Minęły trzy dni, odkąd wyjechali na Jeju. Tego dnia
jedli obiad w barze kimchi, tak jak zazwyczaj, dwa zespoły razem. Zawsze byli
ze sobą blisko, ale teraz bez kamer i innych gapiów, mogli zacieśnić bratersko
siostrzane więzy jeszcze mocniej. Saereyong bardzo sobie to ceniła.
Coś nagle odbiło się od jej głowy i wpadło do
talerza z kluskami. Przez chwilę patrzyła w bezruchu na nasiąkającą czerwoną
zupą kulkę papieru. Niewiele musiało minąć czasu, by po chwili kolejny papierek
zderzył się z jej czołem i wylądował obok poprzedniego, w ramyun, które jadła
Saeryeong. Dziewczyna podniosła natychmiast głowę i rozejrzała się po osobach,
siedzących przy jej stoliku, ale reszta dziewczyn zajęta była rozmową, lub
jedzeniem. Za to stolik obok nich, dokładnie na przeciwko niej, był jakoś
dziwnie rozchichotany. Nie wiadomo, dlaczego jej wzrok mimo duszących się wokół
ze śmiechu Yugyeom'a, Jinyoung'a i Jackson'a, padł akurat na JB, który z nich
wszystkich był najspokojniejszy. A może to właśnie dlatego, że nawet nie patrzył
w jej kierunku, jak reszta? Nie spuszczała z niego oka tak długo, aż on nie
wytrzymał i zerknął w jej kierunku, po czym parsknął śmiechem, chowając twarz
za swoją dłonią. Gdy już się uspokoił i uświadomił sobie, że Sae dawno
zorientowała się, kto w nią rzucał papierkami, wyprostował się i uśmiechnął do
niej niewinnie. Ona w odpowiedzi pokręciła głową, wyciągnęła ze swojej miski
papiery i dokończyła obiad.
Takim zaczepkom, nie było jednak końca. Przez
resztę dnia Jaebum dokuczał czekoladowej liderce na tysiąc różnych sposobów.
Raz ją przedrzeźniał, jak pięciolatek, raz ostrzegał z przyjacielskim
miłosierdziem, że "jeśli kupi te czipsy, to będzie gruba", w
dodatku nie przebierając w słowach wcale. Innym razem podstawił jej nogę, tak,
że prawie się przewróciła. Rozmawiał na jej temat z chłopakami specjalnie tak
głośno, by wszystko słyszała. Pod wieczór dopuścił się nawet pociągnięcia jej
za włosy. Szli wtedy całym trzynastoosobowym składem do centrum na karaoke. Sae
szła nieco bardziej z tyłu, ale nie na samym końcu. Za ogon robiły Yugbamy i
JB, który właśnie wtedy wzrok utkwiony miał w tyle głowy Saeryeong. W pewnym
momencie podszedł na tyle blisko, by móc zrobić to niezauważenie. Na szczęście
nie pociągnął jej zbyt mocno, ale na tyle niespodziewanie, że dziewczyna w
jednej sekundzie zatrzymała się, i patrzyła, jak JB wymija ja bez słowa, bez
nawet najkrótszego kontaktu wzrokowego.
Jak mógł jej to robić? Cały dzień? O co mu
chodziło, nigdy przecież taki nie był.
Postanowiła sobie, że jeszcze raz spróbuje
wyprowadzić ją z równowagi, to pożałuje chłopaczyna.
°
- Oh, jak bym napił się kawy! - Jackson westchnął
zbyt teatralnie, by ktokolwiek w całym, maleńkim sklepie zwrócił na niego
uwagę. A byli tam przecież wszyscy, właśnie wyszli z baru karaoke i robili
zakupy na kolację. Dlatego postanowił powtórzyć próbę i westchnąć jeszcze raz.
- Chciałbym kawy, ale nie mam pieniędzy~
ChomChom stała całkiem niedaleko, porównując ceny
batoników czekoladowych na przeciwnej półce. Słowa Wang'a wyraźnie kierowane
były do niej, ale chyba nie załapała.
- Chomiya, nie chcesz kupić mi kawy?
- Nie. - Odpowiedziała zbyt szybko. Czyli jednak
wiedziała, o co mu chodziło...
- Dlaczego? - zapytał, obracając się przodem do
niej i krzyżując ręce na torsie.
- Bo jest już późno. Masz iść spać, a nie latać po
korytarzu, jak wczoraj w nocy. - mruknęła, biorąc do ręki dwa batoniki. Wciąż
na niego nie patrzyła. I wiedział, że wcale się o niego nie martwiła, tylko
chciała go spławić, ale mimo wszystko... poczuł coś miłego.
- Szukałem łazienki - prychnął, bo zawsze to facet
musi mieć ostatnie zdanie. Co z tego, że w takim układzie, jak ChomSon, zwykle
prowadzi to do zwady?
- Poza tym, to nie dobre dla serca, Jackson. -
powiedziała, obracając twarz w jego stronę. - Zwłaszcza twojego. Jest wyjątkowo
wrażliwe. - postukała go batonikiem po lewej piersi i jakby nigdy nic wróciła
wzrokiem do półki z czekoladowymi łakociami. Z kolei on patrzył na swoją klatkę,
zdezorientowany.
Dwie alejki dalej Han Saeryeong wisiała nad
gotowymi sałatkami w plastikowych pojemnikach, zastanawiając się, która z nich
mniej ją odrzuca. Nie lubiła wegetariańskich potraw, ale musiała to jeść, by
utrzymać figurę. A przynajmniej była przekonana, że tak trzeba.
Nagle poczuła, jak czyiś palec wbija się w jej bok,
na co pisnęła, wystraszona i odskoczyła w bok, prawie siadając na lodówce z
mrożonkami. Widząc przed sobą osobę, której akurat przypadkiem się spodziewała
najbardziej, zmarszczyła brwi i trzepnęła go z całej siły w ramię. Jaebum
syknął, łapiąc za swoją rękę w bolącym miejscu. Wcale nie udawał, cholernie go
bolało, Saeryeong na prawdę potrafi skrzywdzić, jeśli tylko chce.
- Ty myślisz, że ile ja to będę znosiła? - syknęła,
zdenerwowana coraz bardziej z każdą sekundą. - Co cię pieprznęło w ten głupi
łeb tak nagle, hę? Przeszkadza ci coś we mnie? Nie będziesz mnie traktował w
taki sposób, nie pozwolę sobie na to! - Wypowiadając ostatnie zdanie, podeszła
bliżej niego, odważnie, celując swoim palcem wskazującym prosto w jego pierś.
- Ani, to nie tak, Sae, uspokój się... - mówił,
chichocząc, jednak trochę wystraszony takim obrotem spraw. Dziewczyna zamiast
robić to, o co poprosił, jeszcze mocniej wygięła twarz w grymasie, wbijając swojego
plastikowego paznokcia w mostek lidera. - Ssss, Han-Sae, daj mi wytłumaczyć,
przestań, to boli... - gdyby mógł, to pewnie by się odsunął, ale, że miejsca
między półkami było niewiele, nie mógł się nie ruszyć tak, by na nikogo nie
wpaść. Więc nie ruszał się w ogóle.
- Aaah, ma boleć~ - śmiech Sae wcale nie należał do
tych, które tak kochał JB. Teraz go przerażała i zdawał sobie sprawę, że to
wyłącznie jego wina. Musiał to, więc jakoś naprawić. - Myślisz, że mnie nie
bolało, jak ciągnąłeś mnie za włosy? Albo jak podstawiałeś mi nogę? Gdybym się
wyrżnęła, to kto wie, co by się stało!
- Przepraszam, Sae, to się więcej nie powtórzy,
okej? - uśmiechał się ciągle prawie błagalnie, obserwując jakiekolwiek zmiany w
jej nastawieniu. Powoli, ostrożnie unosił swoje ręce, które w końcu sięgnęły
dłoni Saeryeong, tak strasznie torturującą jego klatę. Z początku dotknął jej
tylko opuszkami palców, by w końcu, widząc, że nie dzieje się nic gorszego,
ująć jej dłoń w swoje dwie i odsunąć na odpowiednią odległość od siebie. A
jednak nie puszczał jej, cały czas trzymał i patrzył jej w twarz. Han nie miała
zielonego pojęcia, co o tym wszystkim myśleć, więc znowu zmrużyła oczy,
ciskając w niego piorunami i wyrwała się mu, natychmiast po tym opuszczając
sklep. Jaebum oczywiście wybiegł chwilę po niej, bo inaczej nie byłoby
tego romantycznego momentu, jak w dramach i byłoby zbyt realnie.
- Saeryeong-ah! - krzyknął, dobiegając do niej. Nie
musiał jej zatrzymywać siłą, ona sama obróciła się w jego kierunku i jeszcze
raz zdzieliła go w ramię.
- Gnój. - mruknęła pod nosem, odwracając wzrok,
jakby zbierało jej się na płacz i skrzyżowała ręce na brzuchu.
- Przepraszam, to nie miało tak wyglądać. - Miała
ochotę wrzasnąć "a jak, do cholery?!", ale finalnie
ugryzła się w język. Czekała na wyjaśnienia. A na to się zbierało, skoro
wyskoczył za nią w takim pędzie. - Chciałem cię tylko pozaczepiać, to tylko
takie wygłupy...
- Ty jesteś głupi. - warknęła, zwracając swój wzrok
w jego kierunku. - Od kiedy to my się tak wygłupiamy? Chyba pomyliłam ci się z
jakąś inną koleżanką.
Tym razem to brwi chłopaka prawie się ze sobą
zetknęły, kiedy zastanawiał się, co miała przez to na myśli.
- Jaką "inną koleżanką"?
Sae dopiero po jego pytaniu zrozumiała, że nie
powinna przy nim myśleć na głos. Jaką koleżanką, no, nie wiem! Tak mi
się powiedziało...
- Nie wiem. Xiah? Jimin?... Suzy-unnie? - nie
wiedzieć czemu to ostatnie imię przeszło jej przez gardło znacznie ciężej. JB
zawsze miał dobry kontakt z członkiniami Miss A, szczególnie z Bae Suzy. A Bae
Suzy szczególnie lubiła JB. Ten fakt sam w sobie okropnie irytował czekoladową
liderkę. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, ale teraz, po ostatnich
wydarzeniach, jakie miały miejsce w jej życiu, wiedziała, że po prostu była
zazdrosna.
- Ale...
- Nie ważne, nie mam ochoty z tobą rozmawiać. -
Obróciła się na pięcie i ruszyła ulicą w stronę domku.
- Masz zamiar teraz wracać? - Im nie dawał za
wygraną i prędko zrównał z nią kroku. - Sama? Jest ciemno.
- I co z tego. - prychnęła, wpatrzona w przestrzeń
przed sobą. - Jestem już dużą dziewczynką.
- Koniec - tylko tyle usłyszała, zanim została
złapana za nadgarstek i pociągnięta za niego, by po chwili zderzyć się plecami
ze ścianą muru, rozciągającego się wzdłóż ulicy. - Możesz mi łaskawie wyjaśnić,
o co ci chodzi? - był rozdrażniony, ale tylko dlatego, że czuł się zagubiony w
zaistniałej między nimi sytuacji. Nie widziała gniewu w jego oczach. Z kolei
ona była bliska eksplozji.
- Ja? To ty się wreszcie zdecyduj! - Strząsnęła ze
swoich ramion jego ręce. Mimo tego nie próbowała uciekać, wręcz przeciwnie -
stanęła prosto, twarzą w twarz z chłopakiem, gotowa wszystko mu teraz
powiedzieć. I nie ważne już było, jakie konsekwencje mogło to za sobą
pociągnąć. - Najpierw mnie całujesz, potem twierdzisz, że niczego nie pamiętasz,
a teraz zalecasz się, jak gówniarz w podstawówce! Według ciebie jestem tępa?!
To go z lekka wbiło w posadzkę. Cóż, wychodziło na
to, że tak właśnie myślał, ale on niekoniecznie zdawał sobie wcześniej z tego
sprawę. Chłopcy myślą inaczej. Jego intencje nie były przecież złe.
- Nie jestem twoją zabawką - wysyczała, przez
zaciśnięte zęby.
- Przestań, nigdy tak o tobie nie pomyślałem... -
Był tak zagubiony, że nie potrafił jej spojrzeć w twarz. Nie miał pojęcia, że
tak to odbierała, w zasadzie, to on sam przez ten cały czas zastanawiał się, co
takiego czuje. Było to dla niego czymś nowym, zupełnie nowym, ale zarazem tak
prawdziwym, że nie był w stanie zdusić tego w sobie, jak próbował przez tych
parę dni po imprezie. Przyjaźnił się z nią i kochał ją jak siostrę, ale poza
tym czuł coś więcej. Czuł, że musi jej o tym powiedzieć, tylko nie wiedział,
jak.
- W takim razie, co ty w ogóle o mnie myślisz?! -
krzyknęła, zmuszając go tym samym do nagłego oprzytomnienia.
Przez chwilę odzyskał zmysły, by po tym, jak popatrzył
w jej oczy, znowu stracić kontrolę. Zaatakował jej usta swoimi, wciskając
ponownie jej plecy w mur. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że Saeryeong
prawie natychmiast oddała pocałunek, wieszając swoje ręce na jego szyji tak
mocno, jakby bała się, że zaraz gdzieś jej ucieknie.
°
- Wydaje mi się, że mieliśmy umowę. - mruknął tak
cicho, by tylko ChomChom go usłyszała.
- Jackson - obróciła się przodem do niego. -
Chciałam kupić coś słodkiego dla mnie i Youngjae.
- No to kup coś tańszego i za resztę weź dla mnie
kawę...
- Wang Jackson... - syknęła znowu z tym grymasem na
twarzy, jak zazwyczaj, gdy z nim rozmawiała. "ROZMAWIAŁA". Ale już
się do tego przyzwyczaił. Nawet bardziej komfortowo wtedy się czuł, niż, kiedy
się uśmiechała. - Nie wydaje mi się, że w umowie było, że możesz wtrącać się do
mojego związku...
- Nie wydaje mi się, żebyś to na początku
powiedziała. - Zmrużył oczy i zabrał jej jednego batonika. - Nie masz wyboru.
Jeden batonik dla Youngjae i kawa dla Jackson'a oppy. - Akurat wspomniany Youngjae
wychodził zza rogu, szukając czegoś na półkach i szedł powoli w ich stronę. -
Oh, Youngjae-ah! - zawołał, wyciągając z dłoni młodszej drugiego smakołyka,
szepcząc przy okazji, "żebyś go nie pogniotła ze złości, w końcu to dla
twojego chłopaka". - Youngjae-ah, masz taką wspaniałą dziewczynę! Zupełnie
bezinteresownie zaproponowała, że kupi mi kawę, a tobie tego słodkiego
batonika~
Chom bez ustanku wbijała w Chińczyka swoje
mordercze spojrzenie. Niestety ani trochę nie było to dla niego niekomfortowe.
Raczej napawało go chęcią do dalszego działania w uprzykrzaniu jej życia.
Chociaż może on tak by tego nie nazwał. Dla niego to była przecież tylko
zabawa.
- Oh, serio? - Choi podszedł zaraz do tej dwójki z
uśmiechem na ustach.
- No mówię! Wspaniała dziewczyna, szczęściarz z
ciebie~ - poklepał go po ramieniu jednym z batoników. - To jak, ChomChom-ah? -
uśmiechnął się do niej po swojemu.
- Już wam kupuję. - mruknęła, kierując się do kasy.
Jackson wybrał sobie kawę w automacie, a Youngjae poszedł za nią.
- A dla siebie nic nie weźmiesz? - spytał lekko
zdziwiony. Bo dlaczego niby miała kupować coś Jackson'owi, a samej sobie nie?
- Nie starczy mi pieniędzy. - Pokręciła głową z
delikatnym uśmiechem. - Z resztą... i tak pożyczyłam je od Saeryeong-unnie.
Moje pieniądze zostały w Seulu - wyznała ze smutkiem.
- Ah, rozumiem. - Chłopak pokiwał głową z tym samym
wyrazem twarzy, co jego dziewczyna. Po chwili jednak rozchmurzył się i złapał
za jej dłoń. - Chomiya. Następnym razem, jeśli będziesz czegoś potrzebowała, poproś
mnie - powiedział, klepiąc się dumnie w pierś. - Dam ci wszystko. Hm? -
uśmiechał się tak uroczo, że nie sposób było tego w żaden sposób nie
skomentować. Nastolatka wydała z siebie ciche "oooh", chowając
uśmiech za wolną dłonią. Prawie jak Jinyoung oppa.
- To słodkie, Youngjae... - nagle posłał jej
ostrzegawcze spojrzenie, a ta od razu się poprawiła. - Oppa! - Po tym znowu
uśmiechnął się promiennie i rozłożył ręce do przytulenia. ChomChom miała
właśnie ulec jego niemej prośbie i uścisnąć go mocno, jednak zanim to zrobiła,
pewien wielki człowiek wlazł między nich, postawił swoją kawę na ladzie i objął
oboje pod ramiona.
- Jak dobrze mieć takich przyjaciół! - stwierdził z
wielkim uśmiechem. Youngjae odpowiedział nieco mniejszym i nie tak szczerym, a
ChomChom tylko próbowała wydostać się spod ramienia Wang'a, co oczywiście nijak
jej wyszło.
- Hej, ludzie! - po sklepiku rozszedł się brzmiący
jak dzwon głos maknae siódemek. - Gdzie jest Mark?
- Co? Nie ma go tu? - Jackson w mgnieniu oka puścił
dwa gołąbki z Mokpo i podszedł do najmłodszego z chłopców. - Przecież razem
wchodziliśmy. Trzymałem go za rękę...
- Najwyraźniej nie wiedział o tym, że wyjść też
powinniście razem... - syknęła Xiah, która razem z resztą dziewczyn i chłopaków
przyłączyła się do rozmowy.
- To nie jest zabawne, noona... - jęknął BamBam. -
Kolejny raz zniknął?
- Nie, nie, nie, kuźwa, nie! - Jackson złapał się
za głowę, przerażony zaginięciem kumpla nie na żarty. - Słuchajcie, wszyscy,
musimy go znaleźć! To się nie dzieje znowu... - ostatnie zdanie mruknął już sam
do siebie, idąc w stronę drzwi. Kiedy wyszedł na dwór, rozejrzał się i
zobaczył, że z prawej idą w jego stronę liderzy obydwu zespołów. Nie miał czasu
zastanawiać się, dlaczego byli tacy szczęśliwi i trzymali się za ręce. Podbiegł
do nich prędko, chcąc jak najszybciej odnaleźć przyjaciela. Jego ponowne
zniknięcie odbierał, jako osobistą porażkę. Jak mógł do tego dopuścić? Przecież
obiecał sobie dopilnować, by był szczęśliwy i bezpieczny. Żeby wszyscy jego
przyjaciele byli.
- Jaebum-hyung, widziałeś Mark'a? - zapytał w
pośpiechu.
- Nie, czemu? - Im i Saeryeong popatrzyli po sobie,
by zaraz znowu przenieść spojrzenie na Jackson'a.
- Nie ma go.
- Znowu?
- Znowu! - Chłopak zaczął rozglądać się po okolicy,
w nadzieji, że dostrzegnie go gdzieś nieopodal.
- Ale... spokojnie, może poszedł na spacer... -
Saeryeong nie znała całej prawdy. Nie mogła przypuszczać, że Mark
najzwyczajniej w świecie po raz kolejny uciekł sam, z własnej woli. Próbowała
jakoś załagodzić sytuację, ale nawet JB w tamtym momencie przestał być
spokojny.
- Dlaczego nikomu tego nie powiedział? - puścił
rękę Han-Sae i razem z Jackson'em pobiegli szukać kumpla.
- Jaebum-ah! - krzyknęła za nim, ale nic to nie
dało. - Yah, co się dzieje? - zapytała, wychodzących ze sklepu pozostałych
członków obu zespołów.
- Mark oppa gdzieś poszedł, a wszyscy chłopcy mocno
to przeżywają. - powiedziała Alice.
- Bo to poważna sprawa - wtrącił BamBam, zanim
razem z Yugyeom'em poszedł w ślady swoich hyung'ów.
- Ale dlaczego?
Dla dziewczyn, które musiały ufać wersji dotyczącej
uprzedniego wypadku Mark'a, całe to zamieszanie było zupełnie niezrozumiałe,
wszyscy przecież myśleli, że chłopak spadł wtedy ze sceny. Dlatego też słowa
"znowu", kiedy mówili o jego zniknięciu, nie miały dla nich najmniejszego
sensu.
Po chwili ze sklepu wyszli ChomChom i Youngjae,
trzymający kawę Wang'a.
- Pójdę go szukać... - powiedział osiemnastolatek,
chcąc już oddać kubek swojej dziewczynie na przechowanie, ale wtedy właśnie
Jinyoung złapał go za ramię.
- Nie, ty idź z dziewczynami do domku. Ktoś musi
się nimi zająć.
- Hyung...
- Spokojnie, Youngjae - Park pogłaskał przyjaciela
po ramieniu z delikatnym uśmiechem, mającym na celu pocieszenie go. - Wszystko
będzie dobrze.
Po tym Jinyoung także odszedł, szukać kumpla, a
Youngjae zaprowadził dziewczyny do ich aktualnego miejsca pobytu. To była
najdłuższa droga w całym jego życiu. Sześć kobiet na około i wszystkie zadają
pytania. Miliony pytań, pretensji, bez przerwy coś, aż do samego domku. One się
nie zamykały, a on nie odzywał, a w końcu zamknął się w swoim pokoju i krzyknął
przez drzwi, że nie może nic im powiedzieć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz