piątek, 14 października 2016

Mark's little secret [#4]





Zadzwoniłem do swojego menagera z telefonu Jaehee i już po paru minutach wracałem czarnym służbowym autem z Sunbae do dormy. To znaczy, tak mi się na początku wydawało, ale jak się wkrótce okazało, wysiadłem nie na naszym osiedlu w Gangnam, ale przed szpitalem Hanguk. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Wyleczą mnie - super, ale jeśli ktoś się dowie o tym, że tu leżę, to zniszczę wszystko. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Jak nieodpowiedzialnie się zachowałem, wybiegając wtedy z dormy. Jeśli to zdarzenie wycieknie do sieci, to jestem skończony ja i całe GOT7.


- Hyung... - usłyszałem nagle głos swojego lidera. Skierowałem swój wzrok w stronę drzwi, skąd przyszedł.
- Jaebum-ah, co ty tu robisz? - zapytałem, chcąc podnieść się do siadu. Mimo leków przeciwbólowych, całą noc nie mogłem spać. A teraz, kiedy się ruszam, wszystko boli zupełnie tak, jakbym ciągle jeszcze był bity. Prawie nie ma różnicy między moim wczorajszym samopoczuciem a dzisiejszym. Patrząc na JB, widziałem na jego twarzy przejęcie, troskę w jego oczach.
- Kto ci to zrobił?
- Ah... - pochyliłem głowę, zawstydzony tym jak wyglądam i tym, co się wczoraj stało. - Nie wiem. Nie pamiętam. - skłamałem.
Zza Jaebum'a powoli wynurzyła się postura Jinyoung'a. Wiedziałem, że to on, choć nie podnosiłem wzroku. Znowu się bałem. Znowu chciało mi się rzygać, znowu było mi zimno, znowu moje serce biło jakby chciało się wyrwać z piersi, krusząc przy tym kości. Jego wzrok na mojej osobie tylko pogarszał wszystkie uczucia. W końcu podniosłem głowę niepewnie... tylko po to, by zobaczyć, jak chłopak odwraca się ode mnie. Gorycz rozlała się po moim wnętrzu.
- Niczego nie pamiętasz? - zapytał JB, przerywając ciszę.
- Wiem tylko, że znalazła mnie jakaś dziewczyna. - bąknąłem niechętnie, ledwo utrzymując swój głos w stabilności.
- Dziewczyna? - ściągnął brwi ku sobie. Kiwnąłem głową, ale nie podniosłem na niego wzroku.
- Opatrzyła mnie. Była całkiem w porządku.
- Znała cię? - dopytywał Im. Przez moment oprócz tych wszystkich złych emocji do Junior'a, poczułem jeszcze żal do JB za to, że obchodzi go bardziej to, co może się stać w przyszłości niż to co już się stało. Ze mną. Zerknąłem na niego dosłownie na dwie sekundy i zaraz znowu wbiłem wzrok w swoją zabandażowaną rękę.
- Ani. - bąknąłem bezbarwnym tonem.
- Na pewno? Jeśli to jakaś skryta fanka, to może być z nami źle. Rozumiesz, skandal, szum w internecie i telewizji--
- Rozumiem. - uciąłem gwałtownie. Miałem już dość. Dość jego pytań, dość zachowania Jinyoung'a, dosyć tego co czuję. Mam dość tej wizyty. - Nic takiego się nie stanie. Możecie już sobie iść? Nie czuję się za dobrze.
Powoli położyłem się z powrotem na plecy, tym razem bez udawania, że jestem w porządku. I poważnie, jeszcze nigdy w życiu nie bolały mnie tak mięśnie brzucha ani żadna z kości.


Ostatnie, co pamiętam to, że zaraz po tym, jak chłopaki wyszli z mojej sali, zacząłem płakać. Nie mogłem przestać i najwyraźniej zasnąłem z wyczerpania. Obudziłem się o dwudziestej, kiedy przyszła do mnie pielęgniarka, sprawdzić mój stan zdrowia. Wcale nie miała w zamiarze mnie budzić, ale słyszałem jej kroki przez sen i czułem, że stała tuż nade mną. Wtedy ocknąłem się i do teraz, znowu nie mogłem spać. Była dokładnie 23:50, czytałem właśnie komentarze IGOT7 na naszej fancafe. Telefon przywiózł mi menager, kiedy spałem. Poinformowała mnie o tym pielęgniarka. Mogłem, więc zbadać swoją sytuację w internecie i na szczęście w chwili obecnej nic nie wskazywało na to, żeby ktokolwiek wiedział.
Położyłem telefon na swojej klatce piersiowej i odetchnąłem głęboko, przymykając na chwilę oczy. Wszystko stawało się coraz trudniejsze. Brakowało mi przyjaciela, kogoś do kogo mógłbym się przytulić i przestać udawać. Ale nie chciałem teraz widzieć chłopaków. Nie miałem odwagi. Okłamywałem ich przez ten cały czas, a Jinyoung teraz już o wszystkim wie. Nie chcę się z nimi widzieć, bo nie chcę ich dłużej oszukiwać, ale nie chcę, żeby wiedzieli. A jednak... potrzebuję kogoś. Strasznie, niewyobrażalnie mocno brakuje mi drugiej osoby obok.
Nagle mój telefon zawibrował, sygnalizując nadejście sms'a. Podniosłem smartfona i przeczytałem wiadomość, którą przysłał mi menager.

Menager shi sunbae ma bro
"Mark, dzwoniła do mnie ta dziewczyna, która ci wczoraj pomogła. Pytała o twój numer telefonu."

Przeczytałem te dwa zdania około pięć razy. Z początku nie mogłem się skupić na treści a potem nie chciała ona do mnie dotrzeć.

Me
"Serio? I co?"

Nie czekałem długo na odpowiedź. Menager chyba trzymał telefon w ręku przez cały czas.

Menager shi sunbae ma bro
"Oczywiście grzecznie jej odmówiłem"

Me
"Uhm"

Myślałem, że na tym nasza rozmowa się zakończy, a więc zablokowałem ekran i odłożyłem telefon na łóżko, obok siebie. Ale po chwili znowu zabrzęczał.

Menager shi sunbae ma bro
"Ale właściwie pomyślałem, że może chcesz z nią porozmawiać?"

Patrzyłem na ten tekst jakiś czas. Więcej niż trzydzieści sekund, bo podświetlenie ekranu zdążyło się wyłączyć, a ja wciąż trzymałem go nad twarzą.
Czy ja chciałem z nią porozmawiać? Może to był znak? Menager napisał właśnie w chwili, kiedy myślałem o tym jak bardzo kogoś potrzebuję. Zapamiętałem nawet jej imię. Yong Jaehee, córka pastora, dwadzieścia lat, studentka...
Czyli nie tylko imię... to się zdecydowanie nie zdarza za często, nie mam pamięci do imion a tymbardziej do twarzy. Codziennie widzę tysiące dziewczyn wykrzykujących moje imię, rozmawiam z nimi na fanmeetingach i kocham je całym sercem. Ale nikt nie byłby w stanie wszystkich zapamiętać. Przez to ciężko mi jest zapamiętać kogokolwiek. Nie wiem nawet jak ma na imię moja stylistka, chociaż widzimy się prawie codziennie. A ona tak po prostu zapadła mi w pamięć.

Menager shi sunbae ma bro
"Martwiła się o ciebie. Pytała, jak się czujesz."

Me
"Daj mi jej numer"

Niedługo po wysłaniu ostatniego sms'a, menager przysłał mi wiadomość z numerem dziewczyny. Kliknąłem przycisk "połącz z numerem", więc dane dziewięć magicznych cyferek wyświetliło się na białym tle, ponad klawiaturą. Mój kciuk zawisnął nad zieloną słuchawką, a ząbki przytrzasnęły policzek od środka.
Co mam do stracenia? Po prostu do niej zadzwoń.
Ekran zmienił wygląd, co przywróciło mnie do rzeczywistości. Musiałem przez przypadek nacisnąć zieloną słuchawkę.
- O nie... - mruknąłem, patrząc z przerażeniem na telefon. - O nie... Nie, nie. Jednak nie chcę! - nacisnąłem szybko czerwoną słuchawkę i nakryłem twarz kołdrą, rzucając jednocześnie telefon w nogi.
Jest zbyt późno. Przed chwilą wybiła zero zero, jak miałbym do niej dzwonić o tej porze? Jutro zadzwonię. Kiedy indziej. Albo po prostu napiszę, o. To będzie lepsze, zdecydowanie!
Nagle po sali rozległy się dźwięki "Black and yellow" Khalif'y bro. Odkryłem kołdrę i zerknąłem w kierunku telefonu. Ktoś dzwonił.
Niech to nie będzie ona, niech to nie będzie ona... - myślałem z zaciśniętymi powiekami, usiłując usiąść. Wziąłem telefon do ręki. Numer był ten sam, który wysłał mi menager. Gapiłem się na niego tak długo, aż w końcu przestał dzwonić.
Odetchnąłem. Chyba z powodu ulgi. Ale jednocześnie poczułem rozczarowanie. Dlaczego nie odebrałem? Skoro oddzwoniła, to musiało znaczyć, że nie spała. No problem then...
Aish, mogłem odebrać...
Westchnąłem. A gdy już się szykowałem psychicznie na to, by zmusić się do ponownego ułożenia plecami na materacu, - co wiązało się z kolejną dawką przeszywającego bólu - ktoś do mnie znowu zadzwonił. Ten sam numer.
Odbieraj!
Nabrałem głęboko powietrza do płuc i przeciągnąwszy zieloną słuchawkę wszerz ekranu, przyłożyłem go do ucha.
- Yeobosaeyo? - po drugiej stronie odezwał się ten głos. Odrobinę zmodyfikowany przez linie komórkowe, ale to wciąż ten głos. - Yeobosaeyo? Kto mówi?
- To... - wypuściłem powietrze z płuc i zaraz ponownie głęboko je wciągnąłem. - Pytałaś o mój numer.
- Mark? - zapytała niepewnie, po chwili ciszy.
- Uhm. - mruknąłem cicho, gapiąc się bezmyślnie w biało-beżową pościel. Nie lubiłem rozmawiać przez telefon. Ani przez skype. Generalnie nie lubiłem rozmawiać. Nigdy nie wiedziałem, co mówić.
- Omo, jak dobrze, że dzwonisz... - już po samych tych słowach odczułem pewien rodzaj ulgi. - Pytałam twojego menagera, co z tobą, ale powiedział mi tylko, że przez jakiś czas musisz leżeć w szpitalu. - w jej głosie było coś takiego, co mi się podobało. Dotknęła tej części mnie, która potrzebowała zainteresowania, jakiego nie dał mi JB, jako przyjaciel. - Jak się czujesz?
- W porządku.
- Nie musisz kłamać. - nie odzywałem się. To prawda, kłamstwa przed nią, co do tego zdarzenia nie miały żadnego sensu. Była przy tym. Widziała, jak mnie leją, jak na mnie plują, jak mnie dotykają. - Widziałam cię wtedy, niemożliwe, żeby było w porządku. - miała rację. Nic nie jest w porządku. Czuję, jakbym umierał, niczego już nie chcę. Nie mogę chcieć.
- Okej. - mruknąłem, czując jak coś cieknie mi po policzku. Chciałem jej powiedzieć. O wszystkim. Komuś muszę, inaczej zwariuję. - Nie jest w porządku. Jest źle. Jest bardzo źle. Ja... - zatrzymałem się. Nie, nie o to jej chodziło, gdy pytała, jak się czuję... - Mam połamane żebra, obite kolano i dłoń złamaną w trzech miejscach. - pociągnąłem nosem, przełykając kolejne łzy.
Nie mogę.
- Heol... - westchnęła. - To okropne. Boli jeszcze mocno?
- Tak... - znowu pociągnąłem nosem, a obraz pościeli zamazał się przez łzy, zbierające mi się w oczach. - Boli mocno...
- Nie tylko ciało, prawda?
Zszokowany, przełknąłem ślinę i zamrugałem szybciej.
- C-co?
- Wiem, że potrzebujesz pomocy. Pamiętaj, że... jest przy tobie ktoś, kto kocha cię ponad wszystko. Nad wszystkie twoje wady i błędy, dla niego jesteś idealny. - Nie sądzę, by tak było. Ale faktycznie potrzebuję kogoś takiego. Kto będzie kochał mnie bardziej niż kogokolwiek innego, mocniej niż wszystko. - Nawet z tą podeszwą na policzku. - załaskotało mnie w żołądku, ale nie byłem w stanie się śmiać. Jeden z tych facetów kopnął mnie wtedy w głowę, mam na połowie twarzy odciśnięty numer jego buta. Wyglądam tragicznie.
- Jeżeli mówisz teraz o sobie, to--
- Zwariowałeś! - tym razem już nie powstrzymałem się od cichego chichotu. Co prawda przyprawionego goryczą przez to wszystko, ale... to pozytywne. Ona zamienia mój ból na śmiech. Kiedy byłem wtedy u niej, zapomniałem o wszystkim. Czułem się dobrze, jakbym nigdy nie miał żadnych problemów.
- W sensie, że ty też mnie nienawidzisz? - zapytałem z udawanym westchnieniem.
- Oczywiście, ja nienawidzę cię najbardziej na świecie. - sarknęła.
- No cóż... - mruknąłem, niezauważywszy nawet, że sam do siebie się uśmiecham.
- Nie no... lubię cię. Nie wiem za co, ale cię lubię. Jesteś nawet całkiem przystojny...
- No to nie oryginalnie.
- A za co mam cię lubić, jak cię nie znam? Nie mam powodu. Lubię cię tak po prostu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz