sobota, 21 stycznia 2017

to nie ona. [#3]

Zazdrość



Siedziałam w pokoju ze trzy godziny. Nie mogłam wyjść, miałam tyle pracy... Dobra, po prostu nie chciałam tam wychodzić. Patrzeć na nich i  znowu udawać szczęśliwą ich szczęściem. To bez sensu nie chce mi się znowu kłamać.
Kiedy nagle drzwi sypialni otworzyły się, zerknęłam po to tylko, by sprawdzić, kto wszedł. Zobaczywszy, że to tylko Daehyun, wsiąknęłam znowu wzrokiem do otchłani ekranu swojego laptopa. Nie spodziewałam się tu nikogo innego, bo w końcu było na samym początku powiedziane, że do tego pomieszczenia wstęp mieli wzbroniony wszyscy poza mną i Dae, ale gdyby jednak okazał się to być ktoś inny, wtedy mocno skoczyło by mi ciśnienie. 
- Nikka, gdzie masz swojego misia? Mogę go pożyczyć? - odezwał się, rozglądając po pomieszczeniu, co zauważyłam kątem oka.
- Po co ci mój misiek? - Nie przestawałam stukać palcami w klawiaturę. Trochę to bolało, bo jednak trzy godziny temu trzymałam w rękach gorącą miskę i przez moją głupotę, powyskakiwały mi bąble. Skupiwszy się, jednak na zdaniach, które powinnam przetłumaczyć i ich kontekście, nie zwracałam tak bardzo uwagi na irytujący ból. 
- Haneul wzięła ze sobą tylko jedną lalkę, chcę, żeby miała się czym bawić - odparł, przystając gdzieś z boku.
- Misiek nie jest do zabawy, tylko do kochania - mruknęłam beznamiętnie, marszcząc brwi, bo przez jego gadanie nie mogłam skupić się na tłumaczeniu. Poza tym, mój misiek o jakże oryginalnym imieniu (Misiek, dla jasności) nigdy nie był w rękach dziecka. Poza mną. Ale ja go kochałam, to była miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy moja mama oznajmiła mi pewnego dnia, że nasz nowy pies pogryzł mi go, prawie się rozpłakałam. Miałam prawo, okej, byłam wtedy wczesną szesnastką. Na szczęście pies był maleńki i jedyne, co wyrządził mojemu ówczesnemu pluszowemu  chłopakowi, to małe zadrapania na szarym nosku.
Haneul może i nie gryzie zabawek, tak jak mój pies, ale i tak nie widzę powodu bym oddawała swoją maleńką materialną cząstkę Polski córce Jieun. To nie tak, że jestem uprzedzona także do dziecka, skąd. Ale ja wiem, że ta wiedźma używała tego biednego boguwinnego dzieciaczka do swoich celów. Nie rozumiem, jak można wciągać własne dzieci do takich podłych planów.
Nagle fotel, na którym siedziałam odjechał do tyłu, odciągając mnie od laptopa i obrócił się przodem do Daehyun'a. Ten od razu oparł swoje dłonie na poręczach krzesła, nachylając się nade mną.
- Dlaczego tak się zachowujesz? - zapytał półgłosem, ściągając gęste, czarne brwi ku sobie. - Nie powinnaś pracować w święta, szczególnie, że masz poranione dłonie.
- Bez przesady... - mruknęłam pod nosem, ledwo wyraźnie, nie patrząc na niego. Na prawdę teraz, przed komputerem, w samotności i z bolącymi palcami było mi o niebo lepiej niż gdybym miała tam siedzieć i gapić się na Jieun. Albo, co gorsza, jeszcze z nią rozmawiać!
- Wiem, że nie jesteś zadowolona z obecnej sytuacji, - oh, to mało powiedziane, ale fakt, nie tryskam radością. - ale zgodziłaś się na to.
- Zmusiłeś mnie.
- Niby jak? - parsknął gorzkim śmiechem.
- Wymusiłeś to na mnie, opowiadając o jej strasznym przeżyciu i jak doskonale ją rozumiesz, wywołując u mnie litość - wyjaśniłam, krzyżując ręce na piersi i patrząc hardo w jego czekoladowe oczy. - W dodatku byłam zmęczona i zdołowana, gdybyś zapytał o to rano, to jeszcze bym cię z mieszkania wykopała za sam pomysł.
Nie był zadowolony. Oblizał wargi, na końcu zagryzając dolną i odwracając jednocześnie głowę w bok, jakby już nie mógł na mnie patrzeć. Był po prostu zirytowany, ale nie chciał na mnie tego z siebie wyrzucać. No kto by pomyślał, a przecież wszedł tu tylko po głupiego pluszaka.
Wyprostował się, wsuwając dłonie do kieszeni spodni i znowu przeniósł wzrok na mnie. Przekrzywiłam głowę na bok, czekając na kontrę, którą najpewniej pragnął rzucić mi w twarz. Jestem pewna, że miał ochotę na mnie krzyknąć, albo chociaż wyrzygać swoje niezadowolenie, zawód moim zachowaniem. Ale zamiast tego on po prostu uśmiechnął się trochę na wymus, trochę smutno i kwadratowo. Ale nic nie powiedział.
- Nie lubię jej - powiedziałam, nie spuszczając z niego wzroku ani na moment. - Nie znoszę tej kobiety, nie cierpię tego błysku w jej oczach, kiedy na ciebie patrzy, radości, kiedy widzi ciebie z Haneul, nienawidzę tego, że wykorzystuje własne dziecko do...
- Do czego? - przerwał mi, patrząc na mnie z powagą. - Do czego wykorzystuje Haneul, powiedz mi.
Po chwili patrzenia w jego kierunku zamknęłam otwarte dotąd usta i westchnęłam, odwracając wzrok.
- Powiedz mi - powtórzył z tą samą miną.
- Do niczego - mruknęłam, podnosząc się z fotela. Przeszłam kilka kroków, przystanęłam po swojej stronie łóżka i wyciągnęłam zza poduszki Misia. Był niewielki, szary, mięciutki. W moich dwóch dłoniach mieścił się jego brzuszek. Podeszłam z nim do chłopaka i wcisnęłam mu go w ręce. - Daj to Haneul.
Po tym znowu założyłam ręce na klatce, wbijając wzrok w podłogę.
- Ja też jej nie lubię - usłyszałam jego ciepły głos po chwili milczenia. Nie był taki, bo chciał. Jego głos z natury należy do ciepłych, z wyjątkiem momentów, gdy mnie poucza. - Nie lubię jej, ale kocham moją córkę i nie pozwolę, żeby spała w hotelu. Proszę cię... postaraj się to zrozumieć.
- Rozumiem. - Odwróciłam się, by przysunąć z powrotem swoje krzesło do biurka i usiąść na nim. - Idź do niej, daj jej tego misia.
Reszty dnia nie muszę opisywać. Przesiedziałam go w pokoju, przetłumaczyłam wszytko, co mi zlecili na święta, do wieczora jakoś się z tym wyrobiłam. W międzyczasie wychodziłam do łazienki, czy po jakieś przekąski, a z Daehyun'em zamieniłam może dwa zdania. O pierwszej położyłam się do łóżka, ale nie mogłam zasnąć. Słyszałam, jak on i Jieun rozmawiają o Haneul i chichoczą. Głównie ona, ale jego głos także słyszałam. To jakoś tak samoczynnie sprawiło, że zaczęłam płakać. To, że do mnie dzisiaj kierował poważne, chłodne słowa, a z nią się śmieje. Myślałam o sobie same najgorsze rzeczy, w dodatku musiałam przyznać, że jej ten plan na prawdę wychodzi. Punkt po punkcie go realizuje, a ja dostrzegam to po fakcie i nie jestem w stanie przewidzieć kolejnego ruchu.
Słysząc skrzypienie drzwi, przestałam na moment oddychać, zatrzymując powietrze w swoich płucach. Po chwili powoli je z siebie wypuściłam, przestawiając się na równomierny, spokojny (udawany) oddech. Byłam obrócona tyłem do jego strony łóżka, więc gdy położył się obok, poczułam tylko, jak ugina się pod ciężarem jego ciała materac. Nie powiedział mi dobranoc. Pewnie myślał, że spałam, ale to wciąż bolało. Więc płakałam cicho, bezgłośnie, bo tylko tyle potrafię.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz