Po tej rozmowie z Jinyoung'iem myślał całą noc. Już od wypadku zastanawiał się nad tym, czy powinien porozmawiać z wszystkimi chłopakami. Na powtórzenie tej sytuacji z Park'iem w jego życiu szanse były jak jeden do miliona, ale i tak bał się, że z jego powodu może wydarzyć się coś jeszcze gorszego. Nie miał pojęcia, jak na tą niespodziankę zareagowaliby inni członkowie zespołu, gdyby dowiedzieli się tak "przy okazji". Dodatkowo kwestia Yong Jaehee... już zdecydował. Tak będzie lepiej.
Postanowił zwołać posiedzenie rządu w ich pokoju.
Napisał do wszystkich, że to ważna sprawa, niecierpiąca zwłoki. Chłopcy, jako,
że traktują wszystko, co związane z Mark'iem ostatnimi czasy bardzo poważnie, w
ciągu kilku minut zebrali się wszyscy w środkowym pokoju po ich stronie
pawilonu.
Mark siedział na swoim łóżku, po turecku, a
pozostali na dwóch złączonych, należących do 2jae. Czekali z niecierpliwością,
aż ich kumpel się odezwie. Szczególnie Jinyoung nie mógł znieść tej presji.
Domyślał się, o co chodziło Tuan'owi, wiedział, że cokolwiek postanowi, zawsze
będzie stał po jego stronie, ale bał się reakcji pozostałych. Nie chciał
rozpadu zespołu. Przyjechali tu, żeby polepszyć, a nie pogorszyć sprawę.
- Muszę wam o czymś powiedzieć... - W pokoju
panowała zupełna cisza. Słychać było tylko jego niespokojny rytm serca. To na
prawdę miało się stać. Jego największy sekret miał ujrzeć światło dzienne. -
Ja... jestem gejem. - Nie lubił tego określenia. Jest takie delikatne, brzydkie
i w ogóle dziwne. W sumie, cały Mark... ale ciągle nie podobało mu się.
Patrzył na chłopaków, niepewnym wzrokiem. Przez
dłuższą chwilę milczeli. Jinyoung patrzył w jeden punkt, oddychając głęboko.
Jakby bał się, że nie tylko ten jeden sekret zaraz się okaże.
- Dobre - zachichotał BamBam, przerywając ciszę.
Mark popatrzył na niego. Mrugnął raz obiema powiekami. I wtedy uśmiech
Tajlandczyka zniknął. Siedemnastolatek przełknął ślinę.
Reszta wciąż milczała. Yugyeom wyglądał na
zdenerwowanego. Gryzł obie wargi, oddychał tak, jakby na siłę się uspokajał i
trząsł jedną nogą. Youngjae był na prawdę zagubiony. Inaczej tego nie da się
opisać. BamBam... cóż, chyba mu było po prostu głupio, że na wstępie walnął
gafę, zamiast zachować powagę. JB, podobnie do Jinyoung'a upatrzył sobie jeden
punkt w pokoju (a konkretnie łóżko Mark'a) i nawiązywał z nim namiętny kontakt
wzrokowy, z tym, że on akurat wyglądał na całkiem spokojnego. A Jackson... no
właśnie, Jackson.
Jackson nagle wstał i podszedł do Tuan'a. Usiadł
obok niego, bez przerwy obserwowany, przez wspomnianego. Objął Mark'a za
plecami i z pełną powagą obwieścił:
- Ja też jestem gejem.
Teraz już wszyscy wlepili w nich wzrok. Nawet Mark
patrzył na niego, zaskoczony i przerażony w jednym. Był mocno zdezorientowany,
takiego obrotu spraw się nie spodziewał. Szczególnie, że dzieli z tym idiotą
pokój od zawsze i dotąd nic na to nie wskazywało. A on akurat wie, jakie są
oznaki zewnętrzne takiego stanu umysłu.
- Co? - mruknął Amerykanin. - Naprawdę?
- NIE, ŻARTOWAŁEM! - wrzasnął ze śmiechem,
odpychając od siebie kumpla. Zawył niekontrolowanym rechotem. - Stary, ty
jesteś porąbany!
Mark odwrócił wzrok i w poirytowaniu wetknął język
pomiędzy swoje tylne zęby, kiwając głową.
- Dzięki, ty też - postanowił odebrać to jako
komplement. Tak będzie łatwiej. Chyba.
- Wow, hyung - odezwał się Youngaje, drapiąc w tył
głowy. - Nie spodziewałem się tego. Szkoda, że dopiero teraz nam o tym mówisz,
jesteśmy już trochę razem... znaczy zespołem! No i, em... zachowywalibyśmy się
inaczej. Musiałeś się niekomfortowo przy nas czuć...
- Don't worry, akurat ty mi nie przeszkadzasz -
powiedział Mark.
- Hehe, co to znaczy? - Youngjae zaczął się śmiać
nerwowo.
- Nic, po prostu... - sam Mark uśmiechnął się na
moment, ale szybko do niego dotarło, że chyba nie powinien w takiej chwili. -
Żaden z was nie jest w moim typie, jeśli tego się obawiacie. - KŁAMSTWO,
KŁAMSTWO, ZNOWU KŁAMIESZ!!!!!
Nie po to, po co, ile, tyle, jak, tak!
- Jezu, ulga - takimi i podobnymi nagłymi
westchnięciami wypełnił się na moment pokój. Jinyoung wtedy tylko posłał mu
lekki uśmiech, ale Mark odwrócił od niego wzrok, jakby w ogóle go nie zauważył.
Zauważył za to maknae, który wstał gwałtownie i wyszedł z pokoju trzaskając za
sobą drzwiami.
- E, nie przejmuj się nim - powiedział Jackson. -
Niedługo mu przejdzie, wiesz, jaki jest. - Wang wyglądał, jakby zupełnie mu nie
przeszkadzało to, o czym powiedział im właśnie najstarszy. Jego reakcja była
podobna do Jaehee. Nie patrzył teraz na niego inaczej, nie zachowywał się
inaczej, zupełnie, jakby wiedział o tym od dawna. Założył mu ramię na barki i
jedną nogę na jego nogi. I żadne z ich dwojga nie czuło się wtedy inaczej. To
się nazywa przyjaźń, ludzie!
- Tak, też myślę, że zaraz mu przejdzie - dodał
lider sfory. - Jest w takim wieku, że wszystko mu przeszkadza, ale nie
powinieneś się tym zbytnio przejmować. Niech ochłonie, potem jeszcze z nim
pogadam.
- A ty?
- Co ja? - zdziwił się JB.
- Nie wiem... no...
- Mi nic do tego. Z resztą zawsze wiedziałem, że
jesteś inny, więc starałem się traktować cię wyjątkowo. - Też sprawiał wrażenie
niewzruszonego tymi wiadomościami. Aczkolwiek widać było, że temat go odrobinę
krępował. - Mam nadzieję, że nie czułeś się nigdy przy mnie źle.
- To znaczy... że między nami wszystko ok? -
zapytał niepewnie. - Będzie jak dawniej?
Otworzyłem oczy. Sen. To był tylko sen?
Oczywiście, że tak, w życiu im o tym nie powiem. Nigdy.
___________________
TEN PLUS ROZDZIAŁ NIE MA POWIĄZANIA Z FABUŁĄ XDDDD SRY!
NAPISANY NA APRIL FOOLS DAY!
Oczywiście, że tak, w życiu im o tym nie powiem. Nigdy.
___________________
TEN PLUS ROZDZIAŁ NIE MA POWIĄZANIA Z FABUŁĄ XDDDD SRY!
NAPISANY NA APRIL FOOLS DAY!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz