piątek, 14 października 2016

Mark's little secret [#2]





Junior nie wyglądał za dobrze. Właściwie... Właściwie, to wyglądał okropnie. Wiem, że było Halloween, impreza, ChomSon wreszcie się pogodzili i to tak na prawdę, w co ciężko mi było uwierzyć, kiedy stałem wtedy pod sceną, oglądając ich publiczne podanie rąk. Potem Youngjae wyznał Jang-Mi swoje uczucia, o czym dowiedziałem się później przez przypadek, kiedy Jinyoung żalił mi się, że nasz główny wokal zrobił się tak strasznie niegrzeczny, że aż pocałował piętnastolatkę w usta. Cóż, faktycznie trochę mnie to wtedy zaskoczyło, bo Youngjae nigdy nie mówił, że ChomChom mu się podoba. Ale ja to bym mu raczej pogratulował, aniżeli zganił za coś takiego. To znaczy, że w końcu robi się z niego mężczyzna!
Powodów do świętowania, więc cała masa. Ale już bez przesady! Nawet ja nigdy aż tak... Dobra, przesadziłem, mnie też zdarzało się zalać w trupa. Ale do niego to nie pasowało. To on zawsze był najbardziej odpowiedzialny, nawet bardziej niż ja, chociaż jest młodszy, więc teoretycznie, to ja powinienem grzeszyć rozumem.
- Mark, hyungiya~ - mruczał, spity, kiedy prowadziłem go do dormy.
- Weź mnie tak nie nazywaj, jestem od ciebie tylko o rok starszy. - bąknąłem, opierając go plecami o ścianę, tuż obok naszych drzwi, by je otworzyć. Wyjąłem z kieszeni kartę, którą po chwili przeciąłem laserowe łącze i drzwi zapikały, sygnalizując, że się otwierają. Nacisnąwszy klamkę, pchnąłem je i popatrzyłem na Junior'a, który z dziecięcym rozbawieniem zaczął osuwać się w dół. Złapałem go szybko, zanim upadł na podłogę i znowu przewiesiłem sobie jego ramię przez kark.
- Gaaaah... It's the last time, I tell you. Never again. - jęknąłem po angielsku, wnosząc go do środka.
- Yah, jak tam Jackson cię nazywał?
- Mark.
- Ani~! - zawołał głośno, nie przestając się uśmiechać jak niepełnosprawny umysłowo. - Tak uroczo, tak... Coś z Kubusiem Puchatkiem...
Zrzuciłem go z siebie na kanapę w salonie, a sam usiadłem na stoliku, oddychając ciężko. Park Jinyoung jakby nie było, trochę ważył. Nie sto kilo, ale jak się go niesie przez parking, potem parter, podtrzymuje w windzie, a na końcu targa przez cały korytarz, to można zwiotczenia mięśni dostać. Bo on ani myślał użyć własnych.
- No jak to było? - kopnął mnie w kolano, czekając ze zniecierpliwieniem na odpowiedź.
- Co? Ah... To... - między słowami dalej wciągałem powietrze. - Markie-pooh?
- O te to! - klasnął w ręce i roześmiał się w głos. - To jest takie głupie... - walnął, śmiejąc się do rozpuku brzucha.
- Spadaj. - mruknąłem, obrażony. Mi się podobała ta ksywka. Była słodka...
Wstając ze stolika, kopnąłem go w kolano i poszedłem do kuchni. Tam wyciągnąłem dwie szklanki z szafki i nalałem do nich przefiltrowanej wody z dzbanka. Napiłem się ze swojej, opróżniając ją do końca i wtedy usłyszałem ciszę. No dosłownie, jakbym był sam. Odstawiłem szklankę na blat i popatrzyłem w bezruchu w jeden punkt, czekając aż coś się wydarzy. W końcu z salonu dobiegł huk upadającego na podłogę Junior'a, który pewnie dodatkowo w coś uderzył. Westchnąłem i dolałem wody do swojej pustej szklanki. Wziąłem obie w dłonie i poszedłem z nimi do salonu, mijając leżącego na środku pomieszczenia, na plecach Jinyoung'a i postawiłem je na stoliku. Potem podszedłem do chłopaka i pociągnąłem go za ramiona do góry. Cały czas się chichrał. A mnie to powoli zaczynało wkurzać. Podniosłem go do siadu, a ten zwiesił głowę. Zupełnie jak lalka. Strasznie ciężka, śmierdząca alkoholem.
- Jinyoung, wstawaj. - mruknąłem, męcząc się, by go podnieść. - Park Jinyoung, wstań. Do góry. - powiedziałem, przez prawie zaciśnięte zęby. Ten jednak z własnej woli ani drgnął. To ja go podniosłem i ledwo dotargałem do kanapy. Posadziłem go, samemu opierając się na niej jednym kolanem i rękoma na oparciu, po dwóch stronach jego głowy. Kiedy ją podniósł, bardzo powoli, nasze twarze były tak blisko, że na moment straciłem oddech. Mętny wzrok Jinyoung'a mi w tym absolutnie nie pomagał.
- Markie... - mruknął, uśmiechając się w tak dziwny sposób, że po plecach przebiegło mi stado ciarek. Tak przyjemnych, że aż przerażających. Moje uczucia są przerażające, są nienormalne.
Po chwili poczułem dotyk na swoim kolanie, tym, które opierałem na kanapie, tuż obok niego.
- Jestem czegoś ciekawy... - powiedział, przesuwając swoją dłoń po moim udzie w górę, do samej koszulki, a ja przełknąłem ślinę z trudem.
- W-wae? - wyjąkałem, nawet nie starając się udawać, że jestem spokojny. Zdjąłem swoją nogę z kanapy i odepchnąłem się od jej oparcia rękoma, jednak Jr. przytrzymał krawędź mojej koszulki, a następnie pociągnął ją w swoją stronę, powodując tym samym, że upadłem na niego, w ostatniej chwili, niezgrabnie przytrzymując się oparcia kanapy. Moja twarz wylądowała gdzieś ponad jego lewym ramieniem, tylko dlatego, że sam sobą tak pokierowałem. W innym wypadku, walnąłbym łbem o ten jego.
- Jak to jest... - szepnął mi do ucha. - ... całować chłopaka...
Poczułem nagłą potrzebę zwymiotowania. No może nie do końca, ale to uczucie było podobne temu, kiedy jesteś chory i chce ci się rzygać. W tym momencie po prostu całe moje wnętrze zapłonęło żywym ogniem, a podbrzusze wypełniło się okrutnym łaskotaniem. Ja sam nie byłem w stanie się ruszyć. Dopiero po chwili Junior ułożył swoje dłonie na moim torsie i odsunął mnie od siebie lekko, na prawdę nieznacznie, byle tylko mógł patrzyć na moją twarz.
Przesunął jedną rękę na moją szyję i dotknął swoimi wargami mojego policzka. Po chwili zrobił to samo, a w kolejnej sekundzie, obrócił moją twarz przodem do swojej i nacisnął na moje usta, swoimi. Musnął je dwa razy. Potem zagryzł zębami moją dolną wargę, ciągnąc ją lekko, a w końcu, gdy rozchyliłem usta, wpił się w nie, wsuwając do mojej buzi swój język. Brzydziłem się tym faktem, ale... ale cholernie mi się to podobało. On cały tak bardzo mi się od zawsze podobał... Nie byłem w stanie przeciwstawić się samemu sobie. Usiadłem mu okrakiem na kolanach i oddałem pocałunek.
Ile razy zastanawiałem się, jak smakują jego usta? Jak często jego zachowanie przyprawiało mnie o dreszcze, o kołatanie serca? Ile razy odcinał mi dopływ tlenu do płuc? 
Nigdy nie pomyślałbym, że kiedykolwiek, nawet w żartach zrobiłby coś takiego. Nawet ja nie byłbym w stanie tak po prostu go pocałować. Ale teraz, kiedy już ten pierwszy krok jest za nami, nie mogłem się powstrzymać. Już nie chciałem. Jedyne, czego pragnąłem, to on, jego usta i reszta ciała.
Oderwałem się od niego na moment, by zdjąć koszulkę. Nie zdążyłem dobrze jej odrzucić gdzieś na bok, kiedy ręka Jinyoung'a znowu ciągnęła moją głowę w stronę tej jego.
No to sprawdził, jak to jest całować chłopaka. Fajnie?
Pchnąłem go tak, by leżał plecami na kanapie i zostawiłem jego usta, zajmując się szyją. Słyszałem jak chichocze, kiedy pieściłem jego delikatną skórę tuż przy obojczykach.
- Mark... - mruknął, wplatając palce w moje włosy. Uśmiechał się. - Tak nie chcę... Tutaj. - złapał moją twarz w dłonie i znowu umieścił moje usta na swoich. 
Dobrze, skoro tak chcesz...
Skupiłem się wtedy na jego wargach. A jednak nie do końca mi to wystarczało. Potrzebowałem więcej, znacznie więcej. Wsunąłem mu dłoń pod koszulkę. Jego mięśnie napięły się, a kąciki jego ust powędrowały jeszcze bardziej w górę. Podobało mu się to. Zszedłem ręką niżej, lekko ponad jego pas. W tamtym momencie odsunął od swojej moją twarz, by móc zaczerpnąć powietrza.
Ten widok zrodził we mnie jeszcze większą potrzebę, chęć, pragnienie.
Szybko wpiłem się znowu w jego usta. Opuszkami palców wybadałem krawędzie spodni chłopaka i dotarłem w końcu do zamka. Kiedy odpiąłem rozporek i lekko zsunąłem je w dół, chłopak nagle oderwał się ode mnie i popatrzył zaskoczony.
- Co ty robisz? - zapytał, a ja jeszcze przez chwilę patrzyłem na niego tępo, w głowie mając jedynie hormonalną mgłę, która z każdą sekundą, kiedy patrzyłem na jego wystraszone oczy, zaczynała opadać.
Popieprzyło cię do reszty?!
Zszedłem z niego w pośpiechu, koniec końców, upadając tyłkiem na podłogę. Dopiero teraz zaczynałem rozumieć, co tak na prawdę chciałem zrobić, do czego prowadziło moje zachowanie.
Poderwałem się na równe nogi i wbiegłem do łazienki, zatrzaskując się w niej. Upadłem kolanami na podłogę, opierając się rękoma o posadzkę. Było już kilka sytuacji, które mnie przerażały. Ale jeszcze nigdy, przysięgam, nigdy w życiu nie bałem się tak jak w tamtym momencie.
Nie wiedziałem co robić. Czułem tylko jak znowu zgniata moją klatkę, jak tracę oddech. Od środka mnie parzyło, a na zewnątrz czułem chłód. O kafelki pode mną zaczęły rozbijać się krople łez, które ciekły mi po policzkach. Ja jednak tego nie czułem.
- Mark! - słyszałem stłumiony głos Junior'a dochodzący z salonu. - Przepraszam! Nie chciałem - ton jego głosu wskazywał na to, że zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co się działo. Pewnie nawet nie miał pojęcia, co chciałem zrobić, ale to nie pomagało. To nie o niego nawet chodziło. Chodziło o mnie. O to co się we mnie teraz działo, a miałem wrażenie, że zaraz umrę.
Podniosłem się powoli i podszedłem do zlewu. Zimną wodą obmyłem twarz, naiwnie sądząc, że może zmyję z siebie poczucie winy. Jednak, gdy tylko popatrzyłem w lustro, na swoje odbicie, wszystko jedynie się nasiliło.
Nie chciałem, nie mogłem na siebie patrzeć.
Obróciłem się i zerwałem z suszarki czarną bluzę. Nie wiem, czyja była, ważne by mogła mnie okryć. Wyszedłem z łazienki, zapinając się po szyję i odbiłem się od czyjegoś ciała.
Nasz menager. Podtrzymywał pijanego Jackson'a za ramię, a po moim uderzeniu ledwo utrzymał równowagę.
- Mark, co się dzieje? - zapytał, patrząc w moje oczy ze zmartwieniem we własnych. Czułem jakby czytał moje myśli, jakby wiedział, co czuję. Chcąc go wyminąć, ruszyłem w stronę drzwi. Ten złapał mnie za rękę, ale od razu się wyrwałem i pobiegłem do windy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz