Dysrespekt
Zawsze chciałam być dobra. Umieć pocieszyć każdego człowieka. Uśmiechać się tak pięknie, by roztapiać serca, być zawsze szczęśliwa i dawać szczęście innym. Nie bać się mówić ludziom komplementów. Doradzać mądrze, być niezastąpionym wsparciem. Taka chciałam być.
Zamiast tego, potrafię jedynie trzymać język za zębami i przechowywać w sobie cudze sekrety. Czasami wolałabym ich nie znać, ale co powiedzieć takiej osobie, która bardzo potrzebuje to z siebie wyrzucić? "Nikka noona jest do tego najlepsza".
A gdybym to ja chciała komuś raz w życiu coś powiedzieć?
- Wiesz, noona... - Podniosłam wzrok na chłopaka, siedzącego obok mnie na ławce. - Trochę chciałbym dostać wolne. Zobaczyć się z rodziną, spać do południa. - Umilkł na chwilę, patrząc się na dzieci bawiące się na placu zabaw. Po chwili uśmiechnął się i popatrzył na mnie. Mimo, że był ode mnie o trzy lata młodszy, musiał patrzeć na mnie nieco pod kątem, bo oczywiście byłam o głowę niższa. - Ale z chłopakami też jest fajnie - powiedział z szerokim uśmiechem.
- Tak się pocieszaj - mruknęłam, odwracając wzrok w stronę dzieci, by wyłapać wzrokiem Haneul. Usłyszałam ciche westchnięcie, ale nie przestawałam szukać dziewczynki. Wszystkie dzieci w tych kurtkach wyglądały tak samo.
- Ale ty wcale nie wyglądasz na szczęśliwszą ode mnie. - O, tam jest, pomyślałam, dostrzegając Ha z jakąś inną dziewczynką na huśtawce. Nawet nie zwróciłam uwagi na słowa chłopaka. - Niby dali ci ten urlop na święta, a ty zamiast spędzać czas z rodziną, pilnujesz cudzego dziecka - wymruczał, wskazując brodą na plac.
Z całego NCT, on był tym najbardziej normalnym. Może dlatego, że był maknae zespołu, nie zdążył jeszcze się zmienić tak bardzo, ale cała reszta chłopców była na prawdę trudna. Mimo, że po menagerze i szefowi SM, byłam nich najbliżej, jako tłumacz, traktowali mnie, jak każdą inną osobę z personelu. Na prawdę nie lubię być "większością", więc to całkiem spore wyzwanie. Ale są pierwszym tak profesjonalnym i popularnym zespołem, z którym pracuję, więc wmawiam sobie, że ci, tym razem, potrzebują więcej czasu niż poprzedni.
- Jakie "obce"? - Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem. - To córka mojego chłopaka. Jest dla mnie prawie...
- Jak córka? - wypalił nagle. - Czujesz się teraz, jak matka? - Może i miał te dziewiętnaście lat, ale zachowywał się czasami na dziewięć.
- Jakbym patrzyła na swojego brata... - mruknęłam, obrzucając go zirytowanym spojrzeniem. - Chciałam powiedzieć, że jest dla mnie, jak siostra - syknęłam, niezadowolona z jego żartu. Dobrze wiedział, że nie lubię dzieci i nigdy nie chciałam ich mieć. Ha i Hyuk są wyjątkami, potwierdzającymi regułę. Choć i oni często wyprowadzali mnie z równowagi. - Poza tym ile musiałabym mieć lat, żeby ją urodzić? Piętnaście?
- Czternaście - wtrącił wybitny umysł ścisły. - A kto to wie? Jesteś z Polski.*
Wbiłam w niego mordercze spojrzenie. Jeszcze przez chwilę chichotał pod nosem, ale zaraz odchrząknął, poważniejąc nagle i przeprosił ze skinięciem głowy. W końcu schował się pod swoją czarną maską, w której tu przyszedł, by nikt go nie rozpoznał i milczał przez chwilę.
- Ale właściwie, to co robi teraz twój chłopak, że ty musisz zajmować się jego córką? - Wyraz mojej twarzy stał się mniej groźny po tym pytaniu.
- No, to... Wiesz... To skomplikowane - wydukałam, wplatając palec we włosy, które na nim zakręciłam. - Po prostu musiał gdzieś pojechać.
- A jej mama?
- Też - Opuściłam rękę na swoje kolana. - musiała gdzieś pojechać.
- Z nim?
- Oh - zmęczona jego pytaniami, zmarszczyłam brwi, zerkając w jego stronę przez chwilę. - Co tak cię to interesuje?
- Przepraszam - szepnął ze skruszonym uśmiechem.
A gdybym chciała mu to powiedzieć? Wiem, że nic nie mógłby na to poradzić, ale przynajmniej nie musiałabym nosić tego w sobie sama. Moje sekrety są znacznie cięższe od tych, które powierzają mi inni. Ten jest o tyle beznadziejny, że na prawdę może wyjść na jaw i to nie ja zamierzam go ujawnić. Ale jeśli to się wydarzy... mogę upaść i już nigdy więcej się nie podnieść.
- Park Jisung.
- Tak?
A gdybym chciała mu to powiedzieć?
»
Zapomnij, o tym nie może się nikt dowiedzieć.
Wróciłam z Haneul po godzinie zabawy na placu, bo myślałam, że do tej pory wrócą już ze szpitala. Oczywiście, myliłam się, ale to nic. Przywykłam już do tego, że często się mylę. Minęły dwie godziny odkąd wróciłyśmy do domu. Obiad, który zrobiłam z pomocą Ha zdążył wystygnąć, wszystkie przystawki zmiękły albo uschły, a traciłam pomysły na kolejne zajęcia dla ośmioletniej dziewczynki. Skończyło się na tym, że oglądałyśmy "Spongebob'a" na pomarańczowym programie.
Miałam tak parszywy humor, że nawet nie chciało mi się dzwonić i pytać, kiedy wrócą. Z resztą od wczoraj nie odzywałam się do żadnego z nich. Z Jieun, to naturalne, ale najbardziej bolało to, że Daehyun nie starał się tego przerwać, jak zawsze. Po prostu ignorował mnie tak, jak ja jego, jakby mnie w ogóle nie było. Wiem, że wczoraj mnie poniosło, ale wciąż uważam, że miałam do tego pełne prawo. Aż tak mogło go to zdenerwować?
W końcu po mieszkaniu rozległ się dźwięk otwieranych drzwi a po chwili głosy dwójki dorosłych ludzi, mężczyzny i kobiety. Przyjaciół.
- Tata~ - Haneul zeskoczyła z kanapy i pobiegła w stronę rodziców. - Gdzie byliście?
- Odwiedzaliśmy Hyuk'a - odpowiedział Daehyun, głaszcząc dziewczynkę po głowie, wchodząc do salonu. Nawet nie spojrzał w moim kierunku. Przeszedł od razu do kuchni. Widząc stół pełen jedzenia, które przygotowałam z jego córką, zatrzymał się na moment. Dopiero po chwili przesunął kilka talerzy i położył na stole dwie siatki, które cały czas trzymał w rękach.
- Nie sprzątasz dzisiaj? - zapytał, obracając się do mnie przodem.
- Czekałam, na was - odpowiedziałam, ściszając telewizor. - Nie jesteście głodni?
- Nie musisz się martwić - do mojej głowy przez uszy trafił głos, który i tak wystarczająco często w niej brzmi. Song Jieun weszła do salonu w moich kapciach. Nawet to mnie wtedy irytowało, chociaż nigdy w tych kapciach nie chodziłam. To jednak nie miało wtedy znaczenia, liczyło się to, że nosiła moje rzeczy w moim domu i zabierała mi mojego mężczyznę. Głupia baba. - Zjedliśmy obiad w restauracji, kiedy jechaliśmy po coś do jedzenia dla Hyuk'a.
Oh. Zjedli w restauracji. To prawie, jak randka.
Daehyun wyglądał na speszonego, chociaż usilnie próbował zachować spokój. Nie wiem tylko, czym. Samym wyznaniem prawdy przez Jieun, czy tym, że od razu po usłyszeniu tego, skierowałam swój wzrok w jego stronę?
- I co - Moja twarz nie wyrażała wtedy żadnych emocji. Ale to nic dziwnego. Powodem do owacji na stojąco jest to, że czasami jednak je pokażę w jakiś sposób. - Zawieźliście Hyuk'owi resztki z restauracji? - zapytałam beznamiętnie, chociaż wewnątrz wątrobę ściskał mi żal o to, że byli w restauracji. A Daehyun'owi przez to głupio. Jeśli ktoś jest niewinny, to za co ma się wstydzić? Dlaczego, do trzech mędrców ze wschodu, było mu głupio?
- Nie, pojechaliśmy do McDonald's - wytłumaczyła Kobieta Zła. - Dla ciebie też coś mamy. - Z kolei mówiąc to, wzięła jedną z siatek i podeszła z nią do mnie. Wyciągnęła do mnie rękę z siatką, przez którą widać było czerwone opakowanie Happy Meal'a. Patrzyłam na nie przez chwilę, czując się tak upokorzona, jak jeszcze nigdy przedtem. W końcu odwróciłam wzrok, przełykając ślinę z trudem. - Oh, nie jesteś głodna... zostawię to na stole, jak resztę.
Odeszła do kuchni, a już po chwili zauważyłam kątem oka, jak Daehyun siada obok mnie.
- Powiesz mi? - Nie odrywałam wzroku od ekranu telewizora. Moja ulubiona gąbka była teraz bardziej mi potrzebna niż zwykle. - Nikka. Coś nie tak z tym jedzeniem?
- Wystygło, kiedy na was czekałyśmy - rzuciłam, wciąż patrząc w telewizor.
- Nie o to jedzenie mi chodzi. - Sam sobie odpowiedz, nie jesteś głupi. - Co ci się w tym nie podoba? Często tam jeździmy i zawsze ci smakowało.
- A wy byliście w restauracji - mruknęłam. Milczał przez chwilę.
- Przecież nie lubisz jeść w restauracjach.
- Głupi jesteś - szepnęłam, niezdolna do głośniejszego odezwania się. Nie mogłam uwierzyć, że tak o tym myślał, że kompletnie nie zdawał sobie sprawy, co czułam.
- Przestań się tak zachowywać. Porozmawiaj ze mną, jak z człowiekiem, Nikka. - Pilotem, który cały czas trzymałam w dłoni, zwiększyłam jednocześnie głośność bajki i poziom zdenerwowania Daehyun'a. - Przestań. - Zabrał mi pilota i wyłączył telewizor. Nie krzyczał, ale jego ton był podniesiony, a ten nagły ruch trochę mnie zaskoczył (żeby nie powiedzieć, że przestraszył). - Obrażasz się o to, że pojechaliśmy do restauracji? Nie lubisz takich miejsc, - To nie tak, że ich nie lubię. Czuję się zbyt mała, kiedy tam jestem, kiedy otaczają mnie ci wszyscy bogaci ludzie, kiedy patrzę na ceny, jak z kosmosu, kiedy dostaję pół porcji dziecięcej, wartej pół mojej wypłaty. Nie pasuję tam. Wychowałam się na wsi. - poza tym pomyślałem, że to będzie lepsze rozwiązanie. Jedzenie razem posiłków ostatnio nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy...
- Więc to był twój pomysł? - Popatrzyłam w końcu na niego. Nic nie powiedział. Tylko przełknął ślinę i odwrócił wzrok. Co to miało znaczyć? Tak, czy nie?
- Czy to ma znaczenie?
- Byliście tam tylko we dwoje - wydałam z siebie coś w rodzaju gorzkiego śmiechu, ale trwało to dosłownie sekundę. Westchnął ciężko, tak, jakbym bardzo go męczyła.
- I o to jesteś zła? - Z każdym kolejnym jego pytaniem coraz bardziej zaczynałam wątpić w to, że był mądrym i inteligentnym człowiekiem.
- Ona chodzi w moich kapciach.
- Nigdy ich nie używałaś.
- Śpi na mojej kanapie.
- Naszej kanapie, Nikka--
- Jada w restauracjach z moim chłopakiem.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi! - krzyknął, aż podskoczyłam na miejscu. Do moich oczu automatycznie napłynęły łzy. Odwróciłam szybko wzrok, starając się nie rozpłakać na jego oczach. Nigdy na mnie nie krzyczał. Nigdy, przenigdy nie podniósł na mnie głosu. Ktokolwiek na mnie krzyczy, zawsze płaczę. - Dlaczego nie potrafisz tego zrozumieć? - Wciąż brzmiał groźnie.
- To ty nic nie rozumiesz...
- Nie rozumiem tylko twojego zachowania - odparł. - Jieun tam stoi i wszystko słyszy, jak możesz tak o niej mówić? Nigdy taka nie byłaś, nie poznaję cię.
- To otwórz oczy - wycedziłam przez zęby, spoglądając na niego z trudem. - To nie ja, Daehyun. Nie ja jestem tą złą.
Wstałam z kanapy, kierując się do przedpokoju. Miałam dość chowania się w sypialni, chciałam być daleko od nich.
- Hyuk... - Zatrzymałam się, słysząc za sobą głos Jieun. - Hyuk jest uczulony na ziarna maku. - Kluski z makiem. - Pomyślałam, że chciałabyś wiedzieć, co się z nim stało. - Co mu zrobiłaś.
Wyszłam z domu, trzaskając za sobą drzwiami.
____________

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz