sobota, 21 stycznia 2017

to nie ona. [#2]

Zawód


Tak to się zaczęło. Po kolacji wręczyliśmy sobie nawzajem prezenty, chociaż nieco później niż zwykle. A około drugiej w nocy poszliśmy spać i na prawdę oboje zasnęliśmy natychmiast po położeniu się w łóżku. Obudziliśny się dopiero po dwunastej, wyłącznie dlatego, że budzik Daehyun'a właśnie wtedy zadzwonił, ale to dobrze. Trzeba było wstać, żeby posprzątać wczorajszą kolację. Nie oszukujmy się, on, jak wspaniały i romantyczny by nie był, to jednak jest facetem, sprzątanie to ostatnie, o czym myśli, a ja... mam na imię Wera, okej? Koniec tematu.
Po śniadaniu, zjedzonym na stojąco, Daehyun ubrał się i wyszedł z mieszkania, a ja przygotowałam miejsce do spania dla gości. Mój facet pojechał po wszystko, co złe na tym świecie, aby zamieszkało w naszym domu, razem z nami, w co nie wierzyłam wciąż, dopuki nie zobaczyłam tej fantastycznej trójki w naszym korytarzu. Dobrze, że nie miałam wtedy w rękach niczego ostrego, bo ktoś mógłby zginąć. Pierwsze pytanie, jakie usłyszałam pierwszego dnia świąt, to "oh, Nikka-shi, jesteś w ciąży?" Ja wiem, że w Święta dzieje się wiele magicznych rzeczy, ale na prawdę, nie sądzę, bym aż tyle od wczoraj przez noc przytyła, a patrzyłam jeszcze wczoraj na siebie w lustrze i nie było tragedii. Poza tym ta baba chyba nie chciałaby, bym zaszła z nim w ciążę.
- Będziecie spać w salonie. Kanapa jest całkiem wygodna, a tu macie jeszcze materac - wyjaśniał Dae, wnosząc walizki Jieun i dzieciaków do salonu. Ja po zamknięciu drzwi wyjściowych za naszymi gośćmi, poszłam za nimi i przyglądałam się wszystkiemu z boku z założonymi rękami. Zgodziłam się na ten szalenie wielkoduszny czyn, jakim było udzielenie tym trzem skrzatom Świętego Mikołaja dachu nad głową, ale nie dopuszczę, by działy się tu rzeczy, które od wakacji dosyć często mi się śniły. Nie ma mowy. - Łazienka jest tam, kuchnia na przeciwko, a... - popatrzył w kierunku drzwi do naszej sypialni i przeniósł wzrok na mnie. Posłał mi lekki uśmiech. - a tam jest nasza sypialnia. Tam nie można wchodzić. Nikomu. Jasne? - na końcu zwrócił się do dzieciaków, grożąc im palcem zabawnie.
- A dlaczego? - zapytała Haneul.
- Bo tam... - zrobił kroczek w stronę dziewczynki - w szafie... - kolejny, tajemniczy krok. - Siedzą potwooory, - złapał oba dzieciaki w ręce, podniósł i okręcił w powietrzu. Mieszkanie wypełniło się dziecięcym śmiechem i chichotem Jieun. - a ja z Nikką każdej nocy z nimi walczymy! Żeby nie wyszły i nie skrzywdziły moich aniołków.
Po chwili oglądania tego obrazka jakże paradoksalnie szczęśliwej rozbitej rodzinki, zdecydowałam, że warto by nakarmić gości.
- Yah, ludziki, kto chce jeść? - zawołałam, przybierając na usta uśmiech numer pięć. Dae kiwnął głową dziecom, by szły ze mną, na co rodzeństwo zareagowało od razu. Obydwoje poszli ze mną do kuchni, która wprawdzie połączona była z salonem. Wyjęłam z lodówki wczorajszą kolację, czyli trochę dokkbokki, bo moich polskich potraw raczej by nie ruszyli. Wsadziłam od razu całą miskę do mikrofalówki i obróciłam się do dzieciaków, siedzących przy stole.
- Co jest, brzydale? - Haneul na tą zaczepkę zmarszczyła nos, a Hyun zaśmiał się tak, jak noona Nikka lubi najbardziej. Uśmiechnęłam się, ale kiedy tylko mój wzrok przeniósł się na Daehyun'a i Jieun, stojących w salonie, od razu zniknął. Song wisiała na jego szyji, przytulona tak, jakby doznała jakiejś straszliwej tragedii i przeżywała traumę, a on był jej schronieniem. Bo nie mam zamiaru wierzyć w to, że cierpi po zdradzie Sleepy'ego. Mam może lekką sklerozę, zwľszcza, kiedy chodzi o wynoszenie do kuchni z naszej sypialni brudnych szklanek, czy robienie prania, ale nigdy nie zapomnę tego, co powiedziała mi w wakacje. Rzuciła mi rękawicą w twarz i tylko my wiemy o tym pojedynku.
- Jieun-shi! - zawołałam, prędko przybierając na usta fałszywy uśmiech. Nie wiem przed kim udawałam, bo na pewno nie przed nią. Chyba po prostu starałam się zachowywać tak, jak by tego chciał Daehyun. - Może chciałabyś coś zjeść? Na pewno jesteś głodna - powiedziałam, gdy w końcu odkleiła się od mojego chłopaka i popatrzyła w moją stronę.
- Chętnie, dziękuję - odparła z tak cholernie naturalnym dla cierpiącej kobiety uśmiechem, że aż ścisnęło mnie w żołądku. Zawsze była lepszą aktorką ode mnie. Zawsze była we wszystkim lepsza ode mnie.
Podeszła do stołu i usiadła obok swoich dzieci. Kiedy mikrofalówka dała znać, że jedzenie jest już gotowe, obróciłam się i otworzyłam urządzenie. Niestety jestem tak potworną niezdarą, że oczywiście musiało się coś wydarzyć. Poczułam, że miska jest zbyt gorąca, dopiero w połowie drogi na blat, ale nim ją odstawiłam, zdążyła mnie poparzyć. Zagryzłam, więc wargę i zdusiłam w sobie krzyk bólu. Odstawiłam miskę i od razu złapałam za zimne, metalowe ściany zlewu. Wiem, jestem głupia, powinnam natychmiast odkręcić zimną wodę i wetknąć pod kran poparzone miejsca, żeby nie wyskoczyły bąble, ale co zrobić, kiedy spanikowałam? Skupiłam się tylko na tym, by nie straszyć dzieciaków i nie robić z siebie jeszcze większej ofiary, niż ta za jaką siebie mam, przed tą krową. Spod moich powiek pociekły dwie łezki, co było dla mnie lekkim szokiem. Nie za często się zdarza, bym płakała z powodu fizycznego bólu.
- Nikka, wszystko w porządku? - zapytał Daehyun, podchodząc do mnie. - Płaczesz? Co się stało?
- Nie, nic - szybko wytarłam łzy z policzków, wierzchem obu dłoni i posłałam mu delikatny uśmiech. - To tylko małe oparzenie, wszystko w porządku.
- Oparzenie? Gdzie? Jak to się stało? - wyparował, jeszcze zanim zdążyłam dokończyć własną wypowiedź. Szybko załapał, że chodzi o moje dłonie, więc odkręcił wodę i włożył je pod nią.
- Głupi, - szepnęłam - co się, tak drzesz? - mruknęłam cicho, marszcząc brwi. - To nic takiego - bąknęłam, na końcu ciągnąc nosem. Dae podszedłbliżej mnie, złapał jedną ręką za moją głowę i przyciągnął do siebie, całując jej czubek. Jakbym była jego drugą córką. W sumie z moim wzrostem i znacznie młodszą aparycją, tak pewnie przy nim wyglądam. Popatrzyłam na jego uśmiechniętą twarz. Każdy normalny człowiek na jego miejscu rzuciłby coś w stylu "ale z ciebie ciamajda", albo "no i znowu coś zepsułaś". Szczerze mówiąc, nawet ja bym tak powiedziała, ale nie on. On podchodzi do mnie, pomaga mi, a na końcu całuje w czoło i pociesza mnie, mówi, że jest obok i mam się nie martwić.
Widzę, jak otwiera usta, by powiedzieć znowu coś kochanego, coś w jego ckliwym stylu. Ale zanim wydobywa z siebie dźwięk słyszymy oboje głos Jieun, za nami.
- Nikka-shi musi być bardzo rozkojarzona i zdezorientowana przez nasz przyjazd. - To pierwsze słowa, te, które zamykają usta Daehyun'a. - To chyba nie był dobry pomysł. - Tym razem on obraca się w kierunku kobiety, a ja go wciąż obserwuję i wciąż czekam na te słowa. - Przeze mnie się poparzyła. Sądzę, że powinniśmy już iść.
- Nie, czekaj. - Słyszałam już, jak odsuwała krzesło, by wstać, ale on ją zatrzymał. Patrzyłam na niego i widziałam, jak robi krok w stronę Jieun. Krok w jej stronę, to krok dalej ode mnie. Nie przesadzam, no! Tak działa fizyka, okej? A że to oddaje, co czuję, to inna sprawa. - To nie twoja wina. - Nie prawda. - To zwykły przypadek, nie ma z tobą nic wspólnego. - Nie prawda. To jej wina. - I nie gadaj głupot, nie mogę was zostawić samych w hotelu. Nikka się zgodziła na to, byście tu spali. - Powoli opuściłam wzrok i w końcu ponownie wbiłam go w swoje dłonie, po których spływała woda. - Usiądź, zaraz podam wam jedzenie.
Przeszedł za mną i sam powyciągał z szafki talerze i sztućce, sam nałożył swoje żarcie tym ludziom i sam im to podał. A ja ciągle stałam nad zlewem i gapiłam się w swoje ręce. Nie wiem, co czułam. Brakowało mi czegoś. Jieun przerwała coś, co ma na mnie bardzo duży wpływ, na mnie i moje samopoczucie. Słowa, nie dotyk, najlepiej mnie pocieszały. Całus w czubek głowy bez zapewnienia, że mam u swego boku kogoś, kto nigdy mnie nie zostawi był niekompletny.
- Nikka, ręce ci się pomarszczą - rzucił Daehyun, przechodząc obok mnie. Wróciła wtedy do życia, zakręciłam wodę i wytarłam delikatnie ręce. - Zjesz z nami? - zapytał, kiedy obróciłam się w stronę stołu. Jieun patrzyła na mnie z uśmiechem. Niby idealnie skromnym, a jednak ja w jej oczach widziałam, jak myśli "jeden - zero dla mnie". Przełknęłam ślinę i przeniosłam spojrzenie na Dae.
- Nie jestem głodna. Muszę jeszcze przetłumaczyć parę rzeczy na drugiego stycznia, więc zajmę się tym teraz - odparłam, wyginając usta w czymś, co miało przypominać uśmiech. - Smacznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz