To nie ona
Siedział w sypialni oparty plecami o łóżko. Jego mina nie wyrażała
wtedy wielu emocji, ale w jego oczach można było zobaczyć wszystko. Najprędzej
morze łez, które powoli zbierały się pod jego powiekami.
Siedział w ciszy, ciągnąc nosem co jakiś czas, jednak mokrych policzków
nie wytarł ani razu. Jego dłonie zajęte były trzymaniem pierścionka. Wiedział,
że Nikka prawdopodobnie wolałaby ten z Batmanem, ale kiedy stał wtedy w
jubilerskim i myślał o niej, wcale nie miał przed oczami tej chłopczycy w
męskiej, przydużej bluzie, którą poznał przed trzema laty. Widział piękną,
wrażliwą kobietę, do której pasował idealnie ten srebrny z małym kryształkiem.
Mimo czasami wybuchowego charakteru, znał jej serce. Wiedział, że tak na prawdę
nigdy nie jest zła, jest niezwykle delikatna. Powiedziała mu kiedyś, że nigdy
nie była wściekła, nigdy nie czuła czegoś takiego. Kiedy krzyczy, to dlatego,
że jest zirytowana, smutna, ale nie zła. Nie płacze na oczach innych ludzi,
więc musi zastąpić czymś łzy.
Jest silna. I to sprawiło, że zaczął myśleć nad jej zachowaniem
ostatnimi czasy. Wielokrotnie słyszał jej płacz w nocy, widział, jak budzi się
ze strachem. Wciągu ostatnich kilku miesięcy stała się bardziej nerwowa, za
dnia ostrzejsza, a w nocy rozpływała się we własnych łzach. I chociaż starał
się ją pocieszać, jej stan nie poprawiał się. A odkąd przygarnęli Song Jieun i
jej dzieci, krzyczała zdecydowanie częściej, była zazdrosna, jak nigdy
wcześniej. Mimo milionów tłumaczeń nie docierało do niej, że między nim a Jieun
niczego już nie ma. Rozważał wiele powodów, dla których zaczęła się tak
zachowywać. Myślał, że może bała się tego, że skoro teraz Jieun została sama,
dojdzie między nimi do czegoś przypadkowego. Ale on taki nie był, a Nikka
doskonale o tym wiedziała.
A może właśnie nie znała go tak dobrze, jak mu się wydawało? Może ona
nie była wcale taka, jak jemu się wydawało?
- Daehyun-ah? - słysząc swoje imię, szybko schował pierścionek do
kieszeni i wytarł policzki z łez.
- Tak, Jieun? - zapytał, przeczyściwszy wcześniej gardło chrząknięciem.
- Dzieci już śpią?
- Tak - odpowiedziała, zamykając za sobą drzwi. Widać było, że miała mu
coś do powiedzenia. - Chciałam ci podziękować, że pojechałeś dzisiaj ze mną
odebrać Hyuk'a ze szpitala.
- Nie ma sprawy - powiedział, uśmiechając się słabo. Po chwili opuścił
wzrok, bo wcale nie chciało mu się udawać, że wszystko było w porządku. Nic nie
było. Miał nadzieję, że Jieun wyjdzie zaraz i zostawi go w spokoju, ale znał ją
na tyle, by wiedzieć, że jeszcze nie skończyła. Kobieta podeszła do niego i
usiadła obok, na podłodze. Oczywiście, omiatając wcześniej ręką owo miejsce.
- Musi ci być przykro.
Przykro - pomyślał - czuję, jakby ktoś kolejny raz
wyrwał mi serce.
- Ale może tak miało być - powiedziała z westchnieniem. Po chwili
popatrzyła na niego i uśmiechnęła się lekko. - No już, nie martw się -
powiedziała, kładąc mu rękę na ramionach, jak stary kumpel. - Możesz być pewny,
że ja i Haneul nigdy cię nie zostawimy.
Mimo wszystko widział szczerość w jej oczach. Ta szczerość nie
pozwalała mu uwierzyć w oskarżenia Nikki. Nie widział w zachowaniu Jieun
niczego, co mogłoby wskazywać na to, że cokolwiek jeszcze do niego żywiła, a
nie raz widział, jak kłamała. Widział też jej prawdziwą stronę. W końcu znają
się od czasów liceum. Chodzili ze sobą od pierwszej klasy, a zbliżyli się do
siebie jeszcze bardziej w wytwórni muzycznej, TS Entertainment, gdzie razem trenowali,
chcąc podbić koreański show-biznes. Niestety udało się tylko Jieun. Daehyun
musiał zrezygnować z powodów rodzinnych. Jednak wspierał ją we wszystkim, co
robiła. Oświadczył jej się w dniu jej dwudziestych urodzin. Pobrali się bardzo
szybko, dzięki rodzinie dziewczyny, która nalegała, by zeszli się ze sobą jak
najszybciej. Niestety Jieun... wydawało mu się, jakby nigdy go nie kochała.
Bardziej traktowała go, jak przyjaciela niż męża, bolało go to, w jaki sposób
traktowała go przy znajomych z branży jazzowej. Kochała go tylko, kiedy byli
sami, a nikt na nich nie patrzył. W końcu przekroczyła granicę. Chociaż kochał
ją wtedy najmocniej na świecie, chociaż mieli już wtedy dziecko... nie mógł dłużej
żyć z nią pod jednym dachem. Jieun może bardzo cierpiała, ale dosyć krótko, bo
zaledwie pół roku po rozwodzie przyjęła zaręczyny Sleepy'iego. Sleepy był
raperem, również w TS. Czasami występował gościnnie na jazzowych koncertach
Jieun. Haneul wychowywana była wtedy przez jej rodziców, którzy po ich
rozwodzie stracili sympatię do Daehyun’a zupełnie. Rzadko widywał się wtedy z córką.
Musiał pogodzić się z Jieun, by dopiero przy niej móc spotykać się z Haneul.
Wtedy nagle z niewiadomych przyczyn Jieun odeszła z wytwórni. Mieszkała u
Sleepy’iego, utrzymywała się głównie z jego pieniędzy i swoich udziałów w
firmie rodziców. Od czasu do czasu dawała koncerty z zespołami jazz’owymi.
Kiedy miał dwadzieścia cztery lata, poznał Weronikę. To było, jak
czołowe z rozpędzoną ciężarówką. Dosłownie – dziewczyna biegła korytarzem
najszybciej, jak potrafiła, więc, kiedy Daehyun wyszedł zza rogu, nie było
czasu na hamowanie. Pierwsze wrażenie wyszło jej, jak zwykle. Potrąciła
chłopaka, jeszcze biedny zdarł skórę na łokciach, bo to było latem, kiedy nie
musiał nosić długich rękawów. Na pierwszy rzut oka była inna, więc na początku
bez ufności podchodził do jej osoby, ale coś dziwnego ciągnęło go w jej stronę.
Może właśnie to, że była tak zupełnie inna? Kiedy wszyscy w Korei wybielali
swoją skórę w prywatnych klinikach, a inni, którzy nie mieli tylu pieniędzy, ukrywali
swoją skórę przed światłem słońca, by choć odrobinę wpasować się w kanon urody,
ona całymi dniami przesiadywała na balkonie, opalając się. Jej oczy były
zupełnie nie skośne, jej ubrania zupełnie nie dziewczęce, a jej koreański na
poziomie „Kali jeść, Kali pić”. Ale, kiedy po tym feralnym upadku,
zaproponowała mu, że opatrzy jego rany, (bo chociaż bardzo się o wtedy
wstydziła, to wiedziała, że powinna zrobić cokolwiek, aby wynagrodzić mu swoją
wpadkę) okazało się, że mieszka dwoje drzwi dalej od drzwi do jego mieszkania.
Wprowadziła się dwa dni wcześniej, był skazany na widywanie się z nią. Pomagał
jej w wielu rzeczach, nie dlatego, że o to prosiła, ale sam chciał. Uważał,
bowiem, że tak młoda osoba powinna mieć kogoś, kto pomógłby jej się wpasować w
ten świat. Wiedział też, że w Seulu nie wielu jest ludzi dobrego serca, więc,
jeśli nie on, to mogłaby trafić na kogoś gorszego.
Kiedy przypomniał sobie powód, który uświadomił mu, że to jej powinien
oddać swoje serce, z jego oczu znowu popłynęły łzy. Tym razem schylił głowę,
odwracając twarz w przeciwnym kierunku od siedzącej obok niego kobiety.
- Wszystko będzie dobrze – powiedziała cicho, głaszcząc go po plecach. –
Wszystko się ułoży.
- Nie rozumiem – powiedział szeptem, ocierając łzy. Bezskutecznie, bo za
chwilę ich śladem popłynęły nowe. – Nie rozumiem, dlaczego taka się stała.
- Może nie znałeś jej do końca.
- Nie – pokręcił głową, unosząc ją i spoglądając w oczy Jieun. – Znałem
ją, bardzo dobrze ją znałem, lepiej niż samego siebie. – Mówiąc to, był tak
pewny, jak tego, że niebo jest błękitne, a Ziemia kręci się wokół Słońca. – Ona
nigdy się tak nie zachowywała. Nie była taka.
- Ludzie się zmieniają, Dae…
Przez chwilę patrzył w jej oczy, czując, jak jego własny smutek zalewa
jego płuca, jak topi się we łzach, które jeszcze nie wypłynęły.
- Dlaczego? – powiedział to tak cicho, że ledwie sam siebie usłyszał. –
Co takiego się stało, że tak się zmieniła? Byłem przy niej każdego dnia, mówiła
mi o wszystkim…
- Myślę, że coś przed tobą jednak ukrywała – powiedziała z przykrością,
na co on pokręcił głową, przyciągając nogi bliżej klatki piersiowej i kładąc dłonie
na swojej głowie. – Mówiłeś, że jej miłość nie sypia z byle kim, ale tak naprawdę,
skąd wiesz, co się z nią działo zeszłej nocy? Gdzie spała? - Nie chciał w to
wierzyć. Kobiety zawsze są podejrzliwe wobec siebie nawzajem, ale ona nie
byłaby do tego zdolna. Ona miała tą swoją wiarę, trzymała się Biblii mocniej,
niż wszystkiego na świecie, co nie raz stawiało między nimi pewien mur, ale
nigdy nie wyniknęło z tego nic złego. To prędzej jego zachowanie było złe. Już
prędzej samego siebie posądziłby o zdradę, niż ją.
- Nie wiem, ale to nie to… - powiedział, przełykając łzy.
- Dae, popatrz na mnie. – Chwyciła jego nadgarstki, forsując tym samym,
by spojrzał na nią. – Wierzysz w przeznaczenie, wiesz, że to musiało się tak
skończyć. Wiem, że to boli, ja też dopiero co zostałam zraniona przez kogoś,
kogo kochałam. – Przeniosła dłonie na policzki Daehyun’a i wytarła je kciukami.
– Ale najważniejsze jest to, że mamy siebie. – Uśmiechnęła się lekko. – Czasami
przyjaciółka jest lepsza niż dziewczyna, wiesz?
Przez cały czas na nią patrzył. Chociaż odczuwał okropny ból, to
widział też, że coś było nie tak. Coś w jej spojrzeniu nie pasowało do słów,
jakie wypowiadały jej usta.
- Jesteśmy przyjaciółmi? – zapytał, patrząc, jak kobieta coraz bardziej
przybliża do niego swoją twarz.
- Tak, Dae, jesteśmy.
Czekał jeszcze chwilę. Jeszcze moment siedział bez ruchu, by upewnić
się, że usiłowała zrobić to, o czym pomyślał. Był coraz bardziej
zdezorientowany. W końcu, gdy położyła jedną dłoń na jego karku, a jej wargi
dotknęły jego ust, odepchnął ją nagle, odchylając się samemu w drugą stronę.
- Jieun – Przez chwilę próbował się odnaleźć w zaistniałej sytuacji,
ale zupełnie nie wiedział, co się stało. – co ty robisz?
- Daehyun…
- Ja mam dziewczynę, a ty męża. – Powoli, w naprawdę ślimaczym tempie, wszystko
składało mu się w jedną całość.
- On nigdy mnie nie kochał – odparła.
- Ani ty jego. – Przypomniał sobie słowa Weroniki. Podniósł się na
równe nogi i odetchnął głęboko, łapiąc się za głowę. – To dlatego tak szybko
podjęłaś decyzję o przeprowadzce. Nawet nie pytałaś o wyjaśnienia…
- A co tu wyjaśniać? Widziałam wszystkie wiadomości. – Ona także wstała
z podłogi.
- Chodzi o odruch. – Obrócił się do niej. – Nie zależało ci na nim. Nie
kochałaś go.
- J… Ja…
- Ty naprawdę… - Wydał z siebie coś w rodzaju gorzkiego śmiechu. – Ty naprawdę
to zaplanowałaś… Wiedziałaś o tym wcześniej, prawda? Wykorzystałaś tylko
odpowiedni moment. – Kobieta opuściła
głowę. – To nie ona – powiedział po chwili milczenia. – To nie ona zwariowała,
to od początku byłaś ty!
Zaczęło do niego docierać, co tak naprawdę zrobił. Przez ten cały czas
Nikka miała rację, a on wierzył kobiecie, która nie raz w przeszłości złamała
jego serce. Jak idiota, bronił jej kłamstwa. A ona robiła wszystko, aby ich ze
sobą skłócić. Zatrucie Hyuk’a, ta restauracja, do której sama go wyciągnęła, a
potem wejście do sypialni. Wcale jej na to nie pozwolił, nie wiedział nawet,
kiedy się tam znalazła razem z dzieciakami. Ale miał już dość tych kłótni,
chciał to zakończyć. Nie wiedział, że tak się to potoczy. Chciał tylko mieć
przy sobie Nikkę i Haneul, jedynie na nich dwóch mu zależało.
- Nie, Daehyun, tak musiało się stać… - powiedziała, podchodząc do
niego. Chciała złapać go za ramię, ale ten w porę odsunął się od niej. –
Musiałam to zrobić!
- Przestań – syknął. – Dosyć tego, rozumiesz?
- Haneul potrzebuje ojca!
- Haneul ma ojca! Jieun, powiedz mi jedno… - Wplątał na moment palce we
własne włosy, z nerwów, nie wiedząc, co zrobić z rękoma. – Ty otrułaś Hyuk’a? –
W jej oczach widać było jedynie szaleństwo, czysty obłęd. – Dałaś mu ten mak do
jedzenia?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz