Ostateczne starcie
Ten rozdział dedykowany jest mojej przyjaciółce.
- Nie wydawała się taka być.
Powiedziałam
jej. Tego wieczora, kiedy wyszłam z domu, pojechałam od razu do Moniki.
Zawsze była do mnie podobna, rozumiała mnie i wierzyła mi, cokolwiek bym jej
nie powiedziała. W to, że Jieun próbuje mi odbić Daehyun'a też wierzyła...
tylko potrzebowała czasu, żeby to zrozumieć.
- Ona nie jest normalna - powiedziałam pijąc
herbatę, która, gdy tylko jej spróbowałam, poparzyła mój język. Za każdym
razem, kiedy piłam jej herbatę parzyłam swój język, czy to w Polsce, czy
tutaj. Mogłam poprosić o to kakao. Nie. Daehyun
ostatnio zrobił mi kakao. Nie chcę jego kakao. - Kazała swoim
dzieciom odciągać go ode mnie.
- No to nie jest normalne - skomentowała, pakując
się pod koc, którym byłam przykryta. - Ale, że oskarżyła cię o morderstwo?
- Nie, no próbę tylko... - mruknęłam, kręcąc głową.
- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak się teraz czuję. Z tym wszystkim.
- Nie, bo masz taki talent do okazywania uczuć, jak
ja - powiedziała z westchnieniem. Patrzyłam na nią przez chwilę, jak pije
herbatę. Wiem, że czuła na sobie mój wzrok, bo jej policzki w ciągu kilku
sekund stały się rumiane. Po chwili popatrzyła na mnie niepewnie. - Co? Jestem
czerwona? - Uśmiechnęłam się słabo i pokiwałam głową. - Wiedziałam. Bo gorąco
jest.
Znowu kiwnęłam głową, na znak, że rozumiem.
Odstawiłam swój kubek na szafkę obok i przytuliłam się do swojej przyjaciółki.
- Ale ty mnie nie zostawisz, co? - wymruczałam w
materiał jej bluzy. Nie potrzebowałam usłyszeć jej słów, by być pewną co do
odpowiedzi. Zrobiło mi się lepiej już w momencie, gdy jej palce zaczęły
delikatnie głaskać moje włosy. Jesteśmy siostrami, nie mogłaby mnie zostawić.
Zwłaszcza, że znamy się od moich trzecich urodzin. To całkiem sporo czasu. To
coś więcej niż przyjaźń, to rodzina.
- Jeśli chcesz, możesz tu dzisiaj zostać na noc -
powiedziała w końcu, kładąc dłoń na moim ramieniu. - Przemyślisz wszystko, a
jutro wrócisz do domu i pogadasz z nim. Chyba powinnaś mu powiedzieć co się
dzieje.
- Dzięki - szepnęłam, wtulając się w nią wygodniej.
»
Jak doradziła mi przyjaciółka - myślałam całą noc.
Co powinnam o tym myśleć, co zrobić i jak. Postanowiłam, że należy to już zakończyć.
Choćbym wyszła na ostatnią idiotkę, muszę mu powiedzieć, co robi Jieun i jakie
ma zamiary w stosunku do niego.
Po zjedzeniu śniadania u Moniki, pożegnałam się z
nią, kazałam jej się modlić o tę sprawę i poszłam do domu. A dokładniej,
pojechałam autobusem. Od zawsze miałam problemy ze strachem, więc tego ranka
zwyczajnie odchodziłam od zmysłów. Celowo ominęłam przystanek, na którym
powinnam wysiąść, by jak najszybciej dojść do naszego mieszkania. Zamiast tego
pojechałam cztery przystanki dalej i musiałam złapać taksówkę, aczkolwiek i to
starałam się odwlekać, jak tylko się dało.
Zwykle nie obchodzi mnie opinia ludzi na mój temat,
szczególnie, jeśli są obcy. Ale o bliskich naprawdę dbam. Chcę, by byli ze mnie
dumni, by cieszyli się na mój widok, a nie wywracali oczyma, czy odwracali
wzrok. Bardzo mi zależy na tym, jakie mają o mnie zdanie moi najbliżsi. Nie
chcę, by się mnie wstydzili.
Ostatnio przyniosłam bardzo wiele wstydu
Daehyun’owi. Wiem, że to tylko nieporozumienie, przecież nie wpędzałam go w
zakłopotanie po to, by było mu przykro. On nie wiedział, co się działo, Jieun
potrafiła odegrać każdą rolę. Czasami zastanawiam się, dlaczego została
piosenkarką, powinna wybrać aktorstwo. Gdyby tak poświęcała się jakiejś roli w
filmie, jak niszczeniu mojego życia, z pewnością zdobywałaby nagrodę za
nagrodą. Bez wątpienia była artystką. Bogatą artystką, zawsze dostawała to,
czego chciała. Jej upór względem Daehyun’a jest zrozumiały. Wiem, jacy są
artyści, bo sama jestem jedną z nich. Z tym, że ja nie kłamię ludziom w żywe
oczy. Wyrażam siebie na różne sposoby, cała ściana w naszym salonie jest
stworzona przeze mnie. Wszystkie zdjęcia, ramki, ozdoby wykonałam ja i żadna
rzecz nie jest po prostu rzeczą.
Każda z nich wyraża moje uczucia. Najwięcej stworzyłam dla niego. Ta ściana
jest moim prezentem, zmaterializowaną częścią mojej duszy.
Dlaczego tak wiele z siebie poświęcam właśnie jemu?
Bo jest pierwszym, kogo pokochałam. Jest idealny, chociaż nie bez skazy. Jest
idealny, ponieważ jego serce bije tak samo, jak moje. Chociaż mamy odmienne
charaktery, akceptujemy siebie nawzajem, dbamy o to, co najlepsze w nas obojgu.
On jest moją bratnią duszą, nie tylko chłopakiem. Jest kimś, komu oddałam część
swojego życia, nie mogę tak po prostu go oddać.
„Nie chcę,
żebyś kiedykolwiek, komukolwiek oddawała swoje miejsce. Masz o mnie walczyć, a
ja będę walczył o ciebie”
Nie zatrzymywałam się przed drzwiami, żeby znowu
się zastanowić. Od razu otworzyłam je swoim kluczem i weszłam do środka,
wołając jego imię.
-
Daehyun-ah! – Rzuciłam klucze na szafkę i nie ściągając butów, weszłam
pospiesznie do salonu. Od razu zobaczyłam, jak szedł w moją stronę.
- Wróciłaś… - Na jego twarzy zmartwienie mieszało
się z ulgą. Natychmiast przylgnęłam do niego, owijając swoje ręce wokół jego
pleców.
- Przepraszam. Przepraszam za wszystko, za każdą
przykrość, którą ci wyrządziłam
- W porządku – odpowiedział szybko, głaszcząc mnie
po plecach. – Już dobrze.
- Nie, Dae, nie jest dobrze – powiedziałam,
odsuwając się od niego. Mówiłam bardzo szybko, a on patrzył na mnie uważnie. –
Muszę ci coś powiedzieć. Wiem, że to brzmi idiotycznie , już tyle razy na ten
temat rozmawialiśmy, ale…
Nim dokończyłam zdanie, zobaczyłam, jak z naszej
sypialni wychodzi Jieun. Momentalnie z mojej głowy usunęły się wszystkie
poprzednie myśli. Na ich miejscu wylądował wielki, ciężki znak zapytania.
Popatrzyłam na Daehyun’a, a później na Jieun.
- Yah, co to ma być… - mruknęłam, zbita z tropu,
jak jeszcze nigdy przedtem. – Co ona tam robiła?
- Nikka, proszę cię… - Mijając Song, weszłam do
pokoju i rozejrzałam się. Wszystko wyglądało tak, jak wczoraj rano, kiedy byłam
tam ostatni raz. Poza dzieciakami, które siedziały na naszym łóżku i bawiły się
moim Miśkiem. Wyszłam szybko z pomieszczenia, omijając Daehyun’a, który wszedł
do sypialni za mną. Za drzwiami natknęłam się na Jieun.
- Coś się stało, Nikka-shi? – Jej wzrok był tak
bezczelny, że ledwo powstrzymałam się od rzucenia się na nią z pięściami. A jednak…
po chwili popatrzyła na ścianę nad kanapą. To ta ściana, którą zaprojektowałam,
ta ze zdjęciami, z moimi uczuciami. Powiodłam wzrokiem tam, gdzie ona i
zamarłam.
- Gdzie jest… gdzie jest to zdjęcie? – zapytałam,
roztrzęsiona, podchodząc do ściany. Patrzyłam na oboje, Jieun i Daehyun’a.
- Jakie zdjęcie? – zapytała kobieta, udając
zdezorientowaną.
- To zdjęcie! – Wrzasnęłam, wskazując palcem na sam
środek. – To, które zrobiliśmy sobie w parku centralnym w pierwszą rocznicę
naszego związku. Gdzie. Ono. Jest?
W centralnej części mojego arcydzieła w drewnianej,
wytartej ramce oplecionej kwiatami powinno być najważniejsze z wszystkich
zdjęć, jakie kiedykolwiek zrobiliśmy. Nie chodziło nawet o kompozycję, czy moją
dumę artystyczną. Chodziło o to, że ona zniszczyła moje uczucia. A byłam pewna,
że to jej robota.
- Nikka, uspokój się – zaczął Daehyun, podchodząc
do mnie. – Może gdzieś spadło, zaraz je znajdziemy.
- Daehyun, ty… - zaśmiałam się nerwowo, łapiąc się
za głowę. – Ty naprawdę nic nie rozumiesz? – Patrzyłam na niego cały czas, ale
on wydawał się skupiać tylko na mnie, na moim zachowaniu. Zamiast słuchać mnie
i myśleć nad tym, o czym mu mówiłam wcześniej, jemu przeszkadzało to, że
krzyczę. – To jest jej wina! Ona zerwała to zdjęcie, zrobiła to specjalnie. Od
początku wszystko robi specjalnie…
- O czym ty mówisz, to tylko głupie zdjęcie –
powiedział to, wyraźnie zmęczony. Zarówno ton jego głosu, jak i wyraz twarzy o
tym mówiły.
- Ty jesteś głupi – powiedziałam po chwili. –
Jesteś idiotą, Daehyun, jeśli nie widzisz tego, co ona z tobą robi!
- Więc powiedz mi! Skoro jesteś mądrzejsza ode
mnie, powiedz mi, co się właściwie dzieje, bo ja naprawdę nie rozumiem,
dlaczego wszędzie widzisz problemy!
- Nigdy w życiu na mnie nie krzyczałeś… -
powiedziałam, łamiącym się głosem, zakrywając usta dłonią. Jego krzyk był dla
mnie wciąż czymś zupełnie nowym, nieznanym.
- Za to ty bez przerwy krzyczysz – powiedział
twardo.
- Kiedy na ciebie krzyknęłam?!
- Zawsze, kiedy coś ci nie pasuje!
- To znaczy? – Nie
przegram tego. Wiem, o co walczę, wiem, że mam po swojej stronie prawdę. –
W wakacje? W te wakacje, które spędziliśmy z Jieun-shi? – zapytałam,
podkreślając jej imię specjalnym ostrym markerem werbalnym. – Wszyscy wiemy, co
się wtedy stało.
- Wszystko sobie wyjaśniliśmy, to już nie ma
znaczenia.
- To prawda – wtrąciła się „nieśmiało” jego była
żona.
- Ty się zamknij! – warknęłam w jej stronę,
wywołując zaskoczenie u obojga.
- Weronika! – wrzasnął mężczyzna, łapiąc mnie za
łokieć.
- Co?! Skoro już na mnie krzyczysz, to możesz od
razu mnie uderzyć! – To musiało dotknąć go gdzieś w środku, bo najpierw
zmarszczki zniknęły z jego twarzy, a po chwili odsunął się, przełykając ślinę ciężko.
Nie wiem, gdzie wsiąknęła ta stara wiedźma, ale byłam tak skupiona na nim, że
nie zauważyłam jej nieobecności. – Ona próbuje mi ciebie zabrać, dlaczego mi
nie wierzysz?
- W co? – Podniósł na mnie swój wzrok. Bezsilny,
wyczerpany. – Na własne oczy widziałem jak podbiega do swojego męża z jego
telefonem. Widziałem te wiadomości, on naprawdę ją zdradzał. – Coraz bardziej
miękł, był coraz słabszy. – Cały dzień płakała w moje ramię.
- Wiem, bo twoje ramię jest bardzo fajne i jej też
się podoba - wtrąciłam sarkastycznie.
- Jak możesz… - pokręcił głową na moją bezduszność.
– Tak bardzo jej nienawidzisz?
- Nie, Daehyun, to ona mnie nienawidzi. To ona
przez cały czas próbuje mi ciebie odebrać. Wszystko, co robi…
- To nie jest jej wina, że nie miała, gdzie się
podziać.
- Ona wcale nie kochała Sleep’iego, rozumiesz? – Patrzył
na mnie zagubionym wzrokiem. – Kocha ciebie. To ma w ogóle sens? W wakacje o
tym rozmawialiście, potem nagle zmieniła kierunek swoich uczuć i zakochała się na
nowo w Sleepy’m, a gdy odkryła zdradę
wielce się załamała… Twoje własne dziecko ci to powiedziało. Nawet Haneul to
widzi, ale nie ty! Ty tak tępo wierzysz w jej czyste serce… Mam ci przypomnieć,
dlaczego się rozwiedliście?
- Przestań – Odwracał wzrok.
- Ona to wszystko zaplanowała. Manipulowała swoimi
dziećmi. A Hyuk?
- Nie chcesz chyba powiedzieć, że otrułam własne dziecko…
- Z nikąd wyrosła obok nas. Jej matczyne przejęcie było obrzydliwe.
Zastanawiałam się, czy ona w ogóle kochała swoje dzieci.
- Tak, to właśnie chcę powiedzieć - syknęłam w jej stronę.
- Dobra, dosyć tego – Daehyun stanął pomiędzy nami,
twarzą do mnie. – Przestań w tym momencie, niech to już się wszystko skończy.
- Nie przestanę. – Pokręciłam głową na boki, patrząc
mu hardo w oczy. – Oskarżyła mnie o próbę zamordowania dziecka…
- Była w szoku.
- Zerwała nasze zdjęcie – powiedziałam, wskazując
ręką na ścianę ze zdjęciami. Cały czas podnosiłam ton, wściekła na ich dwójkę.
- To jest tylko zdjęcie… - Opuścił głowę
zirytowany.
- Do sypialni miał nikt nie wchodzić! Dlaczego ona
tam wlazła?!
- Pozwoliłem jej! – Krzyknął, podnosząc głowę.
Cofnęłam się o krok w tył, zaciskając szczękę, by nie drgała. – Pozwoliłem jej
tam wejść. Restauracja, to też mój pomysł.
- Przestań jej bronić!
- Przestać na nią naciskać!
- Dlaczego? – zapytałam prawie szeptem, odliczając
w głowie sekundy do momentu, w którym poleją się ze mnie łzy.
- Ona też jest człowiekiem, tak nie można. – Jego głos,
jego wzrok i postawa ciała, cały czas były gwałtowne.
- Więc już nie chodzi o Haneul? – Mój głos załamał
się, a z oczu popłynęły łzy. – Teraz chodzi o nią?
- Weronika…
- Nie. – Wytarłam łzy, cofając się o kolejne dwa
kroki w tył. – Chciałeś, żeby to się skończyło, więc wybieraj: ona, albo ja –
powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. Po chwili przyglądania mi się, wypuścił
powietrze z płuc, odwracając wzrok na moment.
- To matka mojego dziecka. – Wiem, że stawiałam go
między młotem a kowadłem, ale inaczej się nie dało.
- W tej chwili – Przełknęłam kolejne łzy. – albo ona
stąd wyjdzie i nigdy nie wróci… albo ja.
Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale
wtedy zobaczył coś za moimi plecami i zamknął usta. Obróciłam się, by ujrzeć
ośmioletnią dziewczynkę, trzymającą w rękach moją maskotkę, patrzącą w naszą
stronę. Spojrzałam znowu na Daehyun’a, którego wzrok wbity był w podłogę. – Aha…
- Zrozumiałam. Nie musiał mi odpowiadać, on nie wybierał dzisiaj. Wybrał osiem
lat temu. – W takim razie, żegnaj.
Z początku powolnie, skierowałam swoje kroki do
wyjścia. Widząc, jednak, że nikt nie próbuje mnie zatrzymać, przyspieszyłam i wyszłam
z mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Stanęłam tak, nieruchomo, dając łzom
płynąć po moich policzkach. Topiłam się. Tonęłam w swoim żalu, opadałam coraz
niżej. Moje płuca zalane były już w pełni smutkiem i goryczą, ale ja dalej
żyłam. A przyjemniej byłoby chyba tylko umrzeć.
Przeszłam kilka kroków. Zbliżyłam się do schodów i
złapałam za poręcz. Szłam w dół i gdyby nie to, że wodziłam wzrokiem po
posadzce i co chwila wycierałam łzy, pewnie nie zauważyłabym, że… deptam po
swoim zdjęciu. Pochyliłam się i podniosłam podarte na cztery części zdjęcie,
to, którego brakowało na ścianie.
Ostatkiem sił i trzeźwości, podbiegłam z powrotem
do drzwi. To by było takie głupie i nielogiczne, gdybym poddała się, mając taki
dowód w rękach.
- Daehyun! Jung Daehyun! – krzyczałam, waląc w
drzwi pięściami. Teraz musisz mi
uwierzyć. Błagam, uwierz mi, Dae… - Daehyun, otwórz mi, proszę cię!
Słyszałam kroki. W końcu i drzwi się otworzyły, ale
zamiast Daehyun’a, na korytarz wyszła Song Jieun. Zamknęła za sobą drzwi i
odepchnęła mnie w tył.
- Game over – syknęła, trzymając mój płaszcz w
zaciśniętych dłoniach, by po chwili puścić mnie gwałtownie. – To koniec, rozumiesz?
Ja nigdy nie przegrywam. Wybrał mnie.
- Wybrał Haneul, nie ciebie – powiedziałam, przez
płacz, starając się jednak nie wyglądać, jak skończona ofiara przed nią.
- Haneul jest częścią mnie i częścią niego. On nie
może bez niej żyć, a ja jestem jej matką. Nie obwiniaj się o to, i tak miałaś
marne szanse w tej walce.
- To nie jest koniec. – Kręciłam głową, ciągnąc
nosem i wycierając mokre oczy.
- Owszem, jest. – Popatrzyłam na jej twarz,
oddychając głęboko. – Kazał ci to przekazać. Nie powinnaś więcej do niego
wracać.
- On by tak nie powiedział… - szepnęłam, nie
wierząc w ani jedno jej słowo. Chociaż to ciągle bolało.
- Jest zmęczony tobą. Ma dość tego, że bez przerwy
na niego krzyczysz i jesteś niedostępna. Czy ty kiedykolwiek sama z siebie
okazałaś mu miłość? Jesteś beznadziejna, Weroniko, nie zasługujesz na niego.
Powinnaś żałować, że w ogóle go poznałaś i zmarnowałaś mu tyle cennego czasu. –
Dlaczego wszystko to, co mówiła tak bardzo bolało? – On już ciebie nie chce.
Nie chce przez ciebie dłużej cierpieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz