sobota, 11 marca 2017

to nie ona. [#8]

To nie ona


Siedział w sypialni oparty plecami o łóżko. Jego mina nie wyrażała wtedy wielu emocji, ale w jego oczach można było zobaczyć wszystko. Najprędzej morze łez, które powoli zbierały się pod jego powiekami.
Siedział w ciszy, ciągnąc nosem co jakiś czas, jednak mokrych policzków nie wytarł ani razu. Jego dłonie zajęte były trzymaniem pierścionka. Wiedział, że Nikka prawdopodobnie wolałaby ten z Batmanem, ale kiedy stał wtedy w jubilerskim i myślał o niej, wcale nie miał przed oczami tej chłopczycy w męskiej, przydużej bluzie, którą poznał przed trzema laty. Widział piękną, wrażliwą kobietę, do której pasował idealnie ten srebrny z małym kryształkiem. Mimo czasami wybuchowego charakteru, znał jej serce. Wiedział, że tak na prawdę nigdy nie jest zła, jest niezwykle delikatna. Powiedziała mu kiedyś, że nigdy nie była wściekła, nigdy nie czuła czegoś takiego. Kiedy krzyczy, to dlatego, że jest zirytowana, smutna, ale nie zła. Nie płacze na oczach innych ludzi, więc musi zastąpić czymś łzy.
Jest silna. I to sprawiło, że zaczął myśleć nad jej zachowaniem ostatnimi czasy. Wielokrotnie słyszał jej płacz w nocy, widział, jak budzi się ze strachem. Wciągu ostatnich kilku miesięcy stała się bardziej nerwowa, za dnia ostrzejsza, a w nocy rozpływała się we własnych łzach. I chociaż starał się ją pocieszać, jej stan nie poprawiał się. A odkąd przygarnęli Song Jieun i jej dzieci, krzyczała zdecydowanie częściej, była zazdrosna, jak nigdy wcześniej. Mimo milionów tłumaczeń nie docierało do niej, że między nim a Jieun niczego już nie ma. Rozważał wiele powodów, dla których zaczęła się tak zachowywać. Myślał, że może bała się tego, że skoro teraz Jieun została sama, dojdzie między nimi do czegoś przypadkowego. Ale on taki nie był, a Nikka doskonale o tym wiedziała.
A może właśnie nie znała go tak dobrze, jak mu się wydawało? Może ona nie była wcale taka, jak jemu się wydawało?
- Daehyun-ah? - słysząc swoje imię, szybko schował pierścionek do kieszeni i wytarł policzki z łez.
- Tak, Jieun? - zapytał, przeczyściwszy wcześniej gardło chrząknięciem. - Dzieci już śpią?
- Tak - odpowiedziała, zamykając za sobą drzwi. Widać było, że miała mu coś do powiedzenia. - Chciałam ci podziękować, że pojechałeś dzisiaj ze mną odebrać Hyuk'a ze szpitala.
- Nie ma sprawy - powiedział, uśmiechając się słabo. Po chwili opuścił wzrok, bo wcale nie chciało mu się udawać, że wszystko było w porządku. Nic nie było. Miał nadzieję, że Jieun wyjdzie zaraz i zostawi go w spokoju, ale znał ją na tyle, by wiedzieć, że jeszcze nie skończyła. Kobieta podeszła do niego i usiadła obok, na podłodze. Oczywiście, omiatając wcześniej ręką owo miejsce.
- Musi ci być przykro.
Przykro - pomyślał - czuję, jakby ktoś kolejny raz wyrwał mi serce.
- Ale może tak miało być - powiedziała z westchnieniem. Po chwili popatrzyła na niego i uśmiechnęła się lekko. - No już, nie martw się - powiedziała, kładąc mu rękę na ramionach, jak stary kumpel. - Możesz być pewny, że ja i Haneul nigdy cię nie zostawimy.
Mimo wszystko widział szczerość w jej oczach. Ta szczerość nie pozwalała mu uwierzyć w oskarżenia Nikki. Nie widział w zachowaniu Jieun niczego, co mogłoby wskazywać na to, że cokolwiek jeszcze do niego żywiła, a nie raz widział, jak kłamała. Widział też jej prawdziwą stronę. W końcu znają się od czasów liceum. Chodzili ze sobą od pierwszej klasy, a zbliżyli się do siebie jeszcze bardziej w wytwórni muzycznej, TS Entertainment, gdzie razem trenowali, chcąc podbić koreański show-biznes. Niestety udało się tylko Jieun. Daehyun musiał zrezygnować z powodów rodzinnych. Jednak wspierał ją we wszystkim, co robiła. Oświadczył jej się w dniu jej dwudziestych urodzin. Pobrali się bardzo szybko, dzięki rodzinie dziewczyny, która nalegała, by zeszli się ze sobą jak najszybciej. Niestety Jieun... wydawało mu się, jakby nigdy go nie kochała. Bardziej traktowała go, jak przyjaciela niż męża, bolało go to, w jaki sposób traktowała go przy znajomych z branży jazzowej. Kochała go tylko, kiedy byli sami, a nikt na nich nie patrzył. W końcu przekroczyła granicę. Chociaż kochał ją wtedy najmocniej na świecie, chociaż mieli już wtedy dziecko... nie mógł dłużej żyć z nią pod jednym dachem. Jieun może bardzo cierpiała, ale dosyć krótko, bo zaledwie pół roku po rozwodzie przyjęła zaręczyny Sleepy'iego. Sleepy był raperem, również w TS. Czasami występował gościnnie na jazzowych koncertach Jieun. Haneul wychowywana była wtedy przez jej rodziców, którzy po ich rozwodzie stracili sympatię do Daehyun’a zupełnie. Rzadko widywał się wtedy z córką. Musiał pogodzić się z Jieun, by dopiero przy niej móc spotykać się z Haneul. Wtedy nagle z niewiadomych przyczyn Jieun odeszła z wytwórni. Mieszkała u Sleepy’iego, utrzymywała się głównie z jego pieniędzy i swoich udziałów w firmie rodziców. Od czasu do czasu dawała koncerty z zespołami jazz’owymi.
Kiedy miał dwadzieścia cztery lata, poznał Weronikę. To było, jak czołowe z rozpędzoną ciężarówką. Dosłownie – dziewczyna biegła korytarzem najszybciej, jak potrafiła, więc, kiedy Daehyun wyszedł zza rogu, nie było czasu na hamowanie. Pierwsze wrażenie wyszło jej, jak zwykle. Potrąciła chłopaka, jeszcze biedny zdarł skórę na łokciach, bo to było latem, kiedy nie musiał nosić długich rękawów. Na pierwszy rzut oka była inna, więc na początku bez ufności podchodził do jej osoby, ale coś dziwnego ciągnęło go w jej stronę. Może właśnie to, że była tak zupełnie inna? Kiedy wszyscy w Korei wybielali swoją skórę w prywatnych klinikach, a inni, którzy nie mieli tylu pieniędzy, ukrywali swoją skórę przed światłem słońca, by choć odrobinę wpasować się w kanon urody, ona całymi dniami przesiadywała na balkonie, opalając się. Jej oczy były zupełnie nie skośne, jej ubrania zupełnie nie dziewczęce, a jej koreański na poziomie „Kali jeść, Kali pić”. Ale, kiedy po tym feralnym upadku, zaproponowała mu, że opatrzy jego rany, (bo chociaż bardzo się o wtedy wstydziła, to wiedziała, że powinna zrobić cokolwiek, aby wynagrodzić mu swoją wpadkę) okazało się, że mieszka dwoje drzwi dalej od drzwi do jego mieszkania. Wprowadziła się dwa dni wcześniej, był skazany na widywanie się z nią. Pomagał jej w wielu rzeczach, nie dlatego, że o to prosiła, ale sam chciał. Uważał, bowiem, że tak młoda osoba powinna mieć kogoś, kto pomógłby jej się wpasować w ten świat. Wiedział też, że w Seulu nie wielu jest ludzi dobrego serca, więc, jeśli nie on, to mogłaby trafić na kogoś gorszego.
Kiedy przypomniał sobie powód, który uświadomił mu, że to jej powinien oddać swoje serce, z jego oczu znowu popłynęły łzy. Tym razem schylił głowę, odwracając twarz w przeciwnym kierunku od siedzącej obok niego kobiety.
- Wszystko będzie dobrze – powiedziała cicho, głaszcząc go po plecach. – Wszystko się ułoży.
- Nie rozumiem – powiedział szeptem, ocierając łzy. Bezskutecznie, bo za chwilę ich śladem popłynęły nowe. – Nie rozumiem, dlaczego taka się stała.
- Może nie znałeś jej do końca.
- Nie – pokręcił głową, unosząc ją i spoglądając w oczy Jieun. – Znałem ją, bardzo dobrze ją znałem, lepiej niż samego siebie. – Mówiąc to, był tak pewny, jak tego, że niebo jest błękitne, a Ziemia kręci się wokół Słońca. – Ona nigdy się tak nie zachowywała. Nie była taka.
- Ludzie się zmieniają, Dae…
Przez chwilę patrzył w jej oczy, czując, jak jego własny smutek zalewa jego płuca, jak topi się we łzach, które jeszcze nie wypłynęły.
- Dlaczego? – powiedział to tak cicho, że ledwie sam siebie usłyszał. – Co takiego się stało, że tak się zmieniła? Byłem przy niej każdego dnia, mówiła mi o wszystkim…
- Myślę, że coś przed tobą jednak ukrywała – powiedziała z przykrością, na co on pokręcił głową, przyciągając nogi bliżej klatki piersiowej i kładąc dłonie na swojej głowie. – Mówiłeś, że jej miłość nie sypia z byle kim, ale tak naprawdę, skąd wiesz, co się z nią działo zeszłej nocy? Gdzie spała? - Nie chciał w to wierzyć. Kobiety zawsze są podejrzliwe wobec siebie nawzajem, ale ona nie byłaby do tego zdolna. Ona miała tą swoją wiarę, trzymała się Biblii mocniej, niż wszystkiego na świecie, co nie raz stawiało między nimi pewien mur, ale nigdy nie wyniknęło z tego nic złego. To prędzej jego zachowanie było złe. Już prędzej samego siebie posądziłby o zdradę, niż ją.
- Nie wiem, ale to nie to… - powiedział, przełykając łzy.
- Dae, popatrz na mnie. – Chwyciła jego nadgarstki, forsując tym samym, by spojrzał na nią. – Wierzysz w przeznaczenie, wiesz, że to musiało się tak skończyć. Wiem, że to boli, ja też dopiero co zostałam zraniona przez kogoś, kogo kochałam. – Przeniosła dłonie na policzki Daehyun’a i wytarła je kciukami. – Ale najważniejsze jest to, że mamy siebie. – Uśmiechnęła się lekko. – Czasami przyjaciółka jest lepsza niż dziewczyna, wiesz?
Przez cały czas na nią patrzył. Chociaż odczuwał okropny ból, to widział też, że coś było nie tak. Coś w jej spojrzeniu nie pasowało do słów, jakie wypowiadały jej usta.
- Jesteśmy przyjaciółmi? – zapytał, patrząc, jak kobieta coraz bardziej przybliża do niego swoją twarz.
- Tak, Dae, jesteśmy.
Czekał jeszcze chwilę. Jeszcze moment siedział bez ruchu, by upewnić się, że usiłowała zrobić to, o czym pomyślał. Był coraz bardziej zdezorientowany. W końcu, gdy położyła jedną dłoń na jego karku, a jej wargi dotknęły jego ust, odepchnął ją nagle, odchylając się samemu w drugą stronę.
- Jieun – Przez chwilę próbował się odnaleźć w zaistniałej sytuacji, ale zupełnie nie wiedział, co się stało. – co ty robisz?
- Daehyun…
- Ja mam dziewczynę, a ty męża. – Powoli, w naprawdę ślimaczym tempie, wszystko składało mu się w jedną całość.
- On nigdy mnie nie kochał – odparła.
- Ani ty jego. – Przypomniał sobie słowa Weroniki. Podniósł się na równe nogi i odetchnął głęboko, łapiąc się za głowę. – To dlatego tak szybko podjęłaś decyzję o przeprowadzce. Nawet nie pytałaś o wyjaśnienia…
- A co tu wyjaśniać? Widziałam wszystkie wiadomości. – Ona także wstała z podłogi.
- Chodzi o odruch. – Obrócił się do niej. – Nie zależało ci na nim. Nie kochałaś go.
- J… Ja…
- Ty naprawdę… - Wydał z siebie coś w rodzaju gorzkiego śmiechu. – Ty naprawdę to zaplanowałaś… Wiedziałaś o tym wcześniej, prawda? Wykorzystałaś tylko odpowiedni moment.  – Kobieta opuściła głowę. – To nie ona – powiedział po chwili milczenia. – To nie ona zwariowała, to od początku byłaś ty!
Zaczęło do niego docierać, co tak naprawdę zrobił. Przez ten cały czas Nikka miała rację, a on wierzył kobiecie, która nie raz w przeszłości złamała jego serce. Jak idiota, bronił jej kłamstwa. A ona robiła wszystko, aby ich ze sobą skłócić. Zatrucie Hyuk’a, ta restauracja, do której sama go wyciągnęła, a potem wejście do sypialni. Wcale jej na to nie pozwolił, nie wiedział nawet, kiedy się tam znalazła razem z dzieciakami. Ale miał już dość tych kłótni, chciał to zakończyć. Nie wiedział, że tak się to potoczy. Chciał tylko mieć przy sobie Nikkę i Haneul, jedynie na nich dwóch mu zależało.
- Nie, Daehyun, tak musiało się stać… - powiedziała, podchodząc do niego. Chciała złapać go za ramię, ale ten w porę odsunął się od niej. – Musiałam to zrobić!
- Przestań – syknął. – Dosyć tego, rozumiesz?
- Haneul potrzebuje ojca!
- Haneul ma ojca! Jieun, powiedz mi jedno… - Wplątał na moment palce we własne włosy, z nerwów, nie wiedząc, co zrobić z rękoma. – Ty otrułaś Hyuk’a? – W jej oczach widać było jedynie szaleństwo, czysty obłęd. – Dałaś mu ten mak do jedzenia?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz