Kilka złamanych serc
"Nie chce przez ciebie dłużej
cierpieć"
Powtarzanie sobie, że to tylko kłamstwo Jieun nie
miało sensu. Daehyun sam wybrał. Nie rozumiałam tylko, jak w tak krótkim czasie
mogło się zmienić dosłownie wszystko. Jak jedna kobieta mogła tak namieszać?
Podarła nas na cztery części, czy byłoby możliwe sklejenie tego wszystkiego
tak, y nie było śladu? Jakby nigdy nic się nie stało?
"Nie chcę, żebyś kiedykolwiek, komukolwiek
oddawała swoje miejsce. Masz o mnie walczyć, a ja będę walczył o ciebie."
Mija drugi dzień, odkąd wybiegłam wtedy z domu.
Mija drugi wieczór, kiedy siedzę w parku centralnym, na ławce, na której zrobiliśmy
pierwsze zdjęcie. To, które podarła Jieun.
Nawet jeśli tak bardzo się wmieszała, obiecał mi,
że będzie o mnie walczył. Dlaczego jedyną osobą, która walczyła okazałam się
być ja? Dlaczego to zawsze ja musiałam o wszystkich walczyć i starać się i
zmieniać się na lepsze, dlaczego nikt nie robił tego dla mnie?
Może moje marzenia nigdy nie miały się spełnić?
Może faktycznie powinnam być sama już na zawsze? Żeby nikogo nie ranić. Żeby
nikt już nie ranił mnie. Żeby już nie musieć walczyć.
Kuźwa, ja na prawdę jestem cholernie leniwym
człowiekiem! Dlaczego nikt tego nie rozumie?
Któraś z kolej łza wypłynęła spod moich powiek. Nie
miałam ani siły ani ochoty jej wycierać, więc spłynęła w dół mojego policzka
powoli, marznąc na mrozie i szczypiąc moją skórę. Nie lubię chłodu, ale
chciałam być sama, a u Moniki tak się nie da. Ma za małe mieszkanie. Nie
chciałam, by źle się czuła z tym, że ciągle płaczę.
- Weronika? - Przez chwilę miałam wrażenie, że to w
mojej głowie słyszę głos Daehyun'a. Właściwie, często mi się zdarza słyszeć
różne głosy. - Nikka-ya... - Ale raczej nie takie wyraźne. Obróciłam głowę w
stronę, z której dobiegł mnie dźwięk głosu.
- Daehyun... - Po tych dwóch dniach rozłąki, braku
jakiegokolwiek kontaktu i słowach Jieun, jego widok był dla mnie, jak sen.
Przestraszyłam się. Przyszedł, żeby oficjalnie to zakończyć?
Wstałam z ławki, stając przodem do chłopaka. Co
się stało? Policzki i usta miał czerwone, oczy wypełnione łzami i
bardzo niespokojnie oddychał. Szybko podeszłam bliżej i przytuliłam go. On jednak
nie oddał uścisku, dlatego po chwili odsunęłam się, by móc na niego popatrzeć.
- Co się stało? - zapytałam, widząc, jak po jego policzku płyną łzy.
- Przepraszam - Za co? -
Przepraszam, że ci nie wierzyłem. To jest wszystko moja wina, gdybym... gdybym
nie był tak ślepy... - Pierwszy raz w życiu widziałam go w takim stanie. Był
tak zrozpaczony, że ledwo rozumiałam, co do mnie mówił. - Nigdy nie
powinienem... Ona wszystko zniszczyła... To moja wina, przepraszam. Źle
zrobiłem, tak bardzo zawaliłem... przepraszam...
- To nie twoja.... - zaczęłam bardzo cicho. Chyba
nawet mnie nie usłyszał, ale upadł w tym momencie na kolana. Z początku
pomyślałam, że padł z wyczerpania, ale sposób w jaki klęczał i układał na ziemi
dłonie, uświadomił mi prędko, że on się przede mną kłaniał.
- Przepraszam...
- Daehyun, wstań - mruknęłam zmieszana. Może mnie
tak bardzo ich kultura nie dotykała, ale on się w niej wychował, ludzie, którzy
spacerowali po parku również. Nie było ich wtedy wielu, ale sam fakt, że ktoś
nas widział był potwornie upokarzający. Nie dla mnie, dla niego. Jest ode mnie
o sześć lat starszy, nigdy nie powinien kłaniać się przede mną niżej niż do
czterdziestu pięciu stopni. - Daehyun... Jung Daehyun, nie możesz tak robić.
- Przepraszam. - Ani na moment nie podnosił głowy.
Tak okropnie się z tym czułam, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Wiedziałam
jednak, że skoro już upadł tak nisko, wstanie tylko, jeśli mu przebaczę. W
przeciwnym razie będzie tak klęczał z twarzą przy ziemii, puki nie odejdę. Nie
ruszy się stamtąd, jeśli nie usłyszy, że mu przebaczam. To jedna z niewielu
rzeczy, których nie lubię w ich kulturze. Poza tym ja, jako osoba wierząca...
nie mogłam na to pozwolić.
Uklęknęłam prędko przed nim i złapałam za jego
ramiona.
- Już dobrze. Wybaczam ci, nie przepraszaj więcej,
wstań proszę. - Powoli podniósł się do siadu na klęczkach. Ujęłam jego
rozgrzaną twarz w dłonie i otarłam jego łzy, próbując się uśmiechać. Aktorstwo,
jednak nigdy nie było moją mocną stroną, więc wyszło mi prawdopodobnie mało
przekonująco. Przyciągnęłam go do siebie i po raz kolejny przytuliłam,
głaszcząc po plecach. - Już dobrze, Daehyun-ah. Wybaczam ci. Zapomnę o tym,
obiecuję. Wybaczam ci - powtarzałam, czując jak jego ciało trzęsie się w moich
ramionach od płaczu. Mówił, że będzie o mnie walczył. Chociaż w moim sercu
czułam tę maleńką drzazgę, to wiedziałam, że on bardziej teraz cierpiał. Ciągle
nie był w stanie objąć mnie swoimi ramionami. Nie chciał wstać, a więc
siedziałam tak z nim, aż się uspokoił. Usiedliśmy na ławce. On trzymał głowę
zwieszoną w dół, a ja ciągle trzymałam jego usmarowane brudem z chodnika
dłonie.
- Co się stało, Daehyun-ah?
Odetchnął głęboko, podnosząc głowę i mrugając
szybko, by odgonić resztki łez. Wciąż jednak nie obracał głowy w moim kierunku.
- Zrozumiałem – powiedział cicho. – Zrozumiałem, że
popełniłem błąd. Powinienem cię wcześniej posłuchać. Nie doszłoby wtedy do
tego… wszystkiego. – Miałam ochotę potrząsnąć nim i wrzeszczeć, by w końcu to z
siebie wydusił, ale zamiast tego wpatrywałam się w niego wyczekująco. Jak
właściwie się dowiedział? Co się stało? – Kłóciliśmy się. Ja i Jieun. Ona
wiedziała, że Hyuk jest uczulony na mak, specjalnie mu to podała. Nie
powiedziała tego wprost, ale to dała mi do zrozumienia. Powiedziałem jej, że
nie chcę jej znać, a Haneul nie powinna być pod jej opieką… Ona jest
niezrównoważona psychicznie. Ona… zabrała mi dziecko…
Po jego policzkach znowu popłynęły łzy, a on znowu
opuścił głowę, chowając twarz w dłoniach.
- Jak to ‘zabrała’? – zapytałam, zaskoczona.
- Wzięła dzieciaki, wsiadła do taksówki i pojechała
– odpowiedział, starając się opanować.
To znaczy, że jest o wiele gorzej, niż mi się
wydawało.
- Nie próbowałeś jej zatrzymać?
- Próbowałem. Chciałem nawet dzwonić na policję,
ale ona ma do niej większe prawa.
- Ale tu nie chodzi o prawa, Daehyun. – Pokręciłam
głową, łapiąc go za ramię. – Chodzi o jej zachowanie, ona nie może mieć dzieci
pod opieką.
- Nie zdążyliby przyjechać tak, czy inaczej.
To prawdopodobne. Seul jest ogromny, ciągle gdzieś
są wypadki, korki. A jeśli jeszcze działo się to w godzinach szczytu, tym
bardziej spadały szanse na szybką reakcję ze strony służb.
- Ale w końcu poszedłeś z tym na policję? – Pokiwał
głową, gapiąc się na chodnik pod stopami. – Oh, Daehyun-ah… Wszystko będzie
dobrze – powiedziałam, chwytając na powrót za jego dłonie. – Popatrz na mnie. –
Powoli obrócił głowę w moim kierunku i podniósł na mnie swój wzrok, ale zaraz
znowu go opuścił. Uniosłam jego twarz na swoją wysokość, by móc spojrzeć mu w
oczy. – Wszystko będzie dobrze. Razem damy sobie radę.
- Przepraszam – szepnął jeszcze raz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz