Otworzyłem oczy. Ostatnio śnią mi się dziwne rzeczy. Chyba nie powinienem pić słodkich napojów na noc, mój organizm źle reaguje na wysoki poziom cukru we krwi.
Pierwszym, co zrobiłem od razu po przebudzeniu,
było chwycenie za telefon i sprawdzenie, czy nie dostałem żadnej wiadomości.
Kolejny anonimowy sms z lekka mnie przybił, ale, gdy tylko zauważyłem, że
napisała do mnie Jaehee, natychmiast zapaliła się we mnie maleńka iskierka
nadziei. Pisała, że mam się nie przejmować kłopotami i korzystać z urlopu. Nie
wiem, dlaczego, może jeszcze nie do końca się rozbudziłem, ale odpisałem jej
natychmiast, nie zastanawiając się, jak zabrzmi moja wiadomość.
Nie dostałem już na nią odpowiedzi. Z resztą, nawet
gdyby mi odpisała, to nie miałoby to większego znaczenia, bo Jackson kazał mi
zostawić telefon w pokoju, a potem cały mój czas zajmował mi sobą. Mogłem
powiedzieć, że czułem się nienajgorzej. Nie było jakoś specjalnie super, ale
dzięki niemu nie myślałem bez przerwy o swoich problemach. Znalazł jakąś piłkę
i próbowaliśmy grać w nogę. Lepszy jestem w kosza i siatkówkę, jako, że obie
kiedyś trenowałem, ale ta też była całkiem zabawna. Szczególnie, kiedy kopałem
go po kostkach, a ten przewracał się na ziemię. Po jakimś czasie dołączyli się
do nas BamBam, Xiah i Yugyeom, przy okazji oświadczając, że robimy dzisiaj
ognisko. Spodobał mi się ten pomysł, lubię ogniska. Ale nie nacieszyłem się nim
zbyt długo.
- Mark! – dobiegł mnie głos Jinyoung’a gdzieś zza
moich pleców. Obróciłem się w odpowiednią stronę i prawie natychmiast dostałem
piłką w tył głowy. Syknąłem, marszcząc brwi, gdy posyłałem śmiejącym się
dzieciakom zirytowane spojrzenie. – Dlaczego nie odbierasz telefonu? – zapytał.
- Zostawiłem go w pokoju – odparłem, podchodząc do
chłopaka, który trzymał w ręku swój własny. – Dlaczego?
- JYP PD-nim dzwonił do ciebie, masz – powiedział,
podając mi swój telefon. Przyłożyłem go do lewego ucha i przywitałem się z
szefem.
- Cześć, Mark. Słuchaj, jest sprawa. – W ogóle nie
brzmiał, jakby był zły, co samo w sobie było dziwne. Przecież próbował się do
mnie wcześniej dodzwonić, a ja nie odbierałem, więc skoro to ważna sprawa, czy
nie powinien być przynajmniej zirytowany? A on brzmiał raczej przepraszająco. –
Nie możesz zostać z resztą na Jeju-do, musisz wrócić wcześniej do Seulu. Już
wysłałem samolot. Za dwie godziny masz być na lotnisku, możesz sobie kogoś
wziąć, żeby ci było raźniej.
- Jasne, w porządku – odpowiedziałem natychmiast. –
Ale co się stało? To coś poważnego?
CEO jeszcze nie znał Jaehee, więc nie przyszło mi
nawet do głowy, by o nią zapytać, ale przeczuwałem, że chodzi właśnie o to.
- Pojedziesz na policję i złożysz zeznania odnośnie
tego pobicia. – Jakoś tak odruchowo popatrzyłem na Jinyoung’a, jednak, gdy
zauważyłem, że on też się mi przygląda, od razu opuściłem wzrok, oblizując
wargi. – Trochę się pokomplikowało, ale wszystko się ułoży, spokojnie. – Od
samego początku wszyscy powtarzają, że będzie dobrze, że wszystko się ułoży, a
od tamtego dnia wszystko jedynie sypie mi się na głowę. Nie tylko mi, cały
zespół, cała wytwórnia na tym cierpi. Wszystko idzie jedynie ku gorszemu. Mam
już tego dosyć, nie radzę sobie z tym.
Usłyszałem od niego jeszcze kilka zdań, na które
odpowiadałem krótkimi mruknięciami, a w końcu pożegnaliśmy się i zakończyliśmy
połączenie. Oddałem Jinyoung’owi telefon, posyłając mu przelotne spojrzenie.
- O co chodzi? – zapytał, chowając urządzenie do
kieszeni kurtki.
- Muszę wrócić do Seulu wcześniej – odpowiedziałem
cicho, wkładając dłonie do kieszeni rozpiętej bluzy. Było trochę zimno, ale
kiedy lataliśmy za tą piłką, to się tego tak nie czuło. – Mam złożyć zeznania w
sprawie mojego pobicia – dodałem ciszej.
- Ale… przecież miało nie być dochodzenia –
zauważył, marszcząc brwi na czole.
- No wiem, ale ostatnio… - westchnąłem głęboko,
wędrując rozproszonym wzrokiem po drzewach dookoła nas. – Dostaję od nich
wiadomości. Nie wiem skąd mają mój numer, ale mają. A wczoraj ktoś opublikował
komentarz na fan cafe, że widzieli, jak mnie biją.
- Oh – Patrzył w dół, gryząc swoją dolną wargę. Był
w to zamieszany tak samo, jak ja. Gdyby się zastanowić, to teoretycznie,
wszystko to wydarzyło się przez niego. Ale sądząc po jego zachowaniu, chyba
zdawał sobie z tego sprawę.
- Jinyoung-ah – odezwałem się po chwili. Podniósł
na mnie swój wzrok. – Jedź tam ze mną – poprosiłem cicho.
- Hm? Po co? – zapytał chyba lekko wystraszony. Tak
zgaduję, bo wyglądał całkiem normalnie, ale jego oczy zawsze mówiły więcej niż
usta. Jeśli Park Jinyoung chce kogoś okłamać, na pewno ukryje przed nim swoje
oczy, by nie można było w nie spojrzeć. Ale jeśli pozwoli ci przejrzeć się w
nich i do tego jeszcze on patrzy w twoje… pomijając fakt, że masz wrażenie,
jakby dotykał twojej duszy od środka, znaczy to tyle, że pozwala ci na poznanie
własnej. Inaczej niż w ten sposób nie da się poznać jego uczuć. On o nich nie
mówi.
Odwróciłem wzrok, podchodząc bliżej niego, by w
końcu znowu spojrzeć mu w oczy.
- Yah, ty wiesz w tej sprawie najwięcej –
powiedziałem lekko ponad szept. – Poza tym po JB jesteś najbardziej
odpowiedzialny, a on powinien zostać tu z resztą, żeby się nie pozabijali.
Chłopak przez chwilę patrzył mi w oczy, w końcu
wypuszczając z płuc powietrze i opuszczając głowę.
- Ja nie chcę zeznawać – mruknął tak cicho, że
ledwo dosłyszałem.
- Może nie będziesz musiał – powiedziałem.
◇
- I tylko my dwaj mamy tam jechać?
Wcześniej zupełnie naturalnie ze mną rozmawiał i
dopiero teraz, kiedy staliśmy na lotnisku sami, nagle się spiął. A skoro on, to
automatycznie i ja. Nic dziwnego, nigdy nie potrafiłem utrzymać emocji na
wodzy, więc zwykle są bardzo zmienne. Może powinienem iść z tym do psychologa?
To chyba nie jest normalne, żeby być aż tak rozchwianym emocjonalnie. Taki stan
psychiczny utrzymuje się u mnie od czasów secondary school.
W każdym razie nasza aktualna sytuacja generalna
jest dosyć specyficzna. Nie lubię poruszać tego tematu, jest delikatny. Ja
jestem delikatny! I kiedy powiedział to z takim wahaniem, zepchnął mnie z klifu
o nazwie „granica wytrzymałości".
- A co, boisz się mnie? – zapytałem, nie odrywając
wzroku od niego.
- A co, mam się ciebie nie bać? – wypalił po chwili
badania mnie wzrokiem. - Wiesz jaką mam przez ciebie traumę? – To, że naprawdę
wyglądał na zestresowanego jeszcze bardziej mnie denerwowało.
- Sam się prosiłeś! – wytknąłem mu. - Przypomnieć
ci, jak to szło? „Makeu, zastanawiam się... jak to jest—„
- Dobra, stop! – krzyknął, uderzając mnie w ramię
dłonią i od razu po tym cofając się od dwa kroki w tył. Zacisnąłem usta w wąską
linię i odwróciłem wzrok. – Ja niby jestem dupkiem... - prychnął. – Wiesz, jaka
to była dla mnie trauma? Nie sypiam po nocach...
- No, bo raz zachciało ci się ze mną – mruknąłem
bardziej do siebie.
- Ja ciebie kiedyś zabiję – syknął pod nosem,
odwracając spojrzenie.
Co ja sobie myślałem wczoraj w nocy? Że on tylko
tak żartował z tym wszystkim? Że tak naprawdę ma gdzieś na serca dnie moje
uczucia i będzie brał pod uwagę to, jak się czuję?
Idiota. Jestem skończonym idiotą.
- Chłopaki! – Głos menagera przerwał irytującą
ciszę miedzy nami. Obydwaj spojrzeliśmy w stronę z której szedł do nas
mężczyzna. – Jesteście, to dobrze – powiedział z uśmiechem. Podchodząc do nas,
zarzucił nam obydwu swoje ręce na ramiona, ale ja od razu odsunąłem się,
patrząc w innym kierunku, a i Jinyoung po chwili zdjął z siebie rękę hyung'a. –
Ah... rozumiem, że dalej się na siebie boczycie. – Chyba jako jedyny z
wszystkich, którzy mają z nami bliższy kontakt, w końcu to zauważył. Posłałem
mu przelotne spojrzenie, potem Park'owi i znów wbiłem wzrok w przestrzeń. – No...
to musicie się pogodzić, bo czeka was dosyć długa wspólna podróż.
- Najwyżej usiądę trochę dalej – mruknął Jinyoung.
- Niestety to niemożliwe – odparł menager. –
Samolot jest mały, ma dosłownie parę miejsc w środku. Poza tym Mark musi ci
opowiedzieć o swojej dziewczynie.
Najpierw otworzyłem oczy szerzej, a dopiero po
chwili popatrzyłem z zaskoczeniem na mężczyznę. Tak samo Jinyoung patrzył wtedy
na mnie.
- Co? – bąknął zdezorientowany.
- To nie jest moja dziewczyna – mruknąłem, rzucając
mu chłodne spojrzenie. – Dlaczego? – zapytałem menagera.
- A nie powinien o tym wiedzieć? – Nie. Nie
powinien. – W ogóle jestem zdania, że cały zespół powinien wiedzieć.
To już zaszło za daleko, Mark.
- Co zaszło?! – zapytał nagle prawie krzycząc,
Jinyoung. Aż podskoczyłem na miejscu. Ściągnąłem brwi ku sobie, patrząc na jego
zszokowaną twarz. Teraz się zestresowałem. Dlaczego mam mu mówić o Jaehee?
Aish, wiedziałem, że właśnie tak zareagują, gdy się dowiedzą... - Ale przecież
ty... to jednak nie? Yah, o co ci chodzi?
- Mi? – Wskazałem palcem na siebie. – To ty się
ciągle drzesz!
- Mark, ty na poważnie... - pokręcił głową
zdegustowany, rozczarowany i zaszokowany na raz. Tyle emocji na jego twarzy
widziałem ostatnio w dramie, w której grał. Gdybym miał prawą rękę zdrową, to
bym go pieprznął zdrowo w tę jego... twarz.
- No co? Już nie mogę mieć przyjaciół?
- Ona jest taką przyjaciółką, jak ja? – Z naszej
trójki tylko my dwaj widzieliśmy sens tego pytania. Za to menager zaśmiał się i
poklepał go po plecach.
- MarkJin is real?
- Nie!
- Skąd!
Na nasz jednomyślny, w dodatku zsynchronizowany
protest hyung spoważniał i odchrząknął.
- Powinniśmy się zbierać. Samolot już czeka –
powiedział, kierując się powoli w odpowiednią stronę.
- Nie jest – mruknąłem cicho w stronę Jinyoung'a,
odpowiadając na jego wcześniejsze pytanie, kiedy obydwaj szliśmy za menagerem.
Samolot okazał się być faktycznie maleńki. Był
jeszcze mniejszy niż ten poprzedni. Miał dwa pomieszczenia dla pasażerów, z
czego jedno wyglądające podobnie do normalnych samolotów. Drugie było mniejsze,
miało cztery stoliki po cztery fotele przy każdym. Usiedliśmy wszyscy przy
jednym i razem z menagerem zaczęliśmy mu opowiadać, kim jest Jaehee i dlaczego
jest ważna w tej sprawie. Jinyoung, przyswajając wszystkie te informacje
wyglądał na przejętego, ale jednocześnie zamyślonego. Opowiedzieliśmy mu
wszystko dosyć szybko, więc później wszyscy raczej, zajmowaliśmy się albo
telefonami, albo laptopem, albo mną... Jinyoung od czasu do czasu przyglądał mi
się w milczeniu, potem wbijał wzrok za okno i tak kilka razy. Przez to byłem
coraz mniej spokojny.
W momencie, kiedy menager wyszedł z pomieszczenia
do ubikacji, Park wbił wzrok w jego plecy i odprowadził go, puki nie
zatrzasnęły się za nim drzwi.
- Yah, ty – odezwał się do mnie. – Ta dziewczyna...
- Chyba chciał, żebym czytał mu w myślach, ale nie jestem w tym tak dobry, jak
on, więc tylko mrugnąłem obiema powiekami, czekając na ciąg dalszy. – To
naprawdę tylko przyjaciółka?
Nawet nie chciało mi się już na niego warczeć. Może
czytać w myślach nie potrafię, ale patrząc na niego dosłownie każdy zauważyłby,
że chciałby usłyszeć zaprzeczenie z mojej strony. Wiem, że nie powinienem już
wiązać z nim żadnych nadziei, nie powinienem nawet o nim myśleć, ale... nawet,
jeżeli to w ogóle możliwe, to ja tak nie potrafię. Radzenie sobie z bólem jest
ciężkie, ale wypchnięcie go ze swojej głowy jest jeszcze trudniejsze. Gdybym mu
powiedział, że Jaehee mi się podoba, na pewno poczułby się lepiej. Nie byłby
już zagrożony.
Opuściłem wzrok na swoje kolana.
- Tak – odpowiedziałem cicho, po czym zacisnąłem
zęby na swojej dolnej wardze od środka.
- A ona... nie jest w twoim typie? – zapytał po
chwili ciszy. Zmarszczyłem brwi lekko i pomachałem głową przecząco. – Nigdy
żadna dziewczyna ci się nie podobała?
- Nie – odparłem. – Dlaczego ja ci w ogóle
odpowiadam na takie pytania? – syknąłem bardziej zły na siebie niż na niego.
- Bo się przyjaźnimy – Z jakiegoś powodu ta
odpowiedź mnie usatysfakcjonowała. To wciąż dziwny i niewygodny temat, ale
poczułem, że nawet, jeśli mu to wszystko powiem, to nic się nie stanie. A
przynajmniej nic gorszego od rzeczy, które już się wydarzyły. – Od kiedy wiesz
o... tym?
- Gimnazjum – mruknąłem krótko w odpowiedzi.
- Jackson też wie? – Znowu pomachałem delikatnie
głową na znak zaprzeczenia. Chociaż pewnie powinien wiedzieć, skoro dzielimy
razem pokój... – A ktoś z twojej rodziny?
Przez chwilę się wahałem, czy mu odpowiedzieć na to
pytanie.
- Moja siostra – Odchrząknąłem, by przeczyścić
gardło. – kiedyś na jej urodzinach widziała, jak całowałem się z jej młodszym
kolegą.
- Byliście parą? – Po tym pytaniu popatrzyłem na
jego twarz. Kiedy dotarło do mnie, że to pytanie było na serio, pokręciłem
głową na boki.
- Nie, po co?
- Aigoo – westchnął ciężko, zdegustowany. – Nie
rozumiem, jak można całować się z kimś, kogo się nie kocha...
To było prawie zabawne. Patrzyłem na niego
nieustępliwie, aż ten zerknął w moją stronę i przełknął ślinę. No, jak
można, Park Jinyoung?
- Dobra, nie ważne – mruknął ledwie zrozumiale, na
co prychnąłem pod nosem, znowu opuszczając wzrok na swoje dziurawe spodnie. –
Miałeś kiedyś chłopaka?
- A ty miałeś kiedyś chłopaka? – Nic nie
odpowiedział. – Ja też.
- A...
- Może zmieńmy już temat – przewałem, poprawiając
się na fotelu. Jinyoung milczał przez chwilę, ale wymyślanie kolejnego pytania
nie zajęło mu wiele czasu.
- A ta Jaehee... - zaczął w końcu. – jest ładna?
Westchnąłem, zastanawiając się nad tym pytaniem.
- Nie wiem – mruknąłem, wzruszając ramionami. –
Chyba tak.
- To co, nie patrzyłeś na nią w ogóle?
- Patrzyłem, ale... nie zastanawiałem się nad tym.
– Przypominając sobie o tej dziewczynie, wsunąłem lewą rękę do kieszeni bluzy,
gdzie grzał się mój telefon. Kiedy go dotykałem, to tak jakbym dotykał dłoni
Jaehee. – Ma... ładny uśmiech. Duże oczy. I czarne włosy. – No tak, opis bardzo
po męsku. Kątem oka widziałem tylko, że chłopak kiwa głową, ciągle patrząc na mnie.
– Ty wiesz, ona... poznałem ją tamtej nocy.
- Co się wtedy stało? – zapytał po chwili ciszy.
- Wybiegłem z domu nawet nie patrząc przed siebie.
– Odetchnąłem głęboko. – Zatrzymałem się w dziwnej uliczce, tam kilku facetów
mnie złapało i... - I się zaciąłem. Tego nie można ot tak sobie opowiedzieć. To
wszystko, co wtedy czułem... nie potrafię usunąć z pamięci tych emocji.
Chciałem wtedy już umrzeć. Nie chcę tego pamiętać.
- Poza tym, że cię pobili – Słyszałem, jak jego
głos zadrżał. – zrobili ci coś jeszcze?
Otworzyłem usta, ale głos uwiązł mi w gardle. Jak
mam to powiedzieć? Nie chcę. Nie mogę. Nie pytaj o to, nie chcę o tym
pamiętać.
- Chyba nie zdążyli – mruknąłem cicho. Odetchnąłem
kilka razy głębiej i odchrząknąłem znowu. – Gdyby nie Jaehee... - Uśmiechnąłem
się słabo. – Zrzuciła jednemu na głowę doniczkę. – To było nawet zabawne, więc
zaprezentowałem upuszczanie przedmiotu, posyłając Jinyoung'owi krótkie
spojrzenie i niepewny uśmiech, który szybko zniknął. On wtedy odpowiedział
wymuszonym chwilowym uniesieniem kącików ust w górę, ale i to nie trwało długo,
jak u mnie. – Chyba rozwaliła mu głowę. Mam nadzieję, że to nie oni do nas
piszą...
- Nas? – powtórzył, zdziwiony. – Jej też grożą?
- Jej grożą już od dawna. Jest córką pastora...
znaczy była... - przerwałem na chwilę, posmutniawszy możliwie jeszcze bardziej.
– Nie byli lubiani w tej dzielnicy. Kiedy trafiłem do szpitala, ona przyszła
mnie odwiedzić i wtedy ktoś go zastrzelił. – Jinyoung otworzył oczy i usta
szeroko.
- Hyung...
Zagryzłem mocno dolną wargę.
- Gdyby nie ja... może to wcale by się nie
wydarzyło – szepnąłem, mrugając szybciej, by odgonić łzy z oczu. – Może nic
takiego by jej nie spotkało.
- To nie jest twoja wina – powiedział, kręcąc głową
na boki. – Jeśli już, to moja, nie powinienem był wtedy...
- Przestań – uciąłem. – Nic złego nie zrobiłeś.
Byłeś pijany, takie rzeczy się zdarzają. To moja wina. Bo ja... spanikowałem.
Tak strasznie się bałem.
Wow, Park Jinyoung, na prawdę ci o tym
powiedziałem... Czy ja ciebie... aż tak...
- Czego?
- Nie wiem – szepnąłem, starając się oddychać
głęboko, żeby nie płakać na jego oczach. Zaraz po Jaehee jest drugą osobą,
której to mówię. – Tak ogólnie. To nie jest coś... co przychodzi nagle. To jest
stałe, trwa ciągle.
- Od kiedy tak masz?
- Od... gimnazjum? – Wzruszyłem ramionami.
Pamiętam, że przedtem nie bałem się niczego, nie tak bardzo. Miałem szczęśliwą
rodzinę, przyjaciół, mieszkałem w najpiękniejszym mieście na świecie. Poważnie,
LA jest niesamowite. W deszczowe i pochmurne dni, jak dzisiaj najbardziej mi go
brakuje. Potem zaczęło się secondary school. Nowe otoczenie, nowi znajomi. Nie
zauważyłem, kiedy pozwoliłem, żeby strach wszedł do mojego serca. - Jaehee, ta
dziewczyna... jest taka dziwna - wygiąłem twarz w grymasie, przekrzywiając
głowę na bok. - Zawsze, kiedy jest obok, to wszystko ucieka. Zmartwienia,
smutek, strach... tak jakby nigdy tego nie było.
- Może jest czarownicą? - Lekki uśmiech wstąpił na
moje usta. Popatrzyłem na chłopaka i pokręciłem głową.
- Jest zbyt czysta. Jest... jak to było? -
zastanowiłem się przez chwilę, próbując przypomnieć to koreańskie słowo.
- Święta. - Tak powiedziała i w sumie nie widzę powodów, by się z tym nie
zgodzić.
- Święta? - Uniósł brwi w górę. - Jak Maria?
- Nie wiem, nie znam kobiety - wzruszyłem ramionami,
wywołując cichy chichot u chłopaka.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz