niedziela, 16 kwietnia 2017

Mark's little secret [#12]



Otworzyłem oczy. Ostatnio śnią mi się dziwne rzeczy. Chyba nie powinienem pić słodkich napojów na noc, mój organizm źle reaguje na wysoki poziom cukru we krwi.
Pierwszym, co zrobiłem od razu po przebudzeniu, było chwycenie za telefon i sprawdzenie, czy nie dostałem żadnej wiadomości. Kolejny anonimowy sms z lekka mnie przybił, ale, gdy tylko zauważyłem, że napisała do mnie Jaehee, natychmiast zapaliła się we mnie maleńka iskierka nadziei. Pisała, że mam się nie przejmować kłopotami i korzystać z urlopu. Nie wiem, dlaczego, może jeszcze nie do końca się rozbudziłem, ale odpisałem jej natychmiast, nie zastanawiając się, jak zabrzmi moja wiadomość.


Nie dostałem już na nią odpowiedzi. Z resztą, nawet gdyby mi odpisała, to nie miałoby to większego znaczenia, bo Jackson kazał mi zostawić telefon w pokoju, a potem cały mój czas zajmował mi sobą. Mogłem powiedzieć, że czułem się nienajgorzej. Nie było jakoś specjalnie super, ale dzięki niemu nie myślałem bez przerwy o swoich problemach. Znalazł jakąś piłkę i próbowaliśmy grać w nogę. Lepszy jestem w kosza i siatkówkę, jako, że obie kiedyś trenowałem, ale ta też była całkiem zabawna. Szczególnie, kiedy kopałem go po kostkach, a ten przewracał się na ziemię. Po jakimś czasie dołączyli się do nas BamBam, Xiah i Yugyeom, przy okazji oświadczając, że robimy dzisiaj ognisko. Spodobał mi się ten pomysł, lubię ogniska. Ale nie nacieszyłem się nim zbyt długo.
- Mark! – dobiegł mnie głos Jinyoung’a gdzieś zza moich pleców. Obróciłem się w odpowiednią stronę i prawie natychmiast dostałem piłką w tył głowy. Syknąłem, marszcząc brwi, gdy posyłałem śmiejącym się dzieciakom zirytowane spojrzenie. – Dlaczego nie odbierasz telefonu? – zapytał.
- Zostawiłem go w pokoju – odparłem, podchodząc do chłopaka, który trzymał w ręku swój własny. – Dlaczego?
- JYP PD-nim dzwonił do ciebie, masz – powiedział, podając mi swój telefon. Przyłożyłem go do lewego ucha i przywitałem się z szefem.
- Cześć, Mark. Słuchaj, jest sprawa. – W ogóle nie brzmiał, jakby był zły, co samo w sobie było dziwne. Przecież próbował się do mnie wcześniej dodzwonić, a ja nie odbierałem, więc skoro to ważna sprawa, czy nie powinien być przynajmniej zirytowany? A on brzmiał raczej przepraszająco. – Nie możesz zostać z resztą na Jeju-do, musisz wrócić wcześniej do Seulu. Już wysłałem samolot. Za dwie godziny masz być na lotnisku, możesz sobie kogoś wziąć, żeby ci było raźniej.
- Jasne, w porządku – odpowiedziałem natychmiast. – Ale co się stało? To coś poważnego?
CEO jeszcze nie znał Jaehee, więc nie przyszło mi nawet do głowy, by o nią zapytać, ale przeczuwałem, że chodzi właśnie o to.
- Pojedziesz na policję i złożysz zeznania odnośnie tego pobicia. – Jakoś tak odruchowo popatrzyłem na Jinyoung’a, jednak, gdy zauważyłem, że on też się mi przygląda, od razu opuściłem wzrok, oblizując wargi. – Trochę się pokomplikowało, ale wszystko się ułoży, spokojnie. – Od samego początku wszyscy powtarzają, że będzie dobrze, że wszystko się ułoży, a od tamtego dnia wszystko jedynie sypie mi się na głowę. Nie tylko mi, cały zespół, cała wytwórnia na tym cierpi. Wszystko idzie jedynie ku gorszemu. Mam już tego dosyć, nie radzę sobie z tym.
Usłyszałem od niego jeszcze kilka zdań, na które odpowiadałem krótkimi mruknięciami, a w końcu pożegnaliśmy się i zakończyliśmy połączenie. Oddałem Jinyoung’owi telefon, posyłając mu przelotne spojrzenie.
- O co chodzi? – zapytał, chowając urządzenie do kieszeni kurtki.
- Muszę wrócić do Seulu wcześniej – odpowiedziałem cicho, wkładając dłonie do kieszeni rozpiętej bluzy. Było trochę zimno, ale kiedy lataliśmy za tą piłką, to się tego tak nie czuło. – Mam złożyć zeznania w sprawie mojego pobicia – dodałem ciszej.
- Ale… przecież miało nie być dochodzenia – zauważył, marszcząc brwi na czole.
- No wiem, ale ostatnio… - westchnąłem głęboko, wędrując rozproszonym wzrokiem po drzewach dookoła nas. – Dostaję od nich wiadomości. Nie wiem skąd mają mój numer, ale mają. A wczoraj ktoś opublikował komentarz na fan cafe, że widzieli, jak mnie biją.
- Oh – Patrzył w dół, gryząc swoją dolną wargę. Był w to zamieszany tak samo, jak ja. Gdyby się zastanowić, to teoretycznie, wszystko to wydarzyło się przez niego. Ale sądząc po jego zachowaniu, chyba zdawał sobie z tego sprawę.
- Jinyoung-ah – odezwałem się po chwili. Podniósł na mnie swój wzrok. – Jedź tam ze mną – poprosiłem cicho.
- Hm? Po co? – zapytał chyba lekko wystraszony. Tak zgaduję, bo wyglądał całkiem normalnie, ale jego oczy zawsze mówiły więcej niż usta. Jeśli Park Jinyoung chce kogoś okłamać, na pewno ukryje przed nim swoje oczy, by nie można było w nie spojrzeć. Ale jeśli pozwoli ci przejrzeć się w nich i do tego jeszcze on patrzy w twoje… pomijając fakt, że masz wrażenie, jakby dotykał twojej duszy od środka, znaczy to tyle, że pozwala ci na poznanie własnej. Inaczej niż w ten sposób nie da się poznać jego uczuć. On o nich nie mówi.
Odwróciłem wzrok, podchodząc bliżej niego, by w końcu znowu spojrzeć mu w oczy.
- Yah, ty wiesz w tej sprawie najwięcej – powiedziałem lekko ponad szept. – Poza tym po JB jesteś najbardziej odpowiedzialny, a on powinien zostać tu z resztą, żeby się nie pozabijali.
Chłopak przez chwilę patrzył mi w oczy, w końcu wypuszczając z płuc powietrze i opuszczając głowę.
- Ja nie chcę zeznawać – mruknął tak cicho, że ledwo dosłyszałem.
- Może nie będziesz musiał – powiedziałem.


- I tylko my dwaj mamy tam jechać?
Wcześniej zupełnie naturalnie ze mną rozmawiał i dopiero teraz, kiedy staliśmy na lotnisku sami, nagle się spiął. A skoro on, to automatycznie i ja. Nic dziwnego, nigdy nie potrafiłem utrzymać emocji na wodzy, więc zwykle są bardzo zmienne. Może powinienem iść z tym do psychologa? To chyba nie jest normalne, żeby być aż tak rozchwianym emocjonalnie. Taki stan psychiczny utrzymuje się u mnie od czasów secondary school.
W każdym razie nasza aktualna sytuacja generalna jest dosyć specyficzna. Nie lubię poruszać tego tematu, jest delikatny. Ja jestem delikatny! I kiedy powiedział to z takim wahaniem, zepchnął mnie z klifu o nazwie „granica wytrzymałości".
- A co, boisz się mnie? – zapytałem, nie odrywając wzroku od niego.
- A co, mam się ciebie nie bać? – wypalił po chwili badania mnie wzrokiem. - Wiesz jaką mam przez ciebie traumę? – To, że naprawdę wyglądał na zestresowanego jeszcze bardziej mnie denerwowało.
- Sam się prosiłeś! – wytknąłem mu. - Przypomnieć ci, jak to szło? „Makeu, zastanawiam się... jak to jest—„
- Dobra, stop! – krzyknął, uderzając mnie w ramię dłonią i od razu po tym cofając się od dwa kroki w tył. Zacisnąłem usta w wąską linię i odwróciłem wzrok. – Ja niby jestem dupkiem... - prychnął. – Wiesz, jaka to była dla mnie trauma? Nie sypiam po nocach...
- No, bo raz zachciało ci się ze mną – mruknąłem bardziej do siebie.
- Ja ciebie kiedyś zabiję – syknął pod nosem, odwracając spojrzenie.
Co ja sobie myślałem wczoraj w nocy? Że on tylko tak żartował z tym wszystkim? Że tak naprawdę ma gdzieś na serca dnie moje uczucia i będzie brał pod uwagę to, jak się czuję?
Idiota. Jestem skończonym idiotą.
- Chłopaki! – Głos menagera przerwał irytującą ciszę miedzy nami. Obydwaj spojrzeliśmy w stronę z której szedł do nas mężczyzna. – Jesteście, to dobrze – powiedział z uśmiechem. Podchodząc do nas, zarzucił nam obydwu swoje ręce na ramiona, ale ja od razu odsunąłem się, patrząc w innym kierunku, a i Jinyoung po chwili zdjął z siebie rękę hyung'a. – Ah... rozumiem, że dalej się na siebie boczycie. – Chyba jako jedyny z wszystkich, którzy mają z nami bliższy kontakt, w końcu to zauważył. Posłałem mu przelotne spojrzenie, potem Park'owi i znów wbiłem wzrok w przestrzeń. – No... to musicie się pogodzić, bo czeka was dosyć długa wspólna podróż.
- Najwyżej usiądę trochę dalej – mruknął Jinyoung.
- Niestety to niemożliwe – odparł menager. – Samolot jest mały, ma dosłownie parę miejsc w środku. Poza tym Mark musi ci opowiedzieć o swojej dziewczynie.
Najpierw otworzyłem oczy szerzej, a dopiero po chwili popatrzyłem z zaskoczeniem na mężczyznę. Tak samo Jinyoung patrzył wtedy na mnie.
- Co? – bąknął zdezorientowany.
- To nie jest moja dziewczyna – mruknąłem, rzucając mu chłodne spojrzenie. – Dlaczego? – zapytałem menagera.
- A nie powinien o tym wiedzieć? – Nie. Nie powinien. – W ogóle jestem zdania, że cały zespół powinien wiedzieć. To już zaszło za daleko, Mark.
- Co zaszło?! – zapytał nagle prawie krzycząc, Jinyoung. Aż podskoczyłem na miejscu. Ściągnąłem brwi ku sobie, patrząc na jego zszokowaną twarz. Teraz się zestresowałem. Dlaczego mam mu mówić o Jaehee? Aish, wiedziałem, że właśnie tak zareagują, gdy się dowiedzą... - Ale przecież ty... to jednak nie? Yah, o co ci chodzi?
- Mi? – Wskazałem palcem na siebie. – To ty się ciągle drzesz!
- Mark, ty na poważnie... - pokręcił głową zdegustowany, rozczarowany i zaszokowany na raz. Tyle emocji na jego twarzy widziałem ostatnio w dramie, w której grał. Gdybym miał prawą rękę zdrową, to bym go pieprznął zdrowo w tę jego... twarz.
- No co? Już nie mogę mieć przyjaciół?
- Ona jest taką przyjaciółką, jak ja? – Z naszej trójki tylko my dwaj widzieliśmy sens tego pytania. Za to menager zaśmiał się i poklepał go po plecach.
- MarkJin is real?
- Nie!
- Skąd!
Na nasz jednomyślny, w dodatku zsynchronizowany protest hyung spoważniał i odchrząknął.
- Powinniśmy się zbierać. Samolot już czeka – powiedział, kierując się powoli w odpowiednią stronę.
- Nie jest – mruknąłem cicho w stronę Jinyoung'a, odpowiadając na jego wcześniejsze pytanie, kiedy obydwaj szliśmy za menagerem.
Samolot okazał się być faktycznie maleńki. Był jeszcze mniejszy niż ten poprzedni. Miał dwa pomieszczenia dla pasażerów, z czego jedno wyglądające podobnie do normalnych samolotów. Drugie było mniejsze, miało cztery stoliki po cztery fotele przy każdym. Usiedliśmy wszyscy przy jednym i razem z menagerem zaczęliśmy mu opowiadać, kim jest Jaehee i dlaczego jest ważna w tej sprawie. Jinyoung, przyswajając wszystkie te informacje wyglądał na przejętego, ale jednocześnie zamyślonego. Opowiedzieliśmy mu wszystko dosyć szybko, więc później wszyscy raczej, zajmowaliśmy się albo telefonami, albo laptopem, albo mną... Jinyoung od czasu do czasu przyglądał mi się w milczeniu, potem wbijał wzrok za okno i tak kilka razy. Przez to byłem coraz mniej spokojny.
W momencie, kiedy menager wyszedł z pomieszczenia do ubikacji, Park wbił wzrok w jego plecy i odprowadził go, puki nie zatrzasnęły się za nim drzwi.
- Yah, ty – odezwał się do mnie. – Ta dziewczyna... - Chyba chciał, żebym czytał mu w myślach, ale nie jestem w tym tak dobry, jak on, więc tylko mrugnąłem obiema powiekami, czekając na ciąg dalszy. – To naprawdę tylko przyjaciółka?
Nawet nie chciało mi się już na niego warczeć. Może czytać w myślach nie potrafię, ale patrząc na niego dosłownie każdy zauważyłby, że chciałby usłyszeć zaprzeczenie z mojej strony. Wiem, że nie powinienem już wiązać z nim żadnych nadziei, nie powinienem nawet o nim myśleć, ale... nawet, jeżeli to w ogóle możliwe, to ja tak nie potrafię. Radzenie sobie z bólem jest ciężkie, ale wypchnięcie go ze swojej głowy jest jeszcze trudniejsze. Gdybym mu powiedział, że Jaehee mi się podoba, na pewno poczułby się lepiej. Nie byłby już zagrożony.
Opuściłem wzrok na swoje kolana.
- Tak – odpowiedziałem cicho, po czym zacisnąłem zęby na swojej dolnej wardze od środka.
- A ona... nie jest w twoim typie? – zapytał po chwili ciszy. Zmarszczyłem brwi lekko i pomachałem głową przecząco. – Nigdy żadna dziewczyna ci się nie podobała?
- Nie – odparłem. – Dlaczego ja ci w ogóle odpowiadam na takie pytania? – syknąłem bardziej zły na siebie niż na niego.
- Bo się przyjaźnimy – Z jakiegoś powodu ta odpowiedź mnie usatysfakcjonowała. To wciąż dziwny i niewygodny temat, ale poczułem, że nawet, jeśli mu to wszystko powiem, to nic się nie stanie. A przynajmniej nic gorszego od rzeczy, które już się wydarzyły. – Od kiedy wiesz o... tym?
- Gimnazjum – mruknąłem krótko w odpowiedzi.
- Jackson też wie? – Znowu pomachałem delikatnie głową na znak zaprzeczenia. Chociaż pewnie powinien wiedzieć, skoro dzielimy razem pokój... – A ktoś z twojej rodziny?
Przez chwilę się wahałem, czy mu odpowiedzieć na to pytanie.
- Moja siostra – Odchrząknąłem, by przeczyścić gardło. – kiedyś na jej urodzinach widziała, jak całowałem się z jej młodszym kolegą.
- Byliście parą? – Po tym pytaniu popatrzyłem na jego twarz. Kiedy dotarło do mnie, że to pytanie było na serio, pokręciłem głową na boki.
- Nie, po co?
- Aigoo – westchnął ciężko, zdegustowany. – Nie rozumiem, jak można całować się z kimś, kogo się nie kocha...
To było prawie zabawne. Patrzyłem na niego nieustępliwie, aż ten zerknął w moją stronę i przełknął ślinę. No, jak można, Park Jinyoung?
- Dobra, nie ważne – mruknął ledwie zrozumiale, na co prychnąłem pod nosem, znowu opuszczając wzrok na swoje dziurawe spodnie. – Miałeś kiedyś chłopaka?
- A ty miałeś kiedyś chłopaka? – Nic nie odpowiedział. – Ja też.
- A...
- Może zmieńmy już temat – przewałem, poprawiając się na fotelu. Jinyoung milczał przez chwilę, ale wymyślanie kolejnego pytania nie zajęło mu wiele czasu.
- A ta Jaehee... - zaczął w końcu. – jest ładna?
Westchnąłem, zastanawiając się nad tym pytaniem.
- Nie wiem – mruknąłem, wzruszając ramionami. – Chyba tak.
- To co, nie patrzyłeś na nią w ogóle?
- Patrzyłem, ale... nie zastanawiałem się nad tym. – Przypominając sobie o tej dziewczynie, wsunąłem lewą rękę do kieszeni bluzy, gdzie grzał się mój telefon. Kiedy go dotykałem, to tak jakbym dotykał dłoni Jaehee. – Ma... ładny uśmiech. Duże oczy. I czarne włosy. – No tak, opis bardzo po męsku. Kątem oka widziałem tylko, że chłopak kiwa głową, ciągle patrząc na mnie. – Ty wiesz, ona... poznałem ją tamtej nocy.
- Co się wtedy stało? – zapytał po chwili ciszy.
- Wybiegłem z domu nawet nie patrząc przed siebie. – Odetchnąłem głęboko. – Zatrzymałem się w dziwnej uliczce, tam kilku facetów mnie złapało i... - I się zaciąłem. Tego nie można ot tak sobie opowiedzieć. To wszystko, co wtedy czułem... nie potrafię usunąć z pamięci tych emocji. Chciałem wtedy już umrzeć. Nie chcę tego pamiętać.
- Poza tym, że cię pobili – Słyszałem, jak jego głos zadrżał. – zrobili ci coś jeszcze?
Otworzyłem usta, ale głos uwiązł mi w gardle. Jak mam to powiedzieć? Nie chcę. Nie mogę. Nie pytaj o to, nie chcę o tym pamiętać.
- Chyba nie zdążyli – mruknąłem cicho. Odetchnąłem kilka razy głębiej i odchrząknąłem znowu. – Gdyby nie Jaehee... - Uśmiechnąłem się słabo. – Zrzuciła jednemu na głowę doniczkę. – To było nawet zabawne, więc zaprezentowałem upuszczanie przedmiotu, posyłając Jinyoung'owi krótkie spojrzenie i niepewny uśmiech, który szybko zniknął. On wtedy odpowiedział wymuszonym chwilowym uniesieniem kącików ust w górę, ale i to nie trwało długo, jak u mnie. – Chyba rozwaliła mu głowę. Mam nadzieję, że to nie oni do nas piszą...
- Nas? – powtórzył, zdziwiony. – Jej też grożą?
- Jej grożą już od dawna. Jest córką pastora... znaczy była... - przerwałem na chwilę, posmutniawszy możliwie jeszcze bardziej. – Nie byli lubiani w tej dzielnicy. Kiedy trafiłem do szpitala, ona przyszła mnie odwiedzić i wtedy ktoś go zastrzelił. – Jinyoung otworzył oczy i usta szeroko.
- Hyung...
Zagryzłem mocno dolną wargę.
- Gdyby nie ja... może to wcale by się nie wydarzyło – szepnąłem, mrugając szybciej, by odgonić łzy z oczu. – Może nic takiego by jej nie spotkało.
- To nie jest twoja wina – powiedział, kręcąc głową na boki. – Jeśli już, to moja, nie powinienem był wtedy...
- Przestań – uciąłem. – Nic złego nie zrobiłeś. Byłeś pijany, takie rzeczy się zdarzają. To moja wina. Bo ja... spanikowałem. Tak strasznie się bałem.
Wow, Park Jinyoung, na prawdę ci o tym powiedziałem... Czy ja ciebie... aż tak...
- Czego?
- Nie wiem – szepnąłem, starając się oddychać głęboko, żeby nie płakać na jego oczach. Zaraz po Jaehee jest drugą osobą, której to mówię. – Tak ogólnie. To nie jest coś... co przychodzi nagle. To jest stałe, trwa ciągle.
- Od kiedy tak masz?
- Od... gimnazjum? – Wzruszyłem ramionami. Pamiętam, że przedtem nie bałem się niczego, nie tak bardzo. Miałem szczęśliwą rodzinę, przyjaciół, mieszkałem w najpiękniejszym mieście na świecie. Poważnie, LA jest niesamowite. W deszczowe i pochmurne dni, jak dzisiaj najbardziej mi go brakuje. Potem zaczęło się secondary school. Nowe otoczenie, nowi znajomi. Nie zauważyłem, kiedy pozwoliłem, żeby strach wszedł do mojego serca. - Jaehee, ta dziewczyna... jest taka dziwna - wygiąłem twarz w grymasie, przekrzywiając głowę na bok. - Zawsze, kiedy jest obok, to wszystko ucieka. Zmartwienia, smutek, strach... tak jakby nigdy tego nie było.
- Może jest czarownicą? - Lekki uśmiech wstąpił na moje usta. Popatrzyłem na chłopaka i pokręciłem głową.
- Jest zbyt czysta. Jest... jak to było? - zastanowiłem się przez chwilę, próbując przypomnieć to koreańskie słowo. -  Święta. - Tak powiedziała i w sumie nie widzę powodów, by się z tym nie zgodzić.
- Święta? - Uniósł brwi w górę. - Jak Maria?
- Nie wiem, nie znam kobiety - wzruszyłem ramionami, wywołując cichy chichot u chłopaka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz