Zazdrość
Siedziałam w pokoju ze trzy godziny. Nie mogłam wyjść, miałam tyle pracy... Dobra, po prostu nie chciałam tam wychodzić. Patrzeć na nich i znowu udawać szczęśliwą ich szczęściem. To bez sensu nie chce mi się znowu kłamać.
Kiedy nagle drzwi sypialni otworzyły się, zerknęłam
po to tylko, by sprawdzić, kto wszedł. Zobaczywszy, że to tylko Daehyun,
wsiąknęłam znowu wzrokiem do otchłani ekranu swojego laptopa. Nie spodziewałam
się tu nikogo innego, bo w końcu było na samym początku powiedziane, że do tego
pomieszczenia wstęp mieli wzbroniony wszyscy poza mną i Dae, ale gdyby jednak
okazał się to być ktoś inny, wtedy mocno skoczyło by mi ciśnienie.
- Nikka, gdzie masz swojego misia? Mogę go
pożyczyć? - odezwał się, rozglądając po pomieszczeniu, co zauważyłam kątem oka.
- Po co ci mój misiek? - Nie przestawałam stukać
palcami w klawiaturę. Trochę to bolało, bo jednak trzy godziny temu trzymałam w
rękach gorącą miskę i przez moją głupotę, powyskakiwały mi bąble. Skupiwszy
się, jednak na zdaniach, które powinnam przetłumaczyć i ich kontekście, nie
zwracałam tak bardzo uwagi na irytujący ból.
- Haneul wzięła ze sobą tylko jedną lalkę, chcę,
żeby miała się czym bawić - odparł, przystając gdzieś z boku.
- Misiek nie jest do zabawy, tylko do kochania -
mruknęłam beznamiętnie, marszcząc brwi, bo przez jego gadanie nie mogłam skupić
się na tłumaczeniu. Poza tym, mój misiek o jakże oryginalnym imieniu (Misiek,
dla jasności) nigdy nie był w rękach dziecka. Poza mną. Ale ja go kochałam, to
była miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy moja mama oznajmiła mi pewnego dnia,
że nasz nowy pies pogryzł mi go, prawie się rozpłakałam. Miałam prawo, okej,
byłam wtedy wczesną szesnastką. Na szczęście pies był maleńki i jedyne, co
wyrządził mojemu ówczesnemu pluszowemu chłopakowi, to małe zadrapania na
szarym nosku.
Haneul może i nie gryzie zabawek, tak jak mój pies,
ale i tak nie widzę powodu bym oddawała swoją maleńką materialną cząstkę Polski
córce Jieun. To nie tak, że jestem uprzedzona także do dziecka, skąd. Ale ja
wiem, że ta wiedźma używała tego biednego boguwinnego dzieciaczka do swoich
celów. Nie rozumiem, jak można wciągać własne dzieci do takich podłych planów.
Nagle fotel, na którym siedziałam odjechał do tyłu,
odciągając mnie od laptopa i obrócił się przodem do Daehyun'a. Ten od razu
oparł swoje dłonie na poręczach krzesła, nachylając się nade mną.
- Dlaczego tak się zachowujesz? - zapytał
półgłosem, ściągając gęste, czarne brwi ku sobie. - Nie powinnaś pracować w
święta, szczególnie, że masz poranione dłonie.
- Bez przesady... - mruknęłam pod nosem, ledwo
wyraźnie, nie patrząc na niego. Na prawdę teraz, przed komputerem, w samotności
i z bolącymi palcami było mi o niebo lepiej niż gdybym miała tam siedzieć i
gapić się na Jieun. Albo, co gorsza, jeszcze z nią rozmawiać!
- Wiem, że nie jesteś zadowolona z obecnej
sytuacji, - oh, to mało powiedziane, ale fakt, nie tryskam
radością. - ale zgodziłaś się na to.
- Zmusiłeś mnie.
- Niby jak? - parsknął gorzkim śmiechem.
- Wymusiłeś to na mnie, opowiadając o jej strasznym
przeżyciu i jak doskonale ją rozumiesz, wywołując u mnie litość - wyjaśniłam,
krzyżując ręce na piersi i patrząc hardo w jego czekoladowe oczy. - W dodatku
byłam zmęczona i zdołowana, gdybyś zapytał o to rano, to jeszcze bym cię z
mieszkania wykopała za sam pomysł.
Nie był zadowolony. Oblizał wargi, na końcu
zagryzając dolną i odwracając jednocześnie głowę w bok, jakby już nie mógł na
mnie patrzeć. Był po prostu zirytowany, ale nie chciał na mnie tego z siebie
wyrzucać. No kto by pomyślał, a przecież wszedł tu tylko po głupiego pluszaka.
Wyprostował się, wsuwając dłonie do kieszeni spodni
i znowu przeniósł wzrok na mnie. Przekrzywiłam głowę na bok, czekając na
kontrę, którą najpewniej pragnął rzucić mi w twarz. Jestem pewna, że miał
ochotę na mnie krzyknąć, albo chociaż wyrzygać swoje niezadowolenie, zawód moim
zachowaniem. Ale zamiast tego on po prostu uśmiechnął się trochę na wymus,
trochę smutno i kwadratowo. Ale nic nie powiedział.
- Nie lubię jej - powiedziałam, nie spuszczając z
niego wzroku ani na moment. - Nie znoszę tej kobiety, nie cierpię tego błysku w
jej oczach, kiedy na ciebie patrzy, radości, kiedy widzi ciebie z Haneul,
nienawidzę tego, że wykorzystuje własne dziecko do...
- Do czego? - przerwał mi, patrząc na mnie z
powagą. - Do czego wykorzystuje Haneul, powiedz mi.
Po chwili patrzenia w jego kierunku zamknęłam
otwarte dotąd usta i westchnęłam, odwracając wzrok.
- Powiedz mi - powtórzył z tą samą miną.
- Do niczego - mruknęłam, podnosząc się z fotela.
Przeszłam kilka kroków, przystanęłam po swojej stronie łóżka i wyciągnęłam zza
poduszki Misia. Był niewielki, szary, mięciutki. W moich dwóch dłoniach mieścił
się jego brzuszek. Podeszłam z nim do chłopaka i wcisnęłam mu go w ręce. - Daj
to Haneul.
Po tym znowu założyłam ręce na klatce, wbijając
wzrok w podłogę.
- Ja też jej nie lubię - usłyszałam jego ciepły
głos po chwili milczenia. Nie był taki, bo chciał. Jego głos z natury należy do
ciepłych, z wyjątkiem momentów, gdy mnie poucza. - Nie lubię jej, ale kocham
moją córkę i nie pozwolę, żeby spała w hotelu. Proszę cię... postaraj się to
zrozumieć.
- Rozumiem. - Odwróciłam się, by przysunąć z
powrotem swoje krzesło do biurka i usiąść na nim. - Idź do niej, daj jej tego
misia.
Reszty dnia nie muszę opisywać. Przesiedziałam go w
pokoju, przetłumaczyłam wszytko, co mi zlecili na święta, do wieczora jakoś się
z tym wyrobiłam. W międzyczasie wychodziłam do łazienki, czy po jakieś
przekąski, a z Daehyun'em zamieniłam może dwa zdania. O pierwszej położyłam się
do łóżka, ale nie mogłam zasnąć. Słyszałam, jak on i Jieun rozmawiają o Haneul
i chichoczą. Głównie ona, ale jego głos także słyszałam. To jakoś tak
samoczynnie sprawiło, że zaczęłam płakać. To, że do mnie dzisiaj kierował
poważne, chłodne słowa, a z nią się śmieje. Myślałam o sobie same najgorsze
rzeczy, w dodatku musiałam przyznać, że jej ten plan na prawdę wychodzi. Punkt
po punkcie go realizuje, a ja dostrzegam to po fakcie i nie jestem w stanie
przewidzieć kolejnego ruchu.
Słysząc skrzypienie drzwi, przestałam na moment
oddychać, zatrzymując powietrze w swoich płucach. Po chwili powoli je z siebie
wypuściłam, przestawiając się na równomierny, spokojny (udawany) oddech. Byłam
obrócona tyłem do jego strony łóżka, więc gdy położył się obok, poczułam tylko,
jak ugina się pod ciężarem jego ciała materac. Nie powiedział mi dobranoc.
Pewnie myślał, że spałam, ale to wciąż bolało. Więc płakałam cicho, bezgłośnie,
bo tylko tyle potrafię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz