Oskarżenie
Palcami przeczesywałam delikatnie włosy małej dziewczynki, która spała już na moich kolanach. Powiedziałam jej, że możemy zaczekać na tatę, bo na pewno wkrótce wróci, ale jak usiadłyśmy dwie godziny temu, tak do tej pory tkwiłyśmy na tej kanapie. Mała Haneul była mocno przestraszona, a ja miałam wrażenie, że nie tylko bała się o brata, ale i czegoś więcej. Ale możliwe, że niczym specjalnym poza moim wrażeniem to nie było.
Usnęła ze zmęczenia na moich kolanach. Było mi szkoda tego dzieciaka, tak samo z resztą, jak Hyuk'a. Przez cały czas zastanawiałam się, co takiego mógł zjeść, żeby aż wylądować przez to w szpitalu. Nie przypominam sobie, bym tym razem dodawała do gara jaszczurzych łapek, czy jadu ptasznika.
Oczywiście, czułam się przez to winna. Milczący telefon nie pomagał mi ani trochę. Czekałam, aż zadzwonią ze szpitala, powiedzą, o co dokładnie chodziło, ale przede wszystkim chciałam, by jednak okazało się, że to nic poważnego i małemu przedszkolakowi nie grozi krzywda.
W końcu mój smartfon, który bez przerwy trzymałam w ręce zadźwięczał piękną piosenką od Red Velvet "Russian Roulette". Odebrałam prędko połączenie i usłyszałam po drugiej stronie głos Dae.
- Z Hyuk'iem wszystko w porządku. - Po pierwszych słowach odetchnęłam z ulgą, najwyraźniej niepotrzebnie, bo kolejne słowa na nowo spowodowały spięcie moich mięśni z nerwów. - Ale jest problem. Jieun chyba na prawdę zwariowała, nie mam pojęcia, co jej odbiło...
- Dae - przerwałam mu, bo słyszałam, że już zaczynał się denerwować. A wystarczyło już, że ja sama się stresowałam. - Spokojnie, co się stało?
Chłopak westchnął, ani trochę nie opanowany.
- Zadzwoniła na policję - powiedział w końcu, a ja zamarłam. - Pewnie zaraz tam będą, więc postaraj się, żeby Haneul nie była zbyt przerażona, dobrze? Nie kłóć się z nimi, nie próbuj dyskutować, tylko idź, gdzie cię zaprowadzą, ja zaraz przyjadę do Ha.
- Ale... ale jak to - wymruczałam ledwie wyraźnie, zszokowana jego słowami. - Dlaczego? Po co mam z nimi iść? Daehyun, nie sądzisz chyba, że mogłabym zrobić to umyślnie?
- Skąd! Nawet przez myśl mi to nie przeszło! - zaprzeczył szybko, chyba nawet lekko urażony faktem, iż mogłam zwątpić w jego wiarę we mnie. - Ale ona była pod wpływem silnych emocji, proszę, zrozum. Wszystko się wyjaśni...
- Co się wyjaśni? - ściągnęłam brwi ku sobie. Przypomniawszy sobie, że na moich kolanach wciąż śpi dziecko, wygramoliłam się delikatnie, kładąc jej głowę na kanapie i poszłam do sypialni. - Tu nie ma, co wyjaśniać, Dae, ja niczego nie zrobiłam! Nawet nie przypuszczałam, że ktoś oprócz nas będzie jadł cokolwiek z naszej lodówki!
- Wiem, uspokój się...
- Jak, do cholery, mam być spokojna, skoro zaraz policja zabierze mnie do aresztu?! - warknęłam. - Boże, co się dzieje...
Usiadłam na łóżku, zakrywając usta dłonią. Tylu emocji naraz nigdy w życiu nie doświadczyłam. Czułam się tak, jakby miało mi za moment wybuchnąć serce.
- Weronika, oddychaj spokojnie, wszystko będzie dobrze, zobaczy—
Rozłączyłam się, rzucając telefon na pościel. Ta rozmowa mnie męczyła, ten dzień mnie męczył, ta sytuacja...
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam, że Haneul, siedzi na kanapie, przecierając oczka ze zmęczenia. Przeszłam do przedsionka, by otworzyć drzwi.
- Weronika Lee? - zapytał jeden z funkcjonariuszy, a ja kiwnęłam głową, niepewna tego, co usłyszę. - Jest pani zatrzymana pod zarzutem usiłowania morderstwa.
Szok zajął całą moją twarz, zdrętwiałam na całym ciele, nie mogłam się ruszyć. Morderstwo?
Jak to "morderstwo"?
Ocknęłam się dopiero, kiedy zostałam złapana za łokieć przez policjanta.
- Zaraz, chwila! - zatrzymałam go. - Ktoś z was musi tu zostać i przypilnować dziecka - powiedziałam, myśląc ostatkami trzeźwości. Mężczyzna zajrzał do środka. W korytarzu czaiła się mała Haneul, obserwując wydarzenie.
- To pani dziecko?
- Nie, to córka mojego chłopaka. Proszę się nią zająć przez chwilę, on powinien zaraz wrócić.
Mężczyźni popatrzyli po sobie, jakby wymieniali między sobą telepatycznie zdania.
- Zaczekamy wszyscy, tylko proszę się do niej nie zbliżać.
Morderstwo?
- Unnie... - cichy głosik Ha dobiegł mnie z drugiego końca małego korytarza. Była wystraszona, miała łzy w oczach.
- Haneul-ah, nie bój się - powiedziałam do niej z uśmiechem. - Tata zaraz wróci i wszystko ci wytłumaczy, tak?
- Ale, unnie, dlaczego oni chcą cię zabrać? - zapytała, łamiącym się od żalu głosem.
- Musimy... porozmawiać, wiesz
Starałam się wyglądać na spokojną, ale ta sytuacja mnie przerastała. Hyuk w szpitalu, policja w moim domu i zarzuty o próbie morderstwa. Nie rozumiałam, jak to wszystko mogło się stać jednego wieczora. A jeszcze kilka godzin wcześniej spędzałam piękny dzień z mężczyzną, którego kocha całe moje serce. Haneul cały czas przyglądała się mnie i funkcjonariuszom, jakby pilnowała, by nie zrobili mi krzywdy. Po kilku minutach w mieszkaniu pojawił się Daehyun. Prawie natychmiast wyprowadzili mnie, nie dając nawet szansy, by zamienić z nim choćby słowo.
Przysięgam, nigdy w życiu nie czułam się gorzej. Zadawali mi takie pytania, które chociaż bezpodstawnie mnie oskarżały, to jednak bolały. Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że zostanę oskarżona o cokolwiek, a w szczególności o próbę morderstwa. Po przesłuchaniu zamknięto mnie do aresztu. Pozwolono mi wyjść, dopiero następnego dnia rano. Daehyun przyjechał do mnie, ale całą drogę do domu nie odezwałam się ani słowem.
Moje wnętrze było, jak zbombardowane miasto i cały czas czułam, że ciągle się w nim coś dzieje. Ciągle ktoś napiera, ale mieszkańcy się bronią. Są zdeterminowani, chcą przepędzić wroga, chociaż krwawią wszyscy.
Weszłam do domu, unikając wzroku Dae. Odwiesiłam swój płaszcz na wieszak i powolnym krokiem weszłam do salonu. Zatrzymałam się w pół kroku, widząc siedzącą na kanapie Song Jieun. Kobieta wstała, splatając swoje dłonie przed sobą, jakby udawała nieśmiałą nastolatkę. Jej widok ściskał mi żołądek, szarpał nerwy i czułam, jakby ktoś wbijał gwoździe w ściany mojego serca od jego środka. Chociaż na jej twarzy malowała się skrucha, patrząc w jej oczy widziałam, że nic takiego nie siedzi w jej głowie.
Działała pod wpływem emocji, tak? Zacisnęłam dłonie w pięści z nerwów. Jeśli ja zaraz zadziałam pod wpływem, emocji, to bedą mieli prawdziwe podstawy, do aresztowania mnie.
- Nikka-shi, chciałam--
- Zamknij się - syknęłam, próbując jeszcze panować nad sobą. Była zaskoczona. Jako Jieun i jako Koreanka. Powinnam okazywać szacunek, ale kto na moim miejscu dbałby o formalności i końcówki grzecznościowe? - Morderstwo? - zapytałam, podchodząc bliżej. - Morderstwo?!
- Ja... - zająknęła się, cofając o krok w tył.
- Nikka, uspokój się - usłyszałam za sobą głos Daehyun'a i poczułam jego rękę na moim łokciu. Wyszarpałam się jednak, nie zwracając na niego uwagi.
- Co tobą kierowało w tamtym momencie? Na jakiej podstawie wyciągnęłaś takie wnioski, do cholery?! - Miałam ochotę jednocześnie ją skrzywdzić i samemu płakać po tym, jak ona skrzywdziła mnie. Tylko, że w tamtym momencie przemawiała przeze mnie jedynie wściekłość.
- Ja... - Do jej oczu napłynęły łzy. - przepraszam... - szepnęła, kiedy w dół jej policzków płynęły dwie krople, nie dość duże, by mnie przekonać, a jednak. Zniknęła zaraz, zamykając się w łazience, a ja zostałam szarpnięta za ramię i odwrócona w stronę Dae.
- Nikka, przestań - syknął cicho. - Haneul na ciebie patrzy.
Po jego słowach, wyjrzałam zza jego ramienia i zobaczyłam, przyglądającą się naszemu zachowaniu ze zmartwieniem Jung Haneul. Westchnęłam ciężko, odwracając wzrok. Odeszłam od chłopaka bez słowa, rzucając mu tylko wymowne spojrzenie i zamknęłam się w sypialni.
Morderstwo. Zostałąm oskarżona o morderstwo. A on zamiast brać moją stronę, próbował zamieść sprawę pod dywan, uspokajając mnie usilnie.
Wszystko się sypie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz