pół do pierwszej, więc to normalne, że mógł mieć do mnie pretensje. Sam z resztą dobrze wiedziałem, że nieco się zasiedziałem. O, jeszcze rymłem, jak miło! HashtagRapLife. W końcu zamknąłem wszystkie strony w komputerze.
- Nie o to chodzi. - mruknął, kładąc się z powrotem na plecy. Przyjrzałem się mu uważnie. Faktycznie coś go musiało gryźć, bo zwykle nie ma takiej przygnębionej miny, kiedy kładzie się spać. Chociaż, jest prawdą, że Jackson często gada o bardzo poważnych sprawach i na sztywne tematy. Jak dla mnie, to byłby dobrym księdzem, gdyby wierzył. Ale nigdy nie zdarzało mu się to przed snem. Chyba, że coś poważnie go w dupę gryzło. Zazwyczaj wieczorami jest po prostu zwyczajnie wredny i wkurzony głównie dlatego, że ciągle jeszcze świecę mu laptopem po twarzy. To on zwykle mówi do mnie "zamknij się".
- What's up? - wyłączyłem komputer i wsunąłem go w szparę pomiędzy swoim materacem a ścianą.
- Trochę się martwię.
- To przestań.
O tak. Ja zawsze wiem, co powiedzieć... Nie, no skąd! Nigdy nie umiałem pocieszać ludzi, a bynajmniej słownie. Ale ponoć mój dotyk jest pokrzepiający. Nie w sensie, że jakieś intymne macanie, czy coś w ten deseń. Tylko zwykłe poklepanie po plecach, albo przytulenie, odgarnięcie włosów, rozumiecie... Więc niektórzy twierdzą, że w moim wykonaniu nie jest to znowu takie zwykłe. Nie wiem na czym to polega, ale działa.
Z początku chłopakom było ciężko się przyzwyczaić do tego, że tak lubię skinship. W Korei jest to co najmniej dziwne, a na pewno bardzo rzadkie. Najtrudniej było właśnie tym koreańskim członkom. Jaebum, Youngjae i Yugyeom dalej nie przywykli. Zawsze się peszą, kiedy ich przytulam, a najmłodszy to już w ogóle! Taki z niego dzieciak, że klękajcie narody. Buraka, to przy każdej możliwej okazji puszcza, a na treningach z fanservice'u prawie się popłakał. Ja to pamiętam! Jackson miał mu dać buziaka w policzek, bo instruktor stwierdził, że w jego przypadku powinna zadziałać terapia szokiem. Rozumiecie, jak na przykład ktoś boi się pająków (tak jak ja, ale cii), to mu kładą takiego ptasznika na łapę i musi z nim wytrzymać godzinę, czy tam ile. W przypadku Yugyeoma, to właśnie czułości są jego pająkami. Instruktor był przekonany, że to mu pomoże. Pierwszy raz w życiu facet się pomylił. Młody przez tydzień po tym obchodził Wang'a szerokim łukiem.
- Martwię się - powiedział znowu, a ja oparłem się o ścianę plecami. - o nią.
O którą nią? Jimin, Renee, czy znowu coś z twoją matką? - pomyślałem.
- Wiesz, ostatnio zachowywała się dziwnie. Przestała się ze mną kłócić. Właściwie, to wcale się nie odzywa, a jak już to cicho, krótko, jakbym był robotem, albo w ogóle--
- Wait, wait, wait... - przerwałem mu. - O kim ty mówisz?
Jackson przekrzywił swoją głowę tak, by widzieć moją twarz. Przez okno wpadało światło lamp z ulicy, więc nie sprawiło mu to pewnie większego problemu. Ale nie patrzył na mnie długo. Po chwili odwrócił głowę i znowu wlepił spojrzenie w sufit. Przez jakiś czas trwał w ciszy.
- Jang Chommi.
Słysząc to uniosłem brwi w górę ze zdziwienia. Gapiłem się z tępą miną na niego, próbując dojść dlaczego on martwił się o nią. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że nasz Jackson może się przejmować ChomChom.
- Myślałem, że cię denerwowała.
- Ale teraz mnie wkurza jeszcze bardziej.
Aha. No i wszystko jasne - ego się chłopakowi odezwało. Przecież Jackson nie może być ignorowany. Dorastał w rodzinie, w której wszyscy zawsze zwracali na niego uwagę, trenował sport, gdzie dostawał wycisk, potem zbierał laury, teraz jest celebrytą i też pcha się przed kamerę kiedy może, jest zabawny, wszyscy go znają i uwielbiają. Nic dziwnego, że się martwi. Ale raczej nie o nią, tylko samego siebie, tak według mnie przynajmniej. Jesteśmy przyjaciółmi, wierzcie mi, znam go lepiej niż on sam.
- Brakuje mi tych jej głupich komentarzy i warknięć. - bąknął, krzyżując ręce na torsie. - Wiesz, jakie to było zabawne?
Pokręciłem głową i ułożyłem się wygodnie na swoim materacu.
- Idź spać, stary.
- Ej... to mój tekst!
°
Następnego dnia oczywiście ciężko było się zwlec z łóżka, skoro tak późno się zasnęło. Ale dałem radę. Jackson też. W wytwórni było jakoś tak dziwnie bez JB. Gdzie podział się nasz lider, zapytacie? Pojechał na sesję zdjęciową do Vogue'a. Wczoraj wieczorem chłopaki próbowali wyciągnąć od niego, jaką będzie miał partnerkę, ale im nie wyszło. Nie zamierzał im mówić, a zamiast tego przestał się odzywać w ogóle i przez resztę wieczora siedział cicho. W sumie nie dziwię mu się, gdyby każda rozmowa zbiegała na temat jego pary do zdjęć, to bez sensu wdawać się w takie pogaduszki. Ale właściwie, zastanawiam się, dlaczego tak bardzo nie chciał tego nikomu zdradzić.
W trakcie, kiedy chłopaki siedzieli w rest-roomie i przeglądali listy od fanów, ja poszedłem do ubikacji i na korytarzu natknąłem się na ChomChom. Od razu na jej widok przypomniała mi się rozmowa z Jackson'em.
- Hej, Chomiya~ - przywitałem się wesoło, przystając obok dziewczyny.
- Cześć, sunbae. - powiedziała z uśmiechem i skinęła lekko w moją stronę.
- Wszystko w porządku?
- Nae. A u ciebie? - zapytała, grzecznym, uroczym głosikiem. Ja na prawdę nie wiem, jak można nie kochać tego dziecka. To prawda, że czasami jest zadziorna i potrafi nieźle odwarknąć, jak coś jej nie pasuje. Ale przeważnie jest taka grzeczna i urocza... No anioł!
- To samo. - odpowiedziałem z uśmiechem. - Co robicie teraz?
- Am... Nie wiem. To znaczy, Saeryeong-unnie pojechała na sesję zdjęciową, Xiah pewnie znowu zaczepia tego chłopaka z sekretariatu, ja szukam Youngjae, a jak z resztą, to nie wiem. - wzruszyła ramionami, a ja w połowie jej wypowiedzi się wyłączyłem, przy czym kąciki moich ust powoli opadły, a brwi zsunęły się ku sobie.
- Czekaj, co? - potrząsnąłem głową. - Gdzie pojechała Han Saeryeong?
- No... - Chom wyglądała na lekko zdezorientowaną. - Na sesję.
- Na sesję? - powtórzyłem.
- Tak. Coś ty taki zaskoczony? - podparła się pod boki z aktorsko złą miną. - Uważasz, że moja liderka nie nadaje się na modelkę?
- Nie! - zaśmiałem się, machając rękami. - Nie, no skąd! Tylko zdziwiłem się, bo JB też wybył na sesję zdjęciową. - wytłumaczyłem.
- Ooh. - pokiwała głową, ze zrozumieniem. - Przypadek?
- Nie sądzę! - powiedzieliśmy w jednym czasie, robiąc tą samą minę.
°
W końcu się rozeszliśmy. Ona poszła do chłopaków, a ja do łazienki.
Kiedy wracałem znowu minąłem się z ChomChom, ale tym razem o niczym już nie rozmawialiśmy. Tylko rzuciła mi przelotne spojrzenie i poszła. Tak szybko dreptała na tych swoich krótkich nóżkach, że nawet nie zdążyła się do mnie uśmiechnąć.
Wszedłem do środka i popatrzyłem po twarzach kumpli.
- Co jest grane?
- Markie Pooh! - wydarł się Jackson.
- Znowu ją obraziłeś? - zapytałem, wskazując palcem na zamknięte drzwi. Chłopak momentalnie zmienił wyraz twarzy z uradowanego na taki typowy poker face.
- Yah, dlaczego to zawsze musi być moja wina? - zawołał z pretensją. - A może to Jinyoung? - uniósł brwi, jakby to jak wysoko zdoła je unieść miało zadecydować o tym, czy mnie przekona, czy nie. Prychnąłem, podchodząc do wspomnianego przez niego wcześniej chłopaka i usiadłem obok po turecku.
- W to nie uwierzę... - pokręciłem głową. Jr. to mamusia zespołu. Jest prawie tak opiekuńczy jak JB i na pewno milion razy bardziej odpowiedzialny ode mnie.
- Ale to na prawdę on! Serio, serio! - zaczął kiwać gwałtownie głową.
- Jinyounggie? - popatrzyłem pytająco na kumpla, a ten bezskutecznie próbował ukryć rozbawienie.
- Ale ja nic nie zrobiłem! - chciał wyglądać przekonująco, ale ten uśmiech nie pomagał. - Ja się tylko z JaeJae śmiałem, nie z niej, a on dolał oliwy do ognia~ - wskazał na Chińczyka palcem. Ten rzucił listami o podłogę i podniósł się, kierując w stronę wyjścia.
- Wy wszyscy jesteście tacy sami! Wszyscy myślicie o sobie, egoiści jedni! Tylko ja... - wskazał na siebie. - myślę o mnie!
Po takim tekście nie sposób się nie roześmiać, wszyscy więc w jednym czasie wybuchnęli śmiechem jak jeden mąż. Jackson wyszedł obrażony, ale zaraz wrócił z zadowoleniem, siadając obok mnie, po drugiej stronie. Oczywiście samo siedzenie przy mnie by mu nie wystarczyło, dlatego, kiedy sięgałem po swoją kupkę listów, przełożył mi przez plecy swoją rękę i tak już zostawił, opowiadając znowu coś strasznie ciekawego.
Słuchałbym też, ale nie mogłem się skupić na trzech rzeczach na raz, a przynajmniej na jednej z nich musiałem. Nie dałbym rady słuchać jego historii, czytać listów i udawać, że wcale mnie jego ręka na moich plecach nie rusza. Dlatego skupiłem się tylko na tym ostatnim, obrzucając wzrokiem kilka kopert.
Od jakiegoś czasu właśnie takie zwykłe rzeczy stały się dla mnie nieco niekomfortowe. Nie twierdzę, że są nieprzyjemne, wręcz przeciwnie... Sprawiają mi cholerną przyjemność, kołatanie serca i, kuźwa mać, te pieprzone ćmy w podbrzuszu. Szczególnie, kiedy Jackson albo Jinyoung mnie dotykają, a im to się chyba ostatnio spodobało. Wcześniej też uwielbiali mnie tarmosić, tulać, tykać, głaskać i tak dalej, ale teraz jest tego znacznie więcej. W dodatku teraz... mam wrażenie, że ja jakby... czuję bardziej, mocniej. Jakby po przyjeździe do Korei moje zmysły się wyostrzyły.
Bo to, że jetem gejem wiem już od dawna. Chyba w gimnazjum to zrozumiałem. Nie twierdzę jednak, że mi się to podoba. Zawsze mi powtarzali, że miłość to miłość i nie ma znaczenia, czy istnieje pomiędzy kobietą i mężczyzną, mężczyzną i mężczyzną, czy kobietą i kobietą. Ja właściwie też tak uważam. Znałem kiedyś masę ludzi o dziwnych orientacjach, ale oni nigdy nie mówili o tych złych stronach... Jakby nigdy ich nie doświadczyli, a ja chociaż wiedziałem, że to wcale nie jest złe, kochać drugą osobę tej samej płci, miałem wrażenie, że coś jest nie tak, że to nie dla mnie. Nic jednak z tym nie robiłem.
Dopiero tutaj... Tu wszytko się zmieniło. Kiedyś przytulanie, czy dotykanie było tylko moim nawykiem, takiego mnie wychowali rodzice. A teraz jest to częścią mojego zawodu. Musieliśmy z chłopakami przejść specjalne treningi z fanservice'u, żeby nam było łatwiej. Podobało mi się to na początku. Ale potem zaczynało się ze mną dziać coś dziwnego. Coś, czego nie chciałem.
Wcześniej było po prostu tak, że coś mi się podobało, było przyjemne, miłe, wywoływało u mnie dobre emocje. Teraz te dobre emocje są silniejsze, co generalnie byłoby w porządku, ale pociągnęły one za sobą negatywy, uczucia i emocje, których nie chciałem znać. Teraz, kiedy na początku dopadają mnie te emocje, wszystko wydaje się być super. Jest miło, przyjemnie, wręcz fantatycznie, ale zawsze kiedyś się kończy. A w mojej głowie zamiast miłych wspomnień i przyjemnych doznań zostają obawy, wątpliwości, strach i dyskomfort. Te rzeczy, które wcześniej wydawały się być takie cudowne, kolorowe, nagle stawały się przerażające i czarne...
Powtarzam sobie, że wszystko jet w porządku. Ale nic nie jet w porządku. Nie wiem co robić. Próbowałem się temu poddać, to pierwsze, co mi na myśl przyszło. Myślałem, że w końcu się przyzwyczaję, że tak już musi być. Ktoś kiedyś powiedział "takie jest życie", skoro jest dobrze teraz, to potem będzie trzeba trochę pocierpieć. Ale nie dawałem rady, ta ciemność, smutek i niezrozumiałe poczucie winy mnie przerastały. Próbowałem też się od tego odciąć. Ale jak? Nie jestem w stanie... Nie umiem, nie potrafię zapanować nad swoją głową, albo, jak to zwykły mawiać kalifornijskie dziewczyny "tym, czym zamiast mózgu myślą chłopcy". Whatever, puenta jedna, tak? Chciałem to ignorować, ale po prostu się nie da. W Ameryce jeszcze jakoś szło, ale w Korei jest znacznie trudniej, a ja kompletnie nie mam pojęcia na czym to polega. Myślałem nad pójściem do psychiatry, czy jak tam się nazywa ten lekarz od głowy... Ale nie sądzę, żeby mógł mi pomóc.
Dalej nie wiem, jak mam żyć. Kiedy tu przyjechałem, z początku najwięcej czasu i moich myśli zajmowały treningi. Potem JYP utworzył GOT7. Moje marzenie i koszmar jednocześnie. Tey zaczęliśmy ćwiczyć razem. Doszły nam zajęcia z fanservice'u. A ja z każdym kolejnym ćwiczeniem "zbliżającym", które miały na celu pogłębienie naszych relacji, czułem jakby coś we mnie rosło. Takie bliskie kontakty zaczęły podobać mi się jeszcze bardziej niż przedtem. Któregoś dnia ja... przekroczyłem granicę, gdzie moje uczucia mogły spokojnie sobie żyć. Wcześniej jakoś trzymałem je pod kontrolą, mimo, że czasem było ciężko, ale już nie mogę... Nie panuję nad sobą, a im więcej dobrych emocji,tym później więcej tych złych.
Nikomu o tym nie mówiłem. Chłopaki nie mogą się dowiedzieć, nie zrozumieją. Jedyne co się stanie, to to, że rozwalę zespół. A nie chcę. Zespół jest dla mnie najważniejszy, o wiele, wiele ważniejszy niż moje chore problemy.
- Tak samo było z Mark'iem i BamBam'em! - zawołał, siedzący obok mnie Jinyoung, kierując swoje słowa do reszty chłopaków. Mówiąc to splótł moją dłoń ze swoją, a ja patrzyłem na nie pustym wzrokiem.
A najgorsze jest to, że Jinyoung'a się nie da ot tak zignorować. Jacksona - jeszcze, bo to mój kumpel, ale nie Junior'a...
Popatrzyłem na jego twarz. Uśmiechał się najpiękniej na świecie. Wiedziałem, że za dziesięć, piętnaście minut... ewentualnie za godzinę, albo wieczorem, kiedy już się wyciszę, to wszystko zniknie. Jinyoung dalej będzie się pięknie uśmiechał, ale ja zacznę się bać. Będzie mi się chciało od tego wszystkiego rzygać krwią, będę siedział w kiblu, pod prysznicem, czy gdziekolwiek, gdzie będę sam na sam ze swoją głową, zacznę ksztusić się łzami. I dalej będę sobie powtarzał, że wszystko jest w porządku. Nic nie jest w porządku.
Odpowiedziałem mu równie ciepłym uśmiechem, bo na prawdę lubiłem, kiedy ktoś trzymał mnie za rękę. Nikt wcześniej poza rodzicami i chłopakami nie dotykał moich dłoni, to gest, który podświadomie cenię ponad wszystkie inne.
I w tamtym momencie było miło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz