Pisanie swojego pamiętnika Renee traktowała bardzo
poważnie. Zawarte w nim były wszystkie jej myśli, którymi nie mogła podzielić
się z nikim poza samą sobą. Wszystkie jej lęki, które nie mogły ujrzeć światła
dziennego. Fakt, że nigdzie nie mogła go znaleźć sprawiał, że bez przerwy chodziła
rozkojarzona i poddenerwowana. Jeden głośniejszy dźwięk, pisk, śmiech,
wystarczył, by spięła się cała i zaczęła panikować. Coraz trudniej jej było
udawać, że nic się nie stało. Coraz częściej chciało jej się płakać z
bezsilności i uciec jak najdalej, by nikt nie musiał na nią patrzeć. Coraz
bardziej przeszkadzał jej tłum, przyjaciele, fani, pracownicy... ludzie.
°
Przepisał odpowiednie literki po kolei do białego
okienka, zatytułowanego "francuski". Uważał, by nie popełnić
żadnego błędu, chciał przetłumaczyć wszystko dokładnie. Wiedział, że to,
co robi nie jest do końca w porządku, szczególnie, że ukradł ten pamiętnik.
Ukradł go i teraz czyta bez pozwolenia właścicielki. Ale to, jak Renee-noona
zachowywała się po jego stracie tylko upewniło go w przekonaniu, że potrzebuje
pomocy. Może uszczęśliwianie kogoś na siłę nie jest dobre, ale nie mógł już
patrzeć, jak dziewczyna boryka się z tym wszystkim sama.
Kliknął przycisk "tłumacz" a automatyczny
translator przełożył zapisany przez niego wcześniej tekst na język tajski.
Mam za sobą pierwszy publiczny występ. Przed nim
tydzień się stresowałam, a parę godzin przed, tak spanikowałam, że rozpłakałam
się jak dziecko. Nie wiedziałam co się dzieje, nie wiedziałam, gdzie jestem i
co mówię. Czułam tylko strach. Potworny, przerażający strach, w którym się
topiłam. Mama przytuliła mnie i powtarzała, że jestem silna i dam sobie radę,
że nie mogę uciec. Dopiero, kiedy już siedziałam w autobusie, w drodze do
szkoły, uświadomiłam sobie, że płacząc wtedy w domu, powtarzałam ciągle
"ja nie chcę, nie chcę tam iść, nie chcę tego robić". Chciałam
śpiewać. Nie chciałam tylko robić tego sama.
Zajęło mu kilka godzin, aby przetłumaczyć wszystko
samemu i przemyśleć na tyle, by w jakiś sposób to zrozumieć. Musiał z nią
porozmawiać. To była jedyna możliwość, aby jej pomóc. Nie chciał, aby się bała.
Nie chciał, by znowu czuła się tak okropnie, jak wtedy, kiedy to wszystko
pisała. I zdecydował, że zrobi to jeszcze podczas ich pobytu na Jeju-do. Puki
są tutaj razem uwięzieni.
Zniknięcie Mark'a trochę mu w tym pomogło.
Dziewczyny były tak zdezorientowane i zdenerwowane, że przestały myśleć o
własnych potrzebach i problemach, a zaczęły martwić się o chłopaka. Znalazł go
Jinyoung, za ich pawilonem. Ku wytchnieniu i uldze wszystkich, nic mu się nie
stało. Okazało się, że Saeryeong miała rację i po prostu chciał pobyć sam ze
sobą przez chwilę. Mimo wszystko Jackson wciąż czuł się źle. Następnego dnia
nie chciał z nikim rozmawiać, był przygnębiony, a na Mark'a nawet nie patrzył.
Renee musiała się tym zainteresować. A, że jakimś dziwnym zrządzeniem losu
wybrała do rozmowy akurat BamBam'a, to tylko ułatwiło mu misję.
- Więc Mark zgubił się już wcześniej, jak wczoraj?
- sparafrazowała, na co Bam tylko skinął głową przytakujaco. Była godzina prawie
obiadowa. Siedzieli we dwoje nad jeziorkiem i rozmawiali już od kilkunastu
minut. Wcześniej zameldowali się u swoich liderów, bo od ostatniej sytuacji
ustalono parę nowych zasad, w tym informowanie reszty, a przede wszystkim JB i
Saeryeong o celu swojej wycieczki, gdzie idą i kiedy wrócą.
- Właściwie, to się nie zgubił – powiedział,
unosząc swój wzrok na wodę. – Sam uciekł. Nikt do tej pory nie wie, jaki był
powód, dlatego… Jackson hyung jest tym bardziej uczulony na jego nieobecność. Z
resztą, jak my wszyscy.
Miał na sobie wielką, czerwoną bluzę, którą
najczęściej wymieniali się Mark i Jaebum. Poprosił, by mu ją dzisiaj
wypożyczyli, bo jego ubrania nie posiadały tak ogromnych kieszeni, a musiał
gdzieś schować pamiętnik. Trzymał go teraz w rękach, w tej kieszeni na brzuchu.
Przygotowywał się na najgorsze. Pewnie straci kogoś, kogo bardzo lubi. Pewnie
dostanie karę od szefa, jeśli JYP dowie się, że jego artysta jest złodziejem.
Racja, zasłużył, ale mimo wszystko ciągle chciał pomóc tej dziewczynie. Jej wpisy
do pamiętnika brzmiały, jak objawy jakiejś choroby psychicznej. I nie oceniał
jej przez to wcale, broń Buddo! Martwił się o nią.
- Noona – zaczął, przy czym jego głos załamał się
pod wpływem nerwów. Ale już się do tego przyzwyczaił, więc po prostu odchrząknął
i westchnął głęboko. Bo oddech, kiedy się stresujesz jest najważniejszy. –
Muszę ci coś powiedzieć.
- Wiedziałam, że to ty – mruknęła z westchnieniem.
Jego oczy otworzyły się nagle szeroko, podobnie do jego ust, gdy popatrzył na
nią, zaskoczony.
- C-co? – Jego serce na moment stanęło w miejscu.
To już zawał?
- A co, nie ty? – Popatrzyła na niego.
- N-no ja, al-ale skąd wiesz?
- Wszystkie dziewczyny o tym mówią. Ale ja od razu
wiedziałam – To one też wiedziały?! Ale
jak?! – Te lakierki cię zdradziły…
Jak to
„lakierki”? Ale przecież ostatnio nosze tylko Jordany…
- Chwila, o czym ty mówisz? – Wyglądał teraz tak głupio…
jak zawsze poniekąd, z tym, że teraz trochę nawet bardziej. Ale kto by w takiej
sytuacji przejmował się mimiką twarzy?
- Chciałeś mi o czymś powiedzieć, tak?
- No tak.
- I akurat mnie, a nie żadnemu z chłopaków.
- No tak, bo…
- Więc w porządku, nie przeszkadza mi to, że jesteś
gejem – powiedziała, a siedemnastolatek skamieniał. – To miłe, że wybrałeś
akurat mnie. - Nie oddychał. Gapił się na nią bez kompletnie żadnego ruchu, a trwało
to dosyć długo. Renee już powoli zaczynała się martwić, że zemdlał jakoś tak
dziwnie na siedząco, ale nagle wciągnął do płuc bardzo dużo powietrza i zaśmiał
się nerwowo.
- Powiedziałaś, że… że ja, bo dlatego, że moje, ale
nie, ale jak i w ogóle, poczekaj, co ? – Przez kilka sekund znowu milczał. –
Kim jestem? – Uniósł brwi pod samo niebo.
- No, jak ci to wytłumaczyć…
- Nie musisz mi tłumaczyć! – Wrzasnął nagle
oburzony, wyciągając ręce z kieszeni. – Nie jestem żadnym gejem! – Wstał i
skrzyżował ręce na piersi, łażąc w kółko. Jak w ogóle mogła tak o nim pomyśleć?
To jest szczyt wszystkiego. Gdyby sobie żartowała, to w porządku, ale ona wcale
nie wyglądała, jakby było jej do śmiechu. Nawet nie chciała mu dokuczyć. Ona naprawdę
w to wierzyła! Dlaczego?
- To kto?
- Co „kto”? – spojrzał na nią rozdrażniony.
- No wszyscy gadają, że w waszym zespole jest
przynajmniej jeden członek innej orientacji. – Ona chyba też już zaczynała się
niecierpliwić przez to nieporozumienie.
- Co… przecież… Yah! – No nie spodziewał się
takiego obrotu spraw. Sądził raczej, że to ona będzie na niego krzyczała przez
ten pamiętnik, a nie on na nią. – To są obrzydliwe, bezpodstawne plotki, nikt w
naszym team’ie nie jest gejem!
- No nie takie „bezpodstawne”…
- To, że się przytulamy, nic nie znaczy! – Był
naprawdę urażony. Gdyby w Tajlandii ktoś raz nazwał go w ten sposób, to już do
końca życia byłby prześladowany i nie ważne, że to zwykłe kłamstwo, nikogo by
to nie obchodziło. Nie przypuszczał nigdy, że komukolwiek w Korei na myśl by
przyszło, że on lubi chłopców. I to
dlaczego? Bo nosi lakierki! Matko, no taki ma styl i co komu do tego? Poza tym
małym szczegółem jest przecież nawet całkiem normalnym chłopakiem. Właściwie
jest chyba nawet mniej czuły i pieszczotliwy niż ci najstarsi w zespole. Z
resztą on lubi dziewczyny, bardzo nawet je lubi, nawet czasami za bardzo. No i
co poszło nie tak? Gdzie popełnił bląd?
- W każdym zespole są takie relacje, BTS, Monsta X,
Girls’ Generation, NU’EST, Seventeen! – wyliczał na palcach, chcąc udowodnić
jej, że ma rację.
- No dobra, dobra, już w porządku, przepraszam! –
Wyciągnęła ręce w geście obrony. – Uspokój się, bo ci cholesterol skoczy…
Siadaj, ziom.
Trochę się opanował, ale wciąż patrzył na nią z
obrażoną miną. Wypuścił z płuc powietrze, poirytowany i usiadł znowu na ławce.
No i jak on ma jej teraz powiedzieć o tym pamiętniku? Teraz jest na nią zły. Ale
co ma zrobić? Już ma dość ukrywania tego pamiętnika i jej wszystkich sekretnych
problemów.
- No to co chciałeś mi powiedzieć?
- Nic – bąknął, patrząc w przeciwnym do niej
kierunku. Słychać było z jej strony ciche westchnięcie.
- No przepraszam, nie chciałam cię urazić –
powiedziała przeciągle, przybliżając się do chłopaka na ławce. Szturchnęła go
ramieniem i wychyliła się, próbując spojrzeć w jego twarz, ale gdy ten zerknął
na nią, jedynie zmarszczył brwi bardziej i odwrócił się całkiem tyłem do
dziewczyny.
- Hej, gołąbki – dało się słyszeć głos Xiah za ich
plecami. Obrócili się oboje w jej stronę i patrzyli, jak siada obok Renee na
ławce. Chyba tylko na chwilę, bo siadła dosłownie na krawędzi, jakby w każdej
chwili była gotowa ich zostawić na nowo samych. – Pytanie takie od liderstwa,
bo te romantyczki od nas rzuciły propozycją, żeby zrobić ognisko.
- I co? – zapytała różowo włosa.
- I się pytam, czy podoba wam się ten pomysł, żeby
nie robić imprezy dla dwóch osób.
- Mi się podoba – odpowiedziała dziewczyna. Po jej
wypowiedzi obie spojrzały na Bammiego, który tylko wzruszył ramionami i wbił
wzrok w swoje niebłyszczące Jordany,
które wyglądem ani trochę nie przypominały lakierków!
- Luz, czyli robimy, dzięki, pa. – Xiah wstała i
tak szybko, jak się pojawiła, tak teraz zniknęła im z oczu.
°
W końcu nie oddał jej tego pamiętnika. Postanowił
to odłożyć na później. Nie chciał robić tego w takich złych emocjach z jego
strony. Wiedział, że w końcu mu przejdzie, bo to nie tak, że zapamięta to do
końca życia i jeszcze w innym życiu ją znajdzie będzie za to gnębił. Chciał być
w dobrym nastroju. Przynajmniej jedno z nich powinno, a zapowiadało się raczej
na to, że Renee będzie mocno zła.
Kiedy wrócił do pawilonu, od razu schował zeszyt
między swoje ubrania do walizki. Siedział tam przez chwilę sam, puki nie
dołączył do niego Yugyeom, a zaraz po nim do pokoju weszła Sumin.
- Ty młody – zwróciła się do niego, kopiąc go w
nogę. Chłopaczek leżał wtedy plecami na łóżku, więc tylko otworzył jedno oko i
przekręcił głowę, by ją widzieć. – Żyj, wakacje masz. Porzucaj butelką, czy
coś. Nie przymulaj tak, bo jak cię widzę takiego, to mi się przestaje chcieć.
- Czego ci się przestaje chcieć? – zapytał Kim.
- Tak ogólnie, wszystkiego. – Usiadła na łóżku
maknae, a Bam w tym czasie podniósł się do siadu, bo nie wypada tak leżeć w
obecności dziewczyny. Nawet, jeśli to tylko Xiah. I jest bez makijażu. – Jak ci
się podoba Jeju? – zapytała, patrząc nastolatkowi w czerwonej, nieswoje bluzie
w oczy. Ten znów wzruszył ramionami, wkładając ręce do kieszeni.
- Jest fajnie, ale zimno – mruknął niechętnie.
- Nie ma tu za bardzo, co robić – dodał najmłodszy.
Chłopcy wychowywali się w stolicach, więc wyjazd do środka lasu, gdzie
najbliższe miasteczko (w dodatku niezbyt atrakcyjne) znajduje się kilometr od miejsca,
w którym się zatrzymali, to nie spełnienie marzenia. Mimo wszystko nie
narzekali jakoś często. Zwykle czas zajmowali sobie dokuczaniem starszym
kolegom, albo wygłupami.
- Spokojnie, dzieciaki, dzisiaj wieczorem szykuje
się ognisko, będzie biba i może nawet da się namówić Głuchą Duszę na taniec na
podłodze. – Dziewczyna poruszała zabawnie brwiami, a na ustach obu chłopców zagościły
uśmiechy.
- Ale noona – Yugyeom popatrzył na nią, jakby zaintrygowany
czymś. – A ty nie masz chłopaka przypadkiem? Dlaczego chcesz patrzeć na innego,
jak tańczy na podłodze?
- Nie mam chłopaka, skąd ci to przyszło do głowy? –
zapytała z lekkim, chyba niepewnym uśmieszkiem.
- A ten chłopak z sekretariatu?
- o matko –
Wywróciła oczami. – teraz ten. Co wy macie z tym gościem, po prostu lubię sobie
czasami z nim pogadać.
- Ale kiedyś byliście parą?
- A skąd ty to wiesz? – zapytała, zaskoczona.
- No… obiło mi się o uszy – mruknął wymijająco,
łapiąc za swój kark. Nie przyznałby się, że kiedyś podsłuchał rozmowę Jinyoung’a
i Hyungseok’a, chłopaka o którym mowa. Faceci tak nie robią, to byłaby ujma na
honorze. – A w ogóle zauważyliście, że liderzy dziwnie się ostatnio zachowują?
- No chyba ten wasz! – prychnęła dziewczyna,
broniąc swojej przyjaciółki.
- Masz rację – cichy dotąd BamBam pokiwał głową. –
Jaebum hyung z jakiegoś powodu często zaczepiał Saeryeong noonę.
- A w ogóle wcześniej, jak tylko ktoś o niej
wspomniał, to nagle się wzdrygał i dziwnie zachowywał – dodał maknae.
- Prawda – przytaknął Tajlandczyk, unosząc brwi
wysoko w górę, tak, że schowały się pod jego ciemną, roztrzepaną grzywką.
- W sumie… Saeryeong też była podejrzana –
powiedziała Sumin, po chwili namysłu. – Po imprezie unikała jego tematu, a jak
widziałam ich razem, to byli jacyś tacy sztywni.
- Myślicie, że coś między nimi zaszło? – Po słowach
Bam’a, Yugyeom, uśmiechnął się w takiej dziwnej ekscytacji.
- Nah, głupoty! – mruknęła, kręcąc głową na boki. –
HanSae nie lubi takich chłopaków, jak on.
- Co ty mówisz! – wyrwało się Yugi’emu. – On ma
taki imidż, który podoba się wszystkim dziewczynom, jak to możliwe?
- Imidż może i ma, ale w rzeczywistości nie jest
wcale taki, jak na scenie – wyjaśniła. – Saeryeong woli takich… no takich
ciepłych.
- Co masz na myśli…? – lenny face na twarzy BamBam’a
rozbawił pozostałą dwójkę. Bo o czym innym mógł pomyśleć Kunpimook Bhuwakul? To
już nie jest ten sam słodki dzieciaczek, co kiedyś. Chociaż jeszcze nie wszyscy
to zdążyli zarejestrować.
- Takich… - nie, nie powie, że „ta chich środku”. Nie ma bata. – No takich… kurcze, jak
mam o tym rozmawiać z chłopakami? – Podrapała się po głowie, by zaraz znowu wsadzić
ręce do kieszeni bluzy. – Takich, co lubią się przytulać, głaskać, co
rozmawiają o uczuciach, takich romantycznych.
- Naprawdę takich lubi? – zdziwił się Yugyeom, ale
i na twarzy drugiego z chłopców malowały się podobne emocje. – No to,
faktycznie, chyba nie JB.
Przez chwilę panowała cisza. Każdy zamyślił się w
swojej głowie na inny temat i jakoś nikomu to nie przeszkadzało, ale w końcu
trzeba było to przerwać prędzej, czy później. I Bam wybrał to „prędzej”.
- Noona, a ty się dobrze czujesz? – zapytał,
przechylając głowę na bok. Dziewczyna podniosła na niego wzrok i zamrugała
szybciej. – Wyglądasz, jakbyś była chora… Masz takie podkrążone oczy, pierwszy
raz cię taką widzę, na pewno wszystko okej?
- Zaraz dostaniesz w ryja – rzekła, kręcąc głową
ostrzegawczo.
Oczywiście, że nie była chora, po prostu się dzisiaj
nie pomalowała.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz